wtorek, 17 września 2019

Cisza tak cicha, że aż w uszach dzwoni.



Wróciliśmy. Z wielkim hukiem przenieśliśmy się w jakąś inną czasoprzestrzeń w której nagle zrobiło się jakieś 20 stopni chłodniej, trzeba rano nastawić budzik, jechać do przedszkola, do pracy a o kawie na tarasie przy powiewie ciepłego powietrza mogę tylko pomarzyć. Ale co zrobić, czas wrócić do rzeczywistości, do zwykłych codziennych obowiązków. Miałam nawet ambitny plan odbycia pierwszej lekcji wczoraj zaraz po odwiezieniu dziewczyn do przedszkola (czyli o 8.30), ale w niedzielę zdałam sobie sprawę z tego, że plan jest po prostu niewykonalny. Salon wyglądał niczym pobojowisko, gdy wypakowaliśmy wszystkie rzeczy z samochodu, a i mój pokoik do pracy nie grzeszył ładem i porządkiem. Przed samym wyjazdem, kiedy to dziewczyny już prawie siedziały w samochodzie okazało się, że nie wiemy gdzie jest tablet. Jak widzicie jesteśmy od niego tak uzależnieni, że nie mieliśmy pojęcia, gdzie go położyliśmy. Wydawało mi się, że kiedyś go widziałam na półce z książkami, wciśniętego gdzieś pomiędzy gramatyką a podręcznikiem do egzaminu FCE, ale nie było po nim ani śladu. Zajrzałam z tyłu, czy przypadkiem nie wpadł i nie leży oparty o ściankę, ale nie. Zdenerwowana powyrzucałam nie tylko książki z półek, ale również pudełka z puzzlami i grami planszowymi. Tablet był dla nas ważny, ponieważ jednak przydaje się w sytuacji kiedy to trudno już dziewczynom wysiedzieć. Wtedy oglądają jakąś bajkę i czas biegnie szybciej. Ale tableta nie było nigdzie. Siadłam więc na fotelu, zamknęłam oczy i poprosiłam Niebiosa o pomoc. Niczym Sherlock Holmes spróbowałam odtworzyć wydarzenia ostatniego dnia, w którym widziałam tablet. I udało się! Skojarzyłam, że jadąc do Krakowa zabraliśmy go, ale w drodze powrotnej dziewczyny nic nie oglądały, więc jest duże prawdopodobieństwo, że nadal znajduje się w jednej z walizek. Pobiegłam do męża z tą nowiną i jak okazało się po chwili, miałam rację. Niestety nie było już czasu, by uprzątnąć pokoik, więc zostawiłam go w stanie takim, że ktoś, kto nie wiedział co się wydarzyło mógłby pomyśleć, że wnętrze zostało splądrowane. W czasie naszego pobytu niestety nie zjawiły się krasnoludki, które by wysprzątały i pomogły, więc robota czekała aż wrócę. Przeniosłam lekcję na wtorek, czyli na dziś, a wczoraj ogarnęłam cały bałagan jaki zostawiłam przed wyjazdem. Na popołudniowe zajęcia wszystko było gotowe.

W powietrzu czuć już jesień. Pomału trzeba przygotować ogródek do zimy, dokończyć to, co nie udało się latem. Wczoraj oddałam się swojej ulubionej czynności, czyli koszeniu trawy (to takie moje cotygodniowe ćwiczenia, niczym na siłowni;) ) a że była strasznie długa, to niestety szło mi to opornie. Na dodatek zapadł zmrok i musiałam odłożyć resztę na następny dzień (to chyba dziś??) Kosiarka blokowała się, worek co chwilę zapełniał, więc pozostało mi jedynie zaakceptować fakt, że nie uda mi się zrobić tego co zaplanowałam. Na dodatek mąż wpadł na pomysł, bym wykorzystała tę długą trawę w twórczy sposób, co oczywiście bardzo spodobało się dziewczynom:



W domu nagle zrobiło się cicho. Po dwóch i pół miesiąca pobytu z dziećmi od rana do wieczora, nagle słyszę tylko pusty dźwięk w uszach, własne myśli i uderzenia klawiszy laptopa. I choć lubię jesień, zwłaszcza piękną, ciepłą, złotą polską, to tęsknię za śniadaniami na tarasie, kiedy to w piżamkach wychodziłyśmy i nie patrząc na zegarek delektowałyśmy się porannymi promieniami słońca. Tęsknię za pluskiem wody, do której wskakiwały roześmiane dziewczynki, a ja bujałam się na huśtawce i pilnowałam, by za bardzo je nie poniosło. Tęsknię za długimi dniami, kiedy to o godzinie 21 było jeszcze widno, za truskawkami, czereśniami i innymi owocami. Pozostaje cieszyć się darami jesieni, pięknem zmieniających się kolorów i czekać. Czekać aż przyjdzie kolejna wiosna i lato a wraz z nią oczywiście kolejne wakacje :) 

Życzę wam wspaniałego i udanego tygodnia. Pewnie teraz będę wpadać tu częściej.

wtorek, 3 września 2019

Kiedy to wszystko minęło? Nostalgicznie i na wesoło, a więc witaj znowu szkoło.


My tu sobie leniuchujemy na wakacjach, a większość dzieciaków wróciła dziś do szkoły. Ostatnio Elsa stwierdziła, że ona chyba jednak woli przedszkole, bo może się cały dzień bawić. Powiem wam szczerze, że nie wiem, kiedy minęło te ostatnie 5 lat. Jeszcze jakiś czas temu wydawało mi się, że szkoła to abstrakcja. A tak naprawdę to w tym roku mogę śmiało powiedzieć, że moja starsza córka pójdzie do takiej przed-zerówki. Dlaczego? Ano dlatego, że w jej grupie jest kilkoro 6-latków i będą realizować inny program będąc nadal w tej samej grupie. Nasze przedszkole jest małe i nie ma możliwości utworzyć więcej niż 3 grupy. Co roku jest więc zagwozdka, jak te dzieciaki najlepiej podzielić. Młodsza córka trafi więc do środkowej grupy a Elsa do najstarszej.

Przed oczami mam 2-letnią Elsę i roczną Misię, które odprowadzałam po raz pierwszy do żłobka. Kiedy zapytałam starszą córkę co będzie robiła w żłobku odpowiedziała, że jadła i bawiła się. No cóż, tak zostało do tej pory. Zjada wszystko i sama o sobie mówi "No nie zapominaj, że ja po prostu lubię jeść" Jedyną rzeczą, której nie trawi, jest "szczypiąca rzodkiewka" oraz surówka z marchwi i ... kiszonego ogórka, ale tego to ja chyba też bym nie ruszyła. 
Elsa potrzebowała towarzystwa. Misia była wtedy jeszcze zbyt mała, by dotrzymać jej kroku, więc żłobek był dla niej czymś bardzo ekscytującym. Pierwszego dnia, po kilku godzinach stwierdziła, że wychodzi i próbowała nacisnąć klamkę stojąc na palcach. Na pytanie cioci, gdzie idzie stwierdziła zdziwiona: "Wychodzę". Pierwszego dnia w przedszkolu, przywaliła koledze w głowę, ponieważ nie rozumiał, że ciocia prosiła go, by odsunął się od drzwi, bo ktoś wchodząc może go uderzyć. Skoro nie rozumiał to trzeba mu było łopatologicznie wytłumaczyć prawda? Potem Elsa spiknęła się o zgrozo z wnuczką dyrektorki (zresztą do tej pory psiapsiółkują) i wymyśliła zabawę na podwórku, w której schowały się pod zjeżdżalnią. Nagle Elsa krzyczy: Uciekamy! po czym ona schyliła głowę, a tamta nie ... 
Jak już wcześniej wspominałam, żłobek oceniam dobrze. Fakt, gdybym mogła, nie wysyłałabym do niego rocznego dziecka. Wydaje mi się, że to zdecydowanie za wcześnie, choć Misia dobrze się zaaklimatyzowała. Pamiętam jednak, jak przez pierwszy miesiąc dziewczynki po powrocie do domu siedziały u nas na kolanach i przytulały się dobrych kilkanaście minut a potem nie odstępowały nas na krok. Pomimo tego, że dobrze się bawiły to jednak były małymi dziećmi i tęskniły za domem. Misia miała nawet raz mały kryzys, kazała odprowadzać się do drzwi sali, pomimo tego, że miała już 2 lata z hakiem. W przedszkolu jednak nie było takiego problemu. Poszła do niego z chęcią, nie mogła doczekać się chwili, w której będzie tam, gdzie starsza siostra. Marchewki z ogórkiem też nie je, za to jako jedyna pałaszuje jabłko ze skórką. Na tacy więc wjeżdża do sali jedyny nieobrany owoc i od razu wiadomo dla kogo on jest :)

Ja dobrze wspominam swoje przedszkole. Pamiętam wiele sytuacji, nawet kilka koleżanek z którymi potem chodziłam do szkoły. Miałam ukochaną panią Anię, która niestety zaszła w ciążę i odeszła na macierzyński. Co ciekawe, gdy byłam już studentką, przez przypadek spotkałam ją i poprosiła mnie, abym pomogła jej synowi przygotować się do matury z angielskiego. Jej syn w zasadzie był ode mnie chyba tylko 2 lata młodszy i zawsze się śmialiśmy, że przez niego cierpiałam w przedszkolu, ponieważ moja ukochana pani nosiła go w brzuchu i odeszła :)) Bardzo się polubiliśmy. 

Niedługo moje dziewczyny pójdą do szkoły. Skończy się ten beztroski czas zabawy i zacznie się nauka, już zupełnie inny wymiar dzieciństwa. Powiem szczerze, że teraz jest chyba najfajniejszy okres - dziecko nadal jest małe, ale można sobie z nim już pogadać jak z równym. Obecnie szkoła jawi im się jako coś, co związane jest z dorosłością, a bycie dorosłym na razie jest czymś pożądanym. Mam jednak nadzieję, że po pierwszym dniu nie będą wyglądać tak, jak dzieci na zdjęciach w galerii poniżej. 
A jak tam wasze pociechy w żłobku, przedszkolu, czy szkole? Robicie zdjęcia przed i po? ;) Miłego oglądania :))


1. Nie wiem jak wasze dzieci, ale moja Elsa ZAWSZE wraca z przedszkola "wyczochrana" Nie tylko pierwszego dnia...



2. A jeszcze rano byłem taki szczęśliwy...


3. Mowy nie ma, nie idę!


4. Siostra niech idzie, ja się stąd nie ruszam!


5. A mówili, że szkoła jest fajna...


6. To dopiero pierwszy dzień a ja już mam dość.


7. Jeszcze tylko minutka snu i już wychodzę.


8. Brutalna rzeczywistość.

9. Taki obrazek będzie tej dziewczynce towarzyszył wiele lat. Dorosłość wiele nie zmienia...


10. I na pamiątkę. Tak, żeby wiedzieli, że kiedyś tu wrócę i odpłacę pięknym za nadobne... 


BONUS - jakby coś to zawsze można się schować. Przynajmniej póki mama nie znajdzie ;)


No cóż, przed nami kolejny rok nauki i zabawy. Nowe doświadczenia zarówno dla dzieci jak i dla rodziców. Bogatsi o to wszystko wyczekujmy kolejnych wakacji. A tymczasem do roboty ;)







* Adapted from:www.boredpanda.com