poniedziałek, 25 września 2017

Mały duży wrażliwiec.

Patrząc na moje dzieci nikt nie powiedziałby, że mogą mieć wrażliwe dusze. 



E. jest dzieckiem, które jest bardzo asertywne, żywotne i nic nie jest w stanie stanąć jej na przeszkodzie, by osiągnąć cel. Jeśli upatrzy sobie jakąś zabawkę, nie ważne, czy bawi się nią małe dziecko, czy starszak, i tak próbuje ją zdobyć (zwykle skutecznie)
Nie łatwo być siostrą takiego osobnika. Na każdym kroku J. musi walczyć o swoje, być twarda i nieustępliwa. 
Ma ona jednak ciekawy charakter, niejeden dorosły (np. ja ) mógłby się od niej wiele nauczyć. Wiedząc, że jako młodsza nie ma jeszcze szans w wielu przypadkach na wygraną (choćby przez to, że jest za niska i nie potrafi otwierać drzwi sama), przyjmuje inną taktykę. Niczym dzikie zwierzę czai się w krzakach i obserwuje swoją ofiarę. Gdy tamta traci czujność, atakuje. Wygląda to przekomicznie, ale oczywiście zachowując powagę sytuacji, tłumimy niejednokrotnie swój śmiech i z maską na twarzy obserwujemy jak się rozwinie.

Sytuacja:

J. upatrzyła sobie zabawkę, którą pięknie się zajmowała dopóki oczywiście starsza siostra nie uznała, że hmm faktycznie jest to atrakcyjna rzecz i czemu by nie pobawić się nią samemu. Podbiegła i standardowo wyrywa J. to co ma w ręce. Prawowita właścicielka nie chce oddać, krzycząc wniebogłosy NIE!, więc reaguję, mówiąc E. żeby oddała zabawkę. E. ma na to jednak swoją strategię.

~J. podzielisz się?
~Nie! Młodsza córka chowa za siebie zabawkę i nie ma zamiaru się "dzielić"
E. nie ustępuje i od słowa do słowa od czynu do czynu triumfuje zdobywając swój łup. 
~Podzieliła się!,mówi uszczęśliwiona E. 

Chcę interweniować i wytłumaczyć, że nie na tym polega idea dzielenia się, ale widzę, że J. odpuściła, biorąc do rączki coś innego. Na jej twarzy maluje się jednak znana mi dobrze mina - to mały foch z domieszką sceny z Terminatora i słowami "I'll be back!" 
Już wtedy wiem, że wkrótce będzie gorąco.
Po zabawie dziewczynki zasiadają na chwilę przerwy w swoich małych fotelikach i oglądają Księżniczkę Zosię
E. od zawsze przenosiła się całkowicie w świat bajki tak, że ten prawdziwy dla niej nie istniał. Dopiero po zakończonym filmie wracała na ziemię, by porozmawiać o tym co się wydarzyło. Jej siostra dobrze o tym wie. Postanowiła właśnie w tym momencie dokonać zemsty za zabraną wcześniej zabawkę. Ponieważ foteliki dziewczynek są niskie, często przytulanka, którą E. trzyma w ręce leży na ziemi. Następuje atak. J.stoi na przytulance i zaczyna po niej skakać. Najpierw E. nie reaguje, nie wie nawet co do końca się dzieje, ale gdy po chwili orientuje się, że jej ukochana owieczka doznaje tak ciężkich tortur, zaczyna płakać i krzyczeć przy okazji ciągnąc ją za nogę. Nie wiedząc co do końca się dzieje podbiegam i widzę przerażoną sytuacją, zapłakaną E. i jej śmiejącą się siostrę, której iskierki w oczach tak tańczą, że można powiedzieć trwa niezła impreza. Za nic w świecie nie ma zamiaru schodzić z owcy. 

Wiedziałam, czym to się skończy, ale niestety pogrom trwał. Żadna nie chciała mnie słuchać. Im dłużej to trwało, tym więcej radości miała młodsza widząc siostrę cierpiącą katusze. I cóż. Tak jak przypuszczałam walka skończyła się wtedy, gdy... ciągnąc obie owieczkę w dwie przeciwne strony, urwały jej nogę.
~Ojej, zapłakała E. a J. nagle posmutniała i mówi Popatrz...

Walka zakończyła się. Ofiar: sztuk 1. Na szczęście niezastąpiona babcia prowadząca niczym w bajce Klinikę Dla Pluszaków robi operację i owca jest jak nowa. Trochę ma nienaturalnie sztywną szyję ze względu na ekstra wypełnienie brakujących fragmentów kręgów szyjnych, ale pewnie i tak się "ubije" w krótkim czasie. Konflikt zażegnany. Rozejm.


Czy tak wyglądają i zachowują się dzieci wrażliwe? Pewnie każdy powiedziałby, że nie. Nawet w żłobku musiałam o tym przekonywać "ciocie", które trochę patrzyły na mnie dziwnie, gdy to mówiłam. Po jakimś czasie niczym niewierny Tomasz samemu przekonały się, że jednak mam rację.

Pomimo tego, że E. ma silną osobowość, to jednak jest to jeszcze małe dziecko. Nie zawsze radzi sobie z emocjami, po każdym wybuchu buntu, przychodzi, by się przytulić, zawsze szuka zrozumienia. Choć czasem jestem na nią o coś zła, tego jej nie odmawiam, bo tylko tak jestem w stanie ją uspokoić i uciszyć emocje. Zawsze taka była, od maleńkiego dziecka. Silna, a jednocześnie wrażliwa i bezbronna, potrzebująca ramion które przytulą i dadzą ukojenie.

Zdziwiła mnie jednak inna sytuacja. J. zawsze była twardsza, tak jak wspominałam, nie łatwo być siostrą E. ;) Pewnie takie wyzwanie też w pewien sposób ukształtowało jej charakter. 

Pewnego dnia oglądamy Misia Uszatka (J. była malutka, kiedy ostatnio go widziała i pewnie nie pamiętała) i gdy rozbrzmiewają słowa kończącej piosenki "Pora na dobranoc" widzę usta J. ułożone w charakterystyczną podkówkę. Wiem, że kocha wszystkie misie, ale nigdy tak się nie zachowywała. W oczach tego dziecka zobaczyłam smutek. Taki autentyczny smutek. Tak prawdziwy, że chyba dawno takiego nie widziałam. Oczka wypełniły się łzami a ona mówi "Popatrz, nie ma misia" Na nic dały się tłumaczenia, że miś poszedł spać i jutro wstanie. Była tak smutna z tego powodu, że musiałam ją wziąć na ręce, a ona po prostu topiła łzy w moich ramionach. I wiecie co jest w tym wszystkim najdziwniejsze? Że znam jeszcze jedną osobę, która tak zachowała się na tej bajce i to w tym samym momencie. Ja sama. Ja też byłam smutna i płakałam, gdy kończył się Uszatek. I choć byłam wtedy mała, doskonale pamiętam jaka byłam nieszczęśliwa.

Łazienka. Dziewczynki siedzą na nocniczkach. Mamusia zaśpiewaj coś, prosi E. Może Pan jest Pasterzem moim?
No cóż, nie najlepszy wybór jak na siedzenie na podłodze w toalecie, ale po chwili obie krzyczą "Tak! Chcemy piosenkę o owieczkach i Jezusku!" więc zgadzam się. Słuchałyśmy bowiem tej pieśni na You Tube, gdzie pokazane było zdjęcie pasących się owieczek. 
Kiedy doszłam do "...na niwach zielonych pasie mnie" znów to zobaczyłam! J. znów miała buzię w podkówkę, a jej oczka szkliły się niczym górskie jezioro. 
Nie skończyłam śpiewać wtedy. Przy słowach "gdybym przechodził przez ciemną dolinę" J. była bliska płaczu. Nawet jej siostra bardzo przejęła się sytuacją pytając co się dzieje. Wyjaśniłam jej, że J. się wzruszyła.

Teraz już wiem, że J. jest też niesamowicie wrażliwym dzieckiem. I jeśli się nie mylę jest w szczególności wrażliwa na muzykę. Każdy maluch lubi piosenki, ugina kolanka w takt muzyki, ale tak jak ona reaguje, jak się zachowuje, jak jej ciało po prostu płynie w morzu dźwięków pozwala mi wierzyć w to, że coś tam w jej duszy gra :)

Oj miał wyjść krótki post, taka tam krótka opowiastka a jak zwykle wyszedł elaborat. Jeszcze na koniec mam takie przemyślenia odnośnie ludzi dorosłych. Czasem zdarza mi się spotkać osoby, których pewnie nie podejrzewałabym o wrażliwość. Czemu? Pewnie dlatego, że wielki osiłek nie wydaje się być kimś, kto będzie płakał słysząc smutną historię. Jak uwierzyć, że szefowa w pracy, która zawsze wydaje się być zimna i pozbawiona uczuć może okazać się w rzeczywistości zupełnie kimś innym a jej zachowanie to tylko gra pozorów? 

Kolejny raz przekonuję się, że chyba jest więcej ponad to, co widzą nasze oczy.


Powiązane wpisy:
Siostrzane więzi
Siostrzane smutki
Kochane siostrzyczki
O pierwszym spotkaniu sióstr

10 komentarzy:

  1. Nie wierzę! Aż mi dreszcze przeszły! Moja, teraz 19 letnia, Wiktoria reagowała dokładnie tak samo!!! Zawsze wiedziałam kiedy kończy się Uszatek, bo wyła na całego! Obie były wrażliwe, ale Oliwia zdecydowanie wrażliwsza. Mimo to, to właśnie Wika płakała na tej bajce. Za każdym razem... Niesamowite. Co do wczuwania się w muzykę - widzę potencjał w mojej trzeciej, najmłodszej. :) Mam do ciebie kilka pytań odnośnie dziewczynek, (dokładnego wieku, od kiedy są razem itp.) Pewnie wszystko jest we wpisach i po prostu muszę głębiej pogrzebać:)
    Pozdrawiam was serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hurra! Czyli jest nas więcej? Uff jak to dobrze :)) Nasza zwariowana planeta (chyba zmienię właśnie na taki tytuł mojego bloga) nie jest sama we wszechświecie! A tak na poważnie to moje w takim razie są siksy przy Twojej Oliwii, starsza ma 3 lata a młodsza 2 ;) Pytaj o co chcesz, byle nie o to ile ważę ;) - takie info tylko na priv. Wiem jak to jest z nadrabianiem wpisów, sama muszę jeszcze nadrobić u was w tym tyg. W weekend niestety nie ma szans na spokojne udanie się w wirtualną rzeczywistość ;)
      Dziękuję za odwiedziny u nas i pozdrawiam serdecznie całą rodzinkę!

      Usuń
  2. Tak, tak, już doczytałam, że mają 3 i 2 latka... Boszszsze! Najsłodszy wiek! Szkoda, że trochę walczą ze sobą, ale to minie, bardzo szybko. Moje córki mają lat: 19, 17 i 19 miesięcy:) Niezła rozpiętość :)
    Dwie najstarsze też trochę się przepychały (Wika silna i stanowcza zawsze wygrywała z wrażliwą i słabą Oliwką), ale jedna za drugą w ogień...
    Czytałam też o "twoim" placu zabaw i przypomniało mi się, jak 4 letnia Wika blokowała zjeżdżalnię u góry, żeby 2 letnia Oliwia mogła cały czas zjeżdżać. Wcześniej dzieci nie pozwoliły się Oliwii dopchać, a ona nie miała siły przebicia (również dosłownie:), więc Wika wzięła sprawy w swoje ręce - zrobiła siostrze miejsce, sama stała na górze zatrzymując plecami napierający tłumek... hahaha!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak są słodkie choć bywa, że rosną im rogi ;) Walczą o zabawki i są zazdrosne o nas (np. trzymam jedną na kolanach to przychodzi druga i ją spycha...), ale fajne jest to, że są bardzo za sobą.
      Ale jej ty to masz luzik z tymi dziećmi, starsze pewnie mamuśkują młodszej. Fajnie, bo jedne wyfruwają pomalutku z gniazdka a trzecia dopiero dorasta.
      Moje na placu zabaw też stoją za sobą murem. Starsza mówi " Chodź, nie będziemy się z nimi bawić bo są niegrzeczni" i zabiera siostrę, która robi swój ulubiony foch i odwraca się na pięcie ;) Albo kiedyś E. opierniczyła jakiegoś chłopaka, że za mocno kręcił karuzelą i J. wypadła. Mówi "Nie widzisz, że to małe dziecko!" Uśmiać się można tych dzieciaków.
      Twoja to widzę, że bardzo pomysłowa była. No i super. Moja często jak zjedzie to włazi z powrotem po zjeżdżalni a dzieci stoją i czekają. eh

      Usuń
  3. Ja też wyłam jak się Uszatek kończył. A że nie były to czasy YT, DVD ani nawet Video to rodzice mieli niezłą jazdę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę? No proszę, czyli jednak coś w tym miśku jest :))

      A swoją drogą to tak jak piszesz kiedyś ta rzeczywistość wyglądała inaczej. Ja słyszę "Mamusia, puść jeszcze jedną Zosię" no i puszczam, bo mam tego nagrane na dekoderze od groma. Rodzice w tamtych czasach mieli faktycznie niezłą jazdę. Bo jak wytłumaczyć dziecku, że Uszatek będzie yyyy... za tydzień??
      Czekanie na nową kasetę, wypożyczanie filmów w wypożyczalni też miało swój urok. Teraz co chcesz to masz. Nie zawsze to jest dobre, choć doceniam YT, gdy chcę nagle posłuchać ukochaną piosenkę.

      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Izzy, no weź tak ładnie nie pisz o dziewczynach, bo mnie się od razu chce drugiego dziecka... ;)
    Na "Uszatku" nie płakałam chyba nigdy, ale za to wystarczyło, że Krecik zrobił to swoje "Ah, jo" i beczałam jak bóbr... Zawsze wydawał mi się taki smutny i nieporadny :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Krecik też mnie zasmucał :( ale nie płakałam, tak działał na mnie tylko Miś Uszatek

      Obiecuję, że od tej pory będę tylko opisywać jak się gryzą i szczypią (co np.miało miejsce dziś na spacerze - robiły sobie gili-gili na policzkach i obie wróciły z wyszczypanymi czerwonymi...)
      Choć z drugiej strony, Księżniczka już prawie odchowana, już wiesz co i jak;)Jedynakowi smutno jak już kiedyś rozmawiałyśmy. W nas nikt nie rzucał poduszkami,nie gryzł i nie szczypał, ale też nie bronił na placu zabaw i nie dzielił się ciastkiem, gdy ma tylko jedno.
      To jak będzie? ;)

      Usuń
    2. Nieporadny i smutny to był Kłapouchy z Kubusia Puchatka. Boszsze! Miałam ochotę oddać mu własną nerkę...

      Usuń
  5. Izzy, nie wywołuj dziecka z lasu ;) Nigdy nic nie wiadomo ;)
    Ahaja, otworzyłaś puszkę Pandory czy tam inny słoik miodku. O Kubusiu Puchatku i jego wpływie na moje dzieciństwo to ja bym mogła napisać doktorat... kurde, muszę popełnić wpis na blogu na ten temat.

    OdpowiedzUsuń