piątek, 11 stycznia 2019

Rywalizacja.




Elsa wraz z koleżanką została wytypowana do międzyprzedszkolnego konkursu w śpiewaniu. Z całej placówki pojechało jeszcze dwoje dzieci z najstarszej grupy. Zapytałam szczerze Elsę, czy chce wziąć udział w tej imprezie, wiadomo, zupełnie inaczej śpiewa się w swoim przedszkolu, a inaczej na obcej scenie. Ale cóż, mikrofon i scena kochają moje dziecko, a ono też czuje się jak ryba w wodzie stojąc przed publicznością, więc odpowiedziała mi, że chce.

Rano, w dniu konkursu, odwiozłam Elsę do przedszkola, a sama pojechałam na jedne zajęcia. Zdążyła zjeść śniadanie, zrobić jakiś tam projekt z podręcznika i pojechałyśmy. Szczerze mówiąc byłam bardzo ciekawa tego występu, ponieważ pierwszy raz moja córka brała udział w czymś, co niesie za sobą rywalizację. No właśnie. Organizatorzy konkursu ustalili, że każde dziecko dostanie jakąś nagrodę za wzięcie udziału. I słusznie. Co by nie mówić, potrzeba wiele odwagi, by wyjść na scenę i zaśpiewać do mikrofonu. Nie każdy dorosły umiałby to zrobić. A tu mówimy o dzieciakach 3-6 lat. Z jednej strony taki zerówkowicz to już nie małe dziecko, ale z drugiej to właśnie ten wiek, kiedy to zaczynamy sobie zdawać sprawę z tego, co tak naprawdę się dzieje. Przecież może coś nie wyjść, można się pomylić, można zapomnieć słów, koleżanki będą się śmiały, a świadomość tego na pewno nie pomaga. 

Rodzeństwo, zwłaszcza takie w podobnym wieku, na co dzień musi ze sobą rywalizować. Nie ma szans, żeby tak nie było. No chyba, że jedno cały czas rządzi, a drugie będzie całkowicie mu poddane. Nie słyszałam o takich przypadkach. Trzeba walczyć o kolana mamy, o kubeczek taki jak ma siostra/brat, o zabawki, o bajkę taką jak ja chcę, o tysiące drobnych rzeczy, które sprawiają, że maluch od najmłodszych lat jest zmuszony do kompromisu, do bycia asertywnym i umiejętności przebicia się. 
W samej rywalizacji nie ma w zasadzie niczego złego- uczy ona wielu umiejętności, które przydadzą się dziecku w życiu dorosłym. Powiem wam szczerze, że cholernie trudno nauczyć dziecko takiej rywalizacji, która będzie motywowała do działania, uczyła dialogu, rozwijała, a nie niszczyła, pogardzała słabszymi. Dziecko musi też przede wszystkim nauczyć się, że w rywalizację  wpisana jest porażka. 

Elsa i koleżanka zdobyły drugie miejsce. Oczywiście byłam dumna ze swojej córki, ale nie tylko dlatego, że wygrała nagrodę. Bardzo byłam dumna z kilku innych rzeczy. Staram się uczyć dziewczynki wewnętrznej radości z tego, że podejmują trud i przezwyciężają swoje lęki i obawy. Gdybyście obejrzeli ten występ, (który oczywiście nagrałam, żeby nie było), zobaczylibyście ten wyjątkowy uśmiech na jej twarzy - ten uśmiech oznacza, że ona sama była z siebie dumna. Niektórzy nazywają to brzydko byciem na naturalnym haju, ale chyba coś w tym jest ;)
Oczywiście wiadomo, nie po to bierzemy udział w jakimś przedsięwzięciu, żeby przegrywać. Każdy lubi wygrywać, dlatego ta nagroda 2 miejsca jest dla dziewczynek ważna, ale gdy wieczorem wspominałyśmy ten dzień, Elsa nie powiedziała ani słowa o wygranej. Ważne dla niej było to, że fajna była zabawa, że pięknie zaśpiewała, że dostała nagrodę i ..., że był poczęstunek dla uczestników w postaci ciast, słodyczy i soczków ;) Nie omieszkała również zabrać wałówki dla siostry, za co ją pochwaliłam, pomimo tego, że wychodziłam z sali czując się trochę nieswojo z talerzem pełnym smakołyków. 

Rywalizacja jest częścią naszego życia. Nie da się przez nie dobrze przejść będąc cały czas cieniem innych, nie umiejąc walczyć o swoje, ale granica między motywacją do samorozwoju, a niezdrową konkurencją jest bardzo cienka. 
Opowiadając wam o Elsie, oczywiście chciałam się z wami podzielić tą małą radością, ale przede wszystkim chciałam was zapewnić, że praca nad dzieckiem naprawdę ma sens i przynosi efekty. I to od samego początku. Jeżeli będzie wam się wydawać, że jest za wcześnie, nic bardziej mylnego. Maluch chłonie wszystko, a w odpowiednim czasie to wykorzysta. Dziewczynki od zawsze uczyliśmy, że jeśli jedna coś dostanie, fajnie byłoby gdyby wzięła też dla siostry. I teraz nie muszę już o tym przypominać, bo jest to dla nich naturalne. Z tego chyba jestem najbardziej zadowolona i dumna :)

Elsa nie przejęła się za bardzo drugim miejscem, choć powiedziała, że w następnym roku nauczy się grać na jakimś instrumencie. Czyżby to, że wygrała dziewczynka, której akompaniował brat na flecie miała coś z tym wspólnego? ;)    


Miłego piąteczku!




21 komentarzy:

  1. No, to serdeczne gratulacje! Pierwsze koty za płoty :-) Fajnie, że się oswaja ze sceną, bo to na pewno jej się przyda w życiu. A może, skoro już teraz ma takie zapędy, jeszcze o niej usłyszymy? (Jeśli będę wówczas już nosić trąbkę lub inny aparat słuchowy, to tak go sobie wyreguluję, że usłyszę :-D) Pewnie, że rywalizacja w rozsądnych dawkach jest ważna. A radość z dzielenia się to siostry już chyba mają przydzieloną od Pana Boga z urzędu :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak chce to niech śpiewa, byle tylko jej to sprawiało przyjemność. Ja uwielbiam śpiewać, więc piosenki towarzyszą nam wszędzie :)) Myślisz, że będziesz mieć aparat słuchowy? Nie przejmuj się, dzisiejsze aparaty są bardzo dobre i wcale ich nie widać ;)

      Usuń
  2. Co racja , to racja im wcześniej dziewczyzny złapią tego bakcyla i radości z faktu że poszły o krok do przodu tym więcej tortu zadowolenia zjedzą
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Tak jak napisałam Olitorii. Ja tam się nie wyrywam sama, nie wypycham ich, nie czuję potrzeby spełniania się poprzez dzieci. Jeśli same czegoś pragną to super, zwłaszcza jeśli to jest coś co i ja lubię :)) Mój mąż się śmieje, że chyba nam kupi Play Station, żebyśmy miały karaoke :D:D

      Pozdrawiam serdecznie, miłego weekendu!

      Usuń
    2. Niech kupi! Ty wiesz jaka to fantastyczna zabawa z dziećmi?

      Usuń
  3. Moi rodzice popełnili jakiś błąd . Jako dziecko nie znosiłam mojego rodzeństwa - z siostrą kłóciłyśmy się jak obce przekupy na rynku (tak babcia do nas mówiła) Dopiero jako nastolatki znalazłyśmy wspólny język. A różnica wieku niewielka bo niewiele ponad 3 lata. Bracia już sporo młodsi więc nie było aż tak wspólnych spraw.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem jedynaczką i wszystko to co robię, jak wychowuję dziewczynki to totalna intuicja i jazda z zawiązanymi oczami ;) Staram się wyobrazić co by było, gdybym miała siostrę, jakie byłyby nasze relacje. Wierzę, że rolą rodzica jest nauczyć dzieci więzi, bo bez niej będą sobie obcy w przyszłości. Szczerze mówiąc dookoła spotykam ludzie właśnie nie mających ze sobą nic wspólnego. Myślę, że miałyście z siostrą wiele szczęścia, że tak się ułożyło. Z braćmi może nie masz tak dużo wspólnych spraw jak piszesz, ale na pewno to duże wsparcie. Ja ubolewam nad tym, że kiedyś zostanę sama jak palec :(( Super, że Was tyle jest :))
      pzdr

      Usuń
    2. Mój mąż ma rodzeństwo a w ogóle nie utrzymuje z nimi kontaktu więc to nie jest regułą....moja Siostra mieszka 2 tys km ode mnie ale nie ma dnia żebym nie wiedziała co gotuje na obiad a ona co ja kupowałam w sklepie. Z braćmi różnie bywa, nieraz się kłócimy, nieraz nie odzywamy, nieraz doprowadzają mnie do szału, ale masz rację - tu rola rodziców. Moi stanęli na wysokości zadania - jak się kłóciliśmy to on wkraczali mimo, że byliśmy już dorosłymi ludźmi. Brali nas za ryje i uświadamiali, że kiedyś ich zabraknie więc będziemy mieli tylko siebie. Dzięki temu cały czas mamy ze sobą kontakt. Mamy już nie ma ale my ciągle się spotykamy

      Usuń
    3. To pewnie zależy od wielu czynników, tak mi się wydaje. Może kobiety jednak podświadomie pragną tego kontaktu i szukają go? A potem okazuje się, że mają wiele wspólnego i budują same relacje, bez pomocy rodziców? Trudno mi powiedzieć. Ale powiem Ci jeszcze jedną rzecz. U mojego taty w rodzinie była trójka rodzeństwa, 2 braci i 1 siostra. Póki żyła babcia, to ona była takim spoiwem łączącym dzieci, u niej się spotykaliśmy, zwłaszcza, że siostra mieszka za granicą, a brat w innym mieście mieszkał (obecnie nie żyje) Po śmierci babci tak to się rozeszło, bo okazało się, że nagle wyszły jakieś dziwne rzeczy, o których się nie mówiło. A jak nie wiadomo o co chodzi, ... Brakło chyba właśnie takiej więzi.
      Twoi rodzice dobrze robili. Nawet jak dzieci nie wierzą, to jednak mają to wpajane od małego, że trzeba się wspierać.

      Usuń
  4. Gratuluję Elsie wygranej, a przede wszystkim odwagi. Niech ta radość z bycia na scenie z mikrofonem trwa, a pasja się rozwija. A nawet jeśli kiedyś Elsa nie pójdzie tą drogą, to takie oswojenie z mikrofonem, publicznością na pewno zaprocentuje.
    Co do rywalizacji... to duża rola nas rodziców. Raz na jakiś czas, przy okazji konkursów, mam do czynienia z rodzicami, którzy dość głośno i niezbyt grzecznie wyrażają swoje niezadowolenie z powodu braku nagrody/wyróżnienia. I uczą swoje dzieci, że im się należy. A potem te nie radzą sobie z porażką. U nas problem rywalizacji na innym poziomie - gry planszowe. Tak na to czekałam, a to jakiś koszmar. Nasze dziecko przegrywać nie lubi,a wtedy się dzieje.
    Co do sióstr, dzielenia się. Tak, jak piszesz - duża rola w tym rodziców, ale myślę, że to też kwestia charakteru. Ja dzieliłam się nawet jednym cukierkiem, bo były to czasy, kiedy faktycznie babci udało się przynieść kilka cukierków dla wnuków. Moja siostra wręcz przeciwnie. Z czasem wyrosła z tego, ale różnica charakteru, podejścia rodziców do nas, światopoglądu pokutuje i nasze relacje są bardzo powierzchowne. Niestety.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A dziękuję, dziękuję :) Wiesz, nie zależy mi za bardzo na tym, żeby została piosenkarką, ale niech robi rzezy, które sprawiają jej radość. Ona się dobrze bawi przy tym, buduje pewność siebie, więc ja się cieszę :))
      Dziewczynka, która śpiewała z Elsą była wyraźnie niezadowolona z przegranej - od razu pytała "A czemu nie pierwsze miejsce?" ;)
      Jeśli chodzi o gry to gdzieś czytałam, że jeśli dziecko ma problem z przegrywaniem to najlepiej grać z nim w krótkie gry, takie w których szybko zmienia się wygrany/przegrany, żeby mogło się nauczyć i pogodzić z tym, że nie zawsze się wygrywa. Planszówka potrafi trwać kilkanaście minut, więc może spróbujcie z czymś krótszym? U nas np. dziewczyny zniechęciły się do Memory kiedyś, bo było za dużo kart, więc wyrzuciliśmy połowę, jest kilka, gra trwa krótko i są zadowolone. Ja mam też taką metodę, że staram się, żeby różne osoby wygrywały:mama, tata, dziewczynki. Żeby nauczyły się, że mama/tata też przegrywają i nie mają z tym problemu.

      Zgadzam się też, że charakter ma wiele do rzeczy przy dzieleniu się, ale też wierzę, że wszystko da się wypracować. Jedne dzieci są bardziej wrażliwe inne mniej. Ale wydaje mi się, że nawet jak dziecko nie ma tej wrażliwości to można w dziecku wypracować pewne nawyki.

      Usuń
  5. Gratulacje dla Elsy - drugie miejsce w debiucie to moim zdaniem duży sukces.

    Z grami jest jeszcze taki patent, że gra się aż ostatni z uczestników dojdzie do mety. Dziecko często frustruje się nie dlatego, że przegrało ale dlatego, że musi skończyć zabawę. Nawet jak nie dojdzie do mety pierwsze to przynajmniej ma tę satysfakcję, że do tej mety dotarło tak jak inni. Dlatego my zawsze gramy do momentu aż ostatni z uczestników jest na mecie. Frustracja z przegranej jest wtedy mniejsza. Gorzej z grami 1 na 1 typu szachy/warcaby - tu jednak zazwyczaj ktoś musi wygrać. Czasami się podkładamy żeby młody miał satysfakcję i się nie zniechęcił. Ewentualnie gramy w drużynach - młody z tatą a ja sama - wtedy raczej nie mam szans ;-) .

    Radzenia sobie ze stresem/porażką i wytrwałości w dążeniu do celu bardzo dobrze uczy też sport. Nasz synek gra w piłkę, na koniec trening zawsze jest mecz i jak to w piłce - czasem się wygrywa, czasem przegrywa, czasem jest remis. Wiadomo - przegrywać nie lubi ale po kilku przegranych nie wywołuje to już takiej frustracji (chyba, że rozmiar porażki jest naprawdę duży). To się też przekłada na sporty indywidualne. Byliśmy jakiś czas temu na turnieju judo. Obawiałam się co będzie jak młody nie wygra. W swojej kategorii wagowej zajął drugie miejsce ale nie miał z tym żadnego problemu. Większą frajdą było dla niego spotkanie dawno niewidzianego kolegi niż same zawody.

    A co do dzielenia. Mój syn świetnie rozumie tę ideę jak chce się pobawić zabawkami siostry (a musi każdą nową bo przecież trzeba sprawdzić czy się nadają). W drugą stronę działa to różnie. Ale słodyczami potrafi się podzielić z innymi. Jak ma przyjść kolega to zdarza się, że z własnego kieszonkowego kupi mu lizak albo ciasteczko więc chyba nie jest tak źle. Aglaia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, że sukces :) Dziękuję :)

      Słuszna uwaga z grami. Ja w sumie zapomniałam, że my w zasadzie zawsze gramy w parach. Wtedy łatwiej dziecku, że np. tata i ja przegraliśmy, zwłaszcza jeśli tata sobie zażartuje, nie jest poważny.

      Ze sportem też się zgadzam, choć jak tak obserwuję rodziców, to na przykład widzę, że strasznie poważnie podchodzą do footballu. Nie potrafią (zwłaszcza ojcowie) zaakceptować tego, że dziecko może nie ma do tego talentu, czy po prostu nie chce grać a to, że jest chłopcem wcale go do tego nie obliguje. Tak jest u naszych znajomych. A Twój syn tak jak Elsa, ważne, że zaśpiewała, pobawiła się, było dobre ciasto i co tam reszta ;) (choć była dumna, że dostała dyplom)

      Myślę, że córka jest teraz na etapie wyrywania zabawek na zasadzie "chcę tę zabawkę i ma być moja" :D także można ją usprawiedliwić ;) Czasem jak jakieś maluchy wyrywają moim dziewczynom zabawki, one się denerwują, a ja im przypominam, że kiedyś były takie same ;)

      Usuń
    2. Gdybym miała blog to na pewno napisałabym post pt. „Tata na treningu piłki nożnej”. Przez trzy sezony zebrałam sporo obserwacji. W każdym sezonie trafia się co najmniej dwóch chłopców, którzy realizują ambicje tatusiów i co najmniej następnych dwóch, którym ambicje tatusiów zabierają połowę radości z zabawy jaką w tym wieku powinien być sport. Co ciekawe w tym roku jest też jedna mamusia, której chyba przyśniło się, że jej syn jest drugim Lewandowskim ;-) . Innym takim sportem gdzie rodzice, szczególnie tatusiowe, realizują się przez dzieci bywaj narty. Dzieciak usmarkany, zapłakany, mokry wrzeszczy, że nie chce/boi się/nie lubi/chce na sanki ale ambitny tata wie swoje…

      Ale jak obserwuję rodziców dziewczynek to wydaje mi się, że tam z kolei mamusie realizują się przez córki w balecie albo w tańcu ewentualnie w grze na instrumencie (najlepiej pianino albo skrzypce). Tak więc każda płeć ma swoje za uszami ;-) .

      Z tymi zabawkami to bardziej chodziło mi o to, że syn uwielbia się bawić zabawkami córki ale dać się jej pobawić swoimi to już gorzej – zawsze wymyśla jakiś argument dlaczego nie powinna – bo za małe i może się udławić, bo coś małego może z tego odpaść i patrz pkt 1) itp. itd. Ale oddał jej w wyłączne posiadanie jednego hot wheelsa więc postęp jest.

      Aglaia

      Usuń
    3. Oj tak, pewnie Ty widzisz to najlepiej na takich treningach. Ja mam przykład u sąsiadów, gdzie ojciec raz od wielkiego dzwonu zagra z chłopakami swoimi w piłkę i normalnie tak się drze na tego młodszego, że sierota, że jak on mógł nie strzelić gola itd. Wozi ich właśnie na takie zajęcia jak Wy i dowiedziałam się, że ten trener w ogóle wyrzucił rodziców z treningu, bo dzieciaki nie potrafiły się skupić!
      U nas na balecie też nie ma rodziców. I w sumie słusznie. Niech dzieci zachowują się naturalnie i nie czują presji. Zgadzam się z Tobą, że dla chłopców piłka nożna, dla dziewczynek taniec :) Na szczęście moje same chciały, więc jestem kryta haha. Powiem Ci, że czasem tak mi się nie chce wychodzić, bo pogoda słaba, ale potem myślę sobie, a co tam, niech idą (plus oczywiście wiadomo, nikt kasy nie zwróci)
      Pianino i skrzypce też są na fali.

      Wiesz, w sumie to troskliwy ten Twój syn ;) Jak mądrze myśli - że za małe części, że niebezpiecznie, a Ty od razu się czepiasz ;) No, ale faktycznie jak oddał hot wheelsa to jest nadzieja :))

      Usuń
  6. Gratulacje dla małej wokalistki i jej wspaniałej mamy!
    Tak jak mówisz, rywalizacja jest częścią naszego życia, dlatego nie można rezygnować z nauki zdrowego współzawodnictwa, choć to trudne...
    Księżniczkę też już uczymy dzielenia się, co też chętnie robi... Ostatnio w taki sposób, że zabiera mi np. kanapkę i zanosi mojemu mężowi - ale cóż, od czegoś trzeba zacząć ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak dla mamy, ja nie śpiewałam :P

      Przypomniałaś mi jak byliśmy nad morzem z małą Elsą (była ciut młodsza wtedy od Twojej księżniczki) i pożyczyłam od mojej mamy na plaży kapelusz a ona ciągle mi go zabierała i oddawała babci haha. Także ja myślę, że u Was po prostu jak jedzenie to tylko dla męża :P

      Usuń
    2. Rośnie mi trener personalny :)

      Usuń
  7. Wspaniale wychowujecie Wasze córeczki i myślę, że rośnie nam tu mała gwiazda 😍 Gratulacje dla Elsy, za wygraną i przede wszystkim za dobrą zabawę 😊
    Niezdrowa rywalizacja u dzieci bierze się od rodziców (pisałam o ttm u siebie) i naprawdę trzeba uważać w jaki sposób rozmawia się z dzieckiem i motywuje je do działania, bo niewłaściwe praktyki rodziców mogą odbić się nawet na dorosłym życiu dziecka. Dlatego super, że traktujecie konkursy jak świetną zabawę, a że przy okazji mogą one być wygrane to dodatkowa atrakcja i duma 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aga, bardzo Ci dziękuję za miłe słowa, choć do rodzica idealnego to mi wiele brakuje ;) Ale staram się zwracać uwagę na to co ważne, obserwuję dzieci, dorosłych, słucham tego co mówią, czego im brakowało w rodzicach, co by zmienili. Zobaczymy jak wyjdzie.

      A tak humorystycznie. Wyobrażasz sobie ile smsów Elsa by dostała jakby wzięła udział w programie TVN, zaśpiewała a potem by powiedzieli, że była adoptowana? Jejku ale nagle by ludziom się serca otworzyły o jaaaa, adoptowana a jak śpiewa! Wow! Już dawno nie oglądam tym talent show, ale tak mnie to wkurzało, jak własnie wyciągali jakieś osobiste sprawy. Uuuu dziewczyna ze wsi, na co dzień zajmuje się krowami, popatrzcie chodzi po błocie (dobrze, że w kaloszach - pewnie Peppę oglądała) jejku jejku co zaśpiewa. No fantastycznie, tego się nie spodziewaliśmy!! Brawa dla dziewczyny od krów :D

      Teraz na poważnie. Pamiętam Twoją historię i znam podobne, więc jestem mega mega wyczulona na te sprawy i sama nigdy tak bym nie postąpiła. Chyba, że mi rozum odbierze, to wtedy masz pozwolenie przywalić mnie mocno w głowę. Bo to może zniszczyć całe życie młodego człowieka :((

      Usuń
    2. Tak... z tymi programami typu "talent show" to tak właśnie jest, 50% to talent, a druga połowa to dobry PR, najlepiej jakaś poruszająca historyjka, która jak najbardziej poruszy serca widzów...
      Tobie nie grozi utrata rozumu, jesteś świadomą mamą, więc absolutnie nawet nie mam zamiaru brać do siebie słów, że mogłabym Cię kiedykolwiek sprowadzać na ziemię 😉

      Usuń