piątek, 3 stycznia 2020

Co najmniej 366 nowych możliwości.



No i jest. Nowy Rok 2020. Już sama cyfra wygląda imponująco, niczym z jakiegoś filmu science fiction. Może przez ostatnie 12 miesięcy nie zmieniło się aż tak wiele, jednak świat wygląda zupełnie inaczej niż wtedy kiedy witaliśmy nowe Millenium. Ostatnio pisałam wam choćby o zimie, którą z dzieciństwa znam raczej z niskich temperatur, często poniżej 20 stopni z dużą ilością śniegu i przedniej zabawy na sankach na osiedlowych górkach.  Strasznie to było dawno temu. Któregoś roku byliśmy z rodzicami w Zakopanem. Było tak zimno, że człowiek marzł przechodząc z jednego sklepu do drugiego na Krupówkach. A jak jest tej zimy? No cóż, nadal śniegu brak, raz tylko podobno padał, tak przynajmniej twierdzą moje córki, ale zanim ruszyliśmy się z łóżka i odsłoniliśmy zasłony, po śniegu nie było śladu nawet na trawie. 


Święta minęły spokojnie i niestety szybko. Z roku na rok dziewczynki pomagają coraz więcej, same ubrały choinkę, zrobiły i ozdobiły pierniczki (oczywiście pieczenie nadal należy do nas ;)) i sprzątały. Jeśli chodzi o prezenty to mieliśmy dylemat kiedy "Mikołaj" miał je podłożyć pod choinkę, ponieważ dużo było drobiazgów popakowanych indywidualnie. Uzgodniliśmy, że prezenty pojawią się w nocy przed Wigilią, ale z ich otwarciem trzeba będzie poczekać do wieczora. Kiedy dziewczynki rano wstały bardzo ucieszyły się widząc, że pod choinką już nie jest pusto. "Już są!", "Już był!" krzyczały. Nie było problemu z tym, żeby poczekały do kolacji Wigilijnej z otwarciem, choć chwilę siedziały i czytały dla kogo dany prezent jest. W tym roku, wszystkie imiona zostały wydrukowane na drukarce, ponieważ na Mikołajki mieliśmy taką oto sytuację. Zamiast słodyczy czy kolejnego prezentu, wydrukowaliśmy dziewczynkom kupon na plac zabaw. Każdy z nich został umieszczony w kopercie i włożony do specjalnego Mikołajowego worka, który zwisał z tarasu, gdy przyjechałyśmy z przedszkola. Wszystko fajnie, tylko błąd był taki, że ja podpisałam koperty. Kiedy Elsa wyjęła swoją z worka, musiała rozpoznać mój charakter pisma, bo mówi do mnie poważnym tonem:
"Kto nam dał te prezenty? Mikołaj czy wy? Powiedz mi prawdę? "
No cóż, to był ten moment, w którym nie mogłam jej okłamać i przyznałam, że prezent jest od nas. Przyjęła ze spokojem. Uff. Także wybraliśmy się razem na plac zabaw, gdzie dziewczynki miały nieograniczony czas na szaleństwa, były zjeżdżalnie, karuzela, diabelski młyn i inne atrakcje. My w tym czasie wypiliśmy kawkę.
No, ale wracając do Świąt. W tym roku (a w sumie to w tamtym jakby nie patrzeć) postanowiliśmy zabrać dziewczynki pierwszy raz na Pasterkę. Bardzo się ucieszyły, gdyż perspektywa pójścia do kościoła w nocy była dla nich bardzo atrakcyjna. Nasz kościółek jest mały, dlatego też pojechaliśmy 20 minut wcześniej, by zająć miejsca siedzące. Dziewczynkom bardzo podoba się aniołek, który po wrzuceniu do niego monety śpiewa kolędy, więc najchętniej cały czas chodziłyby przed ołtarz. Czas upłynął zatem szybko i nabożeństwo się rozpoczęło. Ludzi było tak dużo, że jak potem się okazało część nawet stała na dworze. Po około 20 minutach, moje dzielne dzieci padły. Misia spała słodziutko na kolanach taty, podczas gdy Elsa na moich chrapała jak stary niedźwiedź. Ale cóż się dziwić, było grubo po północy. A teraz przyznam się wam do czegoś. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że w połowie mszy przypomniałam sobie, że zostawiłam w domu włączony piekarnik!! Matko jedyna, szybko spojrzałam na komórkę, czy nie włączył się alarm pożarowy, ale cisza. W myślach przeanalizowałam więc sytuację. Ok, piekarnik włączony tylko na 150 stopni, w środku jedno mięso w żaroodpornym naczyniu, drugie w folii, no w sumie nic nie powinno się stać, ale siedzimy już godzinę, jeszcze co najmniej pół plus wyjazd z kościoła to kolejne 10 minut... "Mamy problem", mówię do męża, "zostawiliśmy włączony piekarnik" Postanowiliśmy więc wyjść po komunii, kiedy to w kościele jest największy ruch i można się z niego wycisnąć. Kiedy wróciliśmy do domu, mięso było pięknie wypieczone, takie w sam raz. Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe, że zostawiłam piekarnik włączony. Sama nie wiem. Chciałam tylko trochę podpiec wszystko i zostawić w cieple. Wyjścia z dziećmi wiadomo jak wyglądają,
trzeba dopilnować, czy jest czapka, ciepły sweter, szalik, siebie ubrać i wyszło jak wyszło ;) No nic, nauczka na przyszłość.
W Sylwestra chodził u nas ksiądz po kolędzie. Jako, że nasz dom był prawie na samym końcu przewidywanych odwiedzin, nie spodziewaliśmy się wizyty przed 17. Około 15 wyskoczyliśmy więc na chwilę do sklepu. Wyjeżdżając z garażu zauważyłam, że ozdoba
Mikołaj, który stoi przed naszymi drzwiami wejściowymi, przewrócił się ze względu na dość silny wiatr tamtego dnia. Stwierdziłam jednak, że poprawię go gdy wrócimy. Kiedy podjechaliśmy pod bramę, była otwarta. Hmm. Zdarza się, że przy wietrze czasem nie zamknie się do końca i mechanizm sam ją otwiera, więc wjechaliśmy na podwórko. Mikołaj został podniesiony. Wtedy byliśmy już pewni, że ktoś był. Złodziej? Nie no, złodziej nie porządkowałby podwórka, chyba, że taki, który ma zaburzenia kompulsywne ;) Domyśliliśmy się, a może mieliśmy nadzieję, że to właśnie ksiądz po kolędzie zawitał wcześniej, czyli go przegapiliśmy. Wycofaliśmy więc i pojechaliśmy go szukać. Nie ujechał za daleko ;) Siedział w samochodzie kilka domów dalej :) W sumie to cieszyliśmy się, że ta brama się nie zamknęła i że nie podniosłam Mikołaja. Przynajmniej wiedzieliśmy, że ktoś u nas był. Ksiądz spieszył się na mszę, więc wizyta nie była długa, ale miła. Misia zaśpiewała "O gwiazdo Betlejemska" i "Gdy się Chrystus rodzi" grając na swoim fortepianie, oczywiście też po swojemu ;) Ksiądz obiecał, że będzie dla niej trzymał posadę organisty. Misia chwaliła się potem dziadkom przez telefon, że mieliśmy gościa i był u nas ... książę

A tak na marginesie, to właśnie te dwie kolędy Misia śpiewała na Jasełkach w przedszkolu, sama, po raz pierwszy. Biedna Elsa też śpiewała z koleżanką, ale akurat w tym dniu wypadł jej ząbek i miała maleńki problem z poradzeniem sobie z dodatkową szczeliną w buzi. Podobno straciła go na jabłku, ale nie była zdziwiona, ponieważ od dawna się ruszał. Po występach od razu nam go przyniosła i stwierdziła, że musi przyjść do niej wróżka Zębuszka. No to przyszła. Zostawiła pieniążek i lustereczko. Za pieniążek Elsa kupiła sobie nową pastę, truskawkową, ale przyzwyczajona do miętowego Elmexu stwierdziła, że po tej paście jej niedobrze, więc jej nie używa ;) 
Patrzę na moje starsze dziecko i zastanawiam się kiedy ono tak urosło, kiedy minęły te ostatnie lata. Wypadł jej drugi z pary ząbków, która przyniosła tyle bólu wyrzynając się w pierwsze Boże Narodzenie, które niestety nie było takie magiczne jak zakładaliśmy. A teraz te ząbki wypadły i czekamy już na dorosłe, stałe. 

Jaki był ten 2019 rok dla nas? Nie był zły, więc Nowy niech co najmniej dorówna staremu i dołoży jeszcze coś dobrego od siebie :)
Nowy Rok 2020 oznacza co najmniej 366 nowych możliwości, po jednej na każdy dzień. Życzę wam zatem, byście potrafili znaleźć w życiu małe radości, które sprawią, że będziecie mogli powiedzieć, że jesteście szczęśliwi. Niech spełnią się marzenia te małe i te duże. Miejcie dużo pomysłów i je realizujcie, więc życzę wam dużo siły, by to wszystko osiągnąć. Bo przecież jeśli tylko jest wola, to sposób zawsze się znajdzie, nieprawdaż? Niech dzwonią telefony, niech dzieciątka rosną pod serduszkiem, niech słonko wam świeci każdego dnia! Tego i jeszcze więcej życzę wam na ten najbliższy roczek! :)


P.S. Mikołaj przyniósł mi bardzo osobisty prezent - a mianowicie pomagiera prac domowych :))) Dzięki niemu może znajdę więcej czasu na pisanie, podczas gdy on jeździ i odkurza moją podłogę ;)


9 komentarzy:

  1. Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku! 366 wspaniałych dni i tyle samo inspiracji do pisania bloga.
    Super, że udało się z dziewczynami pójść na pasterkę. My to chyba nie doczekamy takiego wyjścia. Odkąd mój syn na rezurekcji rozciął sobie wargę przy niefortunnym upadku odmawia udziału we wszelkich ponad standardowych praktykach religijnych. Nawet na orszak trzech króli nie udało nam się go w tym roku namówić :-( .

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Dla całej Waszej rodzinki również wspaniałego roku! Wielu radości, podróży i oczywiście zdrówka dla Was i dla dzieciaczków.
      Jej, to mieliście przygody z tą rezurekcją :( Mam nadzieję, że jednak kiedyś się wybierzecie razem na pasterkę. Ciekawa jestem, czy moje kiedyś nie padną, tylko wytrzymają całą mszę. A Orszak im się podobał, zwłaszcza, że na koniec rozdawali pączki :)))

      Usuń
  2. Kochani, wszelkiego dobra w 2020 rok u dla całej Waszej Rodziny.
    Tygrys do Pasterki nie dotrwał, za to przywitał z nami nowy rok. Wizja fajerwerków była ciekawsza od mszy :)
    Jestem pod wrażeniem Twego opanowania. Chodzi o piekarnik. Ja pewnie od razu pogoniłabym wszystkich do samochodu. Mam za sobą epizod z jajkami i długą traum. Teraz mam urządzenie do gotowania jajek, bo nagminnie o nich zapominałam. Na szczęście chałupa z dymem nie poszła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wam również wszystkiego co najlepsze na ten 2020 rok! No nie dziwię się, że fajerwerki są ciekawsze ;) ALe może za rok Tygrys zaliczy i to i to?
      Z piekarnikiem aż tak się nie bałam, bo alarm się jeszcze nie włączył, więc wiedziałam, że dymu nie ma. 150 stopni zanim to mięso zaczęło się piec to minęło, ale jednak dobrze, że wyszliśmy wcześniej, bo te 20 minut sprawiłyby, że na obiad byłaby zelówka. ;) Mój mąż ostatnio zakupił takie cuda do niektórych kontaktów, które steruje przez telefon i zawsze można sprawdzić jeśli nie jestem pewna (np. przy desce do prasowania)

      Usuń
    2. My też mamy podględ na dom. I przyznaję, że na moją psychozę natręctw, bardzo pomaga. Choć ta paradoksalnie bardzo osłabła, jak się przeprowadziliśmy na swoje :)

      Usuń
    3. Bo u siebie jednak wszystko masz pod kontrolą sama, więc się nie dziwię :)
      Tak, technologia bardzo pomaga, choć ja raczej jestem w drugą stronę, czyli zakładam, że wszystko będzie dobrze :) A potem taki hicior jak piekarnik włączony o 24 w nocy hahaha

      Usuń
  3. Gdzieś czytałam takie zdanie, że Bóg musiał podzielić czas na doby, by człowiek miał szansę odpocząć i codziennie zaczynać od nowa.
    Może właśnie 2020 rok będzie TYM rokiem, w końcu ma o jedną szansę więcej niż poprzednie :)
    Wykorzystanego każdego dnia Kochana!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Piękne zdanie, warto zapamiętać :) Tak, w tym roku mamy jeden dodatkowy dzień, więc wykorzystajmy go dobrze! Znasz może taką opowieść o tym jak człowiek prosił Boga o 25 godzinę, bo nie miał czasu się modlić? Może znasz, ale napiszę. Bóg wysłuchał go i podarował mu to, o co prosił. Ale człowiek miał tyle na głowie, że roztrwonił czas na pracę, przyjemności i obowiązki. Bóg zabrał więc 25 godzinę mówiąc, że dla mądrego człowieka wystarczą 24 by zmieścić wszystko to, co jest ważne, także modlitwę. I tego się trzymajmy kochana. Znajdźmy czas dla siebie, dla innych, na obowiązki, ale też plany, marzenia i realizujmy je. Wszystko w naszych rękach no i Boga :)

      Usuń
  4. Dla mnie rok 2019 był wyjątkowy. Po 3 trudnych latach walki- udało mi się zajść w drugą ciążę. Teraz martwię się o to, aby ciąża się dobrze rozwijała i aby rok 2020 był dla mnie równie pomyślny jak poprzedni. Wszystkiego co najlepsze w Nowym Roku!
    https://matkamimowszystko.pl

    OdpowiedzUsuń