Psychologia,  Więcej

O powrotach i codzienności.






Wszystko co dobre kiedyś się kończy. Wczoraj rano wróciliśmy z wakacji, co oznacza nic innego jak stosy prania, układanie zabawek i oczywiście pracę i przedszkole. Dziś dziewczynki po raz pierwszy w tym roku szkolnym musiały wstać o określonej porze. Oczywiście kiedy się obudziłam obie już leżały w naszym łóżku, ale żadna z nich budzika nie słyszała. Odsłoniłam więc zasłony i klasnęłam w dłonie mówiąc “Wstajemy dziewczyny, przedszkole czeka!” Najpierw nie wiedziały za bardzo co się dzieje, ale już po chwili maszerowały korytarzem podekscytowane dzisiejszym dniem. Kiedy umyły się i ubrały, chciały już nawet zakładać buty, ale przypomniałam im, że ja nadal jestem w piżamie, więc będą musiały jeszcze chwilę się wstrzymać. Chwilkę po 8 siedziałyśmy już w samochodzie i sunęłyśmy znaną nam trasą. Po drodze, Elsa jako starsza siostra, przygotowywała młodszą do pobytu w jej przedszkolu.


– Wiesz, tam u nas w sali (w sensie w jej byłej sali, w której będzie teraz Misia) jest taki miś, możesz go sobie wziąć i się pobawić, powozić na wózeczku. Tylko pamiętaj! To przedszkolne zabawki, więc nie wolno ci ich zabierać do domu!
Misia była więc poinstruowana.
– A jakby ci dawali na kanapkę rzodkiewkę, kontynuowała Elsa, to nie jedz! Ona strasznie szczypie! Jak Oliwka (jej psiapsiółka) kiedyś zjadła, to tak ją strasznie szczypało, że aż jej krew potem leciała. Dużo krwi!

No. Także jak widzicie Misia była bardzo dobrze przygotowana do pierwszego dnia w przedszkolu. Przywitała nas ciocia, która od razu wyciągnęła ode mnie 5zł na teatrzyk, który dziś ma się odbyć. Śmiałam się, że dopiero weszłam, a już chcą jakieś pieniądze 🙂 Z nowości tegorocznych jest to, że rodzice wchodzą tylko do szatni, a do sali dzieci idą już z ciocią. W zeszłym roku zdarzało się, że mimo próśb, niektórzy wchodzili z dziećmi do sali i zaburzali porządek zajęć. Wiele razy panie tłumaczyły, że przesiadywanie z płaczącym dzieckiem pod drzwiami nie pomaga, a wręcz przeciwnie, przedłużanie rozstania jest jeszcze gorsze, bo dziecko na pewno się nie wyciszy. Na dodatek każdy wchodzący mógł najzwyczajniej w świecie uderzyć osobę pod drugiej stronie drzwi. 


Muszę wam powiedzieć, że czuję się wypoczęta. Fizycznie i psychicznie. Teraz pozostaje mi tylko przestawić na tryb dom i wrócić do rzeczywistości. Dobrze, że zaczynam dziś pracę później, bo mam czas na ogarnięcie wszystkiego. Może uda mi się nadrobić czytanie waszych blogów do kawki, choć widzę, że sporo przybyło nowych postów. Tak czy siak, witaj codzienności! 🙂 

8 komentarzy

Pozostaw odpowiedź Uśmiech w oczach Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany.