piątek, 26 lipca 2019

Czym jest adopcja dla dziecka. Historie prawdziwe.


zdj:adoptivefamilies.com


10 sierpnia, Rodzina Zastępcza Marty

9.00 To już dziś. Dziś mam poznać swoich nowych rodziców. Od jakiegoś czasu stoję w oknie i patrzę czy przyjdą na piechotę, przyjadą samochodem, a może autobusem? Przystanek jest przecież niedaleko, może uda mi się dojrzeć ich między drzewami.
9.45 Nie znam się za bardzo na zegarku, ale to już chyba niedługo. Zaczęły boleć mnie nogi, więc musiało już minąć trochę czasu.
10.00 To chyba oni! Pani dość wysoka, wygląda na sympatyczną. Pan szczupły, z brodą. Serce wali jak oszalałe. 

1 października, Dom Małego Dziecka

Mam 9 tygodni. Choć od jakiegoś czasu jestem wolna prawnie i mogłabym już wreszcie iść do domu, muszę tu zostać jeszcze tydzień. Pani, która ma coś tam podpisać, jest właśnie na urlopie. Nie jest tu źle, bo mam mleko (o które bardzo głośno krzyczę, bo nie lubię czekać) i suche pieluszki. Przychodzą różne ciocie i przytulają nas. Jestem jedyną dziewczynką na sali. Kubuś, ten maluch w rogu, ciągle płacze. Nie wiem dlaczego, przecież nic takiego się nie dzieje. Ten drugi Kubuś jest małomówny. Nawet nie patrzy na osobę, gdy przychodzi go karmić. Dziwny jakiś. A ten Antoś, ten, na przeciwko mnie, taki chudzina. Podobno jest starszy ode mnie, a taki malutki. Nie wiem, może chory jakiś. No nic, już niedługo będę w domu. Tak mówi pani Henia.

10 sierpnia 

10.30 Wreszcie są. Mama i tata. Biorę ich za rękę i prowadzę do ogródka. Pokażę im tę piękną różę, która zakwitła kilka dni temu. 
Fajnie spędzamy razem czas. Pytają co lubię robić, kto jest moim ulubionym bohaterem z bajek i co lubię jeść. Ucieszyli się, że lubię zwierzęta. Podobno mieszkają na wsi i mają kilka psów, koty a nawet krowy! Mówili, że jak dobrze pójdzie to kupią też konia. To byłoby wspaniale, to moje marzenie. Obiecują, że wrócą za dwa dni. Będę czekać.

12 sierpnia

9.00 Szybko zjadam śniadanie i biegnę do okna. Ciocia mówi, że jeszcze nie dzwonili, ale ja wiem, że przyjdą. Przecież obiecali.

14.15 Zaraz obiad. Nawet nie mam ochoty nic jeść, choć jest moja ulubiona zupa. Nadal nie dzwonią. Za oknem cisza.

21.00 Poduszka mokra od łez. Nie przyjechali. Już nie wrócą. Marzenia prysły. 

8 października

10.30 Mam ochotę na drzemkę po butelce mleka, ale ciocia mówi, że będziemy się teraz ubierać odświętnie. Cokolwiek to znaczy, mam nadzieję, że potrwa szybko, bo naprawdę jestem zmęczona. Ziewam, gdy przez moją głowę wędruje sukieneczka. I jeszcze ta opaska na głowę, nie wiadomo po co. 
- Chodź, idziemy poznać twoich rodziców, słyszę w końcu.

11.00 Wchodzimy do tego pokoju na dole, tego co to tylu gości przychodzi. Nigdy tam nie byłam, więc jestem bardzo ciekawa, czy będą jakieś nowe zabawki. 
O, są jakieś na kanapie. Ale zaraz, ciocia daje mnie tej miłej pani, która stoi przy stole i patrzy ma mnie. Nie wiem za bardzo co się dzieje, czy to są ci rodzice, o których mówiła ciocia? Chyba tak. Pani przytula mnie i przedstawia się. To mama. Ten pan też całkiem miły, choć nie bardzo wiedział jeszcze jak poradzić sobie ze zmianą mojej pieluszki. To tata. Rodzice bawią się ze mną chwilę, a potem zasypiam w ciepłych ramionach mamy. 

14 sierpnia

Dwa dni płakałam w poduszkę. Dziś ciocia mówiła, że zadzwonił ktoś z ośrodka i niby mają przyjechać ci rodzice. Ale jak mam w to wierzyć, skoro powiedzieli, że przyjadą za dwa dni, a mija czwarty? A może przyjadą inni? Czuję się okropnie. Tak bardzo chciałabym mieć mamę i tatę.

17 listopada

Hurra! Wreszcie możemy pojechać do domu. Mama i tata zakupili taki specjalny fotelik do przewożenia mnie. Jest mi w nim wygodnie i nawet mogę się zdrzemnąć jeśli chcę. Pierwszy raz będę jechała samochodem. 

13.00 Po godzinie jazdy mam dość. Płaczę, co nie zdarza się często, więc mama i tata nie wiedzą co robić. Nie wiem jak inaczej im przekazać, że na dłuższą metę, nie bardzo mi się podoba to jeżdżenie. 

Wieczór. Udaje się dojechać do domu. Jest też z nami dziadek. Wszyscy są umęczeni, ale szczęśliwi. Dziadek nosi mnie po mieszkaniu i pokazuje wszystkie pomieszczenia. Trochę tu obco. Nie ma innych dzieci, nie ma pokoju, gdzie zawsze stoją butelki z mlekiem i nie ma tego długiego korytarza, po którym zawsze chodziliśmy na spacerach. Za to jest takie śliczne łóżeczko z uroczą kołderką. Chyba moje, bo mama i tata raczej się do niego nie zmieszczą. 

Noc. Nie mogę spać. Budzę się i  płaczę. Mama i tata przychodzą do mnie i tulą. Czasem wyjmują z łóżeczka, czasem głaszczą po główce. Trudno mi się przyzwyczaić. 

15 sierpnia

13.30 Dzwonek do drzwi. Nieśmiało wyglądam zza rogu. To oni! Ale czy przyszli po mnie? Czy będę mieć mamę i tatę? Nie pokazuję im się. Wracam cichutko do swojego pokoju i czekam co będzie dalej.

19 listopada

Coraz bardziej mi się tu podoba. Mama i tata są na każde moje zawołanie. To jest fajne. Nie muszę już tak krzyczeć o mleko, bo dość szybko przynoszą butelkę. Chodzimy na spacery, słuchamy muzyki i bawimy się różnymi zabawkami.

20 grudnia

Niedługo pierwsze moje Święta. Nie wiem jeszcze dokładnie co to znaczy, ale mama i tata są bardzo podekscytowani. Dziś przywieźli do domu duże drzewko. Mama mówi, że będziemy je dekorować bombkami i innymi kolorowymi  ozdobami. 
Najbardziej lubię chyba mój pokoik. Jest taki kolorowy. Gdy rano się budzę, patrzę na zwierzątka naklejone na ścianie. Uczę się też włączać pozytywkę, która przymocowana jest do łóżeczka i gra takie fajne melodie.

25 grudnia
Nie mogę spać. Tak bardzo mnie boli, tam, gdzieś w buzi. Płaczę całą noc. Mama i tata noszą mnie na rękach, próbują uśpić, ale to nic nie daje. Jeśli to mają być te święta to ja nie wiem, czy mi się podobają. 


15 sierpnia

14.00 Siedzę jak na szpilkach. Nagle słyszę:
- Marta! Przyjdź do nas proszę
To chyba dzieje się naprawdę. Mama i tata wrócili po mnie. Pytam dlaczego tak późno, dlaczego kazali na siebie czekać. Są trochę zmieszani, nie zdawali sobie sprawy z tego, że wezmę datę tak dosłownie. Ale ja już tak mam. Każda chwila bez rodziców jest cierpieniem. Przepraszają. Mówią, że nigdy więcej mnie nie zawiodą. Jutro jedziemy razem do domu. Dom. Wreszcie.

Pierwsze Urodziny

Dziś kończę roczek. Są goście, ozdoby i tort ze świeczką. Mama i tata pomagają mi ją zdmuchnąć. Już umiem chodzić i to całkiem nieźle. Biegam szczęśliwa za balonikiem. 

16 sierpnia

Wczoraj zapakowałam do walizki wszystkie swoje rzeczy. Nie mam tego zbyt dużo, kilka zabawek, ubrania i kosmetyki. Spoglądam w górę, by upewnić się, że nadal tam są. Mama i tata. Zabierają wszystko co jest moje, po czym żegnam się z ciocią i innymi dziećmi. 
- Jedźmy już.
Siedząc w samochodzie spoglądam ostatni raz na okna domu, w którym spędziłam ostatni rok. Widzę inne dzieci machające w moim kierunku. Pewnie tak jak ja kiedyś, mają nadzieję, że i po nich kiedyś przyjadą rodzice. 

Nowy Dom

Kocham mój nowy dom. Mamy dużo zwierząt i nawet własny ogródek. Razem z mamą uprawiamy tam marchewkę. Nie wiedziałam, że jest taka pyszna. Nie pamiętam, żebym kiedykolwiek ją jadła. Ale najbardziej lubię placki! Tata robi wyśmienite placki. 
Mieszkamy razem z dziadkami, mogę do nich iść kiedy tylko chcę. Mama mówi, że bardzo mnie kochają.

Nadal mam koszmary. Śni mi się moja matka. Nie. Nigdy już jej tak nie nazwę. To potwór. Matka nigdy nie robiłaby swojemu dziecku takich rzeczy.

Pierwsze wakacje

Jedziemy nad morze! Nie do końca wiem co to znaczy, ale to podobno duuuuża ilość wody. A ja kocham wodę. Zabieramy ze sobą dziadków. Myślę, że będzie fajnie. Spakowaliśmy już łopatkę, wiaderko, grabki i koło do pływania. Nie mogę się doczekać!

Telefon

Nie wiem co się dzieje. Mama odebrała telefon i płakała. Potem usłyszałam, że wczoraj urodziła się moja siostra. Jeszcze nie wiem co to znaczy, ale rodzice są bardzo szczęśliwi. Czy przez to nie pojedziemy nad morze?

Przedszkole

Jestem tu nowa. Wszystkie dzieci się znają, więc nie jest łatwo. Dziś śmiali się ze mnie, bo namalowałam słońce w zielonym kolorze. A kto powiedział, że nie może być zielone?

Znów budzę się w nocy. Śni mi się jak zamyka mnie w szopie na podwórzu. Siedzę tak w ciemności kilka godzin. Już nawet się nie boję, przecież to nie pierwszy raz. Wiem, że wróci po mnie. Chciałabym, żeby to był tylko sen.

Decyzja

Mama rezygnuje z pracy. Będzie pomagać tacie i trochę dorabiać, ale najbardziej chce poświęcić się tylko mnie. Przestaję chodzić do przedszkola. Pracuję w domu, z mamą. Rysujemy, śpiewamy, uczymy się wierszyków. Coraz lepiej wszystko mi wychodzi. Mam też już kilka koleżanek i kolegów. 

Szkoda, że mama i tata nie mogli być ze mną od zawsze. Najbardziej żałuję tego, że mama nie mogła mnie urodzić i tulić, gdy byłam mała. Tak bardzo jesteśmy do siebie podobne. Mama śmieje się, że ten charakterek wyssałam z jej mlekiem. Cokolwiek to znaczy. 

Tata dużo pracuje. Bardzo za nim tęsknię. Dobrze, że mamy dla siebie czas w weekendy.

Wakacje

Rodzice zabierają mnie nad morze. Boję się. To pierwszy raz kiedy wyjedziemy z domu na tak długo. Z drugiej strony cieszę się, że zobaczę coś nowego.

Pierwszy Dzień Wakacji

Tęsknię za domem. 

Czwarty Dzień Wakacji

Rodzice zabierają mnie z powrotem do domu. Cały czas płaczę, nie śpię w nocy. Boję się, że stracę dom, że nigdy do niego nie wrócę.

Powrót

Wreszcie czuję się spokojna. W swoim domu. W swoim łóżku. Bezpieczna.

_____________________________________________________

Opowiadanie to powstało na podstawie dwóch prawdziwych historii. Kiedy poznałam Martę, miała dokładnie tyle lat, ile ma teraz moja starsza córka. Szczupła blondynka, trochę wystraszona, schowana za spódnicą mamy. Z drugiej strony uśmiechnięta, pełna życia, starająca się  zaufać ludziom i nauczyć życia od nowa. 

Patrzę na moją córkę, która odkąd skończyła kilka miesięcy była już z nami i porównuję ją z Martą, dzieckiem, które w wieku 5 lat, miało za sobą więcej złych doświadczeń niż niejeden dorosły. Teraz widzę jak ważne jest, by dziecko jak najszybciej trafiło do kochającej rodziny. Teraz rozumiem, dlaczego liczy się każdy rok, każdy miesiąc, każdy dzień. Bo wtedy, kiedy przez pierwsze lata swojego życia, moja córka zbierała szczęśliwe wspomnienia, życie Marty coraz bardziej przypominało jedno pasmo cierpień i rujnowało jej dzieciństwo. Teraz mam namacalne porównanie jak dzieci w tym samym wieku, mogą się od siebie różnić. Jedno na nowo układa sobie życie, próbując uporać się z demonami przeszłości, drugie nawet nie pamięta tego, że kiedyś było samo. Obie dziewczynki adoptowane. Obie umieszczone w rodzinach, które bardzo je kochają, ale jakże wielka przepaść między nimi. Pięć lat maleńkiego człowieka. Pierwszych pięć lat, w których można zranić na całe życie. 












17 komentarzy:

  1. Z czasem złe wspomnienia się zatrą, wyparte przez te dobre. Czowiek jest tak skonstruowany

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety kochana nie zawsze tak jest. Niektóre dzieci mają tak niewyobrażalne dzieciństwo, że tego nie da się ani zapomnieć ani naprawić i nie zawsze można nauczyć się z tym żyć. Nie mówię tylko o tych dzieciach, gdzie rodzicom zabrano prawa, ale o każdym dziecku, które w jakiś sposób cierpi z powodu dorosłych.
      Wielu ludzi nie potrafi sobie ułożyć życia, nie potrafi utrzymać związku, nie potrafi kochać, ufać, przebaczać. Psychika potrafi tak ucierpieć, że z małego zranionego człowieka wyrasta morderca, psychopata, sadysta i inne. A wszystko przez to, że dzieci nie miały czegoś, co nazywane jest normalną rodziną. Nie dostały podstawowych uczuć takich jak miłość, troska, uczucie, a to powoduje nieodwracalne zmiany w człowieku.

      Usuń
    2. Zgadzam się z Izzy. Wspomnienia to jedno, a traumatyczne doświadczenia, które zapadają w podświadomość i dają o sobie znać przez całe życie, to drugie.

      Usuń
  2. Chciałam napisać mniej więcej to samo, co Jaga. W każdym razie bardzo mocno w to wierzę i życzę tego wszystkim dzieciom w podobnej sytuacji. A bezdusznym instytucjom żeby przejrzały na oczy i zrozumiały jak ważny jest czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Olitoria, może nie będę powtarzać, bo napisałam do Jagi :) Rozejrzyj się, zobacz ile jest rodzin w których dzieci nigdy nie trafią do adopcji, ale mają krótko mówiąc przekichane życie. Owszem, czasem to bezduszność instytucji, ale zazwyczaj to człowiek człowiekowi wyrządza krzywdę. Marta o której pisałam szybko trafiła do adopcji. Czekała tyle lat, bo matka nie chciała podpisać papierów zrzekających się praw do niej, nie zajmowała się nią, a mała tułała się od placówki do placówki.

      Tak właśnie sobie siedziałam i myślałam o tym jak ją poznałam, że miała tyle lat co moja córka, a tyle musiała przejść :(( Jak trudno takiemu dziecku na nowo ułożyć wszystko. Marta miała szczęście, bo trafiła do naprawdę fajnej rodzinki. Wszystko co napisałam o niej jest prawdą, czekała na nich od pierwszego spotkania. Ale ile dzieci zostaje w swoich rodzinach i cierpi do końca swojego życia. Dlatego adopcja jest czasem wybawieniem i szansą na normalne (na ile można) życie.
      Czasem trudno to sobie wyobrazić.

      Usuń
    2. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że taka "matka" nie zdaje sobie w ogóle sprawy z tego jaką krzywdę wyrządza temu małemu człowiekowi 😔 Do tego Państwo, które daje nieskończenie wiele szans takim rodzicom (o czym pisałaś już wcześniej)... 😔

      Usuń
  3. Dawno się tak nie wzruszyłam podczas lektury bloga. Przypomniałaś mi przy okazji pierwsze chwile z Księżniczką :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem co te dzieci przeżywają, zwłaszcza te starsze, ale na pewno jest to równie wzruszające dla nich jak i dla nas :) Co by nie mówić, nasze dzieciaki mają szczęście, że tak szybko trafiły do kochającej rodziny, zwłaszcza Księżniczka, która weszła wprost w Wasze ramiona.

      Usuń
  4. Żeby w pełni zaaklimatyzować się w nowej rodzinie dziecko potrzebuje mniej więcej tyle czasu ile przebywało poza nią. Taką informację dostaliśmy na kursie w OA. Tak więc przed Martą i jej rodzicami jeszcze sporo czasu. W tym czasie pewnie rany się zabliźnią, ale te blizny pozostaną na zawsze - oby tylko nie utrudniały dziewczynce normalnego życia. Aglaia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie to samo nam mówiono, nawet kiedyś wspominałam na blogu. I to się potwierdza, bo mniej więcej po 3 latach mama Marty mówiła, że dziewczynka zaczyna żyć tym, czego oni ją nauczyli.
      Podobno te pierwszych 5 lat jest bardzo ważne, więc jeśli nie ma się dobrych doświadczeń, to zapewne minie trochę czasu zanim dziecko jakoś to wszystko sobie poukłada przy pomocy rodziców.

      Usuń
    2. Ja na to patrzę jako mama dzieci, które trafiły do nas w wieku niemowlęcym jednak patrząc z ich perspektywy ich krótkiego życia to córka w momencie przywiezienia do domu była prawie 3 razy starsza niż syn i ten proces adaptacji w jej przypadku był na pewno nieco trudniejszy zarówno dla niej jak i dla nas. A co dopiero mówić o dziecku, które poza domem spędziło kilka lat... Aglaia

      Usuń
  5. Czyli Marta ma teraz okolo 10 lat? Masz kontakt z jej rodzina? Mam nadzieje, ze udalo im sie przepracowac koszmar, ktory mala przeszla przez pierwszych 5 lat swojego zycia... Mysle, ze takie dziecinstwo zawsze zostawi na psychice jakis slad, a Marta w czasie adopcji byla juz niestety dosc duza (jak na adoptusia), ale przy madrym podejsciu i odpowiedniej terapii dziecko jest w stanie w pelni normalnie funkcjonowac.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dokładnie zaraz skończy 10 lat. Poszła do szkoły jako 7-latka i nieźle daje sobie radę. Swoją przeszłość i biologiczne rodzeństwo wyparła na razie z pamięci (to znaczy nie mówi już o niczym, żyje tym co ma teraz) Marta ma super mamę, (tatę też, żeby nie było ;)) taka konkretna życiowa kobitka, silna emocjonalnie co bardzo ważne, bo przenosi to na dziecko, uczy ją poczucia własnej wartości i przede wszystkim miłości.
      Mamy kontakt, choć nie widzimy się często, bo mieszkamy w różnych miastach. Może niedługo się uda to zobaczę na własne oczy jak Marta sobie radzi :))

      Usuń
  6. Ech, Ty! Chusteczki poszły w ruch... :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe no czasem trzeba oczy przemyć, więc w sam raz ;)

      Usuń
  7. Właśnie to mnie trzyma jeszcze w pionie w tej adopcyjnej kolejce do mojego przyszłego dziecka. Tzn świadomość, że moje emocje, znudzenie, niecierpliwość, czasem załamanie że tyle to trwa i wszyscy inni znajomi już są po Komunii, a ja jeszcze Chrzcin nie organizowałam, że to dziecko czekające na adopcję ma milion razy trudniejszą sytuację.
    Że ja jestem dorosła i wiele rozumiem, że mam obok męża, że jestem bezpieczna i kochana. Co się dzieje w głowie dziecka porzuconego, chyba nigdy w 100% się nie dowiemy. To w jakimś stopniu zostanie w nim na zawsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie Lidio. To jest chyba najważniejsze w tym wszystkim. Zobacz jak nam trudno przejść przez to wszystko, a jesteśmy dorośli i teoretycznie powinniśmy radzić sobie z emocjami i porażkami. Czekając na dziecko adopcyjne, mamy przy sobie kochającą drugą połówkę i tak naprawdę wszystko jest kwestią czasu. W międzyczasie możemy normalnie żyć, przygotować się duchowo i fizycznie. A dziecko? Latami tkwi w traumie czekając na normalny dom. I jak wielokrotnie pisałaś wcześniej, czasem się nie doczeka, bo jest "zbyt stare"
      To prawda, że nikt nie dowie się co do końca tkwi w głowie takiego dziecka. Ten dialog i ta opowieść powstała na podstawie obserwacji mojego dziecka oraz tego co mówiła sama Marta w trakcie procedury adopcyjnej i zaraz po.

      Usuń