czwartek, 22 czerwca 2017

Człowieku! Szanuj życie mojej rodziny!

Pamiętacie mój post pt. "Kiedy w domu rządzi dziecko?" Dziś miałam okazję przekonać się (niestety) na własnej skórze, jak ważne jest bezpieczeństwo w czasie jazdy. 

Wracałam dziś ze żłobka z dziewczynkami i moją mamą. Droga do niego w pewnym momencie jest kręta, dlatego też przewidziano tam ograniczenie prędkości do 30km/h. Jak możecie się domyślić, oczywiście nikt się do niego nie stosuje. I nie byłoby to aż tak niebezpieczne, gdyby nie fakt, że niektórzy kierowcy, ułatwiając sobie skręt, jadą środkiem drogi. 
Najgorsze jest to, że jest ona dość wąska i w normalnych warunkach ciężko jest się wyminąć, a przy wyżej opisanej sytuacji, nie ma po prostu za bardzo gdzie uciekać.

Przed samym zakrętem zupełnie nie widać samochodu nadjeżdżającego z naprzeciwka. Dziś w ostatniej chwili, wyjeżdżając zza feralnego zakrętu, zobaczyłam samochód dostawczy jadący wprost na nas! Miałam jakieś pół sekundy na reakcję i do wyboru, albo wjechać wprost na ten samochód, albo odbić w prawo i wjechać centralnie w krzaki na rowie, z których kątem oka zauważyłam wystawała duża gałąź. Wybrałam oczywiście tę drugą opcję. Uniknęłyśmy zderzenia z samochodem, ale niestety gałąź jak okazało się po chwili przejechała wzdłuż całego samochodu, uszkadzając lakier...

Postanowiłyśmy z moją mamą złapać winowajcę, domyślając się, że samochód ten jechał do pobliskiej hurtowni napojów. Miałyśmy szczęście. Sprawca właśnie parkował przed firmą. 
W takich sytuacjach kierują mną emocje, choć bardzo staram się trzymać nerwy na wodzy i mówić normalnie. Kierowcą samochodu dostawczego okazał się młody, 23-letni człowiek, który widząc wzburzoną matkę dwójki dzieci oraz ich babcię, sam się wystraszył i szybko przyznał do winy. Zrobiło mu się wstyd i głupio. Tłumaczył się, że nie jechał przecież bardzo szybko, bo 50km/h, ale cóż to jest za argument wobec mojego, że jechał środkiem drogi i zmusił nas do zjechania do rowu.

Z opuszczoną głową, młody człowiek słuchał, gdy powiedziałam mu, że nie liczy się dla mnie to auto. Nie jest ono ani nowe, ani prestiżowe  takie jak Mercedes czy Porsche, które niektórzy traktują na równi z człowiekiem. Najważniejsze jest dla mnie życie moje, mojej mamy i moich dzieci. 

Według tego człowieka cóż to jest 50 km/h. Dla mnie dużo. Testy zderzeniowe pokazują z jaką siłą uderza samochód w drugi jadący z naprzeciwka przy zaledwie takiej prędkości. Wielkość tamtego pojazdu też nie jest bez znaczenia. Przy nim, my byłyśmy małą mróweczką. Wystarczy, gdyby nas zahaczył. Za mną siedziała młodsza córka. Nawet nie chcę myśleć, czym mogłoby się skończyć nawet najmniejsze uderzenie.

Opowiadam Wam tę historię z dwóch powodów. Oczywiście chcę się wyżalić, emocje już dawno opadły, ale przede wszystkim ostrzec innych, którzy nadal mają podejście do jazdy jak moja koleżanka opisana TUTAJ 
A co, gdyby faktycznie doszło do stłuczki/ wypadku i dziecko nie byłoby zapięte? Aż strach pomyśleć.

W emocjach powiedziałam temu młodemu człowiekowi, że tacy jak on nigdy się nie nauczą, że są zagrożeniem dla drugiego człowieka. Jeżdżą bez wyobraźni, widząc na przeciwko siebie samochód a nie drugiego człowieka w nim jadącego. Kiedy ten człowiek tak stał i mnie słuchał, widziałam, że coś do niego dotarło. Zapytał mnie, dlaczego sądzę, że się nie zmieni. 
Mam nadzieję, że się mylę. Że jednak się zmieni. W końcu nie miałam żadnego dowodu, że to on (może jednak kamerki samochodowe nie są takim głupim pomysłem) a jednak się przyznał i potem przeprosił. Kiedyś być może będzie mieć swoje dzieci, może przypomni sobie tę sytuację i będzie wiedział jak czułam się dziś ja. 

2 komentarze:

  1. @izzy
    Rozumiem Twoje wzburzenie i nie dziwię się emocjom po opisanym zdarzeniu.
    Natomiast zastanawia mnie reakcja młodego kierowcy dostawczaka. Najpierw kozakuje (50 km/h co to jest), a potem daje się ustawić tak po sztubacku.
    Oj, musiałaś trafić w jakiś czuły punkt: "Nigdy się nie zmieni"

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jadąc za nim nawet nie pomyślałam, że on może się przyznać do winy. Nie jestem z tej grupy, która ściga kierowców, bo w moim regionie musiałabym ścigać co drugiego ;)
      Wczoraj się wkurzyłam, bo to nie był pierwszy raz, kiedy taka sytuacja miała miejsce, a kierowcy tej firmy czują się bezkarni. Chciałam tylko powiedzieć mu, że w innych samochodach też są ludzie i powinien o tym pamiętać. On sam zaproponował spisanie oświadczenia! Zanim mu przygadałam o tym, że się nie zmieni.
      To w gruncie rzeczy miły chłopak jak się okazało, ale po prostu bez wyobraźni. Dopiero jak zobaczył kobietę z 2 dzieci to do niego dotarło. Pomijam porysowany samochód,jeżeli on tak jeździ to kiedyś może dojść do gorszego wypadku. Może taki incydent czegoś jednak go nauczy.
      Inny przykład.
      Gdy starsza córka miała roczek, mieliśmy stłuczkę. Uderzenie od strony kierowcy (prowadził wtedy mój mąż)było silne, pomimo małej prędkości (chłopak jadący z naprzeciwka nagle zawinął o 180 stopni, więc prędkość żadna a my dopiero ruszyliśmy ze skrzyżowania)Skończyło się tak, że w 40 stopniowym upale stałam na środku świeżo budowanej obwodnicy z dzieckiem na rękach, które było roztrzęsione i płakało, nie było nawet gdzie zejść, auta nie można było ruszyć, bo uszkodził koło, po 2 minutach korek, bo zablokowaliśmy jeden pas. Koszmar. Auto prowadził 18 letni kierowca, wyglądał tak młodo, że myślałam, że w ogóle nie ma prawa jazdy.
      A! Żeby było śmieszniej, za 2 tygodnie mieliśmy jechać na wakacje.... ;)

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń