środa, 26 czerwca 2019

Rodzina biologiczna nade wszystko.



Ja dziś krótko, choć miało być jak zwykle o czymś innym. Muszę o tym napisać, bo jestem po prostu wstrząśnięta sprawą śmierci niemowlęcia zabitego przez swoich "rodziców". Celowo napisałam w cudzysłowie, ponieważ tacy ludzie dla mnie nie zasługują na to, by ich tak nazywać. Do tej pory wiele razy słyszałam o tym, że polityka jest taka, by biologicznym rodzicom dawać szansę za przeproszeniem do usranej śmierci i to brutalne morderstwo pokazuje, że nie są to puste słowa. Na sędziach i innych ludziach odpowiedzialnych za losy dzieci podobno wywiera się presję, by nie odbierać praw rodzicielskich i odsyłać dzieci do swoich rodzin biologicznych. Wiecie co? Czuję się tym osobiście dotknięta, ponieważ rodzinę biologiczną traktuje się jak coś lepszego, nadrzędnego nad ludźmi, którzy może nie dali dziecku życia, ale kochają je i nie krzywdzą. To bardzo bolesny policzek nie tylko dla rodziców adopcyjnych, ale zastępczych i każdego, kto w jakiś sposób opiekuje się kimś, z kim nie łączą go więzy krwi. To jakieś szaleństwo, że sędzia pomimo nacisków (jeśli takowe były) nie kieruje się własnym sumieniem i rozsądkiem, a oddając dziecko w ręce katów przyczynia się nieświadomie do jego śmierci. Ale cóż się dziwić. Jeżeli mamy do czynienia z takimi sędziami z jakimi ja się zetknęłam, to los dziecka jest im obojętny, uwierzcie mi. Niby zawsze dziecko jest na pierwszym miejscu. Guzik prawda. Kolejny raz przekonuję się, że tak nie jest. 
Jestem za wspieraniem rodzin, dlaczego nie, płacę państwu, pracuję uczciwie, więc chciałabym również dostawać od niego pomoc. Ale nie za taką cenę. Nie za cenę tego, że wydłuża się okres zrzeczenia się praw do dziecka przez matkę. Jaki to ma sens? Jeżeli kobieta nienawidzi ciąży, nienawidzi dziecka, czy ma trudną sytuację, to co zmienią dodatkowe tygodnie? Naraża tylko dziecko na traumę braku miłości w pierwszych tygodniach swojego życia. Jeżeli rodzice to patologiczni alkoholicy, to czemu daje im się drugą szansę? Nie powinni dostać ani jednej, bo w większości przypadków wcale się nie zmienią. Dziecko natychmiast powinno zostać umieszczone w Rodzinie Zastępczej. I tak było tutaj, w tej sprawie. Nawet nie wyobrażam sobie co muszą czuć ci rodzice zastępczy. Pomimo tego, że każdy wiedział co się dzieje, dziecko wróciło do swojego domu. Wróciło, by w miejscu gdzie powinno znaleźć miłość, znalazło cierpienie i śmierć. Nie jestem w stanie tego zrozumieć i trudno mi się z tym pogodzić. Nie uznaję argumentów, że tak się dzieje, że zawsze takie przypadki były i będą. Zawinił system? Nie. Zawinił człowiek. Bo to on powinien prawidłowo reagować. 
Idziemy w złym kierunku, bo powinno się wspierać rodzinę, ale nie za wszelką cenę pchać dzieci tam, gdzie się urodziły. Ile jeszcze takich sytuacji musi mieć miejsce, by ktoś się opamiętał? Co trzeba zrobić, by w tym wszystkim zauważyć po prostu DOBRO DZIECKA? 

7 komentarzy:

  1. Zgadzam się i nic więcej nie napiszę, bo brak mi słów. Ryczę, gdy o tym słyszę, a Tomek od razu przełącza, zatyka uszy... Masakra. Nie do uwierzenia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też staram się nie słuchać takich rzeczy, ale tu przyciągnęło moją uwagę właśnie to, że dziecko już było w RZ, czyli to mógł być przełomowy moment w jego życiu...

      Usuń
  2. Jest tyle rodzin, które pragnęłyby dać miłość i gwiazdkę z nieba takim dzieciom, a ich już po prostu nie ma... ;(((

    OdpowiedzUsuń
  3. Opadają ręce, szczęka i macica też... nawet moja nieużywana...
    A tak patrząc na to z innej strony, to wiadomo o co chodzi... tylko o pieniądze. I nie mam na myśli teraz 500+, a sytuację takich bezbronnych, pokrzywdzonych dzieci, w imieniu których nie ma kto wynająć adwokata i walczyć o ich prawa.
    To oczywiste, że powinno o to zadbać państwo, ale państwo dba tam, gdzie jest wpływ pieniędzy.
    Pamiętam sytuację od mojej mamy z pracy, z domu dziecka. Pewnego dnia na swoim dyżurze przyjmowała rodzeństwo z interwencji policji - 8 dzieci! Tylko najmłodsza dziewczynka doczekała się decyzji sądu o zrzeczeniu praw rodzicielskich i trafiła do adopcji, ale była już w wieku 9 lat! Reszta jak się domyślacie zdążyła w tym czasie dorosnąć, usamodzielnić się i niestety wrócić do domu rodzinnego, jeden z chłopców krótko potem odebrał sobie życie. Sąd przez kilkanaście lat nie zdążył odebrać praw rodzicielskich i dać tym dzieciom szansy. Dał za to szansę rodzinie biologicznej, tylko po co? Ich dramat trwa do dziś, choć są już wszyscy dorośli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie kochana, Twój przykład najlepiej oddaje to, o czym piszę. Tyle straconych lat, kiedy to dziecko jest tylko i wyłącznie nazwiskiem na papierze i nikt nie pokusi się o zrozumienie tego, że każdy dzień bez rodziny to kolejna rana na sercu. Nieuleczalna :( I tak jak piszesz, nawet w dorosłości ich dramat trwa :(

      Usuń