wtorek, 21 sierpnia 2018

Gdy gasną światła, czyli co się czai w dziecięcym pokoiku.


Czasem lubię wracać w miejsca, które znałam jako dziecko. Z perspektywy dorosłego, wyglądają jednak zupełnie inaczej. Pomijam fakt, że drzewa urosły w parku tak, że nagle wchodzę w zielony gąszcz nie do poznania, ale przede wszystkim nic już nie jest tak dużych rozmiarów jak pamiętam. Nagle górka już nie jest wyższa ode mnie, huśtawka nie jest taka wysoka, a do przystanku autobusowego nie jest tak daleko jak wtedy. Dla małej mnie cały świat wyglądał inaczej.



"Nie bój się pieska, jest nie groźny", nie raz mówimy do naszych dzieci. Być może i niegroźny, ale wyobraźmy sobie zwierzę naszych rozmiarów. Czy słysząc zapewnienia, że nic nam się nie stanie, nie będziemy się bać? Nie bez przyczyny w poradnikach dla rodziców radzą, by na pewnym etapie przejść się po swoim domu na kolanach - inaczej nie zrozumiemy świata dziecka raczkującego i czyhających na niego zagrożeń. Wyobraźmy więc sobie mur wyższy niż my, czy krzesło sięgające nam do pasa.

Jednym z poważnych lęków z jakimi nasze dzieci muszą się zmierzyć, jest sen w samotności. Po pierwsze dlatego, że to czas, w którym zostają same, bez mamy i taty, tracą więc poczucie bezpieczeństwa. Po drugie dlatego, że zapada ciemność. I choć niemowlakowi zwykle to nie przeszkadza, to już dla większego dziecka może stać się źródłem frustracji. 

Szczerze mówiąc od samego początku gasiliśmy światełko w pokoiku dzieci. Na karmienie włączaliśmy tylko malutką lampkę zmieniającą kolory. Nigdy nie sugerowaliśmy też, że ciemność może być w jakikolwiek sposób straszna. W ogóle mamy taką zasadę, że nie pytamy, póki dziecko samo nie powie pewnych rzeczy. Czasem nawet zwykłe "nie bój się" (jako zachęta) sugeruje, że czynność jaką dziecko ma wykonać może być w jakikolwiek sposób niefajna, czy niebezpieczna. Maluch nie wie, że ma się bać, nie widzi zagrożenia póki ono faktycznie nie zaistnieje. Oczywiście zawsze jesteśmy obok i jeśli dziewczynki proszą np. w nowym miejscu o zostawienie światełka, nie odmawiamy. Jeśli czegoś nie chcą zrobić, nie nalegamy. Ważne, żeby czuły się bezpieczne. Na pewno pomaga to, że są we dwie.



Czy dzieci czasem wyolbrzymiają zagrożenie?
Pewnie tak. Przecież migające drobne światełko z radia może jawić się jako oko strasznego smoka. Wyobraźnia dziecka nie zna granic, dlatego też nie wolno lekceważyć jego lęków i nie zaprzeczać jego uczuciom. 

Opowiem wam coś zupełnie irracjonalnego. Ja stara baba przyznam się do tego, że gdy leżę w łóżku to od strony zewnętrznej zawsze mam przykryte stopy :D To tak w razie gdyby pod łóżkiem czaiły się jakieś stwory. I choć mój rozum i logika podpowiadają coś innego, to i tak to robię. Tak jakby za chwilę coś miało mnie złapać i wciągnąć (mój mąż powiedziałby pewnie, że za dużo naoglądałam się filmów, ale to chyba nie to) Mam nadzieję, że nie przeczyta tego jakiś psycholog, bo pewnie stwierdziłby, że powinnam się leczyć a takie zachowanie ma podłoże w głębokim dzieciństwie i nie jest normalne. Ale co tam. Dobrze mi z tym. W końcu za chwilę odwrócę się w kierunku męża (lub dziecka jeśli w międzyczasie przydreptało) i mogę spokojnie odkryć całe stopy, bez obawy, że coś mnie ugryzie ;) Może to wam się wydawać dziwne i głupie, ale nic na to nie poradzę. Świadczy to jednak o tym, że pewne przyzwyczajenia zostają, nawet jeśli nie mają żadnego logicznego wytłumaczenia. 





14 komentarzy:

  1. Ja też tak mam :D Ale nie ze stopami, a z rękoma, nigdy nie wystawiam ręki poza obrys łóżka na ten sam wypadek haha :D Powiem Ci, że moim zdaniem baaaaaardzo dużo rzeczy z okresu dziecięcego zostaje w głowie ma długo, o ile nie na zawsze. To tak samo jak ja nie lubię patrzeć w lustro wieczorem, bo jak byłam mała to mi babcia kiedyś naopowiadała jakichś głupot i mimo, że wiem, że to bez sensu to i tak nie lubię :) I zgadzam się z teorią o zdaniu "Nie bój się", samo jego wypowiedzenie nawet w dobrej wierze powoduje domyślny strach, że coś się może stać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, to znaczy, że nie postradałam zmysłów, czy że z Tobą też jest coś nie halo? :D
      Ale sama powiedz, coś w tym jest. Pewnie rzeczy mamy tak zakorzenione, że nawet w tym wieku odbijają się czkawką. A to rzeczy niegroźne, co dopiero faktycznie koszmary, które się wydarzyły.

      Usuń
    2. Wyobraź sobie, że jak mnie mąż namówił na obejrzenie "Szóstego zmysłu" to dwie noce z rzędu nie spałam czuwając czy się przypadkiem nic nie czai w holu :D Więc to znaczy, że ze mną też jest coś nie halo :D :D :D

      Usuń
    3. Ja bałam się patrzeć w lustro rano, po imprezie. Faktycznie można diabła zobaczyć :-D

      Usuń
    4. http://img8.demotywatoryfb.pl//uploads/201108/1312179315_by_Falcao_600.jpg
      😊

      Usuń
    5. O! To dokladnie ja!!! Haha😆

      Usuń
  2. Ja w ciemności widzę wszystkie postacie z horrorów, które obejrzałam w ciągu całego życia :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ło masz, pamiętasz Freddie Krugera? Ja już byłam większa jak oglądałam taki odcinek, gdy przychodził we śnie, ale gdybym była młodsza to nie zmrużyłabym oczu do końca życia :P

      Usuń
    2. Do dziś tego nie oglądam! Boję się Freddiego!

      Usuń
  3. Izzy, dobrze robisz! Ja zawsze śpię z odkrytymi stopami i często nad ranem maca mnie po nich pewien mały potworek... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, jak to jest. Ja mogę mieć stopy na wierzchu, ale przykryta zawsze jestem.
      Mój starszy potworek nie tylko mnie macał - smarował mi stopy kremem, ale to chyba Ci mówiłam kiedyś. Może kiedyś o tym napiszę, bo to hicior był :D Zostaw swojej jakiś kremik nawilżający, może podłapie ;)

      Usuń
  4. Ja w dzieciństwie marzyłam o własnym pokoju, więc podejrzewam,że ucieszyłby mnie nawet taki z potworem w szafie.
    W ogóle fajny jest film "Potwory i spółka", bo pomaga dzieciom uporać się z lękami i pokazuje, że potwory mogą być milusie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe, ale Freddiego pewnie byś mimo wszystko nie chciała😜

      Usuń