sobota, 10 listopada 2018

Życie poza mediami społecznościowymi.

O  tragicznych wydarzeniach z sierpnia tego roku, słyszał chyba cały świat...



Na historię zaginięcia ciężarnej kobiety, Shanann Watts i jej dwóch córek 4-letniej Belli i 3-letniej Celeste, trafiłam przypadkiem przeglądając amerykańską prasę w poszukiwaniu materiałów na lekcję. Jestem dość wrażliwa i wyczulona na sprawy, które dotyczą dzieci, dlatego też pozwoliłam sobie na obejrzenie materiału filmowego, w którym mąż i ojciec wypowiadał się przed kamerą prosząc o pomoc w odnalezieniu jego rodziny. Nie wiem, czy dlatego, że oglądałam w swoim życiu setki kryminałów i czytałam książki, czy coś mi się w tym człowieku po prostu nie spodobało (choćby to jak spokojnie mówił o zaginięciu tej trójki), ale pomyślałam wtedy, że wcale nie zdziwiłabym się, gdyby to właśnie on miał coś wspólnego z ich zniknięciem. Najczarniejszy scenariusz stał się faktem. Chris Watts został po kilku dniach aresztowany pod zarzutem zamordowania swojej rodziny, wskazał też, gdzie znajdują się ich ciała. Jak zwykle w takich sytuacjach bywa, rodzina i znajomi byli wstrząśnięci i zaskoczeni tym, co się wydarzyło. Pozornie szczęśliwa rodzina, z trzecim dzieckiem w drodze (tym razem miał być to chłopczyk), zniknęła w jednej chwili niczym liść zdmuchnięty na wietrze. 


Nie jestem osobą, która ekscytuje się sensacjami, szczególnie tymi dotyczącymi celebrytów i innych ludzi próbujących się wylansować, czy też mających parcie na szkło. Szczerze mówiąc mało mnie interesuje to kto, co, z kim i gdzie zrobił, co kupił, kogo poznał. Są jednak takie tematy, które przykuwają moją uwagę i związuję się z nimi emocjonalnie. Tragedię w domu Wattsów staram się pojąć swoim umysłem, zrozumieć skomplikowaną psychikę ludzką, która doprowadziła męża i ojca do popełnienia zbrodni.

Po drugiej stronie płotu, trawa zawsze wydaje się bardziej zielona.

Napotykając trudności w naszym życiu, łatwo porównujemy się z innymi. Wydaje nam się, że wszyscy mają właśnie to, czego nam w danej chwili brakuje. I rzeczywiście nie raz tak jest. Choćby w walce z niepłodnością, kiedy to nasze koleżanki zachodzą w ciążę a my nie. Oliwy do ognia dodają nie tylko rozmowy z nimi, w których absolutnie brak jakiejkolwiek empatii, ale również tworzenie przez nie, nie do końca prawdziwego życia w mediach społecznościowych. Na ile możemy zatem wierzyć w to, co widzimy np. na Facebooku? Faktem może być to, że urodziło się danej rodzinie dziecko, ale czy życie rodzinne prezentowane na podstawie krótkich filmików, relacji, zdjęć odzwierciedla dokładnie to, co się w niej dzieje? Na pewno nie, ale pokazując idealne "urywki" ze swojego życia, tacy ludzie tworzą pewien obraz, który zapamiętujemy my, odbiorcy. Możemy tłumaczyć sobie tysiące razy, że ta, czy inna rodzina również ma problemy, nie ma doskonałego życia, ale odbieramy najważniejszą informację dla nas - mają dziecko, a my nie. Pisałam kiedyś wydaje mi się ciekawego posta pt. W sieci mogę być kim chcę. (KLIK) Skoro mogę stworzyć alternatywną siebie, to jaki problem w stworzeniu całej mojej rodziny w sposób taki, że odzwierciedli moje marzenia, pragnienia, plany, zagłuszy problemy?  W tak wykreowaną nową rzeczywistość łatwo nawet samemu uwierzyć, ignorując prawdę o swoim życiu. 

Czytając FB, czy Instagram Shanann, możecie zobaczyć portret rodziny szczęśliwej. Nie idealnej, ale takiej, której niczego nie brakuje. Shanann z uśmiechem opowiada jak poznała Chrisa, który wysłał jej zaproszenie do znajomych i o tym jak je zaakceptowała myśląc, a co tam, i tak pewnie nigdy go nie zobaczę na oczy. Osiem lat później, ona i ich troje dzieci zginęło z ręki tego właśnie mężczyzny. I można byłoby się zastanawiać, czy Chris zawsze był tą osobą, którą potem się okazał być - mordercą, czy przez te ileś lat wspólnego pożycia, coś w tym małżeństwie zawiodło, co doprowadziło do takiej strasznej tragedii. 
W mediach społecznościowych, ludzie malują pozytywny obraz swojego życia, mówi Erin A.Vogel, naukowiec Wydziału Psychiatrii z Uniwersytetu w Kalifornijskiego. Nie koniecznie kłamią na temat tego, co aktualnie dzieje się w ich życiu, ale zwykle też nie mówią całej historii. 
W późniejszych zeznaniach, Chris Watts przyznał się do romansu z swoją współpracownicą i jak twierdził poinformował o tym fakcie również swoją żonę, niedługo przed jej zamordowaniem. To miało doprowadzić do kryzysu jaki przeżywali małżonkowie. Co takiego naprawdę wydarzyło się w tej rodzinie, tego zapewne nigdy się nie dowiemy, ale fakt pozostaje taki, że dla wszystkich Chris był przykładnym mężem i ojcem. Sama Shanann również wychwalała go mówiąc, że jest najlepszym ojcem, jakiego mogły mieć jej dziewczynki. Informacje na temat sytuacji rodzinnej jakimi inni byli karmieni, pochodziły od samej Shanann. Trudno więc określić na ile prawdziwe były jej zdjęcia, filmy, komentarze. Jeżeli założymy, że romans, i trudna sytuacja w związku z narodzinami trzeciego dziecka mogły być motywem pozbawienia życia 34-latki, tak niezrozumiałe i potworne wydaje się zabicie trójki (gdyż liczę również ciążę) niewinnych dzieci.
Gdy czyjeś życie wydaje się idealne w mediach społecznościowych, trudno jest jednoznacznie stwierdzić, czy tak faktycznie jest, czy być może częste, pozytywne posty są wynikiem podjętej próby poradzenia sobie z problemami, mówi Vogel.
Wizerunek rodziny jaki sami przedstawili był na tyle wiarygodny, że  całe najbliższe środowisko było zaszokowane wiadomością o aresztowaniu Chrisa pod zarzutem zamordowania swojej rodziny. Vogel przypomina, że ludzie powinni pamiętać, że czyjaś obecność w mediach społecznościowych jest jedynie wypolerowaną wersją swojego życia. 
Są oczywiście tacy, którzy szczerze pragną podzielić się swoim życiem z przyjaciółmi, fanami, ale są i tacy, dla których jest to sposób na przekonanie siebie i innych o tym, że wszystko jest w należytym porządku. W rzeczywistości zmagają się z różnymi problemami, a otrzymywanie "lajków" i komentarzy przynosi tymczasowe zadowolenie i zapewnia naszych znajomych, że nie dzieje się nic złego. 

Choć pewne tematy przestały stanowić tabu, to jednak wciąż spotykamy się z niezrozumieniem i brakiem empatii wśród społeczeństwa. Z jednej strony ludzie pragną byśmy byli szczerzy, nie ukrywali swoich problemów, a drugiej swoją postawą sprawiają, że pokazanie naszej prawdziwej twarzy skutkuje niezrozumieniem, odrzuceniem, a czasem nawet utratą drugiej osoby.
Nawet jeżeli jesteśmy świadomi tego, że inni ludzie dzielą się tylko częściowo swoim życiem w mediach społecznościowych, to trudno jest o tym pamiętać przewijając informacje w nich zawarte, mówi Vogel. Dlatego też często wierzymy, że życie innych ludzi jest idealne, podczas gdy w rzeczywistości dalekie jest to od prawdy.
I tak chyba jest, bo przecież tysiące razy możemy tłumaczyć sobie, że inni też mają problemy, że ich życie na pewno nie jest idealne. Ale cóż z tego, skoro zdjęcia na Facebooku przedstawiają uśmiechniętą rodzinę na wakacjach, a my kolejny weekend spędzamy w samotności. Jak mają nas nie wzruszać komentarze innych ludzi, twierdzących, że rozumieją, co przeżywamy, jeśli sygnały przez nich wysyłane są sprzeczne z tym, co mówią?

Prawdziwe życie.

Kilka dni temu Chris Watts przyznał się do zarzucanych mu czynów. Pierwotnie twierdząc, że zamordował tylko swoją żonę, a to ona jest odpowiedzialna za śmierć córek, teraz zmienił swoje zeznania, tym samym unikając kary śmierci. Ta historia jest tragiczna na różnych płaszczyznach. Mamy tu pozornie idealną rodzinę, w której wydarza się tragedia, co wstrząsa całym społeczeństwem. Wykreowany świat rozbija się na tysiące kawałków niczym stłuczony wazon. I mamy inny wymiar tej tragedii. Bo załóżmy, że faktycznie w tej rodzinie źle się działo, to czy ktoś nie powinien był czegoś zauważyć i zapobiec temu co się stało? Myślę, że tak straszne zbrodnie są wynikiem długotrwale działających czynników, zmian jakie powstają i narastają w człowieku. Ludzie przechodzą obojętnie obok innych, często nie zauważają wyraźnych sygnałów wysyłanych przez najbliższych, a ich cichy krzyk traktują jak słabość, czy niechęć do swojej osoby. 
Ludzie przestali ze sobą rozmawiać, a interakcja została zamieniona na ilość "lajków" pod postem. Jeśli tak teraz wygląda świat, to czemu kolejny raz dziwimy się słysząc o takich wydarzeniach jak w domu Chrisa i Shanann. 






*Cytaty pochodzą z www.oxygen.com, zdjęcia Getty Images. 






8 komentarzy:

  1. Ja też bardzo przeżywam takie sprawy, (o tej rodzinie akurat nie słyszałam). O niektórych historiach nie mogę zapomnieć przez całe lata. Tak, np. było z morderstwem 16 letniej wówczas Wiktorii (była w tym samym wieku co moja Wika).
    Moje dziewczyny wiedzą jak to jest z internetem, a zwłaszcza z instagramem i śmieją się z tego. Ostatnio Oliwia puściła mi nawet piosenkę:
    https://www.youtube.com/watch?v=1fztBp0T8dE
    Jeśli jeszcze nie widziałaś, to zobacz cały teledysk :-)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, takie sprawy były, są i będą. Może Twoje dziewczyny rozumieją jak to jest z internetem, bo jednak są starsze i przede wszystkim Ty żyłaś w normalnych czasach i mogłaś je tego wszystkiego nauczyć. Ja czasem jestem przerażona tym co obserwuję. Dokładnie tak jak w tym teledysku. Taka małolata napatrzy się na to co widzi na IG czy Fb i tym się w życiu kieruje.
      I taka jak pisałam, w tragedii tej rodziny przyczyna może leży na kilku płaszczyznach. No chyba, że facet od zawsze był psychopatą i póki wszystko było dobrze to sobie żyli spokojnie, ale coś go wkurzyło i i dokonał tak makabrycznej zbrodni. Możesz wejść na jej IG czy FB, sama zobaczysz jaka "idealna" rodzina. Są filmy z nimi w roli głównej. Aż trudno uwierzyć w to, że to nie było prawdziwe...

      Usuń
  2. Przez dłuższy czas wydawało mi się, że aktywność w mediach społecznościowych jest czymś w rodzaju gry, na której zasady wszyscy się zgadzamy - tzn. ja trochę udaję i wiem, że inni też trochę udają. W tym sensie, że sama np. wrzucam zdjęcie, na którym wyglądam szczuplej niż w rzeczywistości, ale mam przy tym świadomość, że inni robią to samo.
    Dopiero młodzież otworzyła mi oczy na to, że się mylę. Młodzi ludzie odbierają znalezione w sieci treści jako prawdę - i to jest szalenie niepokojące. My, dorośli, jako rodzice, nauczyciele i wychowawcy, mamy za zadanie nauczyć młode pokolenie odróżniania prawdy od fikcji. A jest to tym trudniejsze, że czasem wszyscy ulegamy tej drugiej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lady, dokładnie o to mi chodzi. Też myślałam, że ludzie po prostu wybierają najlepsze zdjęcia, ale nie miałam pojęcia, że w zasadzie tworzą idealny obraz samego siebie. Na tę jedną chwilę robionego zdjęcia, można się przecież uśmiechnąć. Poznałam kiedyś taką dziewczynę, może Ci opowiadałam, dziewczynę jednego z moich uczniów. On - bogaty, ona - dziewczyna ze wsi, którą wychowała sama mama. Do tego on dużo starszy od niej, ale to w sumie nie ma nic do tego co chcę napisać. Ja go znam dobrze, wiem jaki jest, że mimo majętności skąpi jej na wiele rzeczy, charakter też ma trudny. Mam ją w znajomych na FB i wiadomo, wrzuca zdjęcia niczym z Twojego Stylu. Rozmawiamy raz od wielkiego dzwonu, ale kiedyś zagadnęłam ją, że widzę, że dobrze między nimi, a ona odpowiedziała mi: Nie wierz w nic, co widzisz na Facebooku, to tylko zdjęcia.

      Usuń
  3. W dzisiejszych czasach ciężko jest żyć bez styczności z mediami społecznościowymi, bo z reguły każdy gdzieś posiada swój profil, fotki, itp. Sama też to mam i obserwując pewne zachowania użytkowników mogę śmiało powiedzieć, że bardzo często odnoszę wrażenie, że te wszystkie portale pełnią rolę takiego "dowartościowacza", każdy wrzuca idealne zdjęcia swojej idealnej rodziny, idealnej imprezy, idealnych posiłków czy idealnych wakacji. I często mam wrażenie, że te media dziś właśnie sprowadzają się do takiego prześcigiwania się w tym kto ma fajniej i lepiej. Chyba coraz mniej jest w tym wszystkim prawdy, a coraz więcej wyidealizowanych obrazków wymarzonej codzienności. Tak to często odbieram 🙂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie. Póki zdajemy sobie sprawę z tego, że powinniśmy patrzeć na wszystko z przymrużeniem oka, to jest ok, tak jak napisała Lady, ja wrzucam swoje fajne zdjęcie, Ty też, a na żywo wiemy, że na co dzień żadna z nas tak nie wygląda ( w sensie, że np. nie ma takiego makijażu, fryzury) Najgorsze są dla mnie te profile nastolatek/ nastolatków, w których prawie codziennie zmieniają zdjęcie, oznaczają się, komentują i lajkują. Taki świat. No i wiadomo, nawet jako dorośli, gdy mamy jakiś problem a kierujemy się tylko wyrywkowymi informacjami w internecie, to można się nieźle zdołować.

      Usuń
  4. Znam przypadek rodziny pięknej, cudownej i kochającej się na zdjęciach, a w realu ojciec prawie w ogóle nie uznaje swojego chorego dziecka, obwiniając do tego jego matkę, a swoją żonę za zaistniałą sytuację.
    Na zdjęciach wszystko może ładnie wyglądać...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ludzie potrafią udawać nie tylko na zdjęciach niestety. Nie wiem, czy znasz takie osoby, bo ja spotkałam, gdzie wśród znajomych facet jest do rany przyłóż, a w domu potrafi być bestią. Potem kobieta żali się, czy w ogóle ucieka i jest potępiona przez społeczeństwo, bo "czego ona chce" A najgorsze, że ktoś może porównywać się z nimi, myśląc jakie to mają wspaniałe życie...

      Usuń