piątek, 27 lipca 2018

On i one dwie, czyli o tym jak półtoraroczny kawaler chciał zabrać dziewczyny na przejażdżkę samochodem.


Kilka dni temu odwiedziłyśmy naszą sąsiadkę, która ma półtorarocznego synka. Mały wszedł już w ten etap, kiedy to starsze koleżanki jawią się jako bezwzględna konkurencja w zdobywaniu zabawek, więc często wyrażał swoje głośne niezadowolenie, gdy zapragnął czegoś, co w danej chwili znajdowało się w rączkach Elsy czy Misi. Sytuacja uległa poprawie, gdy wyszliśmy na taras. Ogród miał bowiem dla maluszka większą ilość atrakcji niż oferował dom. Na pierwszy ogień poszedł ślimak, który bardzo go zainteresował swoją twardą skorupką. Obracał go  z ciekawością (tzn. maluch ślimaka, nie odwrotnie) pomrukując coś pod noskiem. Po jakimś czasie ślimak już chyba miał dość, bo wyszedł ze swojej muszli i wyraźnie pogroził maluchowi swoimi rogami. Zdegustowany dzieciak rzucił go na ziemię jak gdyby chciał powiedzieć "A fuj", by po chwili powrócić jednak do przyjaciela podnosząc go z ziemi.
Przypomniała mi się wtedy nasza roczna Misia, którą przyłapaliśmy na jedzeniu ogromnego komara. Ponieważ nie potrafiła jeszcze mówić, zachowywała się tak, jak gdyby chciała powiedzieć "Wcale nie jem komara", pomimo, że nogi wystawały z jej buzi. Wyglądało to mniej więcej tak: 


Pamiętacie tę komedię? :)) 



Kiedy nasza wizyta dobiegła końca, koleżanka z mężem (który zdążył w międzyczasie wrócić z pracy) oraz synkiem, odprowadzili nas do samochodu. Choć mieszkamy bardzo blisko siebie, to niestety przed samym wyjściem przyszła ulewa i byłyśmy zmuszone porzucić pomysł zabrania rowerków. Pożegnaliśmy się i dziewczyny zasiadły do samochodu. Oczywiście jak to chłopak, synek mojej koleżanki też chciał wsiąść. Posadziła go więc na fotelu kierowcy, a ja w tym czasie zapinałam Elsę, która siedzi pośrodku. Zamknęłam drzwi i przeszłam z drugiej strony, a koleżanka zapytała czy może zamknąć te pasażera. Odpowiedziałam, że tak, co też uczyniła. Nie przewidziałyśmy jednego. W czasie kiedy ona przechodziła na drugą stronę, by zabrać swojego maluszka, on nacisnął przycisk zamykania drzwi, zatrzaskując siebie i swoje dwie starsze koleżanki wraz z moją torebką i kluczykami w środku. Spanikowana koleżanka zaczęła mówić mu, żeby jeszcze raz nacisnął ten sam przycisk, ale on w najlepsze kręcił kierownicą i dopadł biegi. Najstarsze dziecko, czyli Elsa, było przypięte pasami i nie bardzo mogło się ruszać, ale została jeszcze moja młodsza córka, której nie  zdążyłam jeszcze przypiąć. Ciśnienie koleżanki skoczyło do 260/150, natomiast jej mąż miał oczywiście ubaw. Zaproponował nawet nakręcenie filmiku, ale gdy stwierdziła, że mu nie daruje to zrezygnował. Szkoda ;) Krzyczę więc do Misi, żeby wstała i poszła przycisnąć otwieranie drzwi. Ale jak tu wytłumaczyć niespełna trzylatce, że to ten poniżej przycisku świateł awaryjnych? Dzielna Misia wyszła z fotelika i przeszła do przodu. Elsa, rozwścieczona tym, że ona jest uwięziona, zaczęła wyrywać się i płakać. Probując ją uspokoić, tłumaczę Misi, co ma nacisnąć. Udaje się! Wie, który to przycisk, ale niestety zbyt lekko go naciska. Ale światełko w tunelu jest, więc obie z koleżanką krzyczymy"Przyciskaj mocniej!" No to jak mocniej to mocniej. Niczym na komendę, jej niczego nieświadomy i zadowolony synek zaczął mocno trąbić. Im głośniej krzyczałyśmy, tym mocniej trąbił, zagłuszając to, co powinno trafić do mojej młodszej córki. Przez chwilę zupełnie nie zwracałam uwagi na to co robi Elsa, więc byłam bardzo zdziwiona, gdy nagle pojawiła się ona w roli wybawcy na przednim siedzeniu i zwycięsko przycisnęła właściwy guzik. Co się okazało, w międzyczasie wypięła się z pasów i postanowiła uratować sytuację. Natomiast kawaler, który najwidoczniej chciał zabrać moje córki na przejażdżkę, z krzykiem został wyciągnięty zza kierownicy. Tak zakończyła się ich przygoda, w której to półtoraroczny amant uwięził dwie księżniczki w swoim powozie. Przepraszam. Nie swoim. Moim :))

Jesteśmy obecnie na etapie zakupu nowego fotelika, obecnie dziewczynki obie jeżdżą jeszcze w Maxi Cosi Pearl, umieszczonym na bazie FamilyFix, zapinanym na swoje wewnętrzne pasy. Gdybyście mieli jakąś wątpliwość, to powiem wam, że czterolatka spokojnie sama się z nich wypina. Ba! Niespełna trzylatka również, ponieważ idąc za przykładem siostry sprawdziła i przyszło jej to z łatwością. Całe szczęście dziewczynki wiedzą, że muszą być przypięte w czasie jazdy, same przypominają o tym i sprawdzają, czy i my zapięliśmy pasy, więc mam nadzieję, że o zgrozo nie przyjdzie im do głowy, by to zrobić wtedy, gdy prowadzę auto...

MIŁEGO WEEKENDU! :) 








11 komentarzy:

  1. O rany, ale historia!!! Dobrze, że nie straciłyście zimnej krwi. I brawa dla Elsy!!!
    A co do fotelika, to powiem Ci, że moja Księżniczka już też próbuje się wypinać :( A najgorsze, że jest jeszcze za mała, żeby zrozumieć, że absolutnie nie wolno tego robić w czasie jazdy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja i mąż koleżanki nie straciłyśmy, gorzej z nią ;)
      Księżniczka próbuje się wypinać, bo ją ciekawią te wszystkie mechanizmy, nie wiem jaki fotelik macie, ale według mnie nie powinna się wypiąć, więc się nie martw. :*

      Usuń
    2. Już tyle razy mówiłam, że nie da rady czegoś zrobić, po czym dokładnie to robiła, że teraz wolę dmuchać na zimne ;)

      Usuń
    3. Naszego maxi-cosi na pewno by nie zdołała otworzyć, bo wymaga jednoczesnego naciśnięcia i wyciągnięcia tej klamry a dziecko w tym wieku nie ma tyle siły, ale lepiej uważać masz rację.

      Usuń
  2. Ojejku co za przygody, widzę, że u Was ostatnio nie brakuje adrenaliny ;)) Gratulacje dla Elsy, zachowała się bardzo dzielnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak adrenaliny nie brakuje. Rozważam porzucenie porannej kawy ;)

      Usuń
  3. O matko! To chyba kierowca z powołania! :D
    Bobo potrafi się nie tyle wypiąć ze swojego fotelika, co wywinąć jakoś ręce. W drodze powrotnej z wakacji musieliśmy się kilka razy zatrzymywać, bo zapięte zostały tylko nogi a on zachwycony próbował kłaść się na siedzeniu obok głową w dół...No dobra, nie da się tego opisać, to trzeba było zobaczyć...
    PS.Scena zjadania robali jest cudna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, moja Misia tak robiła. Nawet jak była naprawdę mocno ściągnięta, to zawsze udawało jej się powyciągać rączki na wierzch. I też przyjmowała nie do opisania pozycje :D Najgorsze, że właśnie też było to w czasie jazdy, a ona miała straszny ubaw. eh

      Hehe, scena z robalami wymiata :D

      Usuń
  4. Ale przygoda :-) Co pięć głów, to nie jedna :-D Męska, jak zwykle, nieprzydatna :-P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, no jak to nie. Przecież mąż koleżanki chciał scenę nakręcić, a ty mówisz, że przedstawiciel rodu męskiego jest nieprzydatny:P

      Usuń
  5. A no tak, tak. Dokumentalista. :-D

    OdpowiedzUsuń