poniedziałek, 3 grudnia 2018

Bo jak nie wiadomo o co chodzi ...


Powiem wam, że od dawna już doceniam posiadanie dwójki dzieci. Jestem wprawdzie w tym temacie strasznym laikiem, bo jak wiecie sama jestem jedynaczką, ale chyba instynktownie jestem w stanie wyobrazić sobie jak taka relacja z rodzeństwem mogłaby wyglądać. Wspominałam już kiedyś, że najbardziej zależy nam na tym, żeby dziewczynki były ze sobą związane i w przyszłości były dla siebie wsparciem. Oczywiście wiadomo, każda założy swoją rodzinę, ale głęboko wierzę w to, że więzi o którą dba się przez cały życie, nie tak łatwo zerwać. 
Gdy dziewczynki były małe, różnica wieku była widoczna, bo wiadomo jedna na przykład już mówiła, a druga jeszcze nie, czyli zupełnie inny wymiar zabawy. Myślę, że dzięki temu, że Elsa jest osobą, która lubi dominować, Misia rozwinęła się dużo szybciej niż jej rówieśnicy i w którymś momencie zaczęliśmy je traktować tak samo, jak gdyby były bliźniaczkami. I to jest fajne, bo w zasadzie teraz potrafią się razem bawić, czy uczyć na tym samym poziomie. Oczywiście widzę różnicę, choćby w rysowaniu. Tu jest ona bardzo widoczna, ale gdy porównam Elsy rysunki z zeszłego roku, widzę jak bardzo się rozwinęła i wiem, że niedługo Misia ją dogoni. To jednak, że bawią się razem, pozwala nam na chwilę wytchnienia. Ulubioną zabawą dziewczynek jest odgrywanie ról. Wspominałam wam kiedyś jak wraz z kolegą bawiły się w dom, w którym Elsa była mamą, on tatą, a Misia najpierw kotkiem, a potem koleżanką ;) Prócz właśnie zabawy w dom, chętnie bawią się choćby w sklep, w szkołę, w przedszkole, księżniczki, zwierzątka (udają chodząc na kolanach co skutkuje "sitem" w rajtuzkach. Czasem dochodzą zabawy tematyczne, na przykład na Boże Narodzenie króluje Jezusek i Maryja (oczywiście z przebieraniem i dobieraniem dzieciątka) Powiem wam szczerze, że mają tak bogatą wyobraźnię, że aż z przyjemnością patrzę na nie i obserwuję. A przy tym słownictwo jakiego używają, nadal mnie zaskakuje. Doskonale potrafią wyczuć kontekst i zachowywać się zgodnie ze swoją rolą. To dla mnie niesamowite.


Pisałam wam kiedyś, że ja jestem starej daty, jeśli chodzi o zabawki. Uważam, że dzieci nie powinny mieć ich za dużo, bo po prostu się nimi nie bawią. Czasem odwiedzając znajomych wychodzą mi oczy na wierzch jak widzę, że dziewczynka ma 15 lalek Barbie. I do tego oczywiście mnóstwo innych rzeczy. Najgorsze jest jednak, gdy widzę, że dziecko non stop ogląda bajki, albo siedzi na telefonie, tablecie, laptopie. Gdy urządzenie przestaje działać, nie wiedzą co ze sobą zrobić. Ogłupiałe od nadmiaru biernych bodźców, mają problem z koncentracją, są nerwowe i wiele innych negatywnych czynników wpływających na prawidłowy rozwój. Ogólnie bombardowanie dziecka non stop bodźcami, jakimikolwiek, nigdy nie jest dobre. Wielu moich znajomych przez cały czas organizuje dziecku zajęcie.  Jak nie wyjście gdzieś na teatrzyk, to do sklepu, w domu wycinanie, lepienie, wszystko z dzieckiem. Nie mówię, że to złe, bo sama przecież tak robię. Chętnie gdzieś wyjeżdżamy, odwiedzamy ciekawe miejsca, ale jest też czas na samodzielną zabawę, taką w której dziecko nie będzie cały czas sterowane przez rodzica, ale będzie mogło samo wybrać, czy i co wycina, czy bawi się lalką, czy odgrywa role, czy potrzebuje po prostu obserwować to, czym my się aktualnie zajmujemy. Fakt, u nas jest dwoje dzieci, ale powiem wam, że ja wspaniale potrafiłam się sama bawić. Urządzałam np. przyjęcie na pluszaków, przebierałam je, bawiłam się lalką dzidziusiem itd. Wcale nie potrzebowałam opieki rodzica przez cały czas, o tablecie nie wspomnę, bo go po prostu jeszcze nie wymyślono ;) To nie jest tak, że jedynakowi ciągle trzeba coś wymyślać, bo inaczej się nudzi (chyba, że już tak został nauczony, to faktycznie trudno mu coś samemu znaleźć, co go zajmie na długo)
Dziewczynki też czasem chcą pobawić się każda sama. Misia sadza swoje miśki przy stoliku i szykuje im herbatkę, Elsa coś tam rysuje. To, że są siostrami, nie znaczy, że muszą się cały czas bawić razem. Ja to rozumiem i szanuję. Nawet my dorośli nie zawsze mamy ochotę na towarzystwo. Wtedy staram się drugą zainteresować czymś innym, albo proszę o pomoc przy jakiejś czynności. Kiedy jesteśmy oboje z mężem w domu, każdy może też poświęcić się jednej córce, choć zwykle to nam nie wychodzi, bo po chwili zaczynają się interesować tym, co robi druga siostra :) 
No i oczywiście się kłócą. Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o co? Oczywiście, że o zabawki ;) Może coś leżeć tygodniami nieruszane, ale niech jedna weźmie, to nagle zabawka staje się atrakcyjna i cóż, wtedy chcą ją obie. Zwykle udaje nam się rozwiązać te konflikty, choć bywa czasem ciężko, żeby się chciały podzielić czymś fajnym. Także spięcia bywają, jak to w każdym rodzeństwie, ale kochają się najbardziej na świecie. I o to chodzi :)

Rysunek od Elsy dla siostry, żeby nie była smutna. :)

11 komentarzy:

  1. Brawo Elsa... Piękny rysunek. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z dwojgiem dzieci jest łatwiej, pod wieloma względami. Jest takie powiedzenie, że "dwójka chowa się sama" i jest w tym sporo racji. Moje dziewczyny raczej nie walczyły o zabawkę, też uwielbiały odgrywać role, ale wyłącznie dla publiczności, więc co chwilę mieliśmy przedstawienia, w których... Wika była choreografem, garderobianą, narratorem i główną postacią. No i jeszcze suflerem, bo podrzucała Oliwii kwestie :-D
    Z Tamalugą jest tak, że potrafi się bawić sama, ale przeważnie domaga się od nas, nie tyle zorganizowania zabawy, ile dołączenia do niej. A gdy tatuś i mamusia są akurat razem, to już w ogóle podział ról i pełnia szczęścia. Zamęcza też dziewczyny, bo złapała już mniej więcej relacje między nami. Słyszy, że one mówią do mnie "mamo", więc jakoś sobie w główce poukładała, że to jednak nie są zastępcze mamy, tylko takie dorosłe dzieci, z tym samym statusem, co ona :-D
    PS Rysunek boski :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Olitoria
      Z dwojgiem dzieci jest łatwiej, pod warunkiem, że... Żadne z nich nie wymaga jakiejś szczególnej uwagi ze strony rodzica. A z dziećmi po traumie osierocenia różnie bywa.
      Ja mam dwójkę i czasem z żoną nie wiemy jak tu się podzielić by zająć się dziećmi. Każda z córek potrafi skutecznie zając nas oboje. A obie wymagają dużo uwagi.
      O przypadkach gdy jedno z dzieci wymaga np. specjalistycznej terapii lub leczenia to nawet strach pomyśleć. Szczerze.

      Pozdr
      M

      Usuń
    2. Olitoria, myślę, że u nas dziewczyny mają czasami spięcia jeśli chodzi o zabawki, bo po pierwsze są prawie w tym samym wieku, a po drugie mają podobne temperamenty. To znaczy co ciekawe, Misia w przedszkolu nigdy nie wyrywa zabawek innym dzieciom, nigdy się nie kłóci, tam jest aniołkiem. Ale w domu siostrze nie odpuszcza :D No i dobrze w sumie, tylko uczę je, żeby nie szarpały się, bo albo pluszak straci nogę, albo któraś będzie mieć powykręcane palce :D Ogólnie to zgadzam się, że dwójeczka jest fajna :) U nas w sumie też jest dobrze, póki jedna "dyryguje" a druga się na to godzi (obojętne która) No gorzej jak chcą rządzić obie :D
      Tak sobie myślę, że faktycznie dla Tamalugi to trudne to zrozumienia, bo u nas obydwie dziewczynki to dzieci, więc role są jasne, ale jednak u was dziewczyny starsze są ... dorosłe, więc maluch myśli, że to ona tylko jest na prawach dziecka :D Ciekawe to wszystko.

      Usuń
  3. Mnie było smutno jako jedynaczce, dlatego chciałam bardzo, żeby Bob miał rodzeństwo.
    Póki co brakuje mi trzeciej ręki, ale snuję wizje jak to za jakieś dwa lata razem się bawią ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie mnie też było smutno dlatego od razu wiedzieliśmy, że chcemy dwójeczkę. Powiem Ci, że Cię rozumiem. Pomyśl sobie jak wesoło było u nas przez 3 lata, dwa takie maluchy, jak czasem oglądam zdjęcia i takie wypchane pieluchami szkraby wędrują po podłodze to zastanawiam się jak ja/ my to zrobiliśmy, że starczyło tylko tyle rąk ile mamy :D

      Usuń
  4. Ja nadal mam nadzieję, że Czarnobyl zrobi swoje i pewnego dnia ta trzecia wyrośnie gdzieś na plecach... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie czasem przy jednym dziecku brakuje rąk, nóg, a nade wszystko oczu. O, i jeszcze refleksu. Chyba potrafię sobie wyobrazić, co masz przy dwójce takich maluchów. Podziwiam i trochę zazdroszczę tego szaleństwa :)

      Usuń
    2. Czas leci mi błyskawicznie :D

      Usuń
  5. Ja też zawsze snułam wizję o dwójce, potem moja wizja została zburzona przez życie i marzyłam zwyczajnie o chociaż jednym, a teraz poród zweryfikował mnie po całości i nie snuję na razie już żadnych innych wizji 😀 po prostu oddaję się w całości macierzyństwu i nie zastanawiam się nad niczym innym 😊😊😊

    OdpowiedzUsuń