poniedziałek, 15 października 2018

Mój przyjaciel smoczek i kciuk.



W swoim życiu poznałam zarówno przeciwników jak i zwolenników smoczka. Jak wiecie ja staram się nie brnąć ani w jedną ani drugą stronę i zachować rozsądek (staram się, co oczywiście nie zawsze mi wychodzi) Dlatego też przed narodzinami naszych dziewczynek, kiedy to przygotowywaliśmy się na przyjście pierwszej, zakupiłam piękny smoczuś, oczywiście z ulubionym motywem przewodnim, czyli owieczką. Ten zakup wydawał mi się tak naturalny, że nawet nie pomyślałam, że mogłoby być inaczej. Jak się potem przekonałam, narodziny dziecka weryfikują naszą wizję rodzicielstwa. Część rzeczy była zupełnie nieprzydatna, a na przykład zabawki, które dla dorosłych wydawały się rewelacją, nawet nie mogły równać się choćby koszowi na bieliznę, który przez 3 lata królował wśród ulubionych przedmiotów. No, ale nie o tym dzisiaj. Dziś chciałabym podzielić się z wami naszymi doświadczeniami właśnie ze smoczkiem, a w zasadzie jego ... brakiem. Piękny smoczek leży gdzieś zakopany wśród pamiątek, gdyż ani jedna, ani druga dziewczynka nie chciała go ssać. Jeśli chodzi o Elsę, to ja myślę, że to jest dziecko, którego nikt, ani nic, nie jest i nie było w stanie zatkać. Smoczka wzięła do buzi jak to mówią dwa razy, pierwszy i ostatni. Pociumkała, pociumkała i wystrzeliła nim na odległość dwóch metrów. Tak zakończyła się jej przygoda z pocieszaczem. Próbowałam ją przekonać kilka razy, ale nie chciała, więc stwierdziłam, że dziecko wie lepiej. Elsa nie była płaczliwym niemowlęciem. Płakała tylko wtedy, gdy była głodna i kiedy ząbkowała. Jej pocieszycielką stała się za to przytulanka, maskotka owieczka, o której już na tym blogu pisałam. Obecnie jest po kolejnej operacji szyi i nogi, która odleciała. 


Misia. Ona również nie była smoczkiem zainteresowana. Denerwowała się, gdy jej go proponowałam, więc i w tym przypadku zrezygnowaliśmy z zachęcania jej, myśląc, że wszystko ułoży się tak jak w przypadku starszej siostry. Nic bardziej mylnego. Nasz Misiaczek znalazł sobie coś lepszego niż smoczek - własny kciuk. Mówię wam szczerze, że gdybym wtedy wiedziała, czym to grozi, dalej zachęcałabym ją do smoczka, albo przynajmniej nie przegapiła momentu, w którym należało ją od tego nawyku odzwyczaić. Podobno dzieci są albo kciukowe albo smoczkowe. Nie wiem, czy to prawda, ale faktycznie dziecko, które ma paluszka zawsze przy sobie, nie musi martwić się o nic. Po co mu więc smoczek.
Przez długi czas, Misia ciumkała kciuka tylko na noc. Dzięki temu zawsze pięknie usypiała, jak marzenie - wsadzaliśmy ją do łóżeczka, dostawała całuska, układała się w wygodnej pozycji przytulając do kocyka (który potem wyjmowaliśmy, by się nie udusiła) i już. Własne wygodnictwo i perspektywa spokojnego wieczoru przysłoniły nam chyba to, co nieuniknione - mega uzależnienie. 
Misia ciumkała się gdzie popadnie. W czasie zabawy (chyba, że potrzebowała obu rączek), w czasie spaceru (tu najchętniej, bo najmniej się działo, gdy siedziała w wózku) i przy oglądaniu bajeczek. Pierwsze próby odzwyczajenia jej podjęliśmy, gdy skończyła roczek z hakiem. Na próżno. Potem pojawiły się pierwsze dobre rady w stylu włóż paluszek do soli, co nawet przyznaję wypróbowaliśmy, ale według mnie to nie działa na dłuższą metę i jest bez sensu. Pociumkała tę sól, pociumkała, pokrzywiła się i w końcu niedobry smak zniknął (lub ewentualnie pogodziła się z nim, trudno stwierdzić) Zostało nam tylko jedno- próbować wyjmować jej paluszek z buzi w ciągu dnia, ale niestety na to co działo się w nocy nie mieliśmy wpływu. Najlepsze w tym wszystkim było to, że ciumkając się musiała być jak my to nazywaliśmy "podłączona" do czegoś miękkiego. A w domu rzeczy do wyboru do koloru. Pluszaki, kocyki, sweterki itd. Opowiadałam wam już kiedyś, nie wiem, czy wszyscy pamiętają historię, jak Misia siedziała przypięta w foteliku i wyciągała się jak żyrafa, by choć opuszkami palców dotknąć futerko przy swoim buciku :D Zdarzało jej się również leżeć na pufie, która obłożona jest takim milutkim materiałem oraz ciumkać się na swoim kożuszku, bo akurat miał milusi kołnierz. Walczyliśmy jak mogliśmy, ale było ciężko. 
Kiedy Misia skończyła dwa latka, powiedziałam dość i wydaliśmy wielką wojnę kciukowi. Jedynym i najlepszym sposobem według mnie jest konsekwencja i tłumaczenie dziecku (jeśli jest starsze) dlaczego należy z tego nawyku zrezygnować. Po drugich urodzinach, przeprowadziliśmy z naszą córką "poważną" rozmowę, komunikując jej, że jest już duża i od tej pory nie będzie już ciumkać paluszka. Gdy tylko zobaczyliśmy ją, że to robi, podchodziliśmy i wyjmowaliśmy kciuk z buzi. Zajęło nam to jakiś miesiąc, ale całkowicie się oduczyła. Czekała nas jednak największa bitwa - bitwa o noc bez ciumkania. Tu było trudniej, sprytna Misia niczym mantrę powtarzała "Nie będę się ciumkać" po czym, gdy wychodziliśmy przykrywała się kołderką i siup paluszek do buzi. Wiem, bo kilka razy ją przyłapaliśmy. Jeśli myślicie, że łatwo nam to wszystko przyszło, to powiem, że nie. Wiele razy był krzyk, tupanie nogami, płacz, który nie dość, że rozstrajał ją, to również budził siostrę śpiącą obok. Buntowała się jak mogła, bo oto ktoś zabrał jej pocieszyciela. Z czasem jednak było coraz lepiej, jednakże zabranie wszystkich, dosłownie wszystkich pluszaków -stymulantów było niestety konieczne. W zamian za to musieliśmy siedzieć z nią aż nie uśnie, trzymając ją za rączkę. To miało choć po części dać ukojenie maluszkowi. Po jakimś czasie, Misia, dziecko nader sprytne, zaczęła przychodzić rano do nas do łóżka i tam znajdować jakieś miękkie obiekty do ciumkania. Gdy się budziłam, leżała obok nas z paluszkiem w buzi. Pewnego dnia, pytam, czy się ciumkała, więc odpowiedziała, że nie. Gdy sprawdziłam paluszek i zobaczyłam, że jest mokry, stwierdziłam, że nas oszukuje. Od tamtej pory, Elsa zawsze sprawdzała jej kciuka mówiąc: "Pokaż paluszek, czy nie jest mokry" ;) I choć samego ciukania było coraz mniej, to problem nadal istniał. Konsekwentnie jednak dążyliśmy do celu. Przełomowym okazał się nasz wyjazd do Chorwacji. Nie uwierzycie dlaczego. Poznaliśmy tam małżeństwo Szkotów z dwójką dziewczynek, z czego starsza miała nieco ponad 4 lata. Pewnego razu, Elsa i Misia wpadają do naszego domku z komunikatem, że ANA SIĘ CIUMKA! Dla nich było to coś niesamowitego, że tak duża dziewczynka stoi z palcem z buzi (tym bardziej, że była dość wysoka i wyglądała na starszą niż 4 lata)
Od tamtej pory Misia przestała wkładać paluszek do buzi i dumnie mówi, że jest już duża, a tylko maluszki się ciumkają. Gdy teraz ogląda zdjęcia czy filmiki z sobą w roli głównej i zauważy, że ma palca w buzi, uśmiecha się i kwituje: Tu byłam jeszcze taka mała. :)

No to jak z tym smoczkiem? Dawać, czy nie?

No cóż, nie jestem ekspertem, ani też wyrocznią w tej sprawie, więc nie będę nikomu radzić. No, ale skoro pytacie co sądzę to powiem :D Według mnie, nie ma nic złego w dawaniu smoczka niemowlęciu, które dzięki temu wycisza się i uspakaja. Czytałam kiedyś, że najlepiej zacząć odstawiać smoczek w wieku około 6 miesięcy. Dziecko wtedy nie jest jeszcze tak uzależnione i nie ma aż takiej świadomości tego co się dzieje. Nie jestem zwolennikiem tego, by dziecko "zatykać" smoczkiem przez cały czas. Ja osobiście bardzo bałam się próchnicy, więc nawet gdyby moje maluchy chciały ssać smoczka, starałabym się używać go tylko w sytuacjach awaryjnych, wymagających pocieszacza. Poza tym mowa. Moje dzieci mówiły szybko i ładnie, nigdy też nie wymagały interwencji logopedy. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego niektóre matki dają smoczek dużemu dziecku non stop, tym samym blokując ćwiczenie wymowy. To tak jakbym ja przez cały czas mówiła do kogoś mając pełną buzię. Zdarza mi się kompletnie nie rozumieć dzieciaków z grupy moich dziewczynek. Nie wiem, czy w każdym przypadku to wina smoczka, ale na pewno spora.

Pożegnanie.
Im dłużej czekamy na pożegnanie ze smoczkiem, czy kciukiem tym gorzej. Oczywiście można zawsze mieć argument, że dorosły nie ciumka smoczka czy palca, nie sika w pieluchę itd. Tylko idąc tym tokiem myślenia, można dziecka niczego nie uczyć. Samo zdecyduje kiedy i co chce robić. Przykład? Opowiadał mi ojciec mojej uczennicy, obecnie w 1klasie liceum, że oni też mieli problem z "ciumkającym dzieckiem" Nie mieli tyle samozaparcia, by walczyć z tym nawykiem, więc córka dorastała, a nawyk nie minął. Robiła to w ukryciu już jako duża dziewczynka, chowała głowę w poduszkę, zakrywała się ręką. Przestała dopiero wtedy, gdy poszła do szkoły, ponieważ na lekcji podświadomie włożyła palec do buzi i dzieci zaczęły się z niej śmiać. Szybko się oduczyła, ale jakim kosztem. Ze smoczkiem oczywiście jest inaczej, można go zabrać, kciuka przecież nie utniemy ;) Dzieci oczywiście najbardziej kochają ten swój "wyciumkany" smoczek, o nowym nie chcą słyszeć. Mojej koleżanki syn, który już dawno obchodził swoje 4 urodziny, nadal ma smoczka. Dostaje ogromnej histerii, gdy rodzice nie chcą mu go oddać, więc dla "świętego spokoju" robią to. Wokoło mam dużo takich przykładów. Już nie wspomnę o tym, że ssąc kciuk, dziecko mimowolnie go deformuje, schodzi skórka, robią się ranki.
Jedyna i skuteczna metoda odzwyczajenia od złych nawyków, to niestety kolejny raz cierpliwość i konsekwencja. Dziecko płacząc wyraża tylko swój sprzeciw, nic mu się nie dzieje. Nie dajmy się więc zmanipulować na miękkie serce ;) Gdyby nam ktoś nagle odebrał poranną kawę, którą pijemy, papierosy, które palimy od nastu lat, lody, które uwielbiamy, czy cokolwiek innego, też tupalibyśmy nogami ;) 








27 komentarzy:

  1. Eh, ten temat spać mi nie daje...Nasz Ryś od małego nie był do smoczka jakoś wyjątkowo przywiązany. Dostawał go tylko do spania, ale smok lądował na poduszce, jak tylko mały zasnął. Mieliśmy zamiar pozbyć się go zupełnie, ale poszliśmy do żłobka. Naczytałam się, że lepiej nie fundować dziecku podwójnego stresu i nie łączyć tych dwóch "wydarzeń"...no i klops, przegapiliśmy moment, kiedy pozbycie się tego atrybutu byłoby stosunkowo proste. Teraz moje dziecko jest do smoczka przyspawane... Staramy się w dzień go chować, ale jak Ryś tylko sobie o nim przypomni, to jest ogromna awaria, płacz i nerwy. W dodatku w styczniu pojawi się maluch, i boję się, że nawet jeśli wcześniej uda się nam pozbyć smoka u Rysia, to będzie wielki comeback, jak zobaczy go u młodszego brata. Chyba że małemu w ogóle nie damy?🤔

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w żłobku nie pomagają go odzwyczajać? U nas co by nie mówić, była w tym temacie i temacie nocnika pełna współpraca. Na początku Misia chodziła do żłobka z kocykiem, ale pani sama go oddała po tygodniu, bo mówi, że ona siedzi przyssana do niego i się pociesza. (pewnie identycznie jak ze smoczkiem Ryś) W żłobku bardzo szybko przestało jej przeszkadzać, że nie ma kocyka i nie ciumkała się. Za to w domu dawaj, ciumkała się równo.
      Wiem, że to zabrzmi strasznie, ale ja jestem zwolennikiem tego, by pomimo ostrego sprzeciwu być jednak konsekwentnym. To samo zrobiłam z nocnikiem. Pewnego dnia postanowiłam, że koniec i pieluchy więcej nie założyłam (oczywiście w odpowiednim wieku) Tak samo było z tym kciukiem. Ja bym smoczka wyrzuciła i więcej nie wracała do tego. Ryś wymusza, bo wie, że w którymś momencie Was przeczeka i smoczka oddacie. Lepiej przemęczyć się tydzień, czy dwa i mieć spokój. Moja koleżanka ma naprawdę problem. Dziecko ma ponad 4 lata i ona nie potrafi mu tego smoczka odebrać. Im dłużej to trwa tym gorzej. Trzymam kciuki! Wiem co czujesz, pisz jakby coś, będziemy Cię wspierać :)

      A nowemu maluchowi zobaczysz. Jak nie będzie potrzebował, to przecież nie musisz dawać, albo Rysiowi wytłumaczyć, że on jest starszym bratem, już nie potrzebuje, a to mała dzidzia jeszcze.

      Usuń
    2. A wiesz, że w żłobku on za nim nie woła? Daję na wszelki wypadek, ale zwykle znajduję go po południu w szafce, tam, gdzie go zostawiałam. Ja wiem, że mięknę, jak on płacze. I wiem też, że to jest egoistyczne, bo to ja nie mogę słuchać jego płaczu, więc daję smoka...On ma 19 miesięcy, i tak sobie mówimy, że do 2 lat mamy czas, ale faktycznie, najlepiej byłoby to zrobić teraz. Zwłaszcza że Ryś ma problem z mówieniem, nadal mówi tylno kilka tych samych,dwusylabowych słów, nie naśladuje dźwięków zwierząt itp. A jeśli chodzi o pieluchy, w jakim wieku były dziewczynki, jak je odpieluchowałaś?

      Usuń
    3. No właśnie, czyli nie jest mu niezbędny. Ja Cię rozumiem, bo faktycznie taka histeria dziecka może rozstrajać, zwłaszcza w Twoim stanie. Tylko nie wiem, czy potem nie będzie gorzej :(
      My właśnie czekaliśmy do dwóch lat z tym kciukiem i mówię Ci szczerze, że było cholernie trudno, bo już dzieckiem w tym wieku nie tak łatwo manipulować, tłumaczenie to jak grochem o ścianę. Dlatego pisałam o metodzie "drastycznej", tak samo jak z dorosłymi - chcesz przestać palić to rzucaj od razu, a nie tam jakieś ograniczenia, czy coś, bo po jakimś czasie i tak wraca się do nałogu.

      Jeśli chodzi o pieluszki to hmm. Elsa absolutnie nie interesowała się nocnikiem, nie miała na to czasu w sensie jest zbyt żywotna, by siedzieć i czekać jak coś poleci. Jak miała 2.5 roku to się "wkurzyłam" i po prostu zdjęłam jej pieluszkę. W ciągu 2 tyg nauczyła się nocniczka, miałyśmy tablicę motywacyjną, dostawała nagrodę jak uzbierała ileś tam uśmiechniętych buziek. Oczywiście kilka razy zsikała się na podłogę, robiła kupę w majty, żeby nie było... Na noc zakładałam jednak jeszcze przez jakiś czas. Potem zaczęło mi się wydawać, że ona po prostu sika w nocy, bo jej tak wygodniej, niż zacząć nad tym panować. Kupiłam w Rossmanie takie podkładki pod prześcieradełko i przestałam jej zakładać też na noc.
      Misia już inaczej, bo jest ambitna i chciała być duża jak siostra, więc sama się odpieluchowała. Jak miała 2 latka to już siusiała na nocniczek, a wraz z siostrą zdjęliśmy jej też na noc i tym samym obie przestały nosić pieluszkę.

      Jakby coś to pisałam o tym, podaję linka, może się przyda :)
      http://www.naszmalyswiatek.pl/2018/01/pozegnanie-z-pieluszkami.html

      Co do mowy to jeśli lekarz mówi, że wszystko jest w porządku to pewnie tak jest. Córka mojej sąsiadki, trzylatka, właśnie poszła do przedszkola i nie mówi NIC. To znaczy dla mnie to nic, bo mama, tata i dźwięki jakie wydaje to moje dziewczynki były na tym etapie jak miały 1.5 roku... Uczę jej córkę (ma 9 lat) i powiem Ci, że ona podobno też miała takie problemy. Nie wiem, czy u nich to nie trochę wina rodziców, ale nie dopytuję. Ale wiem, że jeździli z nią do specjalistów, miała zajęcia, ćwiczenia itd. A! No i oni właśnie w ogóle jej nie odpieluchowywali i poszła do przedszkola i ma problem, bo sika w majty, tam już nie jest tak przygotowane wszystko na przewijanie dziecka jak w żłobku.

      Usuń
  2. U nas smoczek był tylko do spania i to się fajnie sprawdzało. Jak Kruszynka dostała smoczek wiedziała, że pora na sen.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mieliście szczęście, bo większość dzieci budzi się po kilka razy w nocy gdy smoczek wypada. Dlatego kciuk był lepszy - zawsze przy sobie ;)

      Usuń
  3. U nas smoczek był tylko do spania a i tak nie było łatwo się go pozbyć. Pierwszą próbę zaliczyliśmy ok. 6 miesiąca i skończyła się kompletną klapą. Chciałam z tym skończyć przed powrotem do pracy (spodziewałam się, że obarczenie tym zadaniem niani może być słabym pomysłem). Udało się trochę po roczku. Wzięliśmy się na sposób z ucinaniem po trochu końcówki smoczka (traci wtedy elastyczność i nie jest tak fajny do ciumkania). Było trochę płaczu ale po tygodniu temat nie istniał.
    Problemy logopedyczne to nie tylko smoczek ale też zbyt długie picie z butli czy zbyt długie miksowanie pokarmów. Ale 100% recepty na ich brak raczej nie ma. Nasz synek mimo, że zaczął mówić dość szybko i co do zasady poprawnie to i tak ma ciągle problem z szeleszczącymi głoskami i logopeda okazał się konieczny. A jak go profesjonalnie babka zbadała to okazało się, ze rzeczy które nam wydawały się OK (i Panie w przedszkolu też nie zwracały na to uwagi przy diagnozie pedagogicznej) są jednak do popracowania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Roczek to bardzo dobry wynik, widocznie synek wcześniej nie był gotowy, też nie ma co na siłę. Dobry pomysł z tym ucinaniem końcówki! Może któraś z dziewczyn skorzysta. Ja miałam trochę gorzej, bo przecież palca uciąć nie mogłam ;);) Tak właśnie zauważyłam, że ogólnie z odstawianiem wszystkiego to jest płacz tydzień dwa max. Potem dziecko odpuszcza.
      Zgadzam się, że problemy logopedyczne to nie tylko smoczek. Ja na przykład nie rozumiem dlaczego rodzice nie nauczą dziecka pić z kubeczka i prawie trzylatek pije słodkie płyny z butelki ze smoczkiem. Przecież to takie niezdrowe na zęby, pomijając aspekty wymowy. Moje dziewczyny "jadły słoiczki" do któregoś miesiąca i fajne było to, że z wiekiem te kawałki były coraz większe. Takie papki to w zasadzie jadły tylko jak miały 4-5 mies. Tak jak piszesz, to bardzo ważne.
      Jejku jak tak człowiek się zastanowi, to w zasadzie wszystko to ma wpływ na rozwój dziecka. Niesamowite.
      A logopedę macie w przedszkolu? U nas dzieci chodzą regularnie na zajęcia, te, które zostały skierowane przy diagnozie.

      Usuń
    2. Mamy logopedę w przedszkolu. Młody chodzi (a właściwie będzie chodzić od przyszłego tygodnia bo diagnozy się przedłużały). Ale nie do końca tej Pani ufam. Wydaje mi się, że pewne rzeczy profesjonalista powinien wychwycić wcześniej. Ale zawsze to 20 minut ćwiczeń w tygodniu pod okiem profesjonalisty. Poza tym chodzimy też prywatnie. Sukces w tym zakresie to głównie praca w domu a żeby wiedzieć jak pracować w domu muszę wiedzieć co i jak młody robi w gabinecie więc jak z nim chodzę to przy okazji mam wgląd na to co się tam dzieje (a przy okazji pół godziny żeby książkę poczytać ;-).

      Mi się wydaje, że to całe przedłużanie ponad miarę smoczków, butelek, pieluch, papek itp. to takie trochę "dzidziusiowanie" na siłę, które głównie służy wygodzie rodzica. Mam w bliskim otoczeniu dziecko w wieku mojego smyka, które tak właśnie było i jest traktowane i do dziś mój syn mawia o nim, że to dzidziuś. Choć ten dzidziuś sam z siebie nauczył się pisać i zna się na zegarku (czego mój kompletnie nie potrafi pojąć) - ale takie ogólne ogarnięcie w grupie ma strasznie słabe za to przyspawanie do maminej spódnicy większe niż mój 8 miesięczny maluch w szczycie lęku separacyjnego ;-).

      Usuń
    3. Otóż to! Dokładnie tak samo myślę. I choć boleję nad tym, że moje dziewczyny "odzidziusiowałam" bardzo szybko, bo fajnie byłoby mieć takie maluszki na dłużej, to nie żałuję, bo przynajmniej jestem pewna, że świetnie dadzą sobie radę bez nas.Opowiadała mi wychowawczyni Elsy, że dużo jest takich dzieci i potem mają ogromny problem z przystosowaniem się do szkoły, bo tam przecież dziecko musi być już na 100% samodzielne. Zresztą widzę też po dzieciach znajomych, które rozpoczęły 1 klasę. Już nie chodzi wiadomo o butelkę, ale takie własnie ogólne ogarnięcie o którym piszesz.
      Moje "świetnie" się znają na zegarku - Jak wychodzą z baletu i dzwoni dzwon z kościoła to mówią: O już 18.00 :D (podsłyszały kiedyś jak mówiłam) yyyy i to by było na tyle :D Czasem mówią, że już dwudziesta, więc trzeba wstawać. Hehe.
      "przyspawanie do maminej spódnicy większe niż mój 8 miesięczny maluch w szczycie lęku separacyjnego ;-)" Dobre, dobre, uśmiałam się :D Ale pewnie dokładnie tak jest!
      Ja też bym skorzystała z takich zajęć logopedycznych, czemu nie. Na pewno nie zaszkodzi. Zazdroszczę możliwości poczytania książki. Ja próbuję czekając na dziewczyny na balecie pół godziny, ale zawsze ktoś mnie zagaduje jakimiś głupotami ;)

      Usuń
    4. "Ja próbuję czekając na dziewczyny na balecie pół godziny, ale zawsze ktoś mnie zagaduje jakimiś głupotami ;)" - na to jest jeden sposób - trzeba szybko tę książkę wyciągnąć ;-) . Chyba że to ktoś bardziej znajomy to wtedy trochę głupio. Ja nawet lubiłam z młodym jeździć na piłkę - wtedy to 50 minut czytania. "Niestety" w tym roku zapisał się też kolega mojego syna i z czytaniem słabiej bo zawsze miło sobie z jego mamą lub tatą pogawędzić (na szczęście czasem przyjeżdża z dziadkiem a ten już nie jest taki skory do paplania ;-) ).

      Usuń
  4. Naszemu Bobowi wcisnęliśmy smoczek w wieku 6 miesięcy. Wcześniej nim pluł. Moim zdaniem to była dobra decyzja. Miał trochę ponad rok kiedy zdecydowaliśmy o odstawieniu i po dwóch wieczorach spędzonych na dłuższym usypianiu było po problemie. Myślę, że mieliśmy dużo szczęścia. Raczej jestem za smoczkiem, byle nie za długo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wcisnęliście rozumiem po to, by go zatkać? ;) No ja już w tym wieku to nie próbowałam, choć gdybym wiedziała, że tak ciężko będzie zrezygnować z kciuka to na pewno "wcisnęłabym" Misi ten smoczek, by się przestawiła. Ja też jestem zdania, że smoczek nie zaszkodzi, a wręcz przeciwnie. Tylko trzeba go odstawić w odpowiednim momencie, bo potem naprawdę jest tragedia. Ostatnio jak byli znajomi i moje dziewczyny zobaczyły, że ich czterolatek ciumka smoczka to doznały szoku.

      Usuń
    2. Tak, wcisnęliśmy mu będąc na wakacjach - nie pamiętam dokładnie jak i czemu ale podejrzewam, że chyba przelała się czara goryczy w marudzeniu ;) ale przez długi czas działało fajnie, on się uspokajał, szybciej sobie zasypiał w dzień i wieczór, a w międzyczasie nie robił awantur jak mu zabieraliśmy. Powtórzę - mieliśmy szczęście ;D Lolowi już kupiłam dwa smoczki na start - w tym jeden z owcą :D

      Usuń
    3. O z owieczką :)) Aż zamarzyłam o kolejnym dziecku :P:P
      Dziś Misia pchała wózek z siostrą kolegi z grupy, pytam, czy chcą taką siostrę to się zmarszczyły obie i zgodnie mówię: Nie :D

      Usuń
  5. Ja też jestem za smoczkiem. Mimo, że naczytałam się na ten temat sporo w internecie, głównie o późniejszych problemach ze zgryzem dziecka to uważam, że jeśli maluch ma potrzebę sania to należy mu ten smoczek podać. I nie widzę w tym nic złego pod warunkiem, że nie przeciągniemy sprawy z odstawieniem tego uspokajacza. No i konsekwencja jest faktycznie najważniejsza.
    Co do pieluszek, miałam koleżankę, której mama chciała odpieluchować dziecko sadzając je dosłownie NA SIŁĘ na nocnik, co poskutkowało tym, że się dzieciak zablokował i do 4 roku życia nie było mowy o załatwianiu się na nocnik czy kibelek. Sytuacja strasznie słaba, bo nie oszukujmy się, ale dziecko które ma 4 lata robi zupełnie inną kupę niż taki mały 2-latek i kiedyś jak młody narobił w pieluchę w sklepie to aż było wstyd jak się woń unosiła w promieniu kilkunastu metrów od niego... No ale musieli to przeczekać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja mama ciągle ma do mnie pretensje, że nie sadzam Rysia, ona chciała go posadzić, jak miał 6 mcu, a on jeszcze wtedy nie siedział...Tu nie mam żadnej presji, nocnik stoi na widoku, mówimy że tam się robi siku i czekamy😊Raz już siku było💪

      Usuń
    2. Oj tak, broń Boże na siłę, choć ja wiem, że można być sfrustrowanym, jeśli dziecko w ogóle nie interesuje się nocnikiem, albo zdejmiesz pieluchę a ono non stop robi w majty. Zdarza się też tak, że dziecko korzysta z nocniczka, a potem się zablokuje. Elsa tak miała, gdy po antybiotyku miała zatwardzenie i bolesne kupki. Trzymała tak długo aż samo jej leciało w majtki. Strasznie się męczyliśmy przez 2 tygodnie. Myślę, że ważne, by odpieluchować przed pójściem do przedszkola.

      Usuń
    3. Taaa...u nas z tym sadzaniem tak teściowa ciśnie ale ja tam swojego Boba znam i widzę, że dopiero powoli robi się gotowy. Też myślę, że nic na siłę, bo potem będzie tylko problem

      Usuń
    4. No u nich takie sadzanie "na siłę" skończyło się źle, skutek był zupełnie odwrotny. Tylko że to nie było namawianie czy nakłanianie na siłę, to było dosłowne rozebranie i posadzenie dzieciaka NA SIŁĘ na tym nocniku przez jego własną babcię... Że ludzie wpadają na takie pomysły... Ja bym moją mamę lub teściową chyba przysłowiowo zabiła za taką akcję 😐

      Usuń
  6. Znam temat waszego ciumkania :-)
    Ja też się martwię, bo Tamaluga wciąż domaga się smoczka, przynajmniej w zasięgu wzroku. Gdy jest śpiąca, rozdrażniona, zapłakana to uspokaja się ze smokiem w buzi. Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co robić.
    Starsze dziewczyny nie używały w ogóle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, tak, Ty znasz historię ciumkania się na pufce, czy buciku :D
      No pewnie, że Tamaluga się uspakaja jak dostaje smoczka. Ja tak mam ze słodyczami. Weź spróbuj mi je zabrać jak mam okres dostać :D A tak na poważnie to hmm, nie będę powtarzać tego co napisałam, ale ja jestem zwolennikiem odsmoczkowania jak najwcześniej. Nie widzę potrzeby, by duże dziecko go miało. Więcej z nim problemów niż pożytku, a maluch musi nauczyć się uspakajać w inny sposób.

      Usuń
    2. U chrześniaka Dziubasa podziałało rozwalenie smoczka, że niby się zepsuł...ale to wyjątkowo grzeczne i spokojne dziecko było :P

      Usuń
    3. Dziubasowa, to przyjedź może i ty to zrób :-D :-P Jakoś nie mam odwagi :-D

      Usuń
  7. Dziś rozmawiałam na placu zabaw z jedną mamą z grupy Elsy i ona tak samo odciumkała swoje dziecko jak proponowała @ Anonimowy! Także dziewczyny, jest nadzieja :)) Od jutra odcinajcie końcówki! :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój synek używał smoczka do roku. Dałam mu go pierwszy raz jeszcze w szpitalu- gdy nie miałam pokarmu, a mały płakał i nie byłam w stanie go uspokoić. Potem smoczek służył nam tylko do zasypiania. Nigdy nie dawaliśmy go w ciągu dnia, nigdy nie braliśmy smoczka na spacery...Byłam przerażona wizją- jak moje dziecko zaśnie bez smoczka...A okazało się, że to ja miałam większy problem z jego odstawieniem niż mój malec heh Pewnego wieczora wyrzucił go z łóżeczka, po czym położył się i zasnął! Nie mogłam w to uwierzyć...ale skoro raz zasnął to postanowiliśmy pójść za ciosem, schować smoka i już więcej go nie dawać. Najgorsze było pierwsze kilka dni...miał trudności z zasypianiem. Z każdym dniem było coraz lepiej...i tak już zostało do dziś...zasypiamy bez smoka i innych wspomagaczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To mieliście szczęście. Zdarza się, że jak maluch nauczy się spać ze smoczkiem to nie daj Boże mu wypadnie to ciągle się budzi i trzeba mu go podawać - wiele razy wysłuchiwałam narzekań różnych mam ;)

      Usuń