piątek, 27 października 2017

Ratunku! Moje dziecko kłamie!


Prowadziłam kiedyś zajęcia z dziećmi. Cisza. Ławki ustawione w podkowę, więc mam możliwość bycia blisko każdego ucznia. Każdy wpatrzony w zeszyt robi zadania, kiedy nagle słyszymy ...pfff. Jedno dziecko puściło bąka, pruka, czy jak kto woli. Dokładnie wiedziałam, która to dziewczynka, czekałam jednak na reakcję dzieci, jak się zachowają. Oczywiście nie mogły przepuścić takiej okazji i zaczęły się komentarze typu "Fuj, kto to zrobił?" Oprócz mnie chyba nikt tego nie wiedział, ale ja na razie milczałam. Nagle wstaje sprawca smrodu, już myślę, że chce się przyznać, ale nie wierzę własnym uszom. "To ona!", krzyczy dziewczynka wskazując na koleżankę siedzącą obok.
Zbaraniałam. Nikt nie wiedział kto to, więc nie musiała się wcale odzywać, ale pokusa zdjęcia winy z siebie była chyba silniejsza. Jako że dziewczynka ta należała do przemądrzałych osóbek, które to zawsze wiedzą wszystko, są najpiękniejsze i doskonałe, nie wytrzymałam i wprost powiedziałam, żeby nie kłamała, bo słyszałam, że to była ona.
Sytuacja ogólnie śmieszna, ale zaczęłam się wtedy zastanawiać, kiedy przychodzi taki moment, że zaczynamy krótko mówiąc naginać prawdę. 

Powiem wam jedno. Nie spodziewałam się, że dziecko już w wieku 2-3 lat może świadomie manipulować rodzicami! 
Taka oto sytuacja sprzed kilku dni. Nasz wieczorny rytuał wygląda tak, że czytamy książeczkę na  dobranoc, chwileczkę siedzimy jeszcze w pokoiku dziewczynek, trzymamy je za rączkę, a potem dajemy jeszcze jednego całuska i wychodzimy. Czasem zdarza się, że po paru minutach wymykają się ze swojego pokoju i trzeba je wtedy postawić do pionu i kazać wskakiwać z powrotem do łóżek. Tego dnia, po ułożeniu dziewczynek, byłam w pomieszczeniu obok i wstawiałam pranie. Nagle słyszę "E. idziemy?" To nie starsza, ale młodsza zachęcała siostrę do wyjścia! Powtórzyła swoje pytanie dosłownie z 15 razy, mimo zdecydowanego oporu starszej siostry mówiącej jej "Cicho! Śpij!" 
Po chwili drzwi otwierają się i dwa małe duszki wychodzą na zewnątrz. - Co wy tu robicie?, pytam, a one zaskoczone mówią, że tak tylko chciały zobaczyć co robi mamusia z tatusiem i dać całuska (stała śpiewka) Dałam więc całuska i odprowadziłam je do pokoju, a sama zeszłam na dół. 
Po chwili to samo. Tym razem wyszły tak ciuchutko, że żadne z nas nie usłyszało. Po paru sekundach zauważyliśmy jakieś cienie przemykające po ciemnym górnym korytarzu. Postanowiłam nie iść na górę, tylko krzyknąć z dołu, żeby zmykały do siebie. Tup tup tup i drzwi zamykają się. Słyszę przeraźliwy płacz J. Myślałam, że się przewróciła, że coś się stało. Biegnę na górę, ale widzę moją młodszą córkę próbującą staranować zamknięte drzwi. Naciskam klamkę, wpuszczam ją do środka i widzę, że E. udaje że śpi, przykryta pod szyję kołderką. Nagle podnosi się i mówi: Ja grzecznie śpię, to J. sama wyszła.
Na mój argument, że J. nie dosięga do klamki, bo jest za niska, więc to ona musiała ją wypuścić, E. podtrzymywała swoją wersję. Do tego dodała tzw. rozbrajacza, czyli "Bardzo cię kocham cię mamusiu"

Powiem wam, że wszystko to wyglądało komicznie, ale oczywiście zachowałam powagę sytuacji. Ułożyłam J. w łóżeczku, a ona idąc spojrzała na siostrę jak gdyby chciała powiedzieć Czekaj ty, niech ja cię dopadnę...

Pojęcie kłamstwa nie jest dziewczynkom obce. Czytamy książeczkę o Pinokio, więc dokładnie wiedzą, co to znaczy mówić nieprawdę. Najgorsze, że młodsza wcale nie jest lepsza od swojej siostry. Nie raz np. zabierze jakąś zabawkę, ja pytam, czy zabrała, a ona przewraca oczkami (które jak nic mówią uwaga uwaga zaraz będę kłamać) i mówi, że nie. 

Powiedzcie mi, czy tak właśnie zaczynają wszyscy dorośli? :) Z jednej strony przecież nie ma nic złego w tym, że powiem koleżance, że ma fajną fryzurę (mimo, iż wygląda okropnie) po to, żeby jej nie zranić. Z drugiej jednak kłamstwo to kłamstwo, prawda? Śmiać mi się chce z tych moich małych manipulantek, że umieją sobie poradzić z trudną dla nich sytuacją i wybronić swoją osobę.

- Ciumkałaś paluszka?, pytam J. wracając do samochodu po odprowadzeniu starszej córki do przedszkola. 
- Nie. Nie ciumkałam się. 
- Nie kłam. Widziałam paluszka w buzi.
J. rozgląda się dookoła i mówi:
- To tamta pani!
Rozglądam się i ja, ale na jej nieszczęście nie ma nikogo w promilu 100m. 
- Która pani?
- No tamta!
Cóż. Wszystko jasne. To już nie jej wina, że nie widzę pani z palcem w buzi.

8 komentarzy:

  1. Tamta pani też na pewno ciumka jak nikt nie widzi! ;)
    Wszyscy chyba czasem kłamiemy - wydaje mi się, że nie da się tego uniknąć. Kiedyś próbowałam całkowicie z tego zrezygnować i szło mi naprawdę dobrze, dopóki moja szefowa nie zapytała mnie jak wygląda w kiecce za małej o 3 rozmiary :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, dobre z tą Twoją szefową :D Ja też uważam, że czasem małe kłamstewko nie zaszkodzi. Wyobraź sobie mój mąż, który w ogóle nie umie kłamać (no hello, co z niego za facet?;) ) na pytanie swojej bratowej jak się bawimy na weselu, powiedział jej, że kiepsko, bo zespół słaby (!!) Kiedy mu się ode mnie oberwało, stwierdził, że przecież zespół był słaby, to co będzie oszukiwał :P

      A tamta pani na pewno zakłada czapkę niewidkę i wtedy ciumka wszystkie swoje paluszki ;)

      Usuń
  2. Wychodzenie z łóżeczka...
    Przypomniało mi się, jak Wiki była malutka i miała w łóżeczku, wiesz, te dwa ruchome szczebelki jak w większości łóżeczek. No, więc w dzień udawała, że nie umie ich wyjąć, w ogóle zero zainteresowania szczebelkami. Wieczorem siedzę w pokoju i widzę kątem oka, że Wika się skrada. Szła na paluszkach, sadząc wielkie kroki, jak postać z kreskówki. W jednej rączce miała te dwa szczebelki, a paluszek drugiej - na ustach. Żeby szło się ciszej:D No więc, z mężem głośno mówimy: Chyba coś słyszę w przedpokoju. Tak? To ja zaraz sprawdzę... No i w tym momencie poruszenie, nieszczęsne szczebelki lecą z łapek, a ona pac pac bosymi stópkami do łóżeczka :D Umieraliśmy ze śmiechu. Jednak muszę przyznać, że Wika i Oliwka były bardzo grzeczne i takie akcje zdarzyły się może ze 3 razy. Zazwyczaj gdy mówiłam pora spać - szły spać bez protestów. Z Tamalugą już tak łatwo nie będzie... (sigh). A, jeszcze co do zwalania na siebie:
    ja: "Wika! Zepsułaś lalkę!"
    Wika: "To dzida Owilka ziepsiuła!"
    Wypada dodać, że "Dzida Owilka" jeszcze nie siedziała samodzielnie :D :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha, dzieci są jednak strasznie pomysłowe i do tego wydaje im się, że dorośli nie mają pojęcia co się dzieje. U nas też takie akcje nie zdarzają się często, jak już drzwi się otwierają to wychodzi sama E. i wymyka się do nas do sypialni,która jest obok.
      Jak piszesz, że Wika skradała się jak postać z kreskówki to przypomniał mi się ten z Krainy Deszczowców, nie pamiętam jak się nazywał :( Ale tak właśnie fajnie się skradał na palcach :D

      Oliwka pewnie tak siedziała jak moja J. otworzyła sobie sama drzwi hahaha

      Usuń
  3. Konfabulacja u dzieci podobno świadczy o prawidłowym rozwoju :) Może J. sprawdzała, czy faktycznie widziałaś ciumkanie, czy tylko ją prowokujesz ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie tak było :) Ona w ogóle jest straszny krętacz i manipulator. Jeśli kiedykolwiek byś ją uczyła to nigdy nie wierz jej smutnej mince, rozbieganym oczkom i mrugającym rzęskom ;)

      Usuń
  4. Tygrysowi zdarzają się kłamstewka, ale raczej dla żartu. Lubi sobie wymyślać i obserwować naszą reakcję.
    Przyznam, że ulżyło mi, że mam podobnie w stosunku do przemądrzałych dzieci, jak mi się zdarzą na zajęciach i w dodatku narozrabiają :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daj spokój, tamta dziewczynka była straszna, ale widać, że to wychowanie, bo kiedyś wyraźnie podkreślała, że nie mieszka w mieszkaniu tylko APARTAMENCIE. Na pewno sama tego nie wymyśliła ;)
      (swoją drogą to śmieszą mnie nazwy apartament dla 50m2 mieszkania)
      No to macie fajnie z Tygrysem :)) Ciekawa jestem jak reagujesz, jak wiesz, że bajeruje ;)

      Usuń