piątek, 3 listopada 2017

Kulturka musi być! A co!

No normalnie nie wierzę! Poczekajcie, bo jeszcze biorę oddech po tym co się wydarzyło. 
"Ja cię kręcę" (jak to mówi E., która powtarza moje słowa) moje dziecko dziś udowodniło, że nawet 3-latek może wykazać się kulturą ;)

No, ale od początku. Dziewczynki są dość otwarte na ludzi przychodzących do naszego domu, zwłaszcza na osoby, które już znają ( i akurat nie mają Dnia Focha, albo much w nosie) i zwykle przybijają piątki, żółwiki, martwe żółwiki (!!) beczki i takie tam. Swoją drogą, to kto u licha wymyślił martwego żółwia... Tak czy siak, możecie być pewni, że to nie ja je tego nauczyłam. No, ale do rzeczy. Przyszedł dziś do nas znajomy, którego dziewczynki zresztą bardzo lubią, więc zwykle asystują mu przez cały czas - od wejścia w nasze progi do momentu, kiedy odjeżdża (wtedy stoją w oknie i machają) 
Tę wizytę na pewno zapamiętam na długo. Kiedy znajomy wszedł i zasiadł przy stole, wchodzi E. i pyta:

- Pan Robert, chcesz kawy? 
Padłam. Normalnie padłam z wrażenia, że takie małe dziecko nauczyło się już, że należy komuś coś zaproponować jak wchodzi do naszego domu. Oczywiście młodsza podsłuchała i też zaproponowała p.Robertowi kawę :) 

Pan Robert nie chciał kawy, więc E. pyta dalej:
- A wody?

Wody też nie chciał, chyba z wrażenia, że jakiś mały karzełek stoi przy nim i całkowicie poważnym tonem proponuje mu coś do picia.
Powiem wam, że mimo, iż zawsze wiedziałam, że pewne rzeczy wynosi się z domu, to szczerze mówiąc nie myślałam, że już tak małe dziecko zwraca uwagę na takie rzeczy i samo pomyśli, by w podobnej sytuacji zachować się tak samo jak mama czy tata. Aż nie mogłam o tym nie napisać :) Codziennie odkrywam świat dziecka, jak ono uczy się tego wszystkiego, co dla nas oczywiste. Albo i nie, bo tak sobie porównuję sytuację, która niedawno miała miejsce. Zostałam zaproszona na spotkanie, które trwało ok.3h. Pan był tak nakierowany tylko na treść, że ... nawet nie zaproponował nic do picia. Dobrze, że miałam swoją wodę, bo jak to mówią "o suchym pysku" prowadzić tak długą rozmowę jest naprawdę ciężko. 
Czasem wydaje mi się , że nagadam się tyle do tych dzieci i nic z tego nie ma, ale takie sytuacje przekonują mnie, że może jest jednak sens ;)

10 komentarzy:

  1. Na miejscu pana Roberta z ochotą wypiłabym obie kawy - i tę od E., i tę od J. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Też tak uważam. Wiem, że były zawiedzione. Wcześniej się zdarzyło, że E. pomagała mi nieść tackę z kawą, ale sama nigdy nie proponowała.
      Słuchaj przypomniało mi się, jak kiedyś bawimy się na podłodze, układamy klocki a E. nagle mówi "Ty mamusia układaj ze mną a ty tatuś idź kawę zrobić" hahaha. Mąż spojrzał na mnie a ja padłam. Chyba się przyzwyczaiła, że jak wracamy z pracy to pijemy razem kawę, ale i tak mnie rozwaliła. No i pan małżonek musiał kawę zrobić :P

      Usuń
  2. Boże... Cudne są! Hahaha!
    U nas wersja "zdechły żółwik" też już była przerabiana. Na szczęście Tamaluga nie wie o co chodzi.
    Tamaluga też jest uprzejma, co nie idzie w parze z gościnnością. Uprzejma, bo pięknie robi i mówi "papa". Niegościnna, bo gdy jej ktoś nie podpasuje - czyni to po minucie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest jeszcze opcja "żółwik ze wzwodem", tak że tego...

      Usuń
    2. To jeszcze jedna historia a propos uprzejmości i gościnności. E. od małego ulubiła sobie takie zdanie "Raz i koniec!" czego używa np. jak chce jeszcze raz zjechać na zjeżdżalni, a my ją wołamy, albo jak chce jeszcze jedno ciastko itd. Najlepsze jest to, że ona naprawdę to respektuje, i to do tej pory. No, ale do rzeczy. Kiedy były jej 2 urodziny, jej dziadek (mój teść) żegna się z nią i mówi, że jeszcze do niej przyjedzie a ona staje przed nim i z poważną miną mówi "Ale raz i koniec!" Moja mama i ja umarłyśmy...

      Lady Makbet - opisz proszę żółwika ze wzwodem, bo boję się wygooglować.... ;)

      Usuń
  3. O żółwikach pisał Pratchett przy okazji porywania ich przez ptaki ;>
    Moja kumpelka była na randce z facetem, który przegonił ją kilka godzin po mieście o suchym pysku a na koniec zaproponował sikanie za darmo w muzeum. Kumpela zdecydowała, że "musi już wracać" i zakończyła dzień w macu jedząc wszystko na swej drodze. Ach, ta kultura ;) Nawet sikanie w muzeum nobilituje :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No moja droga, w końcu sikanie w muzeum to nie to samo co sikanie w krzakach! hahaha dobre. Nie wiem jak w rankingu stoją krzaki przy muzeum, ale na pewno niżej niż samo muzeum, więc czepiać się nie będę :P Co wy chcecie od tego faceta ...

      Usuń
  4. Na te żółwiki to jakaś moda. Tygrys też nabył tę umiejętność. I oczywiście nie od nas. My mamy zdechłego, ale wobec wersji, o której przeczytałam powyżej, nie jest najgorzej.
    Dziwię się Panu Robertowi, że nie skorzystał z propozycji napoju. Nie dość, że E. zaproponowała napitek to jeszcze w jak grzecznej formie: "Pan Robert". Tygrys towarzyski nie jest i do niedawna najchętniej robiłby pa pa i to na samym początku spotkania. Choć lepsze było: tam i wskazanie palcem. Każda sąsiadka/ciotka/plotkara cieszyła się z tego, jak to dziecko pokazuje, że chce iść tam. Żadna nie wpadła na to, że to im pokazuje kierunek. Na szczęście się to zmienia. Widzę duży wpływ przedszkola. Do widzenia od razu po wstaniu z dywanu, jak po niego przyjdziemy. Dziękuję przy stole. Ale wiadomo - na swoim bezpiecznym gruncie różnie z tym bywa. Ale pracujemy. Teraz staramy się wyeliminować: cio?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha Tygrys jest bezbłędny :D sąsiadki się zachwycają, a on miał na myśli "won mi stąd przekupy" ;) Tak, przedszkole uczy takich dobrych zachowań i to jest fajne, choć póki moja nie poszła to nie wiedziała co to "dupa" ;) Zresztą pamiętam, że Tygrys też. Dzień dobry/Do widzenia od pań a reszty o kolegów się uczą ;)
      My pracujemy nad "proszę" przy prośbach, bo tak to słyszymy "Przysuń mnie do stołu!" , "Puść Zosię!" "Pić!" "Jeść!" o matko zwariować można.

      Usuń