niedziela, 11 lutego 2018

Nieudana adopcja. Dziecko szuka rodziców!


Dzisiejsza historia będzie inna niż zwykle. Brak jej bowiem zakończenia. Piszę tego posta z nadzieją, że wszystko da się jeszcze naprawić. 


Źródło:Internet


Jakiś czas temu, napisała do mnie pani, przyszywana "babcia" i opiekun prawny 11-letniej dziewczynki. ( Dziewczynka jest sierotą, pani była związana z jej rodziną i zgodziła się zostać jej opiekunem, by pomóc wszystko pozałatwiać) W styczniu tego roku, odbyła się sprawa o jej przysposobienie, natomiast wkrótce po tym fakcie, rodzice adopcyjni złożyli do sądu wniosek o wycofanie z adopcji. W uzasadnieniu podobno podano, że "dziewczynka miała napad szału i rodzice bali się, że jest to związane z adopcją, a pani nie mogła dłużej przeżywać huśtawki emocjonalnej" Obecnie dziecko wróciło do "babci", która na wniosek OA ma zostać tymczasową rodziną zastępczą.  

Kochani. Nie piszę tego posta, by w jakikolwiek sposób obwiniać kogoś za zaistniałą sytuację. Nie chciałabym zatem, żebyśmy dyskutowali o tym co poszło nie tak. Pamiętajmy, że adopcja dziecka starszego jest trudna. Przede wszystkim musi między przyszłymi rodzicami a dzieckiem coś "zaiskrzyć". To nie jest tak jak z noworodkiem, gdzie prawdopodobieństwo akceptacji jest prawie stuprocentowe. Dziecko starsze musi chcieć być adoptowane przez tych a nie innych ludzi. Tu potrzeba ogromnej pracy, cierpliwości, miłości i zrozumienia. Jeżeli przyszli rodzice nic do niego nie czują, nie będą umieli mu pomóc. Nie można robić nic wbrew sobie. Zatem rodzice mieli prawo wycofać się z tej adopcji. Takie są fakty. 

Teoretycznie ośrodek adopcyjny, powinien nie tylko wskazać, ale i nadzorować kontakty, zwłaszcza, że mamy do czynienia z adopcją dziecka w takim wieku. Tak jak wiele razy wspominałam, trudno do końca być przekonanym, że dana para na 100% pasuje do dziecka, nawet jeśli jest się psychologiem z 25-letnim doświadczeniem. Można po prostu się pomylić.
Jednakże często zdarza się również, że propozycja dziecka nijak ma się do oczekiwań i przygotowania pary. Małżeństwu oczekującemu na maluszka, proponuje się dziecko starsze i to z dużymi obciążeniami. Ośrodki tłumaczą się, że przy kontakcie przyszli rodzice zmieniają swoje przekonania i podejmują decyzję o przyjęciu dziecka innego niż zakładali. Często jednak ludzie czują presję, dzieci bowiem jest dużo mniej w porównaniu z oczekującymi, czas wydłuża się, więc decydują się myśląc, że wszystko jakoś się ułoży. 

No i na końcu mamy dziecko, w zasadzie najważniejszą osobę w całej tej przykrej historii. Dziewczynka bardzo pragnie rodziców i normalnej rodziny, jednakże aklimatyzacja w nowych dla niej warunkach, mimo, że wcześniej znała tych ludzi, może być dla niej bardzo trudna. To bardzo delikatna sprawa i należy zrozumieć, że dziecko może wpadać w agresję, czy szał, ponieważ nie panuje nad emocjami, nie radzi sobie. Według psychologa rozwija się normalnie, jest tylko trochę zaniedbana i potrzebuje przede wszystkim miłości rodziców.

Post ten powstał za zgodą babci dziecka, która niestety nie jest w stanie zaopiekować się dziewczynką ze względu na swój wiek i zdrowie. Jest on apelem do was, więc jeżeli jesteście w jakikolwiek sposób w stanie pomóc, napiszcie do mnie na: naszmalyswiatek@gmail.com 

Babcia nawet nie marzy na razie o rodzinie adopcyjnej dla dziewczynki, choć to byłoby dla niej najlepsze, ale choć dobrej Rodzinie Zastępczej (kilka już odmówiło jej przyjęcia), która mogłaby dać dziecku choć namiastkę prawdziwej rodziny. Nadal jest czas, by ta historia miała szczęśliwe zakończenie.




10 komentarzy:

  1. Do "ataków szału" ma prawo każde dziecko, nie tylko adoptowane. Trzeba to zrozumieć, a nie każdy potrafi, nie każdy chce... Jeśli ktoś zada sobie trud żeby zrozumieć, zaakceptować i pomóc, to i do "ataków szału" nie będzie powodu.
    Zastanawiam się, czy niektórym starszym dzieciom z adopcji trudniej jest okazywać emocje, czy bywa tak, że się boją odrzucenia. No bo przecież udawanie, że się jest zawsze grzecznym, i szczęśliwym, chociaż ma się zły dzień musi być męczące i na dłuższą metę fatalne w skutkach. Dla obu stron. Nie wiem, czy rozumiesz co mam na myśli, bo godzina już taka, że mogę pisać nieskładnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ahaja, jak najbardziej się z tobą zgadzam. Większość rodziców czy to adopcyjnych czy biologicznych, musi się przygotować, że prędzej czy później pewnego rodzaju bunt nastąpi. Czasem jest to tzw bunt dwulatka (który np. u mojego starszego dziecka zaczął się już gdy skończyła 1.3 miesiąca) a czasami dopiero wiek dojrzewania.
      Adopcja niemowlęcia wcale nie gwarantuje brak takich "szałów", może o tyle jest inaczej, że dochodzi do nich po jakimś czasie, nie od razu. Tu takie zderzenie z dzieckiem starszym, wymaga niezwykłej dojrzałości i tak jak piszesz zrozumienia, że pewne rzeczy są od niego niezależne.

      Powiem ci tak. Każde dziecko adoptowane przeżywa odrzucenie, w mniejszym lub większym stopniu. Właśnie jestem w trakcie pisania też o tym posta, bo czasem ludziom się wydaje, że maluszek, który nie niesie ze sobą pewnego bagażu doświadczeń, znacznie lepiej pogodzi się z opuszczeniem. A tak wcale być nie musi.
      Niektóre dzieci starsze mają problem z okazywaniem emocji, to zależy od wielu czynników, charakteru dziecka, psychiki. Na pewno pragną akceptacji. Odrzucenie przybiera różne formy, pisała o tym ostatnio Lady Makbet.
      Także kochana dokładnie wiem co masz na myśli, mimo później pory ;)
      Dzięki :*

      Usuń
  2. @izzy
    Opisałaś zdarzenie, z którym powinien zapoznać się imo każdy kto przygotowuje się do adopcji dziecka.
    Nie będę tu teoretyzował bo o teorii można poczytać w mądrych książkach (np. Keck, Kupecky "Wychowanie zranionego dziecka").
    Z własnego doświadczenia napiszę, że:
    - nasze córki w chwili przysposobienia miały 5 i 10 lat. Po pierwszych tygodniach "słodyczy" gdy już zaczęło do nich docierać jak bardzo się zmieniła ich sytuacja to też dawały do wiwatu;
    - około 3 miesiąca po starsza córka wręcz zaczęła doprowadzać nas do pasji;
    - na wszystkie problemy w tym czasie z dzieckiem przygotować się nie da. Nas ratował dobry kontakt z psycholog, która zajmowała się dziećmi jeszcze w DD;

    To pokazuje jak trudne są decyzje o przysposobieniu starszego dziecka. Jak niewskazane jest tu szybkie ich podejmowanie.

    Nie oceniając ludzi, którzy zdecydowali się jednak na rozwiązanie adopcji muszę jednak napisać, że:
    - sytuacja tego dziecka stała się jeszcze trudniejsza;
    - do faktu odrzucenia przez rodzinę pochodzenia doszła jeszcze trauma nieudanej adopcji;
    - zadanie tych, którzy w tym wypadku jeszcze chcieliby pomóc dziecku stało się jeszcze trudniejsze.

    Lepiej zrezygnować po propozycji niż już po przysposobieniu.
    A o ty pisałem w swojej ostatniej notce o:nieudanej propozycji

    M

    OdpowiedzUsuń
  3. @ Hephalump
    Ty najlepiej wiesz jak to wszystko wygląda. Sami przez to przechodziliście/ przechodzicie.
    Ktoś z dorosłych popełnił tu błąd i obojętne kto to był, bo w to nie wnikamy, najbardziej cierpi tu dziecko. Dziecko, które przez chwilę zaznało pewnego rodzaju szczęścia, a teraz tak jak piszesz ma traumę nieudanej adopcji i kolejne odrzucenie, za które się obwinia.

    Zgadzam się, że na wszystko przygotować się nie da, ale choćby tak jak u was, udało/ udaje się. Kochacie te dzieci, chcecie im pomóc pogodzić się z przeszłością i ułożyć życie. Ale to nie dzieje się w jeden dzień. Jeśli ktoś się spodziewa, że każde dziecko z DD jest potulne i wdzięczne, że dostało dom to się pomyli, bo przecież to nie jest tak, że teraz ma już rodziców to nagle będzie szczęśliwe i zapomni o wszystkim.
    Ja też uważam, że lepiej zrezygnować na poziomie propozycji. Dorosły się podniesie a dziecko niekonieczne...

    pzdr.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @izzy
      W tym wypadku zapewne ktoś popełnił błąd. Ale ferując wyroki łatwo się pomylić.
      Najłatwiej oskarżyć tu parę, która może za szybko zdecydowała się na adopcję, a potem może zbyt pochopnie zdecydowała się na rozwiązanie przysposobienia. Ale uczciwie podchodząc do sprawy trzeba przyznać, że za mało wiemy o powodach ich decyzji.
      Można szukać winy po stronie OA. Może źle ocenili predyspozycje kandydatów na rodziców. A może kwalifikacja dziecka do adopcji też była zbyt pochopna. Ale tu też możemy sie tylko gubić w domysłach.
      Może błąd nastąpił znacznie wcześniej. Gdy "przyszywana babcia" decydowała się na to by zostać opiekunem dla małej dziewczynki. Przeliczyła się ze swoimi siłami oraz możliwościami. Dziecko podrosło i zaczęło się rozpaczliwe szukanie...

      M

      Usuń
    2. Trudno stwierdzić, kto popełnił błąd. Musielibyśmy znać wszystkie szczegóły sprawy. Dlatego właśnie prosiłam o to, by nie doszukiwać się winy w nikim. Najważniejsze jest to co dalej, stąd mój apel. Może ktoś będzie potrafił pomóc, może zna RZ, która otworzy serce przed tą dziewczynką.
      Co do Babci to nie było tak jak piszesz, nikt tu rozpaczliwie niczego nie szukał, ale ten wątek pominę, bo nie jest ważny tutaj.

      Pzdr.

      Usuń
  4. Nic mądrego w temacie chyba nie napiszę...ale trzymam kciuki za pomyślne rozwiązanie tej sytuacji. Żal tej dziewczynki ale "Babcia" też na pewno to przeżywa...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana, trzymaj kciuki i myśl cieplutko :*

      Usuń
  5. Nie napiszę tu nic mądrego ponad to, o czym już rozmawiałyśmy. Jest kilka wątków tej sprawy, które dalej ni hu hu nie kleją mi się w logiczną całość, ale wcale nie jestem pewna, czy ich posklejanie wniosłoby wiele do tej sprawy.
    Czy ktoś z Was może wie, na jakiej zasadzie "przydziela się" dzieci do RZ? Czy obowiązuje rejonizacja? Czy potencjalna RZ może sama zaproponować placówce (jakiej w tym przypadku?) opiekę nad konkretnym dzieckiem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też chciałabym znać odpowiedzi na te pytania. Trochę jak wiesz czytałam w internecie, ale nie wiem na ile są to informacje wiarygodne.

      Usuń