wtorek, 23 stycznia 2018

Pożegnanie z pieluszkami.


Kochani! Muszę podzielić się z wami tą radosną nowiną. Po 3 latach, 56982636735 zużytych pieluszek i 3628394827 mokrych chusteczek, obie moje dziewczynki stały się dorosłymi pannami! Od kilku tygodni, również i młodszej nie zakładamy na noc pieluchy, a więc...
żegnaj przewijaku!

Stały widok w naszej łazience :)

Kiedy zacząć pożegnanie z pieluszką?

No cóż. Moja mama nie miała wyjścia, musiała mnie "odpieluchować" jak najszybciej. Pieluszki tetrowe na pewno nie były tak komfortowe jak dzisiejsze, zarówno dla rodziców jak i dziecka. Mając 7-8 miesięcy, chętnie siedziałam już na nocniczku i bawiłam się przesuwając dookoła siebie pociąg na sznurku. 
Moja E. natomiast, nie była absolutnie zainteresowana wyżej wspomnianym przedmiotem. Oj my naiwni. Co my sobie wyobrażaliśmy kupując jej nocniczek, gdy skończyła roczek. Ona, dziecko żywotne z natury, miałaby na chwilę zastygnąć w ruchu? Co to to nie! Żadna siła ją nie zmusiła do tego. 
Co ciekawe, chodząc do żłobka, musiała przyzwyczaić się do grupowego "wysadzania" na nocniki i nie miała z tym żadnego problemu. Czasem siusiała, czasem nie. Ale w domu za żadne skarby nie chciała. 
Czekałam więc cierpliwie, zachęcając ją od czasu do czasu, ale nie chciałam naciskać. Kiedy jednak skończyła 2.5 roku, powiedziałam z uśmiechem Dość moja panno, najwyższy czas pożegnać się z pieluszką! Tak się też stało. Z dnia na dzień przestaliśmy zakładać pieluchę, a po 2 tygodniach naszej córce już przestały zdarzać się wpadki w majteczki. Pomocna okazała się również tablica motywacyjna. Za każde siusiu na nocniczek dostawała uśmiechniętą buzię, a za każdą kupkę dwie. Gdy zebrała ich 6, dostawała jakąś małą nagrodę, z której bardzo się cieszyła. 
Kupiłam również mały nocniczek zabawkę dla jej ulubionej owieczki przytulanki, co zachęciło ją do "wspólnej nasiadówki"  

Drugie dziecko na nocniku.

Drugie i kolejne dziecko zwykle szybciej uczy się pewnych rzeczy podpatrując starsze rodzeństwo. J. sama zainteresowała się nocnikiem, kiedy miała około 1.5 roku. Chętnie na nim siadała i robiła siusiu, zwłaszcza gdy obok miała autorytet - swoją siostrę. Wykorzystaliśmy więc jej zainteresowanie i w zasadzie bez żadnego wysiłku, pożegnaliśmy pieluszkę około drugiego roku życia. Pozostawiliśmy tylko tę nocną. Po jakimś czasie, zauważyliśmy jednak, że rano w pieluszce sucho, więc postanowiliśmy i z tego zrezygnować. W Rossmannie na przykład, można kupić podkłady, które wykorzystaliśmy jako zabezpieczenie materaca na wypadek wpadki. Ponieważ dziewczynki dość sporo piją wody, idąc spać, wysadzamy je obie czasem na nocnik, a one kiwając się na nim i próbując przez sen złapać równowagę, siusiają a potem bez problemu wracają do łóżeczek. Dzięki temu, w zasadzie wpadki się nie zdarzają. Zapewnie za jakiś czas i z tego zrezygnujemy. 

Dorośli pieluch nie noszą.

To prawda. Dorośli, jeśli tylko są zdrowi, pieluch nie noszą. Niektórzy rodzice podchodzą więc do "odpieluchowania" tak, że czekają aż to dziecko samo da znać, kiedy jest gotowe. Z jednej strony tak, bo nie można malucha do niczego zmuszać, ani robić czegoś wbrew jego woli. Ale z drugiej sama przekonałam się na przykładzie mojej starszej córki, że warto podejmować próby i zachęcać do samodzielnej toalety. Dwuipółletnie dziecko jest już na tyle rozumne, że spokojnie można mu wszystko wytłumaczyć i nawet uroczyście pożegnać pieluchę. 

No i przede wszystkim drogi rodzicu nie zniechęcaj się! 

Dziecko dziś może nie być zainteresowane nocniczkiem, a jutro już zmieni zdanie. Na pewno o tym wiesz, przerabiałaś już to wiele razy choćby z jedzeniem, piciem z kubka, trzymaniem zabawki itd. ;)

Jaki nocnik najlepszy?

Taki, żeby można było w nim wygodnie zrobić siusiu :) My zdecydowaliśmy się na zwykły, tradycyjny, bez żadnych melodyjek i odgłosów radości, gdy dziecko coś zrobi. Po jakimś czasie dokupiliśmy również deseczkę-nakładkę na dużą toaletę. Tradycyjnie. Bez rewelacji.

Ja już na szczęście wszystko mam za sobą. Dziewczynek nie trzeba zachęcać, by poszły siusiu, czy kupkę, idą same, gdy czują potrzebę, same się podcierają, więc mogę z całą pewnością stwierdzić, że mam duże dzieci w domu :))

Wszystkim tym którzy są w trakcie lub jeszcze przed pożegnaniem z pieluszkami życzę POWODZENIA! Trzymam kciuki za was :)











sobota, 20 stycznia 2018

Wina i nalewki mojego taty.


* Jeżeli nie masz ukończonych 18 lat, ten post nie jest dla ciebie :)

Mój tata zawsze był aktywnym człowiekiem. Wyobraźcie sobie, że kiedy był bardzo młody, miał nawet propozycję zostania zawodowym piłkarzem w jednym z polskich klubów. Jak możecie się domyślać, nie zdecydował się na to, a szkoda, bo kto wie, może moja mama byłaby celebrytką tamtych czasów na miarę Anny Lewandowskiej ;) No, ale na poważnie. 
Nie martwiłam się o ewentualny kryzys i depresję, kiedy mój tata przeszedł na emeryturę. Nadal gra w tenisa, dużo chodzi, czyta książki, a nawet od jakiegoś czasu zainteresował się gotowaniem i ... alkoholem domowej roboty :) Rodzice mają małą działeczkę za miastem, taki wiecie, ogródek, który to kiedyś można było zakupić z zakładu pracy. Zaczęło się od tego, że któregoś roku, był taki wysyp owoców, że nikt nie był  w stanie tego przejeść. No więc co zrobić z ich nadmiarem? Wina i nalewki!




Dziś chciałabym podzielić się z wami kilkoma przepisami na domową nalewkę i wino. Są wspaniałe na romantyczny wieczór z ukochanym, spotkanie towarzyskie, czy jako miły dodatek do wieczoru. 
Szczerze polecam!
















Nie wiem czy słowo Smacznego jest tu właściwe, więc napiszę po prostu, że mam nadzieję, że jeśli wypróbujecie któryś z przepisów, nie będziecie zawiedzeni :)



środa, 17 stycznia 2018

Kiedy rodzi się matka.


Jeszcze w czasie trwania kursu na rodziców adopcyjnych, zadałam jednej z pań z ośrodka pewne pytanie, dotyczące wstrząsających wydarzeń o jakich właśnie usłyszałam. Mianowicie młody mężczyzna, zabił z zimną krwią swoich rodziców. Jak to jest, zastanawiałam się, że człowiek jest w stanie podnieść rękę na osoby, które dały mu życie.  
Bo to jest tak, odpowiedziała mi pani psycholog, że ta matka nigdy nie była matką, a ojciec nie był ojcem. Ten człowiek widział w nich tylko dwoje obcych mu osób.
 Drastyczny przykład? Być może, ale dający wiele do myślenia. 




Rodzicielstwo to wielkie wyzwanie. Kiedy więc tak naprawdę stajemy się matką czy ojcem? I co to właściwie znaczy?

Czym jest instynkt?

Według definicji, osobnik w niego wyposażony zachowuje się (lub pragnie się zachowywać) w określony sposób. Jest to również wrodzona zdolność wykonywania pewnych czynności stereotypowych, niewyuczonych, mniej lub bardziej skomplikowanych. 

Czy zatem wynika z tego, że zaraz po porodzie, czy też w przypadku adopcji po pierwszym kontakcie z dzieckiem, będziemy wiedzieć co robić, bo mamy to "zapisane"? Czy tak zwany instynkt macierzyński/ojcowski w ogóle istnieje?

 Spójrzmy na kilka przykładowych sytuacji z życia wziętych:

1) Para osiągnęła już stabilizację zawodową, teraz czują, że kolejnym krokiem jest posiadanie potomstwa. Decyzja nie podyktowana jest żadnym wewnętrznym pragnieniem. Dobrze jednak radzą sobie z opieką nad dzieckiem.

2) Para decyduje się na dziecko. Jest ciąża, rodzi się syn/córka i nic. Pustka. 

3) Para decyduje się na dziecko. Jest ciąża, rodzi się syn/córka. Gdy opadają emocje przychodzą obawy i lęki. Czy będę dobrą matką/ojcem? Czy będę potrafiła kochać swoje dziecko? 

4) Para decyduje się na dziecko. Jest radość ciąży i radość narodzin. Ale po przyjeździe do domu dziecko płacze. Mija kilka dni i dziecko nadal płacze. Wizyta u lekarza nie przynosi rozwiązania. Wykończeni i sfrustrowani rodzice są źli na cały świat. Zastanawiają się, czy ich życie kiedykolwiek będzie normalne.

5) Niepłodna para decyduje się na adopcję, bardzo pragną dziecka, gdy dzwoni TEN telefon są w siódmym niebie. Rzeczywistość nie jest już jednak taka kolorowa. Dziecko ma problemy z adaptacją, nie chce spać, płacze. Rodzice adopcyjni zastanawiają się, czy będą w stanie nawiązać z nim więź. 

Z biologicznego punktu widzenia, nie ma żadnych naukowych przesłanek, mówiących o tym, że istnieje coś takiego jak instynkt macierzyński czy ojcowski. U ciężarnej kobiety wprawdzie może wytworzyć się oksytocyna, hormon przywiązania, ale może on tak samo wytworzyć się u mężczyzn w kontakcie z dzieckiem. Jest to o tyle ważne, że obala mit, jakoby rodzic adopcyjny kochał dziecko inaczej niż biologiczne. Ileż razy słyszałam od ludzi, że "swoje" dziecko kocha się bardziej i pewnie teraz, już na luzie, wznowimy nasze starania. 

Modele miłości macierzyńskiej

Czy każda kobieta powinna zatem kochać swoje dziecko? Nie wiem czy się ze mną zgodzicie, ale u nas w Polsce nadal chyba panuje mit, że miłość musi nadejść już w momencie zobaczenia dwóch kresek na teście, a najdalej zaraz po narodzinach. Pewne zachowania narzucone są również przez same kobiety. Kiedy moja koleżanka przyznała się na szkole rodzenia, że nie rozmawia "ze swoim brzuchem", została sparaliżowana wzrokiem innych dziewczyn, a następnie zbesztana za swoją nieodpowiedzialność. Przypuszczalnie, miłość należy już dziecku wyznawać w okresie prenatalnym. A co jeśli tego nie robisz?

No dobrze, ale czy to oznacza, że będąc matką muszę być zawsze uśmiechnięta, entuzjastycznie nastawiona do życia i pięknie wyglądać? Pewnie tak byłoby idealnie, jak to powiadają matka-żona-kochanka w jednym. 

Jednakże świat nie jest zbudowany z czekolady i nikt z nas nie jest robotem. Dziecko zmienia przecież nasze uporządkowane życie o 360 stopni, nagle przestajemy normalnie spać, jeść, pracować, spotykać się ze znajomymi. To może prowadzić do frustracji, a nawet do poczucia winy. Jeżeli do tego dojdą problemy choćby związane ze zdrowiem, to świat nie wydaje się rysować w kolorowych barwach, pomimo naszej radości z posiadania dziecka.

Nasze matki i ojcowie.

Nasi rodzice, świadomie lub nie, przekazują nam pewne wzorce zachowań. Na ile więc powtarzamy schematy wpajane w nas od małego? Z jednej strony denerwują nas pewne rzeczy, a z drugiej nie potrafimy inaczej żyć. A może nie chcemy, bo lepiej trzymać się utartych, "sprawdzonych" metod? 
Doświadczenie pokazuje jednak, że osobom, które nie miały właściwych wzorców w swoich rodzicach, trudno stworzyć prawidłowe relacje z partnerem i dzieckiem. Co więcej, trudno również zauważyć, że istnieje z tym jakiś problem. Bez takiej samoświadomości, zrozumienie i zmiany nie będą możliwe.


W jednym z testów psychologicznych w ośrodku, należało dokończyć zdanie. Część z nich dotyczyła oceny siebie, a część oceny innych osób. Na długiej liście znalazły się między innymi:
* Kocham moją mamę, ale .........
* Chcę mieć dziecko, ale boję się .......
* Gdy myślę o swoim ojcu, czuję ..........
* Najmilsze wspomnienie z dzieciństwa to .............
Na podstawie odpowiedzi, psycholog maluje obraz naszej rodziny i rodziny, którą chcemy stworzyć. Analizuje nasze lęki, obawy, a także wolę pracy nad sobą w drodze do rodzicielstwa. Im bardziej realny obraz, tym łatwiej będzie rodzicom wejść w nową rolę. Na poziomie tych pytań, po części bowiem już stajemy się matkami czy ojcami. Psychologowie twierdzą, że możemy nauczyć się bycia matką i ojcem tak "z siebie" Oznacza to przede wszystkim samoświadomość, poszukiwanie, rozwój i poznanie. 
Stawanie się matką czy ojcem, to bowiem długotrwały proces, mający miejsce w kontakcie ze swoim dzieckiem.

To co z tym instynktem?

Jedni twierdzą, że istnieje, inni zaś, że jest początkiem więzi, która dopiero się wytworzy w procesie pracy, którą musimy wykonać przez następne kilkadziesiąt lat (jak w każdej relacji). Są jeszcze tacy, którzy mówią, że to wymysł ludzki, który ma być punktem odniesienia dla każdej kobiety. Dobra matka równa się matka z instynktem. Zła matka jest jego pozbawiona. Rozstrzyganie więc jak jest naprawdę nie ma sensu. Lęk związany z rodzicielstwem jest naturalny, lecz może stać się przeszkodą do pragnienia dziecka i podjęcia decyzji o nim.

Gdy moja dobra koleżanka przywiozła dziecko ze szpitala, w szczerej rozmowie wyznała, że będzie potrzebowała dużo czasu, by nauczyć się być mamą. Oto ma przed sobą obcą osobę, którą przyniesiono na jej łono i nazwano synem. Trzeba to wszystko na nowo zdefiniować i poukładać.

Gdy czegoś zabraknie.

Wracając jednak do początku mojego posta. Nie będę analizować przypadku morderstwa rodziców. Tu w grę na pewno wchodzą bardzo skomplikowane czynniki, ja sama nie mam wiedzy, by to wszystko wytłumaczyć i zrozumieć. Coś jednak w tej rodzinie się wydarzyło, coś na poziomie relacji mężczyzna-kobieta, matka-syn, ojciec-syn lub jeszcze coś zupełnie innego, nieodgadnionego, co doprowadziło do tak strasznej zbrodni.

wtorek, 16 stycznia 2018

Dom marzeniami budowany.


W trakcie szkolenia, w wielu ośrodkach, kandydaci dostają zadanie napisania dla swojego dziecka bajki adopcyjnej. 




Czym są bajki adopcyjne?

Bajki adopcyjne to proste historie, wprowadzające temat adopcji i w przystępny sposób pomagające zrozumieć jej ideę. Obrazują miłość, która czyni cuda. W księgarniach znajdziecie wiele gotowych i ciekawych pozycji, ale jak wcześniej wspomniałam, można ułożyć ją samemu (w trakcie szkolenia lub po jego zakończeniu)

Jaką bajkę wybrać?

Choć wybór gotowej historii wydaje się prosty, przed zakupieniem książeczki radziłabym przeczytać jej fragment. Dlaczego? Adopcja to bardzo delikatny temat, a nie każdy autor do końca rozumie jej sens. W trakcie kursu przytoczono nam kilka przykładów niewłaściwego podejścia do tematu. Na przykład w jednej z książeczek, bohaterowie to "Pierwsza mama" i "Druga mama" oraz oczywiście tata. Według pani psycholog może być to źle odebrane przez dziecko i wprowadzić zamęt w jego głowie. Mama ma być dla dziecka tylko jedna, dopiero później dojrzewa ono do pojęcia i zrozumienia kto to jest matka biologiczna.

Zwracano nam również uwagę na układanie własnej historii. Bohaterowie powinni być ostrożnie dobrani, czy to będą zwierzątka, czy ludzie, a treść i język odpowiednio dopasowany do wieku dziecka.

Nasza bajka nie bajka

My osobiście nie musieliśmy układać żadnej bajki i choć szczerze mówiąc miałam pomysł na jedną, nigdy jej nie napisałam. Naszą "bajkę adopcyjną" napisało samo życie. 
Dom Marzeniami Budowany, to tytuł opowieści o nas, o naszej rodzinie, miłości, adopcji i więzi z dziećmi. Bohaterami są Mamusia i Tatuś, którzy bardzo chcieli mieć dziecko, ale niestety nie mogli doczekać się potomka. 
Cała książka to w zasadzie album w którym znalazły się dołączone do treści zdjęcia.
Historia i jej język, dostosowane są do małego dziecka, ale mam nadzieję, że będą ładną pamiątką i początkiem do głębszych rozważań na temat adopcji. 







Czy warto czytać dzieciom bajki adopcyjne?

Na pewno tak, choć każde dziecko inaczej je odbierze. My zdecydowaliśmy się opisać prawdziwą historię, ponieważ dziewczynki są zbyt konkretne i potrzebują odniesienia do naszej rodziny, by zrozumieć pewnie rzeczy. Oczywiście różne inne historie i bajki były bazą do wprowadzenia trudnych tematów takich jak choćby brak jednego z rodziców. Na przykład oglądając Księżniczkę Zosię, tłumaczyłam dziewczynkom jakie są relacje między bohaterami (mama Zosi wychodzi za Króla, tym samym stając się mamą dla jego dzieci, a on sam zostaje tatą Zosi) 



Kocham naszą rodzinkę najbardziej na świecie, powiedziała E. kładąc się wczoraj spać...



sobota, 13 stycznia 2018

Amnezja dziecięca, czyli co kryją zakamarki naszej pamięci.


Czasami mój mąż śmieje do mnie "Czy ty wszystko musisz pamiętać?" Wzruszam ramionami i tylko się uśmiecham, bo on wie, że ja po prostu tak mam. Wspomnieniami sięgam dość daleko, nieświadomie zapamiętuję różne wydarzenia i to nie tylko te ważne. Raczej należę do słuchowców i odbieram świat innymi zmysłami niż tylko wzrokiem. Będąc na imprezie na przykład, nie będę pamiętać jak ktoś był ubrany, ale z pewnością na długi czas pozostanie ze mną np. zapach unoszący się w powietrzu. Wydarzenia kojarzą mi się właśnie z zapachami, odczuciami, doznaniami kulinarnymi, wyjątkowymi sytuacjami, także sprzed kilkunastu lat. Najdalej sięgam pamięcią do kilku wydarzeń, kiedy to miałam około dwóch lat. Takich wspomnień jest jednak niewiele.

Dlaczego tak się dzieje, że jedni pamiętają więcej a inni nie? Jak daleko sięgamy naszą pamięcią i jakie są to doświadczenia? Pozytywne, czy wręcz przeciwnie, traumatyczne? 
Dlaczego nie pamiętamy prawie wcale wydarzeń z wczesnego dzieciństwa? Zastanawialiście się kiedyś nad tym?





Dziś chciałabym wam przybliżyć bardzo ciekawe zjawisko nazywane amnezją dziecięcą. 

Czym jest amnezja dziecięca?

Jest to zjawisko polegające na niemożności przypomnienia sobie zdarzeń z pierwszych lat życia. Najwcześniejsze wspomnienia odnoszą się zazwyczaj do czwartego lub piątego roku życia. W psychologii, została ona po raz pierwszy nazwana i opisana przez Zygmunta Freuda, który jest też autorem pierwszej teoretycznej interpretacji amnezji dziecięcej. 
Każdy, kto próbuje sięgnąć pamięcią wstecz, aż do początków swojego życia, napotyka na barierę. Zwróćmy uwagę, że najczęściej opisujemy własne dzieciństwo na podstawie danych formalnych i anegdot rodzinnych, zdjęć. W naszej pamięci zachowały się czasem tylko nieliczne, mgliste wspomnienia. 

Początki

Początkowo amnezją dziecięcą interesowali się głównie specjaliści, zachęcający pacjentów do poszukiwania w zakamarkach pamięci najwcześniejszych wspomnień. Przypuszczano, że głębiej kryją się treści znacznie ważniejsze niż z pozoru mogłoby się wydawać. Analiza wspomnień pozwalała doszukiwać się różnych emocji, konfliktów i dramatycznych zdarzeń, doświadczonych w dzieciństwie z których osoba nie zdaje sobie sprawy, ponieważ zostały zepchnięte do podświadomości. 
Do zrozumienia tego zjawiska w istotny sposób przyczyniły się badania nad pamięcią małych dzieci z ostatnich dwudziestu lat poprzedniego wieku. Rzucają one światło na to, co kryje się w mroku amnezji dziecięcej. 

Kogo dotyczy amnezja dziecięca?

Amnezja dziecięca dotyka wszystkich ludzi. To jedyny rodzaj amnezji, na którą cierpią wszyscy, niezależnie od płci, poziomu inteligencji, cech osobowości, wykształcenia.
Dudycha i Dudycha (1941), powołując się na wyniki badań własnych i innych autorów podają, że średni wiek, do którego odnosi się pierwsze wspomnienie, wynosi u kobiet 3 lata i 6 
miesięcy, a u mężczyzn – 3 lata i 8 miesięcy.

W jaki sposób przeprowadza się badania?

W nowszych badaniach najczęściej posługiwano się metodą wywoływania wspomnień polegającą na tym, że badany podaje pierwsze wspomnienie, jakie nasunęło mu się po usłyszeniu każdego słowa kluczowego, a następnie datuje zebrane wspomnienia. W ten sposób badano ludzi w różnym wieku i ustalano m.in. częstość wspominania zdarzeń z różnych okresów życia. Występuje regularny spadek liczby wspomnień wraz z upływem czasu od zdarzenia. Najwięcej wspomnień odnosi się do ostatnich dni i tygodni. 


Jak na tym tle wygląda amnezja dziecięca? 

Analizując dane z różnych badań wykazano, że liczba wspomnień z pierwszych pięciu lat życia jest niższa niż można się spodziewać. Nie jest funkcją czasu. 40-latek bez trudu przypomina sobie zdarzenia sprzed dwudziestu lat, natomiast 20-latek nie pamięta doświadczeń z pierwszych lat życia.  U osób po czterdziestym piątym roku życia obserwuje się wzrost liczby wspomnień z okresu, gdy mieli 10-30 lat.

Inna metoda badania amnezji dziecięcej polega na celowym przypominaniu sobie określonych zdarzeń. Do badania wybiera się osoby, które przeżyły w dzieciństwie określone zdarzenie, np. narodziny rodzeństwa 
(dzięki czemu można zweryfikować treść wspomnień, odwołując się do relacji osób trzecich, np. rodziców) Osobom badanym zadawano kilkanaście szczegółowych pytań dotyczących zdarzeń poprzedzających wyjazd matki do szpitala, jej pobytu w szpitalu i powrotu z dzieckiem do domu. Z kilku badań przeprowadzonych tą metodą wynika, że od wieku osoby w chwili zdarzenia zależy to, czy jest ono pamiętane i jak dużo szczegółów zachowało się w pamięci. Sheingold i Tenney (1982) stwierdziły, że studenci, którzy mieli mniej niż trzy lata w chwili narodzin rodzeństwa, prawie nic nie pamiętają, natomiast ci, którzy mieli cztery lata lub więcej, podają dużo informacji. Najniższy wiek, w którym pamiętano cokolwiek, wynosił w tych badaniach trzy lata.  Dwunastolatki pamiętały zdarzenie sprzed ośmiu lat równie dobrze, jak dzieci młodsze, dla których było ono mniej odległe w czasie. Również u studentów, którzy wspominali narodziny rodzeństwa po szesnastu latach, nie stwierdzono istotnego pogorszenia wyników.

Jeszcze bardziej granicę amnezji przesunęli Eacott i Crawley (1998; 1999). Autorzy sądzą, że możliwe jest zachowanie przez dorosłych wspomnień z drugiego roku życia, ale wspomnienia takie występują rzadko i zawierają mniej szczegółów niż wspomnienia z okresu powyżej 2 lat. 



Jak się okazuje, nie jest łatwo wyznaczyć granicę amnezji dziecięcej. Chociaż we wszystkich badaniach dotyczących pamięci narodzin rodzeństwa stwierdzano występowanie amnezji, to okres jej trwania określany przez różnych badaczy wahał się od ponad jednego roku do trzech pierwszych lat życia. Granica amnezji nie jest stała, lecz zależy od rodzaju zdarzenia.

Wiarygodność wspomnień.

Poważnym problemem w badaniu amnezji dziecięcej jest wiarygodność wczesnych wspomnień. W literaturze opisywane są przypadki wspomnień, które – jak się później okazało – nie miały pokrycia w faktach. Szczególnie łatwo pomylić fakty, a zwłaszcza źródła informacji: własne przeżycie czy fantazje, wyobraźnia, czyjeś opowiadanie, fotografie, filmy wideo. Do najbardziej znanych należy przypadek J. Piageta, który zachował w pamięci dramatyczną scenę z wczesnego dzieciństwa: dzielna niania ratuje go przed porwaniem. Tymczasem po latach opiekunka wyznała, że opowiedziała rodzinie Piageta tę zmyśloną historię, żeby zyskać nagrodę. 

Paradoks amnezji dziecięcej.

Zjawisko amnezji dziecięcej nie budzi wątpliwości, ale trzeba zauważyć, że jest ono paradoksalne co najmniej z dwóch powodów. 


Doświadczenia z wczesnego dzieciństwa wywierają silny i trwały wpływ na kształtowanie się osobowości człowieka, na życie emocjonalne, postawy wobec ludzi i świata. Jak to się dzieje, że treści, których nie pamiętamy, ujawniają się w naszym zachowaniu? 

Z badań wynika, że pamięć jest gotowa do działania już w momencie narodzin dziecka. Od pierwszych chwil życia dziecko rejestruje swoje doświadczenia w pamięci, czego przejawem jest powstawanie choćby odruchów warunkowych. Pod koniec pierwszego roku życia w zachowaniu dziecka można rozpoznać przejawy funkcjonowania wszystkich wyodrębnionych dotychczas systemów pamięci . Co więcej, u noworodków obserwuje się zachowania będące przejawem pamięci doświadczeń z okresu prenatalnego. Noworodek woli słuchać głosu swojej matki niż głosu innej kobiety, preferuje język ojczysty matki, w porównaniu z innym, a nawet zmienia rytm ssania tak, żeby słyszeć tekst powtarzany wielokrotnie przez matkę w ostatnich miesiącach ciąży. 



Paradoksem jest więc to, że chociaż pamięć funkcjonuje od chwili narodzin człowieka, a może nawet w okresie prenatalnym, to pamięć autobiograficzna nie obejmuje pierwszych lat życia.

Pamięć o wydarzeniach traumatycznych.

W związku z hipotezą psychoanalityczną pojawia się też pytanie: jak dzieci pamiętają zdarzenia traumatyczne? Czy przeżycia takie zapisują się szczególnie silnie w pamięci, czy też – jak sądził Freud – są tłumione i spychane do podświadomości? 
Wiedza ta jest niezbędna w szczególności dla nas, rodziców adopcyjnych. Sięgając wraz z dzieckiem do zakamarków jego pamięci, możemy pomóc mu poradzić sobie z przeszłością.

Niewiele jest na ten temat badań, bo nikt przecież nie aranżuje sytuacji traumatycznych dla celów eksperymentalnych.
Klinicystom znane są przypadki trwałego i wiernego pamiętania zdarzeń traumatycznych nawet w drugim roku życia. Na przykład dziewczynka, która w wieku szesnastu miesięcy przeżyła katastrofę lotniczą, jeszcze po upływie dziesięciu miesięcy potrafiła ją opisać i odtworzyć przy użyciu zabawek. 



 Dzieci długo pamiętają także silne kary cielesne, mimo że najczęściej są one wymierzane przez najbliższych opiekunów i rzadko mówi się o nich głośno.

Małe dzieci szczególnie dobrze pamiętają przykre zdarzenia związane z własnym ciałem, takie jak skaleczenia, urazy, upadki, zastrzyki, poparzenia.  Do kategorii stresujących zdarzeń związanych z własnym ciałem należą też badania i zabiegi medyczne.


Jeszcze jednym świadectwem dobrej pamięci zdarzeń traumatycznych jest syndrom stresu pourazowego występujący zarówno u dorosłych, jak i u dzieci. Jego składnikiem są natarczywe wspomnienia, powracające w snach i na jawie, doświadczane z silnymi emocjami i poczuciem ponownego przeżywania zdarzenia. Tragiczne doświadczenia są dobrze pamiętane zarówno przez więźniów obozów koncentracyjnych, jak i przez świadków morderstwa. Syndrom stresu pourazowego. Wielu pacjentów poddanych psychoterapii skarży się na przemoc doznaną w dzieciństwie, którą zawsze pamiętali. 

Wyraźne są jednak różnice we wspomnieniach dzieci młodszych i starszych. Dzieci, które w chwili zdarzenia traumatycznego miały więcej niż trzy lata, potrafią odpowiadać na szczegółowe pytania i opierają się przy tym na żywych wspomnieniach wizualnych. Natomiast młodsze dzieci nie są zdolne do obszernych, spójnych relacji z przeżytego zdarzenia, chociaż okazjonalnie podają różne szczegóły. 



Wyniki badań świadczą, że już dzieci 2- i 3-letnie pamiętają przykre doświadczenia przez długi czas, a silna trauma bywa u dzieci, podobnie jak u dorosłych, przedmiotem natarczywych wspomnień. 

Podsumowanie.

Brak wspomnień z pierwszych lat życia ciągle jeszcze stanowi zagadkę trudną do rozwiązania, mimo że znany jest od dawna.
Być może w mrokach amnezji dziecięcej kryją się treści z różnych powodów niedostępne świadomości. Niektóre z nich mogą wywierać wpływ na zachowanie, chociaż nie docierają do świadomości. Jednakże jest prawdopodobne, że większość wczesnych doświadczeń albo uległa zapomnieniu, albo podlegała stopniowym przekształceniom i zachowała się w formie tak zmodyfikowanej, że nie można już odzyskać początkowego doświadczenia.





Osobiście chciałabym, żeby dziewczynki zapamiętały jak najwięcej pozytywnych wydarzeń ze swojego życia. Zgromadzenie ich pomoże im z pewnością w przyjęciu różnych trudnych informacji, choćby o swoim pochodzeniu. Zauważyłam, że pierwsze wspomnienia zaczęły tworzyć się około drugiego roku życia. Dla testu, zadawałam pytania dotyczące wydarzeń, o których nigdy nie rozmawialiśmy, nie mamy też zdjęć. Ale czy to oznacza, że będą to ich pierwsze wspomnienia? To mogę stwierdzić dopiero za kilka lat.  Jak wyjaśnia psycholog Jarosław Żyliński, nasz mózg robi screenshoty z momentów najbardziej emocjonujących. W momencie, kiedy dzieje się coś ważnego, mamy poczucie, że czas płynie wolniej. Właśnie wtedy mózg zbiera jak najwięcej informacji, mając mocno otwartą pamięć emocjonalną. Zapisuje nawet rzeczy zupełnie niepotrzebne, wszystko. Niektóre się z czasem wytrą, ale część pozostanie.




* Post powstał na podstawie pracy Marii Jagodzińskiej pt. Amnezja dziecięca.Dlaczego nie pamiętamy wczesnego dzieciństwa? Wydział Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa. www.kul.pl

piątek, 12 stycznia 2018

Kto odwiedza nasz ogródek?


Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że wreszcie nadeszła zima, gdyż te -2 stopnie i odrobina puchu to tylko namiastka tego, co pamiętam z dzieciństwa, ale lepsze to niż nic. Nie jestem jakimś specjalnym fanem ujemnych temperatur, należę raczej do tych ciepłolubnych, ale czasem tęsknię do chwil, w których szłam do szkoły w grubych śniegowcach, a śnieg pod nimi skrzypiał tak, że specjalnie tworzyliśmy pewnego rodzaju muzykę. 



Śniegu może jak na lekarstwo, ale że temperatury ostatnio coraz niższe, to chętniej odwiedzają nas w ogródku goście :)




















Kot sąsiada ;) 

Ciekawe, czy choć raz uda się zabrać dziewczynki w tym roku na sanki. Niby "Idzie luty podkuj buty", ale czy to przysłowie ma jeszcze potwierdzenie w rzeczywistości? 




czwartek, 11 stycznia 2018

Adopcja wbrew woli.


Ucięłyśmy sobie z moją mamą wczoraj dość długą pogawędkę przy kawie i chciałabym podzielić się z wami pewną historią, którą mi opowiedziała. 

Nie dalej jak w zeszłym tygodniu, zastanawiałam się nad dylematami moralnymi i trudnymi decyzjami z jakimi przychodzi nam się zmierzyć. (http://naszmalyswiatek.blogspot.com/2018/01/bez-mojej-zgody-czyli-o-dylematach.html ) Niestety przypadek, o którym wam opowiem, potwierdza, jak ważne jest odpowiedzialne podejście do sprawy, gdyż nasze decyzje mogą na zawsze zmienić czyjeś życie. 

Córka koleżanki mojej mamy, adoptowała dwoje dzieci, dziewczynkę i chłopca, biologicznie ze sobą nie związanych. Obecnie oboje są w wieku szkolnym. Ale to nie o nich chcę dziś napisać, a o matce dziewczynki. Zaszła w ciążę, kiedy miała 18 lat. Mieszkając na małej wsi, spotkała się z ogromnym odrzuceniem ze strony społeczeństwa i pogardą wobec swojej osoby. Jej rodzice w zasadzie za nią podjęli decyzję, że dziecko to jest wstydem dla całej rodziny i zostanie oddane do adopcji zaraz po urodzeniu. Tak się też stało. Pomimo tego, że do samego końca nie była przekonana co do tej decyzji, zrzekła się praw do swojej córki. 

Patrząc na tę sytuację ze strony rodziców adopcyjnych, to można powiedzieć, dziecko jak marzenie. Nie z rodziny patologicznej, zdrowy noworodek. Inny pryzmat to rodzice tej dziewczyny. Oddając to dziecko, oddali przecież swoją wnuczkę. Kompletnie tego nie potrafię zrozumieć. Ważniejsze było dla nich to, co powiedzą na wsi, niż dziecko ich córki. I wreszcie sama matka biologiczna, która wbrew sobie oddała dziecko, które przez 9 miesięcy nosiła pod sercem. Dramatem jest tu nie tylko to, że przez całe swoje życie będzie myślała o nim, gdzie jest, co robi, czy jest szczęśliwe, ale również to, że jej własna rodzina, nikt jej nie pomógł. 

Staram się nie oceniać wyborów innych ludzi, ale po prostu tak najzwyczajniej w świecie czegoś tu nie rozumiem. Bo mamy 18-latkę, w zasadzie dorosłą osobę, która nie ma na tyle siły, odwagi i być może dojrzałości, by podjąć trud wychowania dziecka. I mamy rodziców, którzy podejmują za nią tak traumatyczną decyzję, rzutującą na całe jej życie. Obecnie dziewczyna ma 28 lat. Kto wie jak jej życie się ułożyło. Może skończyła studia, ma dobrą pracę, męża i gdyby tylko ktoś jej pomógł, wszystko byłoby inne.



Kiedyś mieszkało nade mną małżeństwo z dwójką dzieci. Lubili imprezy, ale nie byli rodziną patologiczną. Kiedy pani miała 33 lata, została...babcią. Jej 14-letnia wtedy córka, Kinga, była w ciąży. Zresztą jak łatwo policzyć, ona sama też nie osiągnęła pełnoletności przy pierwszym swoim porodzie. Urodziła się dziewczynka, którą w zasadzie moja sąsiadka wychowała jak swoją córkę, gdyż jej osobista latorośl, była bardziej zainteresowana randkami niż własnym dzieckiem. Po ukończeniu 18 lat, Kinga wyjechała do Anglii. Jej matka nadal sprawowała opiekę nad jej dzieckiem, (oczywiście nie formalnie) a mała mówiła do niej "mamo". Obecnie nadal przebywa za granicą, wyszła za mąż za dużo starszego od siebie pana, dobrze jej się powodzi. Kilka lat temu, ku rozpaczy swej matki, przyjechała do Polski, żeby zabrać swoją córkę... 

Dwie sytuacje i dwa różne podejścia do problemu, jakim była niechciana ciąża. Nie oceniam tu wpływu całej sytuacji na dziecko, nie jestem specjalistą od tego, ale tak się zastanawiam po ludzku nad wyborami i ich konsekwencjami. Nikt się nigdy nie dowie, co by było gdyby, nikt nie ma szklanej kuli, żeby wiedzieć co jest najlepsze, dlatego dochodzę do wniosku, że nasze decyzje muszą być mądre i odpowiedzialne, zwłaszcza jeśli dotyczą czyjegoś życia.

wtorek, 9 stycznia 2018

Dzień, w którym moje dzieci dowiedziały się prawdy o swoim pochodzeniu, czyli o jawności adopcji słów kilka.


Od samego początku naszej adopcyjnej drogi byliśmy przekonani o słuszności jawności adopcji. W trakcie szkolenia w ośrodku, poświęcono temu tematowi osobne spotkanie, na którym ku mojemu zdziwieniu dowiedzieliśmy się, że nie każdy myśli w ten sam sposób co my. Niektórzy otwarcie przyznają, że nie mają zamiaru powiedzieć dziecku o przysposobieniu, aż do czasu uzyskania przez niego pełnoletności.



Dlaczego wychowanie w jawności adopcji jest takie ważne

Każdy człowiek ma prawo wiedzieć skąd pochodzi. Czytając świadectwa dorosłych już adoptowanych, dowiadujemy się, że najbardziej ubolewają nad tym, że zostali oszukani i żyli w kłamstwie.  Kochali swoich rodziców, ale czuli żal, że przez tyle lat ich świat nie był prawdziwy. Jak wspominają, nie raz mieli przeczucie, że coś jest nie tak, niektórzy nawet mieli sny-wspomnienia np. z pobytu w rodzinie zastępczej. Dopiero gdy dowiedzieli się prawdy, pewne rzeczy zaczynały mieć sens.
Dziecko prędzej czy później pozna prawdę. Pytanie tylko, czy zdążymy mu sami ją przekazać, czy zrobi to za nas jakaś "życzliwa" osoba? 

Kiedy powiedzieć dziecku o adopcji?

Eksperci twierdzą, że jak najwcześniej. Dziecko bowiem dorasta w przekonaniu, że jest to naturalne i przyjmuje prawdę, poznając coraz więcej szczegółów na jej temat. 

No właśnie. Opowiem wam jak to było u nas. Jak wyglądał ten dzień, w którym dziewczynki po raz pierwszy usłyszały prawdę. 
Szczerze? Naprawdę nie myślałam, że to tak szybko nastąpi. Możecie wierzyć lub nie, ale ja po części zapomniałam (albo po prostu nie myślałam o tym), że dzieci się rodzi. Dla mnie one się rodzą. A to co innego. Moje kruszynki, których cały świat  obracał się wokół butelki z mlekiem i zabawy, nagle stały się rozumnymi istotkami, które zaczęły zadawać pytania. Wiedzieliśmy, że już zaraz, za chwilę padnie to najważniejsze, dotyczące pochodzenia. 

Od samego początku oglądaliśmy razem zdjęcia, ale dziewczynki nie kojarzyły i nie łączyły faktów. Czytaliśmy też bajki, w których zwracaliśmy uwagę na pewne aspekty, ale dla nich to wszystko były bajki, historie, z którymi absolutnie się nie identyfikowały. Bajki adopcyjne sprawdziły się tylko jako wprowadzenie tematu, natomiast by przenieść to konkretnie na naszą rodzinę trzeba było prosto, bez ogródek powiedzieć o adopcji. Dobry moment nastąpił, gdy zaczął być widoczny brzuszek ciążowy mojej dobrej koleżanki. Zaczęłam opowiadać dziewczynkom, że tam jest dzidziuś, że ciocia go nosi 9 miesięcy a potem się urodzi i będzie rósł i rósł aż stanie się tak duży jak one. Zdawałam sobie doskonale sprawę z tego, że będzie to prowadzić do większej ilości pytań. I tak się też stało.

"A ja też byłam u ciebie w brzuszku?" "Czy ja też się urodziłam?" "Czy ty też miałaś taki duży brzuszek?" to tylko kilka pytań, które usłyszeliśmy. Wzięłam głęboki oddech i spokojnym tonem odpowiedziałam. 

Reakcja dziecka


Prawdy nie należy się obawiać. Nie należy się też obawiać reakcji dzieci. One dopiero się uczą, poznają siebie, poznają świat. Nie rozpłaczą się na wieść, że zostały adoptowane. Jak twierdzą psychologowie, do 5 lat, dziecko nie jest w stanie pojąć, czym jest adopcja. Ono ma swoją mamę i tatę, a prawda o jego pochodzeniu jest tylko informacją, że urodziło się w "innym brzuszku" 

Co powiedzieć a czego nie.

Dziecko przyjmuje prawdę o swoim pochodzeniu przez całe życie. Należy mu ją dawkować, odpowiednio do wieku. Zapytałam kiedyś w ośrodku, czy jeśli znamy brutalne szczegóły z życia dziecka, to czy powinniśmy mu je przekazać. Otrzymałam odpowiedź, że nie. Małemu dziecku bowiem, należy się informacja, że zostało przysposobione, natomiast w wieku dorosłym, jeżeli będzie wykazywało wolę rozmowy na ten temat, możemy przekazać mu wszystko co wiemy. 

Czy wszystkie dzieci szukają swoich biologicznych rodziców?

Doświadczenie mówi, że większość dzieci nie szuka swoich biologicznych rodziców. Dzieci adoptowane jako niemowlęta mają żal do swoich rodziców, że zostały porzucone, natomiast starsze dzieci pamiętają traumę "tamtego życia" i nie chcą do niego wracać. Prawie zawsze natomiast, dzieci szukają swojego rodzeństwa, zwłaszcza po śmierci swoich adopcyjnych rodziców, kiedy to czują, że zostały same (dotyczy to w szczególności jedynaków)

A co z dziećmi starszymi pamiętającymi swoje rodziny biologiczne?

Tu bywa różnie. Podawałam wam już kiedyś przykład koleżanki, która adoptowała 5-latkę, gdzie dziewczynka wyparła ze świadomości swoich rodziców biologicznych (po przeżytej traumie) i przyjęła jedyną, swoją wersje wydarzeń, w której mama i tata długo jej szukali, aż wreszcie znaleźli. Matkę biologiczną nazywa "tamtą panią", "czarownicą" i nie chce o niej rozmawiać. 

Trudno wyczuć na ile dziecko jest otwarte na prawdę o sobie. Na pewno warto podejmować taki dialog, by nie zostało z tym wszystkim samo. Pomimo tego, że wiele pamięta, musi również pogodzić się z prawdą o tym, że nie urodziło się z brzuszka mamy. 

Dla nas, rodziców adopcyjnych, cały proces jawności adopcji może się wydawać skomplikowany. Począwszy od pierwszej informacji o  pochodzeniu dziecka, do pytań o szczegóły porzucenia. Przy dzieciach starszych dochodzić może jeszcze odebranie praw rodzicielskich. Tematy trudne, ale warto rozmawiać o tym jak najwcześniej, by dialog był naturalny. Dziecko musi mieć pewność, że na każdym etapie swojego życia może przyjść do rodziców i uzyskać odpowiedź na swoje pytanie, albo przynajmniej wsparcie. 

A jak jest teraz u nas?


No cóż, trudno do końca stwierdzić, na ile prawda została przyjęta przez nasze dzieci. Młodsza jest jeszcze według mnie zbyt mała, by coś zrozumieć. Na razie jest na etapie takim, że przychodzi do nas, kładzie główkę na kolanach i mówi "moja mamusia", "mój tatuś"
Starsza ma takie przebłyski. Czasem niczym Filip z konopii wyskoczy z różnymi tekstami. 

(oglądając zdjęcia)
- Mamusia, a gdzie jest J. ? U babci i dziadka?
- Nie kochanie, J. jeszcze nie było wtedy, jeszcze się nie urodziła.
- Była u ciebie wtedy w brzuszku?
- Nie, nie była u mnie w brzuszku, pamiętasz? Mój brzuszek był chory i J. nie mogła być u mnie.
- No tak, to pewnie była u tatusia w brzuszku.
- Nie, nie była u tatusia, tatusiowie nie noszą w brzuszku dzieci.
(taka odpowiedź wystarczyła i pobiegła się bawić)

Zauważyłam, że na nic planowanie rozmowy o poważnych rzeczach, pytania dzieci wychodzą naturalnie i spontanicznie. Można się ich spodziewać w każdej chwili i trzeba być na nie przygotowanym. Będę was informować na bieżąco jak to wszystko wygląda.

A co przyniesie przyszłość? Ja żyję nadzieją, że jeśli kiedyś moje dzieci będą chciały poznać swoich rodziców biologicznych, to zabiorą nas w tę podróż ze sobą.


poniedziałek, 8 stycznia 2018

Królowie przybywajcie!



31 października, kiedy w USA ludzie przygotowywali dynie na Halloween, dyskutowaliśmy o tym, czy to typowo amerykańskie święto, powinno być również  obchodzone w Polsce. Ubolewaliśmy nad tym, że w w naszym kraju nie kultywuje się już pewnych tradycji, a inne zaczynają 
powoli zanikać. 




Dlatego też, bardzo podoba mi się pomysł organizowania     

Orszaków Trzech Króli. 

6 stycznia 2018r, w uroczystość Objawienia Pańskiego, orszaki przeszły aż w 644 miastach w Polsce i 16 za granicą. Wszystkie pod hasłem „Bóg jest dla wszystkich” 


To Objawienie Pańskie ma przypominać wszystkim, że Bóg czeka na każdego człowieka, że chce go zbawić, że nawet jeśli koleiny życia zaprowadziły go daleko od Niego – zawsze jest czas, aby Go odnaleźć.




Pierwszy polski Orszak Trzech Króli powstał jako kontynuacja jasełek w Szkole Żagle Stowarzyszenia Sternik. Od 2004 roku organizowano w niej jasełka, w których brali udział wszyscy uczniowie. Zwiększająca się liczba uczniów sprawiła, że w roku 2008 jeden z nauczycieli, wraz z dyrektorem Teatru Buffo oraz dyrektorem Sternika, wpadli na pomysł, aby z jasełkami wyjść na ulicę, odnawiając w ten sposób starą chrześcijańską tradycję.

Dziewczynom bardzo podobały się przygotowane na tę okazję specjalne korony.



Kilka ciekawostek o samym Święcie


Dzień Trzech Króli jest świętem Objawienia Boga światu, po grecku zwanym Epifaneją. Był on obchodzony już w III w. na pamiątkę opisanego w Ewangelii św. Mateusza hołdu, jaki Trzej Królowie - Trzej Mędrcy ze Wschodu - złożyli Dzieciątku Jezus. Pierwsi chrześcijanie w tym właśnie dniu świętowali Boże Narodzenie. 

Dopiero w końcu IV w. do liturgii Kościoła Powszechnego wprowadzone zostały dwie odrębne uroczystości: Boże Narodzenie - 25 grudnia i święto Trzech Króli - Objawienia Pańskiego - 6 stycznia. 

Jest to jedno z najstarszych świąt w chrześcijaństwie.

Według Ewangelii św. Mateusza, za panowania króla Heroda w Judei, do Betlejem - miejsca narodzin Jezusa - przybyli ze Wschodu mędrcy (trzej królowie), gdyż prorocy przepowiedzieli, że urodził się król żydowski. Odnaleźli Jezusa w stajence, oddali mu pokłon i złożyli dary. Kacper ofiarował kadzidło - symbol boskości, Melchior - złoto, symbol władzy królewskiej, a Baltazar - mirrę, zapowiedź męczeńskiej śmierci Chrystusa.

Mędrców lub magów ze Wschodu w średniowieczu zaczęto nazywać trzema królami i ta nazwa przetrwała do czasów obecnych. Ich imiona pojawiły się dopiero w VIII wieku. Zaś od XII w. Kacpra, Melchiora i Baltazara uznano za przedstawicieli Europy, Azji i Afryki.

Nie ma zbyt wielu źródłowych dokumentów na temat personaliów Trzech Króli, natomiast więcej jest legend i spekulacji. Pobożność ludowa ze względu na liczbę darów ustaliła, że było ich trzech. Dopiero jednak w tradycji VI w. zaczęto mówić o nich jako o królach, a zanim nazwano ich Kacprem, Melchiorem i Baltazarem, upłynęło kolejnych 300 lat.

Nie ma ostatecznej pewności co do tego, czy rzeczywiście istnieją relikwie Trzech Króli. Jak głosi legenda, przechowywano je początkowo w Konstantynopolu. W późniejszym okresie miały trafić do Mediolanu.

Z uroczystością Objawienia Pańskiego wiąże się zwyczaj święcenia kredy, kadzidła i wody. Poświęconą kredą wypisuje się na drzwiach mieszkania K+M+B oraz aktualny rok. Litery te interpretuje się jako inicjały trzech króli. W średniowieczu odczytywano to inaczej. Napis "C+M+B" (imię Kacper po łacinie pisane jest przez C) wyrażał błogosławieństwo: Niech Chrystus błogosławi mieszkanie! (Christus mansionem benedicat).

Trzej Królowie czczeni są jako patroni podróżujących, pielgrzymów, handlowców, właścicieli gospód oraz kuśnierzy.

W Warszawie, na Plan Zamkowy, przybyły tłumy ludzi. Po mszy św. odprawionej przez Biskupa, po godzinie 12, Orszak wyruszył na Plac Piłsudskiego. Z jednej strony można powiedzieć, że to piękna, prawie wiosenna pogoda przyciągnęła taką ilość osób, ale ja uważam, że nie. Na Orszak chodzimy od wielu lat i zwykle pogoda nie jest tak łaskawa (w zeszłym roku był ostry mróz). Całe rodziny angażują się w przygotowanie Jasełek, a wspólne kolędowanie na zakończenie imprezy, jest przeżyciem niezwykłym.  



Na Placu Piłsudskiego znalazły się również zagrody ze zwierzętami (wielbłąd, alpaki, osioł, kozioł, owieczki i ptaki, w tym ptaki drapieżne). Część z nich uczestniczyła w przemarszu do stajenki jako ważni świadkowie narodzin Jezusa. 




Wielbłąd, na którym przybył Król Afrykański


Każdy chciał poznać Alpaki




Skromny osiołek


Orszak Trzech Króli jest według mnie trafionym pomysłem. Pokazuje bowiem, że Jezus wcale nie musi być nudny, a przy okazji dobrej zabawy, podkreśla znaczenie tego Święta. W czasach gdy tylu ludzi odchodzi od Chrystusa, a Jego narodziny sprowadza się do ubierania choinki i kupowania prezentów, myślę, że warto na chwilę zatrzymać się i pomyśleć. Święto Objawienia Pańskiego daje nam tę możliwość. 

Źródło: www.dzieje.pl, www.tvpinfo.pl

piątek, 5 stycznia 2018

Teatr cieni.



Chciałabym wam dziś napisać o jednym z prezentów, jakie dziewczynki dostały od nas pod choinkę. Jest to TEATRZYK CIENI. 




Miłość do przedstawień teatralnych zaczęła się w żłobku, gdzie średnio co miesiąc, zapraszani byli profesjonalni aktorzy-lalkarze. Obecnie w przedszkolu również takie występy się odbywają.

Teatrzyk cieni to propozycja nie tylko dla najmłodszych dzieci. Wprawdzie jest do niego dołączony scenariusz, ale z powodzeniem można stworzyć swoją historię. Nasze dziewczyny również same chętnie robią przestawienia dla nas. Dzięki temu rozwija się ich wyobraźnia i wspaniale możemy spędzać razem czas. Polecam każdemu! 

Kiedy byłam mała, mieliśmy w domu taki projektor do bajek, znajdujących się na kliszy. Wszystko było wyświetlane na ścianie, gdzie rodzice zawieszali białe prześcieradło. Atmosfera tego wydarzenia była niepowtarzalna. Zapraszałam koleżanki z bloku i niczym w kinie zasiadałyśmy do seansu. Teatrzyk cieni trochę przypomina mi właśnie tę atmosferę sprzed lat - przygaszone światło, prześcieradło, dzieciaki siedzące jak zaczarowane.

Jeżeli nie jesteście przekonani do tego rodzaju teatrzyku, to zachęcam do zabawy w zwykły teatrzyk. My, na przemian z dziewczynami, chowamy się za kanapą i bierzemy do ręki różne pluszaki, pacynki i wymyślamy historie. Dlatego też, oprócz teatru cieni, zakupiliśmy im zwykły teatrzyk - z ich ulubionymi postaciami z Krainy Lodu. Są zachwycone. 



Jeżeli jeszcze zastanawiacie się, czy warto kupić Teatrzyk i Teatrzyk Cieni, to ja mówię, że tak. Nie kosztuje wiele, a zabawa jest wspaniała dla całej rodziny.