środa, 21 lutego 2018

Adorator.







Chodziłam do przedszkola z niejakim Adasiem. Miał duże oczy i kręconą łepetynkę. Bardzo podobał się mojej mamie, więc za każdym razem kiedy spotykałyśmy go z jego mamą, mówiła do swojej koleżanki, że to jej "zięć".  Szczerze mówiąc nie cierpiałam tego. Adaś i ja patrzyliśmy na siebie skrzywionym wzrokiem nie rozmawiając. Potem trafiliśmy do tej samej klasy podstawówki, ale nic nie zanosiło się na to, by faktycznie miał wejść do naszej rodziny. Był sympatyczny, ale zupełnie nie w moim guście i nie mówię tylko o wyglądzie. Spotkałam go nawet po wielu latach, był już żonaty i miał dziecko. Dla mnie pozostał takim po prostu sympatycznym "miśkiem" :)

Myślę, że wtedy tak strasznie denerwowały mnie słowa mojej mamy nie dlatego, że nie lubiłam Adasia, ale ja po prostu ... nie lubiłam jeszcze chłopców w ogóle. W szkole już samo siedzenie koło któregoś z nich było dla mnie karą. Ale czasy się zmieniły, to na pewno. Opowiadała mi ostatnio znajoma, że koleżanka jej córki, ma 12 lat i mama sama zawozi ją do chłopaka do jego domu oddalonego o 20km. Niby tłumaczy to tym, że woli sama ją zawieźć, niż miałaby nie wiedzieć gdzie jest córka, która otwarcie opowiada o swoim "związku". Szczerze mówiąc ja sobie nie wyobrażam tego, że moja mama miałaby mnie gdziekolwiek samą puścić w tym wieku, nie mówiąc o dowożeniu do domu chłopaka. No nic. Widocznie mam staroświeckie poglądy.

Moje dziewczyny dorastają. Czy tego chcę, czy nie, zaraz okaże się, że mam w domu panienki a nie dzieci. Ostatnio powiedziałam do starszej "Żabko", co skończyło się fochem i wykładem, że ona nie jest żadną żabą tylko Księżniczką. Elsą najlepiej. No cóż. Przeprowadziłam poważną rozmowę z moją Elsą i ustaliłyśmy, że moja Żabka została odczarowana i powróciła do swej postaci. Księżniczki oczywiście. 
Przewidująco zapytałam drugą córkę, czy i ona jest Księżniczką, ale na szczęście na razie podtrzymuje wersję, że jest Misiem. Także podsumowując, mam w domu Elsę i Misię :) 

Gdy odbierałam Elsę wczoraj z przedszkola, obok nas siedziała pani i zakładała synowi buty. Słysząc, że zwróciłam się do córki po imieniu, mówi do chłopca: Aaaa to to jest ta twoja Elsa! a potem do mnie: W domu tylko o niej mówi, że Elsa to, Elsa tamto, Elsa jest najpiękniejsza w całej grupie Hmm. No nie powiem, przytkało mnie. Podniosłam wzrok do góry i zobaczyłam uśmiechniętego chłopca. On miałby być moim zięciem? Spojrzałam na moją Księżniczkę Elsę, a ona zmarszczona oczekiwała mojej reakcji. Mając w pamięci mnie jako małą dziewczynkę i biednego Adasia mojego niby męża, powiedziałam jedynie, że cieszę się, że chłopczyk lubi moją córkę.
Kiedy wychodziłyśmy z szatni, Elsa skwitowała: Nie lubię go. W ogóle nie lubię chłopców. To się zmieni, pomyślałam uśmiechając się do siebie.





No cóż. Mnie pozostaje przygotować się na jakiegoś kandydata dla moich córek. Może zrobię to zawczasu. W Biedronce widziałam łopaty do odgarniania śniegu na przecenie, bo śniegu brak. Byłyby idealne do przegonienia potencjalnego adoratora. A co!






16 komentarzy:

  1. Haha, jaka matka taka córka :)
    A ja mam zabawną historię z mojego życia. Mojego męża znam od wielu wielu lat, z czasów szkolnych. Nasza miejscowość nie jest duża, więc tu się nie znać, to wielka sztuka. Ale jest on 2 lata ode mnie młodszy, więc jakby naturalne, że mnie nie interesował kiedy np ja miałam 18, a on 16 :) Drogi nam się przeplatały bardzo często, wspólne treningi, wspólne obozy sportowe.. A później się rozeszło- ja studia w Poznaniu, on studia we Wrocławiu. Oboje byliśmy po drodze w związkach. Aż pewnego dnia się spotkaliśmy w jakimś klubie w naszej miejscowości, a później nasza znajomość ze względu na odległość przebiegała w otchłaniach Gadu-Gadu. Summa summarum- nasze drogi ostatecznie zeszły się w jeden tor i z przyjacielskiej relacji staliśmy się zgranym związkiem. A przeglądając przed ślubem stare zdjęcia natknęliśmy się w moim albumie na zdjęcia z przedszkola na których tańczymy i przytulamy się- ja biedronka, a on pajacyk :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej jaka słodka i romantyczna historia! No i właśnie dlatego jak moje dziewczyny bawią się z jakimś chłopakiem, to cykam zdjęcia. Kto wie, może to przyszły mąż i będą mieć pamiątkę taką jak wy? :) Może jakaś dziwna jestem, ale ja uwielbiam robić zdjęcia i to właśnie nie takie pozowane, bo takie są sztuczne.

      No, ale same powiedz, jak tu nie wierzyć w przeznaczenie? I jeszcze ta biedroneczka i pajacyk! Powinniście mieć to zdjęcie oprawione :))

      Historia moja i mojego męża też jest ciekawa, ale pewnie nikt by w nią nie uwierzył i tak, bo to gorzej niż scenariusz do "M jak Miłość" lub tego typu podobne ;) Historia tylko do kawy i ciastka, nie na bloga :D

      Pozdrowionka!

      Usuń
  2. Miło się to czyta...
    Moja starsza córka siedzi teraz w pokoju z kuzynką i trajkoczą o chłopakach.

    Pozdr
    M

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No mój drogi, przecieraj szlaki i dziel się tu z nami doświadczeniami. Dzieci nam kurcze dorastają...

      pzdr

      Usuń
  3. Muszę Ci przesłać zdjęcie mojego pierwszego pocałunku :) Mój adorator i ja mieliśmy wtedy po 3 latka...
    Odganianie potencjalnych amantów Księżniczki bierze na siebie mój mąż, więc ja się za łopatami nie rozglądam. Chociaż może powinnam, bo wczoraj podczas spaceru do wózka Księżniczki podbiegł jakiś chłopczyk i ją pocałował! Tyle dobrego, że nie zamieniła się w Żabę. Na miłość, jak widzisz, nie ma rady :)
    Uśmiałam się z tej Elsy i Misi. Niesamowity kontrast, a jednocześnie strasznie to urocze. Może w żyłach kolegi z grupy nie płynie błękitna krew, dlatego Elsa go nie zauważa? W końcu taka księżniczka nie może się spotykać z kimś niżej urodzonym :P

    OdpowiedzUsuń
  4. Haha, tak myślisz? No zobaczymy, na razie jak wspominam o tym, że pozna jakiegoś księcia, to kończy się to płaczem i stwierdzeniem, że on kocha tylko tatusia i że tatuś kupi jej pierścionek taki jak kupił mamusi (czytaj obrączka) ;)

    Opowiem Ci jeszcze jedną historię. Razem ze mną urodziła się dziewczynka i chłopiec. Podobno jak rodzice poszli mnie odwiedzić do pokoju, gdzie leżały wszystkie dzieci, i jeszcze nie wiedzieli, która to ich córka, patrzą, a tam na sali jakieś dziecko ciumka rączkę drugiego! Moi rodzice się śmiali, a potem okazało się, że to ja ciumkałam jakiegoś chłopaka! Wyobrażasz sobie? ;) Ale to nie wszystko. Po wielu latach, na jednej ze studniówek, już jako nauczycielka, poznałam dziewczynę, żonę jednego z pracowników szkoły. I co się okazało? Urodziła się w tym samym dniu co ja i to była ta druga dziewczynka, która leżała wtedy obok mnie i tego chłopca, którego ciumkałam :D:D
    No. Także czasem są takie zbiegi okoliczności. Człowiek nawet nie wie, że kogoś już spotkał a ten ktoś zostaje twoim mężem jak u Misscarp.

    Czekam na twoje zdjęcie i adoratora :D:D

    OdpowiedzUsuń
  5. Tomek już dawno zapowiedział, że w sprawie adoratorów Tamalugi będzie trzymał wartę z bronią palną. Spytałam go, jak zamierza wtedy ogarnąć i broń, i balkonik, gdyż w wieku będziemy słusznym. :D
    Wika ma tego samego chłopaka, jak wiesz, od 3 lat.
    Oliwia może ze 3 razy umówiła się na kawę i koniec. Nie chce narazie chłopaka.

    12 latka z chłopakiem? Szok. Ja w jej wieku jeszcze lalki ubierałam. Pierwszego "chłopaka" miałam w wieku 14 lat, i sprowadzało się do odprowadzania mnie pod dom, po szkole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha już sobie wyobraziłam Tomka, wyciągającego broń podobną do Jim'a Carrey z filmu "Maska" :D:D I tak odrzuca z rozmachem ten balkonik :P

      Ja w wieku 12 lat zakochałam się pierwszy raz w koledze z podwórka, ale jakiegokolwiek "związku" sobie nie wyobrażam! :))
      Do końca podstawówki miałam też miłość, z którą razem byliśmy fanami Depeche Mode. Wymienialiśmy się kasetami, tekstami. Oczywiście on nie miał pojęcia co czuję :D :)

      Usuń
  6. Oj to prawda, dla mnie też największą karą było jak pani w szkole posadziła mnie w ławce z jakimś chłopakiem. Kiedyś było zupełnie inaczej, sama się zastanawiam jak to będzie kiedy ja będę miała swoje dziecko/dzieci. Z jednej strony popieram podejście, że lepiej dziecko zawieźć samemu i wiedzieć gdzie i z kim jest niż czekać aż coś niedobrego się wydarzy, bo podczas buntu i focha na rodziców zrobi im na złość i popełni jakąś głupotę. Ale jeśli chodzi o wiek to jestem załamana i jednocześnie przerażona, trochę za wcześnie się dziś wszystko zaczyna :) Co za czasy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój tata sam mnie często zawoził do znajomych, albo na dyskoteki, bo rodzice bali się o mnie. Ale byłam już dużo starsza, w liceum, albo na studiach już. Nie wyobrażam sobie, że wiozą mnie do chłopaka 20km za miasto w wieku 12 lat... Zresztą pewnie bym nie chciała. Spotykanie mojej miłości w szkole wystarczyło. U niego w domu spaliłabym się ze wstydu ;)

      Znam też naprawdę fajne dzieciaki, fajną młodzież. Dużo zależy od rodziców, od tego ile poświęcają im czasu, jakie przekazują wartości. Ale chyba tego, że dojrzewają wcześniej (fizycznie przynajmniej) to się nie zmieni.
      Tak czy siak, pogadamy o tym za parę lat, jak nasze dzieciaki się zakochają. Dla moich dziewczyn jedynymi mężczyznami w życiu na razie jest tata i dziadek, ale to się niebawem zmieni ;)

      Usuń
    2. Najbardziej podoba mi się zwrot "jak NASZE dzieciaki" :)

      Usuń
  7. Posadzenie w ławce chłopczyka i dziewczynki było największą karą! Spotkało mnie to w drugiej klasie, to był horror!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ale zobacz kurcze jaka to trauma dla dziecka była :D
      Ja odsuwałam się na koniec ławki hahaha

      Usuń
    2. Ja też! Do dzisiaj to pamiętam!
      Oczywiście kilka tygodni później już dobrze się nam ze sobą siedziało - ale też tylko do czasu ;)

      Usuń
  8. U nas z kolei ciągle słychać "Ola to, Ola tamto". Doszło do tego, że w zabawie w przedszkole Tata musiał udawać Olę i posługiwać się piskliwym głosikiem. Po dwóch godzinach naprawdę miał dość :) A jak rozmawiałam z Oli babcią to mi się tak jakoś smutno zrobiło, bo Ola powtarza w domu inne imię, a nie Tygrysa :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, to pierwsze zderzenie z rzeczywistością ;) Ale myślę, że tata udający Olę wystarczy, najwidoczniej świetnie się razem bawią. Czasem tak sobie myślę, jak to będzie jak te maluchy już duże będą, czy się będą razem bawili tak jak teraz, czy się będą lubić... Ciekawe :)

      Usuń