czwartek, 20 września 2018

Misia i Elsa tańczą w balecie.


Jakiś czas temu pisałam wam, że moja starsza córka zapałała miłością do baletu. Zresztą obie zawsze kochały tańczyć. Wychowane na radiu, które bez przerwy grało w ich otoczeniu, bujają się w prawo i lewo, gdy tylko słyszą jakieś fajne dźwięki. Kiedy były małe nie cierpiały muzyki klasycznej (te wszystkie rady, żeby puszczać dzieciom Mozarta, tia) natomiast odkąd dostały pod choinkę fortepianik zabawkę, pokochały znane i lubiane przez wielu melodie. Zagrać ci mamusia "Dla Elizy"? pyta Elsa taszcząc do kuchni fortepian. Będzie ci się miło jadło. Nie mogłam odmówić, także jadłam spaghetti w towarzystwie Beethovena. 



Widząc, że miłość do baletu trwa, postanowiłam dotrzymać obietnicy i zapisać dziewczynki na lekcje. Misia na początku trwała przy decyzji, że będzie grać z dziadkiem w tenisa, ale po jakimś czasie stwierdziła, że te czynności nie wykluczają się, więc postanowiła dołączyć do siostry. 
W wakacje dowiedziałam się, że w Ośrodku Kultury odbywają się właśnie takie lekcje baletu, a młodsza grupa to dzieci od 3 roku życia, czyli idealnie. Według mnie cena za zajęcia jest rozsądna, 60zł za miesiąc 2x w tygodniu po 30minut, więc można sobie chyba pozwolić na takie szaleństwo :)

Kiedy zapisywałam dziewczynki, pani pyta mnie, czy na pewno będą chodzić. Odpowiedziałam jej szczerze, że nie wiem. Na razie bardzo chcą chodzić, ale może się okazać, że za 2 miesiące zmienią zdanie. Na razie na pewno chcą spróbować.

Pierwsza lekcja baletu.

Pierwsza lekcja odbyła się we wtorek. Podekscytowane dziewczynki założyły zwiewne sukieneczki (nie mają jeszcze odpowiedniego stroju) i udałyśmy się w towarzystwie babci na zajęcia. Na miejscu okazało się, że mama zapisała również jej ulubioną psiapsiółkę, więc szczęście było podwójne. Do grupy należy również jeszcze jedna koleżanka z grupy. 
Zajęcia odbywają się na sali, w której znajduje się scena i widownia. Dzieci uczą się tańczyć pod kierunkiem pani, która bardzo mi się spodobała. Na oko 40 lat, może więcej, szczuplutka, ciepła, łagodna. Zasugerowała, że dzieci lepiej się uczą, gdy rodzice nie są obecni przy nauce, ale dwa razy do roku odbywają się specjalne pokazy, na które można przyjść i obejrzeć swoje pociechy. Zostawiłyśmy więc dziewczynki, a same udałyśmy się ... na lody do pobliskiej kawiarni. Pogoda była cudowna, więc siadłyśmy na ławeczce i tak minęło nam te pół godziny.

Dziewczynki były bardzo zadowolone z lekcji. Ale wiecie co mnie zbudowało najbardziej? Gdy wielkie drzwi otworzyły się, zobaczyłam moje dwie córki trzymające się za ręce i idące razem. Dla mnie jest to niesamowite, bo nie raz Elsa zostawia Misię, gdy ma do dyspozycji inne koleżanki. Tym razem jednak psiapsiółka szła gdzieś z tyłu, a kochane siostrzyczki wyszły razem. Bardzo je za to pochwaliłyśmy z moją mamą. Potem nastał kolejny etap, czyli picie wody z dystrybutora stojącego na zewnątrz sal. Taka woda, gdzie samemu można wziąć kubek i ją nalać, najwidoczniej smakuje lepiej :D


Wieczorem czytałyśmy jedną z ulubionych książeczek, czyli "Zuzia uczy się tańczyć", dziewczynki wspominały kroki, które się uczyły na zajęciach. Nie dotrwały do końca, bo biedne padły ze zmęczenia o 20. Jutro kolejna lekcja. Zobaczymy jak nam pójdzie. Szczególnie mnie, bo Warszawa, piątek, korki i balet nie zawsze idą w parze ;)










































10 komentarzy:

  1. Fajnie, że im się spodobało - może to początek jakiejś pasji? A że przy okazji zbliża je do siebie, to też świetnie :)
    Nam w przedszkolu proponowali karate ale na razie się nie odważyliśmy, może za rok ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo u nas to jest tak, że jak ja nie spożytkuję ich energii w dobry sposób na rzeczy, które je interesują, to energia przeradza się tę złą moc. Elsa to prawdziwa królowa Arendelle. Nie zawsze panuje nad swoim darem ;)

      Usuń
    2. Ja musiałabym wypuścić Boba na zewnątrz i patrzeć jak robi okrążenia dookoła domu.
      Póki co drugi tydzień panowie pracują nad ogrodzeniem, więc w końcu będę mogła się bardziej wyluzować. Bo już mi nie ucieknie na ulicę ani na budowę nieopodal.

      Usuń
    3. O tak, ogrodzenie to prawdziwy skarb. Powiem Ci, że ja wolę czasem posiedzieć w domu i tu kogoś zaprosić na kawę niż iść gdzieś, gdzie muszę cały czas patrzeć, czy czegoś maluchy nie zmajstrują, gdzieś nie pójdą. Tu w domu czuję taki luz psychiczny. Niby moje dziewczyny już nie na etapie uciekania, raczej czują już zagrożenie, ale kto wie jakie pomysły przyjdą im do głowy ;)

      Usuń
  2. Jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy Twoich Baletnic. Czy złapią bakcyla w tak młodym wieku, czy wybiorą za jakiś czas inne zajęcia. Super, że póki co, są takie chętne. Ja byłam starsza, gdy tata zapisał mnie na tańce (9lat), ale wsiąkłam na maxa i potem mnie woził po 3x w tygodniu przez kilka lat, a czasami jeszcze czekał na mnie 2godz. W weekendy turnieje w innych miastach, szycie sukienek przez mamę. Oj teraz widzę, jak rodzice się dla mnie poświęcali.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O matyldo! Będę musiała coś szyć? Protestuję! Nie dość, że nie mam do tego talentu, co już wiesz, to jeszcze szczerze nie cierpię tego robić :D Wczoraj śmiałam się do mojej mamy, bo jak dziewczynkom coś się zepsuje to mówią Tata naprawi, a jak rozerwie to Babcia zeszyje :D
      No, ale tak poważnie to nie wiem jak losy się potoczą, ale taniec się przyda. Nie muszą tego robić profesjonalnie, ale uważam, że taniec to wspaniała terapia dla ciała i duszy. Elsa kocha też gimnastykę artystyczną, może kiedyś zobaczysz co ona wyprawia na karuzeli. To jest już inny wymiar kręcenia się. Kiedyś pisałam, że biegnie dookoła, by ją rozkręcić, wskakuje do środka, a teraz wisi na drążku tym do opierania niczym Sid z Epoki lodowcowej, wersja light wersja lepsza trzyma się jedną ręką, a drugą wyprostowuje niczym na trapezie.

      Usuń
  3. Izzy, bardzo fajnie, że jesteś pośrodku, bo to trudna sztuka. Często rodzice albo (na fali własnych niespełnionych ambicji) pchają dzieci w zajęcia, które tych dzieci w ogóle nie interesują. Albo są głusi na sygnały, bo nie mają czasu, ochoty, bo i tak nic z tego nie będzie. A ty jesteś po środku - widzisz czego pragną i zachęcasz je, wspierasz i z radością, z językiem na brodzie stoisz w tym korku żeby mogły spełniać marzenia... I zapewne, tak jak ja kiedyś, mówisz dziewczynom, że jeśli okaże się, że to nie to, to nie szkodzi, to znajdziecie coś innego, bez względu na czas i pieniądze...
    Super :-)
    Buziaczki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak jest kochana, staram się, żeby po prostu były szczęśliwe i mogły powiedzieć, że miały fajne dzieciństwo. Fajnie nie dlatego, że miały mnóstwo zabawek, tylko robiły rzeczy, które sprawiają im radość oraz że mamy dla nich czas, by im w tym towarzyszyć.

      Usuń
  4. Moje dziewczyny też kochają taniec i obie chodzą na zajęcia. U nas jednak na razie postawiliśmy na taniec nowoczesny i towarzyski - zobaczymy co z tego będzie. A Twoim córeczkom życzę wytrwałości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Myślę, że Twoje dziewczynki są większe i balet może być dla nich już troszkę nudnawy ;) Moje mają w przedszkolu (w ramach zajęć) rytmikę z elementami tańca towarzyskiego, więc myślę, że też coś podłapią. Ważne, że to lubią i dobrze się bawią. Choć po tym co ćwiczyła dziś rano starsza, myślę, że prędzej czy później skończy się dziurą w ścianie - niczym primabalerina biegła i wyskakiwała jakby tam zaraz gdzieś stał jakiś partner, który ma ją złapać... Tylko hmm partnera brak ;)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń