poniedziałek, 29 października 2018

A gdyby tak cofnąć czas?


W związku z tym, że w nocy z soboty na niedzielę zmienialiśmy czas na zimowy, naszła mnie taka refleksja. A co gdyby naprawdę można było cofnąć czas? Oczywiście zatrzymując wiedzę o tym, co się wydarzyło, wszystkie doświadczenia i mądrości. Co bym zmieniła? Czy byłoby tak jak w kultowym filmie "Powrót do przyszłości"(Back to the Future), gdzie można było na przykład kupić almanach wydarzeń sportowych i zarobić na tym fortunę? Czy może byłoby jak w "Efekcie Motyla" (Butterfly Effect), gdzie cokolwiek bohater chciał zmienić, prowadziło do jeszcze gorszej wersji wydarzeń. 

zdj.Pixabay

Kilka lat temu mieliśmy w naszym życiu taki epizod. W zasadzie wiedzą o tym tylko moi rodzice (a za chwilę wszyscy, którzy to przeczytają ;) ) Kiedy nasze starania o dziecko wciąż kończyły się niepowodzeniem, pojawiła się możliwość wyjazdu za granicę na taki 2-letni kontrakt. Propozycja dotyczyła mojego męża, ja na szczęście mam taki zawód, że gdzieś tam zawsze znajdę pracę, więc postanowiliśmy dać szansę szczęściu. Pojechaliśmy więc razem na rozmowę kwalifikacyjną, która polegała nie tylko na przepytaniu, ale przede wszystkim na sprawdzeniu umiejętności kandydata. Pozostawiona na cały weekend sama sobie, wędrowałam po mieście szukając inspiracji fotograficznych, a mój mąż "męczył się" z potencjalnym szefostwem i pracownikami działu, którzy przekazywali odpowiednie informacje. Na koniec pierwszego dnia, zostaliśmy zaproszeni przez właściciela firmy do restauracji, a potem razem odbyliśmy spacer do miejsca zakwaterowania. Było przemiło. Bardzo polubiłam jego żonę, która opowiadała mi o życiu w tym regionie. Po kolejnym dniu również dostaliśmy zaproszenie, tym razem do szefa do domu na kolację przygotowaną właśnie przez jego żonę. Muszę przyznać, że nie byłam na to przygotowana, choćby ze względu na ubiór. Ogólnie jednak wszystko fajnie, od pracowników dostaliśmy pozytywny feedback, że szef jest raczej na tak, delektujemy się więc kolacją. Jakież ogromne było nasze zdziwienie, gdy po posiłku dowiedzieliśmy się, że jednak mąż nie dostanie tej pracy. To był cios w policzek. Nie tylko dlatego, że nasze plany, marzenia rozsypały się w pył w jednym momencie, niczym szklanka upuszczona na ziemię, ale dlatego, że przez cały ten czas dostawaliśmy sprzeczne sygnały od nich wszystkich. Być może u nas w Polsce wyglądałoby to zupełnie inaczej, bardziej profesjonalnie, tam uznali, że najpierw trzeba nas nakarmić, tak nakazuje kultura, a potem przejść do interesów. Nie myślcie, że coś na tej kolacji się wydarzyło, co sprawiło, że mąż nie dostał tej pracy. Argument jaki usłyszał, był taki, że w zasadzie niepotrzebnie spędziliśmy tam te dwa dni. Nic one nie zmieniły. Zresztą to nie jest ważne, nie po to wam to opowiadam, by się żalić, już dawno się z tym pogodziliśmy. Ludzie chodzą na rozmowy o pracę i jej nie dostają. To normalne. Wtedy jednak to była największa porażka w życiu, dla mojego męża i dla mnie też. Może dlatego, że wyobrażałam sobie, że takie 2 lata mogą dużo zmienić, dać nam dużo nowych sił, pokazać życie z innej strony, odetchnąć o starań o dziecko. Do tego sposób w jaki to się odbyło sprawił, że poczuliśmy się tak, jak gdyby stojąc na szczycie góry i podziwiając widoki, nagle ktoś szturchnął cię i powiedział, że to tylko sen. Albo gorzej. Zepchnął cię z tej góry...

Kiedy wróciliśmy do Polski, podjęliśmy jeszcze jedną, ostatnią próbę zajścia w ciążę, a potem złożyliśmy dokumenty adopcyjne. W kolejnym roku urodziła się nasza pierwsza córka. 

Może po prostu pewne rzeczy muszą się wydarzyć, byśmy głębiej przeżyli nasze życie? Oczywiście lepiej byłoby nie cierpieć, dostawać tylko to, co najprzyjemniejsze, ale czy potrafilibyśmy wtedy tak to wszystko docenić? Przypomniał mi się jeszcze jeden film z podobnego gatunku przemieszczania się w czasoprzestrzeni - Zaklęci w Czasie (Time Traveller's Wife)
Tego co już było niestety nie da się zmienić. A nawet gdyby się dało, może lepiej tego nie robić. Nie twierdzę też, że jesteśmy skazani na coś, w końcu człowiek ma wolną wolę, nikt go do niczego nie przymusi. Mówcie jednak co chcecie, ale ja wiem, że tamta porażka to kolejny wielki dar z Niebios. Gdy urodziła się Elsa, pani z ośrodka widząc ją w szpitalu powiedziała nam, że wiedziała, że ona urodziła się dla nas. Gdyby mąż wtedy dostał tę pracę, nie byłoby nas w Polsce, by móc nasze dziecko zabrać do siebie...

A na koniec, żeby nie było tak filozoficznie, powiem wam, że ja mam straszny problem ze zmianą czasu. Nie w ciągu dnia, ale rano i gdy kładę się spać. Być może stąd ten post, bo przebywam obecnie w innej czasoprzestrzeni.

Dobrego tygodnia!

25 komentarzy:

  1. Też mam wieczne problemy z tą zmianą czasu. ;)
    JAk dla mnie to zupełnie bezsensu i tylko zaburza cykl dobowy. I mam nadzieję, że wreszcie ktoś tam w kręgach decydentów (UE itp) dojdzie do wniosku, że jest to niepotrzebne i żadnych oszczędności już nie przynosi.

    A tak w ogóle to chyba codziennie dziękować Stwórcy, że oszczędził mi potrzeby wracania do tego co było i rozpatrywania: co by było gdyby
    Patrzę jak zmieniają się dzieci, jak szybko rosną i staram się cieszyć tym co życie przynosi.

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś słyszałam, że zmiana jest po to, by ... rano było jeszcze widno. Tia, tylko co komu po tym skoro tym samym wcześniej robi się ciemno. Nie dość, że człowiek ma "depresję", to jeszcze takie coś fundują. Nie wiem, czy też tak masz, że o 18 wydaje Ci się, że już jakaś 21 ;)

      To prawda. Kiedyś zadawałam sobie takie właśnie pytania, a co gdybym starała się bardziej, więcej, inaczej, coś tam zrobiła, do kogoś pojechała, co by wtedy było?
      Wiesz, teraz nie cofnęłabym czasu, ale właśnie go zatrzymała. Zatrzymała te ulotne chwile, złapała je i wyciskała z nich ile się da :) Jak cytrynę.

      Pzdr

      Usuń
    2. @izzy
      Dziś o 17ej odbierałem córkę ze szkoły i było już całkiem ciemno na polu (na dworze - jak kto woli). Koszmar

      Usuń
    3. U mnie na polu też. To znaczy mam na myśli to, które mijam po drodze z przedszkola ;)

      Usuń
  2. Ja bym chyba nic nie zmieniła. Ja czasem sobie myślę, co by było, gdybym zaszła w ciążę przed adopcją. Ale nie umiem sobie tego wyobrazić. Mam ogromne przekonanie, że te 7 lat starań były właśnie po to, żebyśmy mieli Rysia. Nie mogło udać się wcześniej, bo on musiał trafić do nas. Bo tak jak Wasza Elsa dla Was, tak Ryś urodził się dla nas😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Często sobie o Was myślę, że właśnie tak jest, że tak wam było przeznaczone. Pójdę nawet dalej. Myślę, że to może własnie dzięki Rysiowi będziecie mieć Rysiątko (że tak go nazwę) Może dzięki pierwszemu dziecku czułaś się odprężona, szczęśliwsza, nic nie musiałaś. A może po prostu to był ten czas. Nie wiem.

      Widzę tylko jeden minus. Będziesz musiała być jedyną kobitką w męskim towarzystwie :D:D Niech noszą Cię na rękach :D

      Usuń
    2. No właśnie! Ostatnio była taka scena w Rodzince.pl, jak wszyscy Boscy mężczyźni nadskakują Natalii, jeden podaje kawkę, drugi śniadanko, trzeci mówi, że pięknie dziś wygląda, a czwarty, że jest wspaniałą mamą😊U nas wprawdzie mężczyzn będzie trzech plus pies (też płci męskiej), ale już sobie zastrzegłam, że choć raz chciałabym się tak właśnie poczuć wśród mojej męskiej ferajny 😉

      Usuń
    3. Rozmawiałam kiedyś z gościem, który robił u nas elewację. Ma trzy córki. Trzy córki plus żona= 4 kobiety! Wyobrażasz sobie? A on sam. Sympatyczny facet, więc pytam jak sobie radzi, w szczególności w tych trudnych dniach ;) On na to, że cztery kobiety w domu, to najwspanialsze co może spotkać mężczyznę: dbają o mnie, gotują, dopieszczają. No. Także i u Ciebie dobrze rokuje, mam nadzieję, że to właśnie tak działa w dwie strony ;)
      Podobno chłopców łatwiej się wychowuje, bo nie są tacy skomplikowani. Ja się nie wypowiadam, bo u nas odwrotnie, ale coś może w tym być.
      No nic, poczekamy na Rysiątko i zobaczymy, ale ja na Twoim miejscu SPA od czasu do czasu (może być domowe) nie popuściłabym :P

      Usuń
  3. Uwielbiam "Powrót do przyszłości", wszystkie części!
    Gdyby można było wrócić, ale nic nie zmieniając (bałabym się możliwości ingerencji w przeszłość, bo znając siebie na bank bym coś namieszała) to chętnie wróciłabym do szczęśliwych chwil. Wyobrażasz sobie? Jesteś zmęczona, masz chandrę i... wyskakujesz sobie na godzinkę w ramiona babci... Kurczę, wzruszyłam się...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też! Oglądam za każdym razem jak leci :D szczególnie upodobałam sobie 2 część. Myślisz, że byś namieszała? No, ale wiesz, przynajmniej sąsiedzi by Cię nie zaskoczyli :D
      Ale tak, fajnie by było mieć taką możliwość przeniesienia się na chwilę do wybranego momentu. Byle to nie była szkoła, bo znając moje szczęście trafiłabym na klasówkę na która nic się nie uczyłam hahaha. Albo z jakiegoś znienawidzonego przeze mnie przedmiotu np. fizyki :D
      Lubisz w ogóle takie filmy z pogranicza sci-fi?

      Usuń
  4. Wiesz, no "Powrót" jest po prostu kultowy. "Gwiezdne wojny", "E.T." - wiadomo ♥
    Ale już po nich nie robili takich świetnych filmów, a w każdym razie nic mnie jakoś nie zachwyciło. Chociaż pewnie gdybym tak pomyślała, to pewnie coś jeszcze by się znalazło.
    Ale muszę ci powiedzieć, że przekonuję się do filmów/seriali, jakie proponują mi moje dziewczyny. Np. nigdy nie pomyślałabym, że spodobają mi się "Igrzyska śmierci", a byłam nimi zachwycona. Lubię też "Niezgodną" i serial "Stranger things". Więc chyba tak, chyba jednak lubię taki klimat.
    Boszsz, ale chaotycznie ci napisałam, hehe, sorry.
    A ty?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, te filmy są po prostu nie do przebicia. Najlepsze jest to, że oglądasz je po tylu latach i nadal Ci się podobają. Ja bardzo lubię takie filmy z pogranicza sci-fi tzn nie takie typu Transformers, takie coś jak mój mąż ogląda to ja piszę komentarze na blogu hahaha, ale właśnie Niezgodna, czy takie o sztucznej inteligencji "Ex machina" czy coś.

      Usuń
  5. Izzy, potrzebowałam dzisiaj tego posta, dziękuję :*
    A tak na marginesie, jak szkoda, że te czasy już minęły, gdy tak krótko czekało się na dziecko adopcyjne. Tzn nie wiem czy dobrze zrozumiałam, ale u Was minął rok, albo dwa od momentu zgłoszenia do ośrodka aż do zabrania Elsy do domu?
    U nas od zgłoszenia do ośrodka zleciało już 2,5 roku i pewnie drugie tyle jeszcze poczekamy, zwariować można.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, to prawda. Teraz maluszków jak na lekarstwo, a reszta musi czekać na uwolnienie się prawnie, bo tak system działa. Elsę naszą poznaliśmy niecałe 5 miesięcy od kwalifikacji. I nie byliśmy pierwsi, którzy otrzymali propozycję...
      Wiem, że można zwariować, nie czekałam może tyle na adopcję, ale samo czekanie na dziecko to prawie 10 lat, więc znam to uczucie. Ale uwierz mi, jak już będziecie mieć maluszka to te chwile pozostaną jedynie wspomnieniem :*

      Usuń
  6. Ja wierzę w to, że nic nie dzieje się bez przyczyny. Sama kilka razy wracałam do kraju z drugiego końca świata, sfrustrowana i zdołowana ALE jak się okazuje po to, żeby tu właśnie spotkać Dziubasa :) Zawsze staram się myśleć w taki sposób - przy każdym niepowodzeniu. Jedne drzwi się zamykają, żeby inne mogły się otworzyć :)
    PS. Gdybym ja dowiedziała się przy kolacji, że nic z tego, pewnie niechcący stłukłabym jakiegoś Rosenthala ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jak jest między wami dobrze, to całujesz Dziubasa za to w dziubek a jak się pokłócicie to przeklinasz tę chwilę :D Żartuję oczywiście. Z tymi drzwiami to prawda, choć trzeba też mądrze ich szukać i otwierać.

      Widzisz jaka ja porządna jestem. A powinnam była coś stłuc :D
      Niech nie powiem pan się popisał, zwrócił koszty podróży i to z nawiązką :) Dobre i to.

      Usuń
  7. Czasem przeznaczenie wie lepiej co jest dla nas dobre.
    Jeśli chodzi o zmianę czasu to mnie jedynie nie odpowiada to, że teraz wcześniej się robi ciemno, poza tym nie mam z tym problemu. Zasypiam i wstaję jakby nic się nie zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no widzisz, a ja wieczorem nie jestem śpiąca, tak naprawdę dopiero ok 22 dostaję wigoru, a rano oczy na zapałki ;) Najlepsza jest moja Misia, która pyta, czy idziemy już spać, bo jest ciemno ( a jest 17 :D )

      Usuń
  8. Ja też czasem zastanawiam się nad tym co i jak by było gdyby pewne rzeczy w moim życiu wydarzyły się inaczej lub nie wydarzyły się wcale, gdybym podjęła inne decyzje... Zastanawiałam się tak szczególnie w momentach, kiedy było mi źle i nie potrafiłam zaakceptować pewnych faktów w moim życiu. Ale dziś wiem, że przede wszystkim gdybym podjęła inne decyzje, obrała inne drogi to nie byłabym dziś tu gdzie jestem, nie miałabym tego co dziś mam i przede wszystkim byłabym pewnie zupełnie innym człowiekiem. A dziś mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa w tym swoim życiu, więc zawsze jednak nasze decyzje mają pozytywne skutki 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, myślę, że dla Ciebie i dla mnie jednak to wszystko co było dobrze się skończyło, więc mamy na to inne spojrzenie. Nie wiem jednak, czy nie patrzyłabym bardziej w przeszłość, na swoje wybory z żalem, że nie stało się inaczej, gdybym dziecka nie doczekała się wcale. Ja wiem, że to co się wydarzyło, to faktycznie po to bym była tu gdzie jestem. Tylko co z tymi, których marzenia się nie spełniły? Czy u nich też miało tak własnie to się skończyć? Tak sobie myślę właśnie ...

      Usuń
    2. Tak, wiem o czym mówisz... I masz rację, ja napisałam to z punktu widzenia nas - tych, którym się udało spełnić marzenia. Napewno zupełnie inaczej patrzyłybyśmy na życie gdyby nie udało nam się być tu gdzie jesteśmy...

      Usuń
    3. No właśnie. Ja też pisałam ze swojego punktu widzenia, że wszystko miało sens, ale może pamiętasz jak opowiadałam o takiej babeczce z pracy, którą znałam z widzenia i po adopcji podeszła do mnie pogratulować mi i powiedziała, że "sama przegapiła ten moment, kiedy jeszcze mogła zostać mamą" Dała do zrozumienia, że gdyby właśnie mogła ten czas cofnąć, to dokonałaby innych wyborów.

      Usuń
  9. Gdybym mogła cofnąć czas, być może wcześniej podjęlibyśmy z mężem decyzję o adopcji. Z jednej strony trochę żałuję zmarnowanych lat i karmienia się bezsensowną nadzieją, ale z drugiej... tak jak pisałyście z Sonadorą, Księżniczka jest absolutnie nasza i widocznie tak po prostu musiało być.
    Zrobiłam w życiu kilka rzeczy, których dzisiaj się wstydzę (jak pewnie wiele innych osób), ale czy na tyle, żeby cofać się w czasie i zmieniać tamte decyzje...? Nie wiem.

    OdpowiedzUsuń
  10. A, i jeszcze jedno. Też nie cierpię zmiany czasu. Im jestem starsza, tym dłużej zajmuje mi przestawienie swojego wewnętrznego zegara.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na naszym szkoleniu, jedna dziewczyna powiedziała to samo. Że szkoda tych wszystkich lat. Ale to jednak prawda, że by adopcja była udana, trzeba przejść przez wszystkie etapy starania się o dziecko, od szczęścia, że podjęliśmy taką decyzję, przez rozczarowanie w związku z brakiem ciąży, czasem cierpieniem i w końcu pogodzeniem się z sytuacją i odnalezieniem nowej drogi.

      Zgadzam się, każdy pewnie czegoś się tam wstydzi, ale chyba nie ma takiej możliwości, żeby człowiek miał życiową mądrość przez przeżycia życia. (ale mi się zrymowało ;) )

      Usuń