środa, 16 października 2019

Jak wychować dziecko dwujęzyczne część 1.


Jako, że każdy rodzic marzy o tym, by jego dziecko znało przynajmniej jeden język obcy, w dzisiejszym wpisie chciałabym podzielić się z wami moim doświadczeniem w nauczani. Czy warto zaprzątać maluchowi głowę słówkami i gramatyką innego języka niż polski? Oczywiście, że tak! Im wcześniej dziecko ma kontakt z językiem obcym, tym lepiej.


Zacznijmy może od przypomnienia czegoś, o czym w zasadzie każdy wie. Mając z nim bezpośredni kontakt, dziecko przyswaja język ojczysty w sposób naturalny. Na początku tylko słyszy, potem rozumie, a na końcu zachodzi interakcja i faza produkcji, w której dziecko jest w stanie podjąć z nami dialog. Na pewno kojarzycie rozmowy z niemowlęciem, obojętne, czy to waszym, czy w rodzinie lub u znajomych, kiedy to wydawało wam się, że mówicie do ściany, prawda? :) Leży taki maluszek w łóżeczku, kompletnie nie reaguje, a my gadamy do niego jak najęci, wierząc, że eksperci się nie mylą i coś tam do niego dociera. Często gdy zaczynamy czytać pierwsze książeczki reakcji nadal brak, ale już starszy maluch doskonale potrafi pokazać to, o czym czytamy, a potem nawet sam powiedzieć co znajduje się na obrazku. Jako kilkulatek ma już taką wprawę, że jest w stanie "sam" przeczytać ulubioną historię, ponieważ zna ją świetnie na pamięć. W ten właśnie sposób, dziecko uczy się i przyswaja język, wzbogaca słownictwo, rozwija i poszerza gramatykę. 
No dobrze, tak dziecko przyswaja pierwszy język, ale co zrobić, by było dwujęzyczne? Aby nasz maluch posługiwał się co najmniej jednym językiem obcym dobrze, również musi mieć z nim kontakt. Jeżeli wychowuje się w rodzinie, w której mama lub tata są obcokrajowcami (o czym będzie szczegółowo niżej) lub mieszka za granicą, przyswaja oba języki w tym samym czasie. Pozostałe dzieci najpierw uczą się języka ojczystego, a w drugiej kolejności obcego. Podczas gdy dla pierwszej grupy wystarczy mieć pod ręką rodzica, innego członka rodziny czy po prostu rówieśników w otoczeniu, druga grupa dzieci wymaga posiadania nauczyciela. Poprzez nauczyciela należy rozumieć tu kogoś, kto da mu pewne wzorce i poprowadzi go w świat drugiego języka, niekoniecznie osoby z wykształceniem pedagogicznym.

Od czego zacząć.

Małe dziecko uczy się języka przede wszystkim ze słuchu, dlatego też naukę można rozpocząć już na bardzo wczesnym etapie jego rozwoju. Jeżeli mama lub tata znają język dobrze, mogą sami stać się nauczycielami dla swojego dziecka. Jeżeli jednak poziom twojej znajomości języka nie jest wystarczający, by w pełni poprawnie przekazać go swojemu dziecku, lepiej tego nie rób! Pewne złe nawyki i wiedza, głęboko zakorzenione w dzieciństwie, są potem bardzo trudne do wyeliminowania. Może się wam to wydać dziwne, ale mam tego mnóstwo przykładów na co dzień. Mija bardzo wiele czasu, zanim uda mi się nauczyć dorosłego poprawnej formy, gdy od dziecka był nauczony czegoś źle, ponieważ odpowiedź przychodzi mu do głowy naturalnie .
Jeżeli nie znasz języka lub twój poziom nie jest zbyt dobry, nie przejmuj się. Jest wiele rzeczy, które możesz zrobić, by wprowadzić malucha w świat języka obcego, a potem "oddać" go w ręce fachowca lub stworzyć mu z nim naturalny kontakt np. z rówieśnikami z innego kraju. 

 Poniżej przedstawię wam listę sprawdzonych przeze mnie metod nauczania języka nie tylko moich dzieci, ale również moich uczniów. 

Co możesz zrobić, gdy nie znasz języka

* Oglądajcie bajki w oryginale. Moje dziewczyny od samego początku oglądały bajki tylko po angielsku. Może wam się wydawać to torturą dla dziecka, ale de facto maluchowi absolutnie to nie przeszkadza. Jako, że dzieci lubią oglądać te same bajki tysiące razy, osłuchują się z językiem i przede wszystkim domyślają treści na podstawie tego co widzą. Zaczynaliśmy od "Świnki Peppy" Wiem, że nie wszyscy rodzice pałają do niej miłością, ale jest to cudowna bajka pod wieloma względami. Przede wszystkim jest to prosta animacja, pozwalająca dziecku skupić się na treści. Zdania wypowiadane przez bohaterów są proste, wymawiane wyraźnie i głośno. Jest to szalenie ważne, jeśli bajka ma spełniać funkcję nauki. Wyobraźcie sobie, czego nauczyłoby się dziecko od choćby sepleniącego Kaczora Donalda... (swoją drogą to ja mam problem w rozumieniu go, gdy mówi po polsku) 
Bardzo ważne jest, by zacząć oglądać bajki w oryginalnej wersji od samego początku. Zdarza się, że rodzice chcą przełączyć język na inny, gdy dziecko ma kilka lat i to jak domyślacie się spotyka się z ostrym sprzeciwem. Dziecko nauczone oglądania bajek po polsku, nie będzie chciało wysilać się na rozumienie czegoś, o czym nie ma pojęcia. Jeżeli nie wierzycie, że to działa to powiem wam, że moje dziewczyny doskonale potrafią powiedzieć o czym jest bajka i co się dzieje. Oczywiście nie rozumieją wszystkich szczegółów, ale czy to ważne? Wszystkie bajki Disneya oglądają więc po angielsku, natomiast oczywiście klasyki takie jak Pszczółka Maja, czy Miś Uszatek, oglądają po polsku, żeby nie było, że mam jakieś skrzywienie ;) Już mając jeden rok potrafiły powiedzieć kilka słów, których nauczyły się właśnie z bajek. Jeżeli nie znacie języka i wiecie, że nie możecie sami dziecka pewnych rzeczy nauczyć, jest to bardzo dobra metoda.

Jeśli jesteście na wakacjach za granicą, włącz lokalną TV zamiast filmu na tablecie, czy komórce. Starszemu dziecku możesz nawet wytłumaczyć, że mówią np. po francusku, po niemiecku czy chińsku. To dobry trening dla ucha, nawet jeśli nie uczy się danego języka.

* Czytajcie książeczki w języku obcym! Nie orientuję się w innych, ale po angielsku są np. bardzo ciekawe serie Disneya dwujęzyczne. Jeżeli dziecko lubi danego bohatera, z większą chęcią zasiądzie do czytania. Na początku staraj się wybierać pozycje proste, z dużą ilością obrazków lub takie które maluch zna. W ten sposób będzie wiedział o co chodzi i nauczy się nowych słów kojarząc z treścią, która nie jest mu obca. Pokazuj to o czym czytasz, albo od czasu do czasu przetłumacz. Na pewno nie zaszkodzi. Ja tak właśnie postępuję przy trudniejszej treści, gdy czytamy pierwszy raz. Potem dziewczynki już pamiętają o co chodzi.

Jeżeli znasz język.

W sytuacji takiej, w której przynajmniej jedno z rodziców zna język bardzo dobrze, postępuj jak wyżej :) Wszystkie bowiem metody przedstawione do tej pory również mają tu zastosowanie. Jest jednak kilka innych rzeczy, które możesz zrobić.

* Staraj się mówić do dziecka, najlepiej w sytuacjach naturalnych, nie wymuszonych. Ja od małego do dziewczynek mówiłam np. "Let's go", gdy wychodziłyśmy, czy "What are you doing?" Doskonale rozumieją o co chodzi. Czasem odpowiedzą po angielsku, czasem po polsku. Nie poprawiam, nie zwracam na to uwagi.

* Czasem powiedz coś do małżonka w języku obcym. Pamiętaj, że dziecko słucha i chce zrozumieć. Postara się więc jeszcze bardziej, by wiedzieć o czym jest mowa. Wiem co mówię ;)

* Słuchaj i śpiewaj piosenki! Ja osobiście zaczęłam uczyć się angielskiego, ponieważ bardzo chciałam rozumieć piosenki. Jako, że czasy były jakie były, nie miałam możliwości wejść np. na www.tekstowo.pl i sprawdzić słów. Musiałam słuchać odpowiednią ilość razy i próbować zrozumieć, o czym śpiewają. Oczywiście nie zawsze mi się to udawało. Gdy już jako dorosła osoba, która dość dobrze już posługiwała się językiem, słyszałam niektóre piosenki sprzed lat, uśmiechałam się pod nosem przypominając sobie co wtedy rozumiałam, a co faktycznie tam śpiewają. Do czego zmierzam. Słuchanie piosenek, wspólne śpiewanie to wspaniała nauka i to nie tylko słownictwa. Przede wszystkim to świetny trening wymowy, ponieważ, żeby nadążyć za wokalistą, musimy nauczyć się dobrze pracować między innymi językiem, ustami, szczęką. Dzięki piosenkom, ćwiczymy również płynność mówienia, tak bardzo potrzebną później w komunikacji z drugim człowiekiem. Nie ważne jak śpiewacie. Róbcie to jak najczęściej! Nie muszą to być piosenki dla dzieci, które są masowo dostępne w internecie (np. dla maluchów www.supersimple.com) Mogą to być wasze ulubione przeboje, które lecą w radiu. Kiedy jedziemy do przedszkola, czy na wakacje, często śpiewamy właśnie "przeboje dorosłych" jak to mówią dziewczyny. I niech wam się nie wydaje, że to nie ma sensu. Podam wam przykład. Dziewczyny lubią wokalistę hiszpańskiego Alvaro Soler. Misia potrafi zaśpiewać w tym języku kawałek, a Elsa całą piosenkę wraz ze mną. Oczywiście żadna z nas nie wie o czym śpiewa, żeby nie było, ale śpiewamy, bo to jest fajne. Chodzi o trening ucha, pamięć i przygotowanie do późniejszej nauki. Jeśli w przyszłości zdarzy się tak, że będą miały do czynienia z hiszpańskim, wystarczy, że dowiedzą się, co te słówka znaczą. Natomiast jeśli chodzi o angielski, wyłapują słowa, które już znają, albo zdania, których nie rozumieją i pytają co one oznaczają. W ten sposób naturalnie przyswajają pewne rzeczy.


* Jeżeli masz ochotę, kup dziecku zagadki lub zabawy z językiem obcym. Są one dostępne w Empiku, w księgarni językowej, albo po prostu w internecie. Baw się z dzieckiem i ucz przy okazji. 

* Będąc na wakacjach za granicą, zachęcaj dziecko do używania języka. Może na przykład samo kupić lody, czy napój. Oczywiście nie ma przeszkód w tym, by rodzic mu towarzyszył i przypominał co ma powiedzieć. 

Rodziny dwujęzyczne.

Rodziny, w których mama, albo tata pochodzą z innego kraju, są od samego początku na wygranej pozycji. Nie muszą bowiem szukać kontaktu z językiem obcym, nie muszą płacić dzieciom za lekcje i nie muszą zastanawiać się, kiedy taką naukę rozpocząć. Ale takim rodzinom nie zawsze jest łatwo. Podczas gdy my pracujemy nad tym, by nasze dziecko mówiło poprawnie w języku ojczystym, ich dzieci muszą uczyć się dwóch jednocześnie. Jeżeli jesteście właśnie w takiej sytuacji, zaraz podpowiem co jeszcze możecie zrobić, by wasz maluch jak najlepiej posługiwał się polskim i drugim językiem. Przede wszystkim nie panikujcie i dajcie dziecku czas, by mogło w swoim tempie przygotować się do ich użycia :) 

Co więc zrobić, by dziecku ułatwić naukę?


* Przede wszystkim mówcie do dziecka jak najwięcej! Podzielcie role np. mama mówi tylko po polsku, tata np. po angielsku. Dziecku będzie łatwiej poukładać wszystko w głowie. 

* Nie oczekujcie rezultatów od razu. Dzieci dwujęzyczne często zaczynają później mówić - w końcu one muszą zrobić podwójną robotę. To naturalne, że dziecko najpierw nauczy się słuchać i rozumieć, a dopiero potem przejdzie do fazy aktywnego użycia języka. Nie zniechęcajcie się i czekajcie na moment, w którym zobaczycie owoce waszej pracy.

* Naukę języka traktuj jako naturalny proces. Niech maluch nieświadomie przyswaja języki w życiu codziennym i zabawie. Nie zmuszaj go do siedzenia nad książkami i wypełniania zadań. Nie ma takiej potrzeby. 

* Do znudzenia czytajcie książeczki! Pokazujcie obrazki. Pamiętajcie, by być ekspresywnym, zmieniać ton głosu, imitować różne postacie z bajek. To ma być dla dziecka miło spędzony czas, nie przymus.

* Bawcie się w różne zabawy z wykorzystaniem języka, nawet najprostsze np. w chowanego. ( można odliczać w języku obcym, krzyknąć "Mam cię"! itp.) 

* Nie przejmuj się jeśli dziecko używa dwóch języków w jednym zdaniu np. To jest moja hand. Słowo w języku obcym może być po prostu łatwiejsze do wymówienia, dlatego dziecku łatwiej jest właśnie w ten sposób coś zakomunikować. Gdy Elsa miała około roku, przychodziła do mnie i mówiła"apple", gdy chciała jabłko. Oczywiście doskonale rozumiała słowo polskie, ale łatwiej jej było wyrazić komunikat w języku obcym, ponieważ słowo "apple" było dla niej prostsze niż "jabłko" Wraz z rozwojem mowy, dziecko naturalnie odróżnia język i używa tylko jednego do wyrażenia jakiejś potrzeby. Nie powtarzajmy jednak za dzieckiem "Czy chcesz apple?" Mówmy po polsku lub w języku obcym zdanie pełne i poprawne. Tylko w ten sposób jesteśmy w stanie nauczyć go obu słówek poprawnie. 

* Mów do dziecka normalnie, wyrazy wymawiaj wyraźnie i poprawnie. Nie "udziecinniaj" ich, ponieważ będzie to skutkować niepoprawną wymową. Jeżeli dziecko powie wyraz po swojemu, powtórz go tak, jak powinien być wymówiony prawidłowo. 

* Ucz prawidłowej gramatyki poprzez poprawianie, ale nie cały czas, by dziecko nie było sfrustrowane, że ciągle popełnia błędy. Jeśli chodzi o angielski, małe dzieci na przykład ucząc się czasu przeszłego używają końcówkę regularną do każdego czasownika (np. mówią I buyed zamiast I bought) Wystarczy bez słowa powtórzyć po dziecku okazując zainteresowanie: Oh, you bought it! Podajesz prawidłową formę, a dziecko nie odczuwa tego jako wieczne poprawianie. W pewnym momencie zacznie mówić już poprawnie.

* Poproś dziecko o powtórzenie trudniejszego słowa lub dźwięku. Możesz kucnąć, lub wziąć malucha na kolana, by widział wyraźnie twoje usta. Umiejętność prawidłowego układania języka czy ust jest bardzo ważna. 

Podsumowanie

Pamiętajmy, że nauka języka jest procesem, nie da się przeskoczyć pewnych faz jego rozwoju. Kiedyś miałam ucznia, który skończył prawo i na pierwszych zajęciach poprosił mnie, żebym przygotowała mu najpotrzebniejsze słówka i zagadnienia gramatyczne, coś na styl swoich studiów. Chciał się tego nauczyć oczekując, że będzie już znał język. Uśmiechnęłam się i niestety musiałam go rozczarować mówiąc, że w tym przypadku tak to nie działa. Owszem, można na szybko nauczyć się podstawowych zwrotów, ale na dłuższą metę to nie wystarczy.

Nauka języka to nie tylko bycie komunikatywnym. W późniejszej fazie, dziecko musi nauczyć się pisać i czytać. Tak samo jak w nauce jednego języka, nie zmuszajmy malucha do czegoś na co nie jest gotowy. Dziecko potrafi doskonale komunikować się na długo zanim będzie w stanie coś przeczytać, czy napisać. 
O tym, że wszystko co robię działa, przekonałam się w zeszłym roku, kiedy to w maju pojechaliśmy do Chorwacji. Elsa nie miała jeszcze wtedy 4 lat. Domek obok zamieszkiwało małżeństwo ze Szkocji z dwójką dzieci. Jedno z nich, dziewczynka, było w tym samym wieku co moja starsza córka. Nie powiem, na początku wstydziła się podejść do niej, ale zachęciłam ją, żeby powiedziała "Hello" I tak się zaczęło. Nie uwierzycie, dzieci świetnie się dogadywały, po swojemu, ale używając języka angielskiego. Rozumiały też co mówiła tamta dziewczynka, a jeśli nie, to pokazywała im o co chodzi. Rozmawiałam potem z mamą Anny (tak miała na imię mała Szkotka ;) ) i mówiła, że była pod wrażeniem tego, jak Elsa radziła sobie po angielsku. Misia wiadomo, nie miała jeszcze 3 lat, więc mówiła jakieś pojedyncze słowa, a to już coś. Trudno było je podsłuchiwać, ponieważ przemieszczały się z prędkością światła, ale kiedy np. Elsa przybiegła do domu zrobić siusiu, zapytałam gdzie Anna, odpowiedziała mi, że czeka. Zainteresowało mnie co do niej powiedziała, więc kiedy zapytałam o to zdziwiona Elsa mówi: No jak to co, powiedziałam "Stay and wait for me" :)) 

Języka można się nauczyć, albo można go przyswoić. Ja staram się, żeby jak najwięcej w tej nauce było właśnie tego drugiego. By dziecko, czy nawet dorośli, których uczę, jak najczęściej naturalnie używali języka i nie myśleli o tym jak to trzeba powiedzieć, a przede wszystkim nie tłumaczyli z języka polskiego. To stara metoda, lubiana przez starszych nauczycieli, metoda tak zwanej translacji. Uważam, że jest zła, ponieważ uczy dziecko, dorosłego myślenia po polsku i przekładania na drugi język. My mamy nauczyć się w tym języku obcym myśleć, tłumaczenia zostawmy specjalistom. Tym bardziej, że składnia języka polskiego znacznie różni się od innych języków i raczej przeszkadza w nauce niż pomaga. 

Pamiętajmy również o indywidualnych predyspozycjach dziecka. To nie prawda, że dziecko zawsze nauczy się łatwiej niż dorosły. Uwierzcie mi, nie wszystkie dzieci mają do tego talent. Jeżeli maluch jest słuchowcem, nauczy się dużo szybciej niż wzrokowiec. Humanistyczny umysł łatwiej przyswoi pewne rzeczy niż ścisły. Ale to nie znaczy, że nie można osiągnąć tego samego rezultatu. Przede wszystkim nie można porównywać dziecka z innymi (jak w każdym zresztą aspekcie) Każdy uczy się w swoim tempie, dostosowanym do jego umiejętności i możliwości. 
Pomimo tego, że sama jestem nauczycielką, nie mam jakiejś szczególnej presji na nauczenie dzieci języka obcego zbyt wcześnie. Oczywiście chciałabym, żeby w przyszłości posługiwały się angielskim bardzo dobrze, a dwoma innymi językami choćby komunikatywnie, ale dla mnie najważniejsze jest, by była to dla nich przyjemność. By wiedziały, że uczą się dla siebie, a nie dla ocen w szkole. By czuły, że ten język jest im niezbędny w pracy, w podróżach, w zabawie.

* Część druga tematu wkrótce :)



16 komentarzy:

  1. Bardzo bardzo ciekawy artykuł!!! Ostatnio właśnie zastanawiałam się kiedy jest ten dobry moment, aby wprowadzić język angielski, bo piosenek często słuchamy juz od kilku miesięcy, a o bajkach szczerze mówiąc myślałam, ale właśnie na późniejszym etapie, a tu okazuje się, że im wcześniej tym lepiej 😊 Dzięki za ten artykuł kochana 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana, cieszę się, że artykuł się przyda, zwłaszcza, że już dawno miałam o tym napisać i jakoś cięgle nie było po drodze ;) Wiesz, pewnie każdy nauczyciel ma swoje metody, ja tylko skromnie mogę zaprezentować to co ja robię. Wyobraź sobie, że wczoraj mówiła mi moja uczennica (5 klasa), że jej koleżanka chodzi na lekcje prywatne i pani kazała jej 15 minut dziennie grać w gry komputerowe i na tablecie, żeby się uczyć słówek. No ludzie, dajcie spokój! Fakt, są fajne programy do nauki, ale ja jestem za tym, żeby jednak korzystać ze zwykłych gier i czytać książeczki. Potem się okaże, że dziecko ma bogaty słownik, ale przy okazji jest uzależnione od tableta ;)
      Przypomniało mi się jeszcze, że ileś lat temu do mojej szkoły językowej zgłosił się ojciec z synem lat 7 i poszukiwali nauczycielki, która przygotowałaby ich do gry w Warhammera! (nie wiem czy znasz) Także widzisz jakie ludzie mają pomysły ;)

      Jeśli chodzi o bajki to polecam przyzwyczajenie malucha, że mówią po angielsku. Potem jest trudniej go zachęcić. No i w ogóle jak ma oglądać bajki, to już niech ogląda w oryginale. Polecam też oglądanie z dzieckiem i komentowanie bajki na początku, tak, żeby miało pewność co do treści. Potem możesz robić odwrotnie - niech dziecko opowiada Tobie. Oczywiście nie teraz, bo nie umie, ale już niedługo :) A tak to niech maluch ogląda i się przysłuchuje. To super trening.
      Powodzenia w nauce :*

      Usuń
  2. Super wpis. Wiele przydatnych informacji :-) . Właściwie postępujemy bardzo podobnie. Mojemu dziecku co prawda bardzo daleko do dwujęzyczności ale w jakimś tam w miarę prostym zakresie jest w stanie się porozumieć i sprawia mu to dużą satysfakcję (i nam też ;-) ).
    Mam tylko jedną luźną uwagę/pytanie? W jakim mniej więcej wieku zaczęłaś puszczać dziewczynom te bajki po angielsku? Trzymałaś się tych zaleceń, że jednak do ok. 2 r.ż. kontakt z monitorem nie jest specjalnie wskazany czy zaczynaliście wcześniej? Pytam bo sporo kiedyś o tym czytałam i podobno jednak zbyt wczesny kontakt z ekranem znacznie opóźnia rozwój mowy (mam wśród bliskich dziecko od niemowlaka wychowane ze smartfonem/tabletem w ręce i naprawdę bardzo długo trudno było się z nim dogadać – teraz już 6-latek a i tak chyba nie usłyszałam jeszcze żeby powiedział pełne zdanie  ). A jeśli ktoś nie trawi Świnki Pepy to może poszukać Boba Budowniczego/Listonosza Pata/Strażaka Sama (te stare wersje) – też wydaje mi się, że mówią całkiem ładnie a do niektórych bardziej trafiają niż Świnka. Kiedyś w UK wyczailiśmy jeszcze bajkę Ben & Holly’s Little Kingdom – w stylistyce trochę podobna do Pepy.
    Aglaia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że coś znalazłaś dla siebie :)) Moim dzieciom też daleko do dwujęzyczności, ale to taki długodystansowy cel, więc naprawdę podchodzę do tego na luzie. Ostatnio Elsa ma fazę śpiewania po angielsku. Naprawdę są to całe zdania, poprawne, ale kompletnie się kupy nie trzymają i nie mają sensu hahaha. np. Take me to the river I love you so much and the birds are singing :D:D Trochę opisuje co się dzieje wokół, trochę co jej tam ślina na język przyniesie, a trochę z innych piosenek. Ale fajnie, bo mówi zdaniami i często pyta co to znaczy i potem już wie. Dlatego ja preferuję właśnie przyswajanie języka a nie wielkie uczenie. To pewnie skończy się w szkole, kiedy to przyjdą sprawdziany i rozkładanie języka na czynniki pierwsze :(:(

      Odnoście bajek. Nie będę ukrywać, że zaczęliśmy Elsie puszczać tę całą Świnkę dość wcześnie, miała rok, może nawet nie. Ona była tak żywiołowa, że to było te 5 minut, kiedy to siadała w fotelu i chłonęła. I właśnie dlatego jej puszczaliśmy, bo dla niej to był pewien rodzaj nauki. Już całkiem dobrze mówiła wtedy po polsku (jak na swój wiek oczywiście) i wyłapywała słówka po angielsku. Peppa była krótka, więc robiliśmy to bez wyrzutów sumienia, widząc, że to nie tylko wgapianie się w ekran. Mając 2 lata normalnie już mówiła, pełnymi zdaniami, bardzo wyraźnie. Ale to była Elsa. Normalnie nie polecam puszczania bajek za wcześnie. Z tableta nie korzystamy i nie korzystaliśmy, dziewczyny nie są nauczone żadnych gier, na telefonie tylko czasem puszczę im piosenki, one same się nim nie bawią, nie znają tego. Telewizja, tablet, komputer na pewno opóźnia mowę jeśli do dziecka w ogóle się nie mówi, nie ma z nim interakcji i jedyne co ma to pasywne odbieranie bodźców w postaci gier czy bajek. Mam doskonały przykład u sąsiadów, u których kolejne dziecko w wieku kilku lat potrafi wydawać tylko dźwięki charakterystyczne dla niemowląt... Do tego może kilka słów. Krótka bajka na pewno nie zaszkodzi jeśli dziecko ma przez pozostałą część czasu normalny kontakt z otoczeniem.
      Masz rację z Bobem i Strażakiem, dziewczyny lubią również Paw Patrol ( tzw. Puppy Trolle według Misi hahaha) Jest w ogóle taki kanał Baby TV. Lecą tam krótkie, bardzo kolorowe bajeczki, proste i mega sympatyczne. Czasem piosenki i inne programy. Też polecam dla maluchów. Albo kanały na YouTube.

      Ogólnie to wszystko też zależy od dziecka. Misia nie była zainteresowana TV bardzo długo, więc ona zaczęła oglądać dużo później. Nawet gdy siostra siedziała przed ekranem to ona odchodziła do zabawy. Widzę, że ona będzie bardziej umysłem ścisłym, nauczy się języka, ale w zupełnie inny sposób niż Elsa. Elsa jest ma doskonałą pamięć słuchową, to jest kluczowe w przyswojeniu języka na wczesnym etapie. Ale gdzieś tam po drodze każdy ma szansę się nauczyć. Lepiej lub gorzej ;)
      A jak u Was w szkole angielski? Zadowolona jesteś?

      Usuń
    2. Dzięki, że pytasz i przepraszam, że tak późno odpowiadam ale właśnie wróciłam z długo wyczekiwanego urlopu. Rozłożyłam pranie na czynniki pierwsze (czytaj stos kolorowych kupek ;-) ) i mam chwilę. Angielski w szkole wydaje mi się, że jak na razie OK. Ponieważ zabraliśmy dziecko ze szkoły na 3 tygodnie to zabraliśmy też książki i trochę z nim popracowaliśmy. Dużo ćwiczeń ze słuchu (na szczęście do podręcznika jest płyta więc jakby co nie musiał słuchać naszej pewnie nie zawsze poprawnej wymowy) więc tak jak piszesz to chyba dobrze. Poza tym wszystko trochę wkomponowuje się w program zerówki – przede wszystkim rozwój grafomotroryki – trochę kolorowania, rysowanie po śladzie itp. i do tego powtarzanie słówek. Chociaż niektóre słówka mam wrażenie, że nieco „od czapy” – np. w dziale „Playground” dowiedziałam się jak jest … robak. Każdy rozdział to ok. 5 nowych słówek więc program raczej nie jest przeładowany. Moje dziecko do przyswajania angielskiego motywują dwie rzeczy – podróże (w tym roku miał okazję bawić się z dziewczynkami właśnie dwujęzycznymi ang/hiszpański) + fakt, że mąż mojej siostry jest obcokrajowcem i po polsku mówi niewiele więc żeby dogadać się z wujkiem trzeba się wysilić na angielski (chociaż stosują też naukę „wzajemną” – wujek go uczy angielskiego a on go polskiego). Poza tym jak się wszyscy spotykamy to też przechodzimy na angielski więc żeby brać udział w rozmowie wie, że też musi się tego angielskiego uczyć.
      Co do bajek to po urlopie mam nową obserwację. Synkowi bajki zaczęliśmy puszczać dość szybko – pewnie miał ok. 1,5 roku jak obejrzał pierwszą ale on bardzo szybko mówił poprawnie i całymi zdaniami więc nie widziałam problemów. Ale jak siadał przed komputerem (TV nie mamy) to zupełnie odpływał – można było do niego mówić, robić cuda na kiju a on i tak gapił się w ekran. Tak jest z resztą do dziś. Córka mówi zdecydowanie gorzej (choć ciągle chyba w normie). Raczej używa pojedynczych wyrazów i zazwyczaj ich pierwszej sylaby więc rozmowa z nią to jak nauka nowego języka obcego bo jak gada KA, to może być: Kapelusz, CzapKA, Kawa, Kaptur, Kalosze i jeszcze kilka innych rzeczy – wszystko zależy od kontekstu i akcentu. Więc bajki mega ograniczamy (na tyle na ile to możliwe mając starsze, oglądające dziecko). Na urlopie było nam bardzo trudno i czasem tę Pepę obejrzała. I co? Ona cały czas gadała co w tej Pepie widziała – że jest chrum, chrum, że mama, tata, że be, be (Susy sheep), hau, hau (Danny Dog), brum, brum itp. itd. Jej reakcja na obraz ruchomy jest zupełnie inna niż starszaka. Starszemu jak bym zbyt wcześnie puszczała bajki pewnie mowa nie była by tak rozwinięta, u młodej mam wrażenie, że ten proces już jest trochę inny i to co widzi nakręca ją do mówienia (choć mimo tej obserwacji z regularnym oglądaniem bajek jeszcze poczekamy).
      Aglaia

      Usuń
    3. Aglaia, witam Cię z powrotem :) Zastanawiałam się własnie co tam u Was, a tu proszę, wojażujecie. Super, pozazdrościć :)) Mam nadzieję, że wypoczęliście :))
      Grunt to dostosować się do indywidualnych potrzeb dziecka i zmieniać się wraz z jego rozwojem. Bo tak jak piszesz, na wakacjach zauważyłaś pewne zmiany, czy dobry wpływ bajek, ale ostrożnie podchodzisz, według mnie słusznie. Nie wiem, czy macie, ale są też książeczki (po polsku i po ang) z odcinkami Peppy, więc fajnie, bo można raz na kiedy obejrzeć filmik, a tak pokazywać w książeczce i zachęcać do mówienia. Czasem jest nawet wydanie z CD.
      Fantastycznie, że macie obcokrajowca w rodzinie! To chyba najlepsza motywacja, bo ten język nie jest wtedy taki teoretyczny tylko. Co do słówek to powiem Ci, że często dzieci znają dużo więcej takich dziwnych typu właśnie robak niż dorośli. Też się dziwię, bo według mnie niech się dziecko najpierw nauczy jak jest motyl a potem gąsienica czy coś. No cóż. A tak z ciekawości Ci opowiem, jak kiedyś przyszedł do mnie uczeń po kursie metodą Callana, nie wiem, czy znasz. Przyniósł podręcznik a tam zdanie: How to kill somebody barehanded? To kill somebody barehanded you shoud press fingers against .... (dalej nie pamiętam, chyba neck czy throat ;) )
      !!!! No weź, ja rozumiem, że to podręcznik dla dorosłych, ale naprawdę nie było innego przykładu????!!!! W tej metodzie powtarzasz no znudzenia: pytanie, odpowiedź, bez własnej inwencji twórczej. W zasadzie uczeń to najbardziej zapamiętał.

      A tak BTW to moja starsza córka też siedziała (co ja mówię, nadal taka jest)nieruchomo przed TV i mogłoby być trzęsienie ziemi, a ona go nie widziała, taka jest zaczarowana :D

      Dobrego dnia i przyjemnego powrotu do rzeczywistości :) --- > (pranie, jak ja uwielbiam te powakacyjne stosy ;) )

      Usuń
  3. Jest! Jest wpis dla mnie! 😉Ja tylko chciałam dodać, że rodziny dwujęzyczne też muszą się namęczyć. To nie jest tak, że tata lub mama mówi w drugim języku i już. Bardzo ważne są te "pomoce naukowe", o których piszesz. U nas bajki głównie po francusku,książeczki też. Ryś pięknie miesza dwa języki, cudne to jest i zupełnie normalne na tym etapie. Dopiero ok. 4rż dzieci zaczynają łączyć język z osobą itp. (tata=francuski, babcia=polski) i płynnie przechodzić z jednego w drugi. Jest też kwestia czytania. Ponoć dzieci dwujęzyczne najpierw powinny zacząć uczyć się czytać w języku mniejszościowym, a potem w dominującym. I jeszcze pisanie, gramatyka.. .tu też trzeba się postarać. Najlepiej posłać dziecko do szkoły dwujęzycznej, jeśli taka jest. Jeżeli oczywiście zależy nam, żeby dziecko faktycznie było biegłe w obu językach (nam zależy). Ponoć potrzeba mówić do dziecka w języku mniejszościowym ok. 30% czasu w ciągu dnia, dlatego łatwiej jest, jak to mamy się nim posługują, z jakże prozaicznego powodu - kobiety więcej mówią 😉U nas niestety jest odwrotnie, dlatego myślimy nad zmianą metody i posługiwaniem się francuskim w domu, ap poza domem. Póki co średnio nam to wychodzi...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dziękuję za "pogonienie" mnie, bo pewnie temat nadal leżałby odłogiem ;)
      No właśnie, chciałabym napisać, że rodziny dwujęzyczne mają łatwo, ale łatwiej to faktycznie tylko z tym, że nie musicie szukać tego kontaktu. Pomoce naukowe są ważne, zwłaszcza, że tak jak piszesz przecież dziecko musi nauczyć się pisać, czytać itd. To dużo pracy, ale się opłaca. Przytoczę przykład. Mój znajomy Amerykanin miał dziecko z Niemką, ale nigdy nie byli razem, ona wyszła za Polaka, żeby było śmieszniej to mieszkali właśnie w Polsce. Mały bardzo szybko mówił w 3 językach, po niemiecku najlepiej, w drugiej kolejności po polsku, a na końcu po angielsku, bo z tatą miał najrzadszy kontakt. Nie chodził na żadne lekcje, uczył się tylko poprzez kontakt z opiekunami. I tyle. W szkole zapisali go na francuski. Marzenie :)) I skubany doskonale rozumiał kto w jakim języku mówi. Do mnie startował tylko po polsku, choć ja i jego tata mówiliśmy do niego po angielsku. Odpowiadał jemu po ang a mnie po polsku :D
      Ale znam drugi przypadek, u mojej koleżanki, gdzie jej siostra kompletnie nie zajmowała się pomocą dziecku w opanowaniu 2 języków (ojciec z UK, mieszkają w Polsce) i mały zaczął się cofać, aż w końcu w ogóle zablokował się i przestał mówić. Dopiero terapia mu pomogła. Ewidentny błąd rodziców, w ogóle mało się nim zajmowali, nie pracowali z nim.

      Musicie próbować różnych metod, ja jestem za tym, by jednak każdy rodzic uczył swojego języka, zwłaszcza, że mieszkacie tutaj. Ale być może nie zawsze się to sprawdza. Według mnie Wasze dzieci na 100% będą dwujęzyczne, pytanie tylko kiedy.

      Usuń
  4. U Tamalugi też to przyszło jakoś samoistnie. Bajek też słucha w kilku językach, a potem opowiadając coś łączy je wszystkie tak jak jej wygodnie. Myślę, że takie mamy czasy - sprzyjające przyswajaniu języków u dzieci. Moje dziewczyny, gdy były małe miały trochę trudniej, ale dobrze sobie radziły. np, w każdej naszej podróży oglądały bajki w języku danego kraju, ja też czasami przez zabawę uczyłam je angielskiego. Teraz oglądają filmy japońskie i koreańskie w oryginale :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby mamy takie czasy, ale muszę Cię rozczarować, większość dzieci kompletnie nie potrafi posługiwać się językiem. Uczą się go w szkole, na kursach, a potem mam do czynienia z kimś kto "uczy się" od 10 lat a "to be" porządnie odmienić nie potrafi ;) W szkole jednak dominuje nauka do klasówki, do egzaminów, niby coś umieją, ale często jest to wiedza taka właśnie typu napisz i zapomnij. Oczywiście to bez porównania z tym co było 10 lat temu i więcej, ale jednak jakoś tak to wszystko jest nie do końca tak jak powinno. Brakuje dobrych nauczycieli, metody są jakie są, więc dużo zależy od wsparcia rodziny i tego jak potoczy się życie. Czy będzie dziecko podróżować? Czy przyda mu się w pracy? I tak dalej i tak dalej. Moja najstarsza uczennica jest po 60, ma motywację, gdyż córka mieszka za granicą. Najmłodszy ma 7 lat. Ale gdy przychodzi do mnie dziecko w 4 klasie i nie umie NIC, po prostu zero i miało tyle lat 5 na koniec roku to ja się pytam za co? Co oni robili, że moje dziecko zna więcej słów niż 4-klasista.

      Usuń
    2. Kiedyś pomagałam w angielskim jednej 12 latce. Chyba nawet ci o tym pisałam. Ona mając któryś tam rok języka w szkole nie wiedziała jak jest "tak" i "nie". I już wiedziałam, gdzie problem i miałam rację, niestety. Nie w nauczycielu, ale okazało się, że dziewczynka jest opóźniona w rozwoju.

      Usuń
  5. To ja, jako mama dzieci czysto dwujezycznych, wtrace swoje trzy grosze i dodam, ze duzo zalezy od samego dziecka. Moje Potworki urodzone i wychowane w Stanach, do 4 roku zycia, zyly sobie w polskiej otoczce. W domu mowilismy po polsku, mamy polskiego dziadka i dzieciaki chodzily do polskiej opiekunki. Bajki i ksiazeczki rowniez byly po polsku. Oczywiscie nie panikowalam kiedy zdarzylo im sie obejrzec angielskojezyczna bajke, a pare ksiazeczek mielismy po angielsku i tez je czytalismy. Ale Polski zdecydowanie dominowal i byl pierwszym jezykiem dzieciakow. Wszystko pieknie, az do pojscia do przedszkola, gdzie momentalnie podlapali angielski. Syn po prostu wszedl i zaczal mowic, nauczycielki twierdzily, ze gdybym im nie powiedziala, nie wiedzialyby, ze jest dwujezyczny, a my z mezem nadal zastanawiamy sie, jak ten maly skubaniec, zupelnie biernie i przypadkiem, nauczyl sie praktycznie obcego jezyka. :D
    Potem przestalo byc tak smiesznie, bo zaczela sie "walka" o polski. I tu wychodza indywidualne roznice. Bi mowi po polsku ladnie i chetnie. Nik nie chce mowic za cholere. Zacina sie, brakuje mu slow, zlosci sie. Poniewaz "polski" dom i znajomi (o dziadku juz nie wspomne), nie wystarczaly, zapisalam Potworki od zeszlego roku do polskiej szkoly. Tutaj ucza sie tez czytania i pisania. I ciekawostka. Ta Bi, ktora pieknie mowi po polsku, ma problem z czytaniem. A Nik, ktory mowic nie chce, czyta bez wiekszych problemow (oczywiscie na poziomie I klasy). Magia jakas. ;) Niestety, polska szkola nie zdzialala nic w zakresie zachecenia Nika do uzywania polskiej mowy. Nie chce i juz. Chociaz, zaczynam widziec malenkie swiatelko w tunelu. Dzieciaki sa coraz starsze. Zaczynaja je pociagac sekrety i to, ze wiedza cos, czego nie wiedza ich koledzy i zdarza sie, ze w miejscu publicznym prosza mnie (Nik tez) z cwana mina "mama, mowmy po polsku, zeby nas nikt nie rozumial!". :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agatko, wszystko prawda co piszesz, choć Wy w ogóle macie inną sytuację, gdyż mieszkacie za granicą. Najpierw u Was królował polski, bo wiadomo, nic poza rodziną za bardzo nie istniało. Potem przyszli rówieśnicy i stało się. Dla mnie jest to niesamowite jak dzieciaki się dogadują i potrafią szybko uczyć. U Was po prostu nie byłoby szans, żeby dzieci nie były dwujęzyczne :) Ale tak jak piszesz, wszystko zależy od predyspozycji dziecka, o czym wspomniałam na koniec mojego posta. Ludziom naprawdę wydaje się, że dziecku zawsze nauka języka przyjdzie łatwo, a tak nie jest. Ja na przykład jestem umysłem typowo humanistycznym i chociażbym stawała na głowie to nigdy przenigdy nie będę dobra z matematyki, fizyki. Miałam z tego dobre oceny, nauczyłam się, ale to wszystko było takie wymęczone tak bym to nazwała ;) Z językiem jest tak samo. Niektórzy nigdy np. nie będą mieć pięknej wymowy, ale za to lepiej piszą itd.
      Mam kuzynkę za granicą, wprawdzie urodziła się w Polsce, ale wyjechali jak miała może z 6 miesięcy, więc uznam, że całe życie tam jest związana z krajem. I powiem Ci, że nigdy nie nauczyła się pisać ani czytać (po polsku). Ma mały kontakt z językiem, mama mało do niej mówiła po polsku, więc dogada się, ale jest to język bardzo ubogi. Znam ludzi, którzy kompletnie nie potrafią nic powiedzieć po polsku, pomimo tego, że matka stąd pochodzi, ale mieszkają w US. Szkoda. Tak, jakby się wstydzili swojego pochodzenia. A przecież polski się przydaje, najpierw do sekretów, a potem może przy znalezieniu dobrej pracy? Kto wie. Przecież taka osoba może się okazać na wagę złota, zwłaszcza, że Polaków w US jest sporo. No, także tak jak piszesz, z tą nauką to magia jakaś ;)
      Najlepiej jest, gdy dzieciaki mają kontakt z rówieśnikami. Cóż ja bym dała, żeby moje dziewczyny miały koleżankę spikającą po angielsku gdzies tu blisko :((

      Usuń
  6. Moja siostra wyszła za Włocha , po urodzeniu się dzieci jedno z rodziców mówiło po polsku drugie po włosku . Po jakimś czasie dzieci zaczęły bezbłednie rozróżniać do kogo ma jak mówić. No i dzięki temu dziś jej dzieci - dziś dorosłe mogą przyjechać do Polski i dogadać się z wszystkimi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Gdzie mieszkają i w jakim języku mówią między sobą rodzice, jeśli można spytać?

      Usuń