środa, 27 marca 2019

Tata potrzebny od zaraz!


O ogromnej roli ojca w dorastaniu dzieci wie chyba każdy, a przynajmniej powinien. Kiedy rodzi się dziecko, wiadomo, że mama jest dla niego na początku najważniejsza. Ale do czasu. Bo któż jak nie tata podniesie za nogi i będzie trzymał do góry nogami? Któż jak nie tata ukradkiem da dużego całusa, gdy dziecko nie patrzy? (u nas tata nazywa się wtedy złodziejem całusków) Któż jak nie on pobawi się w zabawy, które mamie nie przyszłyby do głowy nawet w najśmielszych koszmarach? No i kto mocno przytuli i pocałuje bolące kolanko, choć córeczka nie ma już kilka, ale kilkanaście lat... Mówcie co chcecie - tata jest ważny. I już.

Dziś tak trochę o ojcu, lekko, w kontekście zabawy, ale na poważnie.
Ostatnimi czasy, Elsa i Misia cały czas bawią się w rodzinę. Wspominałam wam kiedyś, że lalkami jako takimi nie lubią się bawić, ale mają Barbie, którą starsza córka dostała na urodziny od kolegi ( może dlatego lalka ubrana jest w spodnie i kask...), syrenkę i Królową Elsę (tę z filmu, nie moją ;)) Pewnego dnia, stwierdziły zgodnie - potrzeba nam taty! Jako, że żadnego taty wzrostu Barbie na widoku nie było, mamą została syrenka, a tatą Barbie w spodniach. Obserwując jak się bawią, byłam pewna, że normalnego tatę trzeba im zakupić - rodzina typu dwie mamy i dziecko do mnie nie przemawia ;) Gdzieś tam w głowie miałam jednak obraz lalusiowatego Kena, niczym z teledysku "Come on Barbie let's go party", ale zaryzykowałam i obejrzałam co ma do zaoferowania. Powiem wam szczerze, że mile się rozczarowałam. Barbie i Ken to nie te same idealnie piękne, sztuczne lalki jakie ja pamiętałam. Owszem, są takie, które są zgrabne i powabne, ale też takie kształtem przypominające normalne kobiety. I takich lalek nam było potrzeba. Bo dziewczynki moje szukały nie kobiety i mężczyzny, ale mamy i taty. Przejrzeliśmy więc ofertę i dziewczyny wybrały dwie lalki w komplecie wraz z pieskiem. To był strzał w dziesiątkę. Jestem pod wielkim wrażeniem tego, jak potrafią się bawić. W sobotę, kiedy była taka piękna pogoda, siedziały kilka godzin na dworze i jakby ich nie było. Odtwarzały różne scenki, przemawiały do nich, huśtały na huśtawce, naprawdę super. Lubię takie zabawki, które rozwijają wyobraźnię dziecka, a tu mają pełne pole do popisu.



Fajnie, że wizerunek Barbie zmienił się na lepsze. Oczywiście jeśli chcecie to nadal znajdziecie postać tradycyjnej biuściastej panienki, ale wybór jest duży. I dobrze, bo lalka jest porządnie wykonana i myślę, że warto wydać te parę groszy więcej. Ken też chyba bardziej nadaje się na tatę niż kiedyś. Normalny, fajny mężczyzna, a nie jakiś sztuczny laluś ;)


U nas w domu mama zyskała tatę. Z przyjemnością obserwuję jak bawią się dziewczynki i powiem wam, że bardzo dużo można z takiej zabawy wyczytać i dowiedzieć się, także o sobie. Rekonstruując scenki z życia, powtarzają przecież to, co widzą na co dzień u nas w domu i u innych. Oczywiście wszystko zakrapiane jest ich własną wyobraźnią, ale bazą do tych zabaw jest prawdziwe życie. 

Zrobił się jednak kolejny problem. Nie ma dziecka... Dziewczynki zgodnie stwierdziły, że jest mama, tata to musi być też dziecko. Wytłumaczyłam im, że na razie wydaliśmy pieniążki na te dwie lalki, więc rodzice muszą na dziecko poczekać. Przystały na takie rozwiązanie, choć pewnie nie mogę trzymać ich w nieskończoność i udawać, że parę dotknęła niepłodność ;)

Bardzo mi się chciało śmiać, ponieważ wczoraj do rodziny dołączyła też babcia. Uśmiejecie się, babcią była figurka Elsy z zestawu Play Doh. Wymyśliły sobie, że wszyscy będą jeździć autami. Ponieważ takich dużych aut nie mają, wsadziły wszystkich w kapcie-owce i tak je przewoziły. Dla "babci" jednak brakło miejsca. Elsa położyła ją więc na schodach i skomentowała: babcia się nie zmieści, więc ją wysadziłam. Umówmy się, że była już stara i umarła.... Musiałam spojrzeć na nią bardzo zaskoczonym wzrokiem, bo po chwili skorygowała: A nie, przepraszam, babcia była stara i leży w łóżku. ;)

Taka tam historia.

Nie wiem, czy wychowaliście się na Barbie, czy kupujecie/zamierzacie kupić swoim córkom, ale na pewno zna ją każdy. Czy wiecie, że lalka ta ma już 60 lat! Jak więc wyglądałaby dzisiaj? Mniej więcej tak:


Ale na poważnie, poniżej kilka ciekawostek, które może was zainteresują :) 
Lalka zawdzięcza swoją nazwę córce jej kreatorki Ruth Handler. Barbara, czyli w zdrobnieniu Barbie, fascynowała się niedostępnym na ówczesne czasy nastoletnim życiem i światem mody.
Całą moją filozofię dotyczącą lalki Barbie - pisała Handler - stanowiło myślenie, że dla małej dziewczynki lalka może być uosobieniem tego, czego ona właśnie chce. Barbie reprezentuje fakt, że kobieta zawsze ma wybór.
Pod koniec lat 50, trudno jednak było o wolny wybór. Kobiety raczej zajmowały się domem porzucając swoje aspiracje zawodowe. Ruth Handler obserwując swoją córkę zauważyła, że ta chętnie bawiła się papierowymi lalkami, nadając im role dorosłych. Jako, że większość zabawek w tamtych czasach przedstawiała niemowlęta, Ruth pomyślała, że znalazła lukę na rynku. Niestety Elliot, współzałożyciel firmy z zabawkami Mattel, nie był entuzjastycznie nastawiony. 
W 1956 roku, Ruth wraz ze swoimi dziećmi podróżowała po Europie i w Szwajcarii natknęła się na niemiecką lalkę o nazwie Bild Lilli, która ze swoją figurą dorosłej kobiety była dokładnym odzwierciedleniem wizji Handler. Kupiła więc trzy sztuki, z czego jedną podarowała córce, a pozostałe dwie zabrała do firmy Mattel. Przy pomocy inżyniera Jacka Ryana, Ruth przerobiła lalkę, która 9 marca 1959 roku zadebiutowała na Targach w Nowym Jorku. Jest to również umowna data urodzin Barbie :) Nie wiem, czy wiecie, ale Barbie ma również trzy młodsze siostry o imionach Skipper, Stacie i Chelsea. 
Firma Mattel nabyła prawa do Lilli w 1964 roku. Pierwsza lalka Barbie była uosobieniem ideału piękna podobnego Marilyn Monroe czy Elizabeth Taylor. Miała wyrazisty makijaż, wielkie, czerwone usta i długie, związane w koński ogon blond włosy.


Tak wyglądała pierwsza lalka Barbie, stworzona w 1959 roku.barbiemedia.com

"Dream Date Barbie", czyli Barbie wybierająca się - wg. firmy Mattel - na wymarzoną randkę, lata 80.barbiemedia.com

12 komentarzy:

  1. Bardzo mi się spodobało tych kilka ciepłych słów o tym jak ważny jest tata :)
    Twoje dziewczyny już mają wyczucie. Mama i tata... Dziecko. I po co tu kombinować ;) Mnie inne układy też nie leżą.

    Natomiast moje córki zaraz po tym jak się spotkaliśmy miały bardzo wyrazisty pogląd na temat jak to z nimi będzie w przyszłości. Otóż... Obie deklarowały, że same nigdy nie będą miały dzieci.
    Serio. Aż byłem w szoku...
    Jednak z czasem to ich podejście do życia zaczęło łagodnieć. Młodsza chodzi po domu z wózeczkiem i mówi, że zajmuje się swoim dzieckiem. A starsza... Ostatnio zagroziła, że jak już będziemy starzy to musimy mieć formę bo będzie nam podrzucać dzieci na Święta.

    O matko jedyna...

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ oczywiście, że tata jest ważny! I to wcale nie mniej niż mama, zwłaszcza gdy ma córki, bo to przecież on kształtuje wzorzec mężczyzny. Widać to jak na dłoni u Twoich dziewczynek. Ileż ja znam kobiet, które nie ułożyły sobie życia właśnie dlatego, że miały złe doświadczenia z dzieciństwa lub w ogóle tego wzorca nie miały. I potem są tzw single z wyboru. Sorry, ale ja nie wierzę, że ktoś z własnej nieprzymuszonej woli chce być sam... No chyba, że właśnie coś się za tym kryje.
      Taka mała historyjka, prawdziwa. Miałam kiedyś uczennicę, która była już pełnoletnia, ponieważ powtarzała klasę. Pewnego dnia przychodzi jej matka, żebym pogadała z nią (byłam wychowawcą klasy), ponieważ spotyka się ze starszym facetem. Hmm. Nie wiem czego oczekiwała ode mnie, ale obiecałam, że spróbuję się czegoś dowiedzieć. Po lekcjach porozmawiałam z nią, tak normalnie, nie w formie wykładu ( w końcu dziewczyna miała już 18 lat) ona mnie wysłuchała, uśmiechnęła się i powiedziała: pani profesor, młodzi chłopcy mnie nie interesują, bo wiadomo jak z nimi jest. Ja nigdy nie miałam ojca i potrzebuję kogoś, kto będzie dla mnie opiekuńczy, troskliwy, będzie mnie kochał. Nie szukam wrażeń. Po iluś tam latach, przypadkowo zobaczyłam jej profil na FB. Weszłam i okazało się, że wyszła za mąż za tego gościa i ma dwoje dzieci. Trudno stwierdzić, czy jest szczęśliwa, ale jak tu mówić, że ojciec nie jest ważny...

      Na pewno poświęcę temu jeszcze osobny wpis, który czeka w kolejce wraz z innymi tematami. Mam nadzieję, że się doczeka ;)

      Moje dziewczynki miały fazę, że liczył się tylko tatuś i to za niego chciały wyjść za mąż (strasznie się wkurzały jak wspomniałam, że kiedyś będą mieć swojego męża, więc przestałam o tym mówić ;)) Teraz już rozumieją, że tatuś to MÓJ mąż, że nie może się ożenić z nimi ;)

      pzdr

      Usuń
    2. Widzę, że do tematu "samotności z wyboru" mamy podobne podejście... Nie wiem jak to delikatnie napisać, tak aby kogoś nie urazić ale... Kompletnie też nie rozumiem starań o dziecko przez osoby, które wcześniej "wybrały" życie singla.
      Nie wiem... Ja tego nie rozumiem.

      Usuń
  2. :) stara jestem, bo już takie dylematy dziecka taty poza mną. Nie wiem dlaczego dzieci zachwycają się tymi paszczurami - toż laleczka Chucky jest sympatyczniejsza. Tak wiem, stara jestem i się nie znam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, laleczka Chucky. Nie lubię horrorów, ale ten i jeszcze Koszmar z ulicy Wiązów obowiązkowo oglądałam (choć przy tym drugim zakrywałam oczy i patrzyłam przez palce - tak jakby to miało pomóc :P) Nie wiem, czy moje by taką chciały - dziewczynki jednak lubią to, co ładne ;)
      Ja wychowałam się bez Barbie, zresztą nie przepadałam za lalkami tak w ogóle. Pewnego dnia, kiedy byłam już pod koniec podstawówki, znalazłam lalkę Barbie przed domem, jakieś dziecko zgubiło. I tak też stałam się jej posiadaczką ;)
      Nie pałałam zbytnim entuzjazmem do zakupu również dla moich dziewczynek. Tak jak pisałam dostała starsza na urodziny. Te, które teraz kupiliśmy są naprawdę przyzwoite, normalne porządnie wykonane lalki, ładne, ale nie lalusiowate. No takie sobie wybrały, nie wnikam ;) Dla mnie ważne jest, że ładnie się nimi bawią w dom, rozwijają wyobraźnię. Kiedyś byliśmy u znajomych i słuchaj tam córka miała wszystkie możliwe Barbie. Wszystkie!! Masakra. Przecież pogubić się można ;)

      Usuń
  3. Miałam dwie Barbie od cioci z US - w tamtych czasach to był szał! I moje dwie nastoletnie sąsiadki urwały jednej z nich głowę! Kena też miałam ale nie przywiązywałam do niego wagi...w tamtych czasach Jerzy Urban (tfu!) napisał cały elaborat o tej Barbie-modzie i użył sformułowania "Ken o mordzie kretyna". Luz. Tak mi się pprzypomniało...wolałam samochodziki i kopanie dziur w ziemi :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dziubasowa
      Urban (tfu, psia morda) pisał elaboraty o Barbie?
      Ja go pamiętam z tych śpiworów dla bezdomnych w NY.

      Usuń
    2. Tak,w gazecie "Nie". Zaczęła się wtedy ukazywać i ktoś pożyczył ją mojej mamie, żeby zobaczyła co to. Całe szczęście zniknęła tak szybko jak się pojawiła i nikt jej więcej nie widział ;)

      Usuń
    3. O matko, co za sąsiadki! A wiesz, że ja też wolałam samochody? To byśmy się dogadały ;)
      "Ken o mordzie kretyna" - zostawię bez komentarza...

      Usuń
  4. Tata jest mega ważny. Mój właśnie był tym tatą, który bawi się w to o czym mama by nie pomyślała i wogóle wchodziłam mu na głowę, tak przysłowiowo.
    Barbie rzeczywiście miła odmiana. Też miałam jako dziecko, nawet kilka tych bardziej normalnych zachowałam i teraz czekają na Wiki, ale Kena brak, więc pewnie dokupimy taki zestawik 😊 ale dziecko już jest.
    Fajnie patrzeć jak dzieci się bawią i rozwijają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no właśnie, my mamy musimy być rozsądne, a tatusiowie mogą zrobić głupią fryzurę, pobawić się w coś głupiego itd póki mama nie zauważy i nie doprowadzi go do porządku haha.
      U nas jaú widzisz naszła potrzeba na Kena, wcześniej nie przyszło mi do głowy, żeby go kupić. No, ale skoro ma być rodzina... Ja bym mogła godzinami patrzeć jak dzieciaki się bawią, jakie mają pomysły :))

      Usuń
  5. To u was też tata kradnie całusy?! Haha, Tomek jest w tym "miszczem". Zawsze wykorzysta moment nieuwagi Tamalugi :-D
    Ja szalałam za Barbie w dzieciństwie, chodziłam pod Pewex oglądać ją na wystawie :-D Wreszcie mama z jakiegoś wyjazdu przywiozła mi dwie.
    Moje dziewczyny miały dużo Barbie, a Oliwia miała nawet mówiącego Kena. Ten Ken działa do tej pory i trafił do Tamalugi. Naciskasz go na brzuch i nagrywasz kilka sekund swój głos, a potem odtwarzasz - na plecach ma 3 guziki, każdy mówi innym głosem. Właśnie przed godziną Tamaluga leżąc w łóżku nagrywałam sobie na nim niekończące się "doblanoć" Hahaha! Ale podziałało, bo usnęła :-D
    Co do lalek: mama, tata, dzieci to też mieliśmy kiedyś zabawną przygodę, ale chyba w jakimś poście opiszę.
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń