wtorek, 21 stycznia 2020

Testy adopcyjne. Wychowanie.


Jednym z testów dla kandydatów na rodziców adopcyjnych był w naszym ośrodku test dotyczący sposobów wychowania dziecka. Psycholog wyjaśniła nam, że pomimo tego, iż dziecka fizycznie jeszcze nie ma, każdy człowiek ma już pewne wyobrażenie tego, w jaki sposób chciałby je wychować. Oczywiście teoria teorią, w praktyce wiele może się zmienić, lecz taki test daje kolejny obraz do układanki pod tytułem jacy jesteśmy. Pisałam już wcześniej o tym, że oceniani jesteśmy nie tylko na testach, ale również dajemy świadectwo swoich ubiorem, zachowaniem oraz postawą.



Na podstawie twoich odpowiedzi, panie z ośrodka będą mogły określić między innymi następujące rzeczy:

- Czy w planowanym sposobie wychowania jest miejsce na szacunek dla dziecka i jego indywidualności.
- Czy będziesz oczekiwać bezwzględnego posłuszeństwa od dziecka, czy też będziesz potrafiła/potrafił pójść na kompromis.
- Czy dasz dziecku swobodę w realizowaniu własnych pomysłów i pasji.
- Czy będziesz wspierać swoje dziecko w trudnych sytuacjach.
- Czy umiesz wybaczać.
- Czy dasz dziecku przestrzeń do prywatności, do posiadania sekretów.
- Czy masz tendencje do kontrolowania każdej sfery życia, a w przyszłości także życia dziecka.
- W jaki sposób planujesz przygotować dziecko, by dobrze funkcjonowało społecznie
- Jaką więź jesteś w stanie wypracować z dzieckiem.
- W jaki sposób będziesz się starać zadbać o prawidłowe relacje rodzic-dziecko
- Na ile jesteś w stanie poświęcić się dziecku.
- Jak ważna jest dla ciebie samorealizacja w kontekście rodzicielstwa.

Pamiętajmy jednak, że jest to test na wychowanie, nie opiekę nad dzieckiem. Panie w ośrodku doskonale zdają sobie sprawę z tego, że małe dziecko bardziej kontroluje się pod względem poruszania się po domu niż kilkulatka. Dlatego, gdy zobaczycie na przykład takie pytanie: 
Gdy mojego dziecka zbyt długo nie ma w domu bardzo się martwię.
I odpowiedzi: To mnie zdecydowanie dotyczy. To mnie czasami dotyczy. To mnie zdecydowanie nie dotyczy. 
nie miejcie na myśli 3-latka, który najprawdopodobniej zawsze jest przy was. Pytanie takie nie ma na myśli konkretnej sytuacji, w której mniejsze dziecko, czy nastolatek znika z domu. Odpowiedź jednak daje pewien obraz naszej osoby. Jeśli na przykład zaznaczycie ostatnią alternatywę, będzie to prawdopodobnie oznaczało brak troski, a nie dobre stosunki z dzieckiem i wiarę w to, że jest rozsądne i nic mu nie grozi. Pierwsza odpowiedź zaś, może oznaczać waszą nadopiekuńczość. "Czasami" mówi nam o tym, że w zależności od sytuacji może nam się to zdarzyć, ale nie jest tak za każdym razem. Oczywiście nikt nie określi waszej osobowości na podstawie jednej odpowiedzi, ale pamiętajmy, że pytań jest dużo, powtarzają się i można dzięki nim wywnioskować na przykład czy jesteś osobą wrażliwą i opiekuńczą, czy despotą.  

Po co to jest potrzebne?
Dobierając rodziców do dziecka, ośrodek musi wziąć pod uwagę to, kto będzie mógł się nim najlepiej zająć. Postawy wychowawcze nie są tu bez znaczenia. Jeżeli dziecko jest wrażliwe i potrzebuje dużo troski oraz zrozumienia, ośrodek będzie szukał takiej pary, która mu to zapewni. Z drugiej strony, jeśli dziecko jest nadpobudliwe i agresywne, musi znaleźć się w takiej rodzinie, która znajdzie odpowiednie metody wychowawcze by sobie z nim poradzić. Na pewno zastanawiacie się, co się dzieje w przypadku mniejszego dziecka, tu przecież nie da się dokładnie stwierdzić jakie ono będzie. Owszem, ale w dużej mierze  ewentualne postawy i następstwa obciążeń daje się przewidzieć na podstawie historii matki dziecka. Jeżeli nawet dziecko nie ma stwierdzonego FASu, a matka piła w ciąży, istnieje duże prawdopodobieństwo, że w przyszłości wystąpią tego następstwa w jakimś wymiarze. Dlatego też przyszli rodzice powinni być przygotowani na taką ewentualność i tak dobrani do dziecka, by w przyszłości zmierzyć się z tym problemem jeśli on wystąpi. Dzieci takie prezentują bowiem szereg zachowań do których nasze metody wychowawcze trzeba będzie dostosować. 

Jak to było u nas?
Jeszcze zanim zostaliśmy rodzicami, my również mieliśmy jakieś wyobrażenie tego w jaki sposób chcemy stworzyć i ukształtować naszą rodzinę. Bardzo denerwowały mnie komentarze ze strony ludzi już wtedy posiadających dzieci twierdzących, że to tylko teoria, że na pewno mi się zmieni, że zobaczę jak to jest jak już się doczekamy upragnionego potomstwa. Dziś, po tych 5 latach mogę z czystym sumieniem wam napisać, że nasza teoria niewiele różni się od tego, co stosujemy w praktyce, a sposób wychowania dzieci idzie dokładnie takim torem jakim założyliśmy. Teraz może kilka słów wyjaśnienia, ponieważ można to odebrać jako brak elastyczności z naszej strony. Tak nie jest. Pewne zachowania i wartości wpajamy dziewczynkom od samego początku, ponieważ wierzymy, że jest to dla nich bardzo ważne. Staramy się dostosować do ich potrzeb, podchodzić do każdej z nich bardzo indywidualnie, lecz w sprawach, które są teraz ważne lub będą miały duże znaczenie w przyszło
ści jesteśmy konsekwentni i nieustępliwi. Wszystko to, co dzieje się teraz nie jest bez znaczenia i przygotowuje je to do życia w dorosłości. W ten właśnie sposób planowaliśmy podejść do rodzicielstwa i tak postępujemy w rzeczywistości. 

Po nieco ponad roku od zrobienia adopcyjnego testu w teorii, miałam okazję zmierzyć się z nim ponownie, gdy urodziła się młodsza córka. Wszystkie odpowiedzi były takie same. Mówi się, że dziecko zmienia wszystko. To prawda. Ale przy niektórych rzeczach warto wytrwać. 

Powiązane wpisy:
adopcja-dziecka-pytania-i-odpowiedzi

testy-psychologiczne-dla-kandydatow-na-rodziców-adopcyjnych











czwartek, 9 stycznia 2020

Normalność nienormalnością podszyta.



Tak sobie czasem obserwuję ludzi, słucham co piszą, co mówią, jak się zachowują i chciałabym dziś podzielić się z wami pewnymi przemyśleniami. 
Nie jest dla mnie problemem to, że ktoś jest gejem, ale już nie stanę po jego stronie jeśli jest po prostu złym człowiekiem. Nie mam problemu z tym, że ktoś jest zwolennikiem danej partii, póki nie szerzy nienawiści do drugiego człowieka. Nigdy nie śmiałabym napiętnować kogoś, bo inaczej się ubiera, bo nie ma wykształcenia, bo jest po rozwodzie, czy dlatego, że jest nudny. Każdy kieruje swoim życiem, ja także. Zaczęło mnie jednak drażnić to, że od jakiegoś czasu ludzie zaczęli się bardzo "obnosić" ze swoimi wyborami, dając innym wyraźnie do zrozumienia, że to co oni robią jest jedyne i słuszne. Takie weźmy na przykład chodzenie do kościoła. Co by nie mówić stało się ostatnio niemodne. Nikt nikogo nie zmusi, by co niedzielę pokazywał się na mszy, nikt nikogo nie zaciągnie tam siłą. Nie rozumiem jednak dlaczego ludzie, którzy postanowili nie chodzić, zaczęli nagle wyśmiewać się z tych, którzy nadal to robią. Zostaliśmy okrzyknięci ciemnotą, wierzącą w głupie zabobony. Do tego stopnia, że to my wstydzimy się, że jesteśmy praktykujący. Czy to, że w coś wierzymy oznacza, że jesteśmy głupi? Jeżeli ktoś w religii widzi tylko księdza pedofila, to jest jego sprawa. Ja tak samo mogę w każdym lekarzu widzieć łapówkarza, a w nauczycielu nieroba. Mój wybór. 

Kolejny przykład. Geje, lesbijki, transseksualiści. Istnieli zawsze i w sumie jakoś nigdy nie miałam sytuacji, w której coś złego spotkałoby mnie ze strony którejkolwiek z grup. Byłam w Tajlandii i na każdym kroku zastanawiałam się, czy ten człowiek, którego mam przed sobą to kobieta, czy mężczyzna. Ale nawet przez myśl mi nie przeszło, by  nazwać kogoś dziwadłem, nienormalnym, złym. Ale czy to w co wierzymy, jak żyjemy jest właśnie tym czynnikiem, który wpływa na to, czy mamy rację, czy też nie?

Weganie, wegetarianie. Też ostatnio bardzo modne. I wiecie co? Pomimo tego, że weganizm jest dla mnie wielką abstrakcją, to nie mówię, że ktoś ma nierówno pod sklepieniem nie jedząc jajek, bo kura cierpi ( Można przecież kupić wiejskie jaja od kur szczęśliwych) Tyle że weganizm, to w dużej mierze filozofia życia i często spotykam się z tym, że to oni wytykają mnie palcami (lub dają do zrozumienia), że ze mną jest coś nie tak. Czują się lepsi,  bardziej światowi i bardziej uświadomieni, a ja żyję nadal w ciemnocie nie zdając sobie sprawy z tego, jak to wszystko wygląda. A przecież ja może wiem to wszystko co oni, tylko wybieram inaczej? 

I ostatnia sytuacja, bo chyba właśnie ona skłoniła mnie do napisania tego posta. Napiszę, choć pewnie zostanę wyklęta przez niektóre mamy ;) Byliśmy ostatnio w Ikei. Nie ma zmiłuj się, zawsze musimy zahaczyć o tamtejszą restaurację i zjeść ciasto. Siedzimy przy stoliczku, aż tu nagle koło nas siada pani z maluszkiem, podnosi sweter do góry i z obnażoną piersią karmi dziecko. Wiem, już wam się ciśnienie podniosło, ale tłumaczę o co mi chodzi. Ikea świetnie jest przystosowana dla dzieci. Jest specjalny pokoik do karmienia,  gdzie znajduje się fotel, przewijak, nocniczki, umywalka i niska toaleta dla starszych maluszków. W ciszy i spokoju, większość matek woli właśnie tam nakarmić dziecko. To nie jest tak, że ja mam problem z tym, że ktoś karmi piersią koło mnie. I nie wynika to też z tego, że sama nie nigdy tego nie doświadczyłam i zazdroszczę. Akurat karmienie piersią nie było szczytem moich marzeń i taki sam pogląd miałam wiele lat temu, kiedy jeszcze myślałam, że urodzę. Kobieta może czuje się dumna z tego, że karmi naturalnie, ale dla innych nagie piersi są nadal częścią ciała niezwykle intymną. Ja jak ja, ale dlaczego mój mąż ma patrzeć na obcą babę i jej biust? Powiem wam, że mnie to w jakiś sposób krępuje, zwłaszcza w restauracji. Oczywiście można na mnie naskoczyć, że nie rozumiem tego, że to naturalne wszystko i tak dalej, ale ja sobie nie wyobrażam siebie obnażającej biust w miejscu publicznym i czującą się z tym dobrze. Bo tu nie chodzi o karmienie dziecka, ale o stworzenie sytuacji niekoniecznie komfortowej dla drugiej osoby. Można przecież użyć pieluszki, by zakryć intymną część ciała i w zasadzie nikt nie zwróci uwagi na matkę karmiącą. Wspominałam wam nawet kiedyś o takiej sytuacji, też dla mnie ciekawej, kiedy to na placu zabaw, do kobiety siedzącej obok mnie, podbiega 2-latek, ona podnosi sweter i go karmi. Może nie powinno mnie to dziwić, jestem w końcu kobietą, ale tak jak mówię, czy naprawdę osoba ta nie jest skrępowana przed obcym mężczyzną? Widzi w sobie tylko "dojną krowę", że tak to ujmę brzydko? 

Żyjemy w czasach, w których ekshibicjonizm jest obecny na każdym kroku. Nie wystarczy być wegetarianinem, trzeba chwalić się tym na Facebooku, wrzucać zdjęcia z posiłków na Instagram i przy każdej nadarzającej się okazji napiętnować tych, którzy jedzą mięso. Do kościoła chodzić nie muszę, ale to mi nie wystarczy. Muszę pokazać wszystkim innym, którzy chodzą, że nie są normalni, że ja jestem już na innym poziomie, bo zrozumiałem, że wiara do niczego nie prowadzi. Mam dziecko. Pochwalę się wszędzie, gdzie się da, nie tylko w mediach społecznościowych, ale pani w kasie w Biedronce i wszystkim znajomym, których spotkam. Przecież mam prawo do tego, nie zabronią mi się cieszyć. Co mnie interesują inni. Koleżanka pewnie nie ma dziecka, bo jak widać karierę robi, ostatnio dostała awans. Geje, lesbijki domagają się praw. W porządku, niech się domagają tolerancji, jestem za. Ale dlaczego mam nieodparte wrażenie, że często to właśnie oni nie są tolerancyjni wobec hetero? 

Słowo "normalny" wkradło się do naszej codzienności na stałe. Kupujemy "bilet normalny" i pijemy "normalną herbatę", czyli nie za mocną, nie za słabą. Ale co tak naprawdę czyni nas normalnym? Czasem śmieję się do kogoś, żeby nie kierował się tym, co mówię, czy robię, bo skąd wiadomo, że to ja mam rację? Może to wszyscy inni są normalni a ja nie? Kto dziś wyznacza granice normalności? Ci, których jest dużo? Ci, którzy najgłośniej krzyczą? Czy ci, którzy są ładni, bogaci i mają wpływy? To właśnie oni mają największe możliwości. I tak sobie siedzę i zastanawiam się. A może to ze mną jest coś nie tak? Może to ja się czepiam? Może to świat poszedł po przodu, a ja gdzieś zostałam mimo wszystko daleko z tyłu? Może szeroko rozumiana dziś tolerancja na tym właśnie polega? Że wszyscy mogą wszystko. Bo mają do tego prawo, jak to się często mówi. A ja tu robię z igły widły, bo nagle przeszkadza mi kobieta z piersiami na wierzchu w Ikei. Tak więc moi drodzy, biorąc pod uwagę to, że definicji normalności nie znalazłam, uznaję, że wszyscy jesteśmy normalni. Albo nienormalni. Jak kto woli ;) 







piątek, 3 stycznia 2020

Co najmniej 366 nowych możliwości.



No i jest. Nowy Rok 2020. Już sama cyfra wygląda imponująco, niczym z jakiegoś filmu science fiction. Może przez ostatnie 12 miesięcy nie zmieniło się aż tak wiele, jednak świat wygląda zupełnie inaczej niż wtedy kiedy witaliśmy nowe Millenium. Ostatnio pisałam wam choćby o zimie, którą z dzieciństwa znam raczej z niskich temperatur, często poniżej 20 stopni z dużą ilością śniegu i przedniej zabawy na sankach na osiedlowych górkach.  Strasznie to było dawno temu. Któregoś roku byliśmy z rodzicami w Zakopanem. Było tak zimno, że człowiek marzł przechodząc z jednego sklepu do drugiego na Krupówkach. A jak jest tej zimy? No cóż, nadal śniegu brak, raz tylko podobno padał, tak przynajmniej twierdzą moje córki, ale zanim ruszyliśmy się z łóżka i odsłoniliśmy zasłony, po śniegu nie było śladu nawet na trawie. 


Święta minęły spokojnie i niestety szybko. Z roku na rok dziewczynki pomagają coraz więcej, same ubrały choinkę, zrobiły i ozdobiły pierniczki (oczywiście pieczenie nadal należy do nas ;)) i sprzątały. Jeśli chodzi o prezenty to mieliśmy dylemat kiedy "Mikołaj" miał je podłożyć pod choinkę, ponieważ dużo było drobiazgów popakowanych indywidualnie. Uzgodniliśmy, że prezenty pojawią się w nocy przed Wigilią, ale z ich otwarciem trzeba będzie poczekać do wieczora. Kiedy dziewczynki rano wstały bardzo ucieszyły się widząc, że pod choinką już nie jest pusto. "Już są!", "Już był!" krzyczały. Nie było problemu z tym, żeby poczekały do kolacji Wigilijnej z otwarciem, choć chwilę siedziały i czytały dla kogo dany prezent jest. W tym roku, wszystkie imiona zostały wydrukowane na drukarce, ponieważ na Mikołajki mieliśmy taką oto sytuację. Zamiast słodyczy czy kolejnego prezentu, wydrukowaliśmy dziewczynkom kupon na plac zabaw. Każdy z nich został umieszczony w kopercie i włożony do specjalnego Mikołajowego worka, który zwisał z tarasu, gdy przyjechałyśmy z przedszkola. Wszystko fajnie, tylko błąd był taki, że ja podpisałam koperty. Kiedy Elsa wyjęła swoją z worka, musiała rozpoznać mój charakter pisma, bo mówi do mnie poważnym tonem:
"Kto nam dał te prezenty? Mikołaj czy wy? Powiedz mi prawdę? "
No cóż, to był ten moment, w którym nie mogłam jej okłamać i przyznałam, że prezent jest od nas. Przyjęła ze spokojem. Uff. Także wybraliśmy się razem na plac zabaw, gdzie dziewczynki miały nieograniczony czas na szaleństwa, były zjeżdżalnie, karuzela, diabelski młyn i inne atrakcje. My w tym czasie wypiliśmy kawkę.
No, ale wracając do Świąt. W tym roku (a w sumie to w tamtym jakby nie patrzeć) postanowiliśmy zabrać dziewczynki pierwszy raz na Pasterkę. Bardzo się ucieszyły, gdyż perspektywa pójścia do kościoła w nocy była dla nich bardzo atrakcyjna. Nasz kościółek jest mały, dlatego też pojechaliśmy 20 minut wcześniej, by zająć miejsca siedzące. Dziewczynkom bardzo podoba się aniołek, który po wrzuceniu do niego monety śpiewa kolędy, więc najchętniej cały czas chodziłyby przed ołtarz. Czas upłynął zatem szybko i nabożeństwo się rozpoczęło. Ludzi było tak dużo, że jak potem się okazało część nawet stała na dworze. Po około 20 minutach, moje dzielne dzieci padły. Misia spała słodziutko na kolanach taty, podczas gdy Elsa na moich chrapała jak stary niedźwiedź. Ale cóż się dziwić, było grubo po północy. A teraz przyznam się wam do czegoś. Wszystko byłoby fajnie, gdyby nie to, że w połowie mszy przypomniałam sobie, że zostawiłam w domu włączony piekarnik!! Matko jedyna, szybko spojrzałam na komórkę, czy nie włączył się alarm pożarowy, ale cisza. W myślach przeanalizowałam więc sytuację. Ok, piekarnik włączony tylko na 150 stopni, w środku jedno mięso w żaroodpornym naczyniu, drugie w folii, no w sumie nic nie powinno się stać, ale siedzimy już godzinę, jeszcze co najmniej pół plus wyjazd z kościoła to kolejne 10 minut... "Mamy problem", mówię do męża, "zostawiliśmy włączony piekarnik" Postanowiliśmy więc wyjść po komunii, kiedy to w kościele jest największy ruch i można się z niego wycisnąć. Kiedy wróciliśmy do domu, mięso było pięknie wypieczone, takie w sam raz. Pewnie zastanawiacie się jak to możliwe, że zostawiłam piekarnik włączony. Sama nie wiem. Chciałam tylko trochę podpiec wszystko i zostawić w cieple. Wyjścia z dziećmi wiadomo jak wyglądają,
trzeba dopilnować, czy jest czapka, ciepły sweter, szalik, siebie ubrać i wyszło jak wyszło ;) No nic, nauczka na przyszłość.
W Sylwestra chodził u nas ksiądz po kolędzie. Jako, że nasz dom był prawie na samym końcu przewidywanych odwiedzin, nie spodziewaliśmy się wizyty przed 17. Około 15 wyskoczyliśmy więc na chwilę do sklepu. Wyjeżdżając z garażu zauważyłam, że ozdoba
Mikołaj, który stoi przed naszymi drzwiami wejściowymi, przewrócił się ze względu na dość silny wiatr tamtego dnia. Stwierdziłam jednak, że poprawię go gdy wrócimy. Kiedy podjechaliśmy pod bramę, była otwarta. Hmm. Zdarza się, że przy wietrze czasem nie zamknie się do końca i mechanizm sam ją otwiera, więc wjechaliśmy na podwórko. Mikołaj został podniesiony. Wtedy byliśmy już pewni, że ktoś był. Złodziej? Nie no, złodziej nie porządkowałby podwórka, chyba, że taki, który ma zaburzenia kompulsywne ;) Domyśliliśmy się, a może mieliśmy nadzieję, że to właśnie ksiądz po kolędzie zawitał wcześniej, czyli go przegapiliśmy. Wycofaliśmy więc i pojechaliśmy go szukać. Nie ujechał za daleko ;) Siedział w samochodzie kilka domów dalej :) W sumie to cieszyliśmy się, że ta brama się nie zamknęła i że nie podniosłam Mikołaja. Przynajmniej wiedzieliśmy, że ktoś u nas był. Ksiądz spieszył się na mszę, więc wizyta nie była długa, ale miła. Misia zaśpiewała "O gwiazdo Betlejemska" i "Gdy się Chrystus rodzi" grając na swoim fortepianie, oczywiście też po swojemu ;) Ksiądz obiecał, że będzie dla niej trzymał posadę organisty. Misia chwaliła się potem dziadkom przez telefon, że mieliśmy gościa i był u nas ... książę

A tak na marginesie, to właśnie te dwie kolędy Misia śpiewała na Jasełkach w przedszkolu, sama, po raz pierwszy. Biedna Elsa też śpiewała z koleżanką, ale akurat w tym dniu wypadł jej ząbek i miała maleńki problem z poradzeniem sobie z dodatkową szczeliną w buzi. Podobno straciła go na jabłku, ale nie była zdziwiona, ponieważ od dawna się ruszał. Po występach od razu nam go przyniosła i stwierdziła, że musi przyjść do niej wróżka Zębuszka. No to przyszła. Zostawiła pieniążek i lustereczko. Za pieniążek Elsa kupiła sobie nową pastę, truskawkową, ale przyzwyczajona do miętowego Elmexu stwierdziła, że po tej paście jej niedobrze, więc jej nie używa ;) 
Patrzę na moje starsze dziecko i zastanawiam się kiedy ono tak urosło, kiedy minęły te ostatnie lata. Wypadł jej drugi z pary ząbków, która przyniosła tyle bólu wyrzynając się w pierwsze Boże Narodzenie, które niestety nie było takie magiczne jak zakładaliśmy. A teraz te ząbki wypadły i czekamy już na dorosłe, stałe. 

Jaki był ten 2019 rok dla nas? Nie był zły, więc Nowy niech co najmniej dorówna staremu i dołoży jeszcze coś dobrego od siebie :)
Nowy Rok 2020 oznacza co najmniej 366 nowych możliwości, po jednej na każdy dzień. Życzę wam zatem, byście potrafili znaleźć w życiu małe radości, które sprawią, że będziecie mogli powiedzieć, że jesteście szczęśliwi. Niech spełnią się marzenia te małe i te duże. Miejcie dużo pomysłów i je realizujcie, więc życzę wam dużo siły, by to wszystko osiągnąć. Bo przecież jeśli tylko jest wola, to sposób zawsze się znajdzie, nieprawdaż? Niech dzwonią telefony, niech dzieciątka rosną pod serduszkiem, niech słonko wam świeci każdego dnia! Tego i jeszcze więcej życzę wam na ten najbliższy roczek! :)


P.S. Mikołaj przyniósł mi bardzo osobisty prezent - a mianowicie pomagiera prac domowych :))) Dzięki niemu może znajdę więcej czasu na pisanie, podczas gdy on jeździ i odkurza moją podłogę ;)


wtorek, 24 grudnia 2019

Opowieść Wigilijna.Magiczna Jabłoń


Na skraju lasu, gdzie płynie rzeczka, w małym domku z ogrodem, mieszkał sobie drwal z żoną. Ona, drobna kobietka o włosach blond, kochała zajmować się kwiatami i często przemawiała do nich, jak gdyby były jej najlepszymi przyjaciółkami. One, odwdzięczały się pięknem i zapachem tak wspaniałym, że każdy, kto tu zawitał, z chęcią zasiadał przy malutkim stoliczku i pił aromatyczną herbatę w towarzystwie pani domu. Jej ogród był tak magiczny, że zamykając oczy ludzie mogli przenieść się w bajkowy świat zmysłów, rozkoszując się ciepłymi promykami słońca. Po świeże kwiaty do wazonu przychodzili wszyscy okoliczni mieszkańcy. Piekarz codziennie kupował bukiet dla żony i nawet sam burmistrz czasem wpadał po drodze do domu, by wybrać kilka ulubionych czerwonych róż. 
Drwal pracował ciężko, ale lubił swoją pracę. Kiedy wracał do domu, czekał na niego ciepły posiłek i świeży bukiet kwiatów z własnego ogrodu. Z przyjemnością oboje małżonkowie zasiadali do stołu, by zjeść razem obiad, a potem on zaparzał ich ulubioną herbatę jaśminową w czerwonym czajniczku. Zimą drwal palił w kominku i ciepło palonego drewna wraz z jego cudownym zapachem rozchodziło się po całym domu. 
Drwal i jego żona żyli skromnie, lecz byli razem szczęśliwi. Do pełni szczęścia jednakże, brakowało im potomka, na którego bez powodzenia czekali od kilku miesięcy. Oboje robili się coraz smutniejsi, choć drwal próbował ukryć swoje prawdziwe uczucia przed żoną, żeby nie zasmucać dodatkowo jej serca. Starał się ją wspierać, lecz z dnia na dzień coraz rzadziej można było zauważyć uśmiech na jej twarzy. Wieczorami siadała z ulubioną herbatą przy oknie i wyglądała na drogę, jakby czekała, że ktoś zaraz nią będzie szedł. Pewnego dnia, gdy tak siedziała oparta o parapet, zobaczyła między drzewami postać. Zerwała się z krzesełka i przetarła oczy. Zobaczyła kobietę w długiej, czerwonej sukni, która w ręce trzymała złoty kufer. Po chwili małżonkowie usłyszeli pukanie do drzwi i kiedy otworzyli, bez słowa weszła do pomieszczenia i podała im kuferek. W środku znajdowała się szklana kula, z pozoru zwyczajna, niczym się nie wyróżniająca, ale gdy kobieta ją potarła, ku zdziwieniu małżonków, w środku ukazał się piękny miniaturowy ogród, pośrodku którego rosła jabłoń. 
- Ta kula będzie waszym przewodnikiem. Jeżeli w ciągu 12 dni, uda wam się odnaleźć tę jabłoń, zerwać z niej owoc i zjeść nim upłynie północ, jeszcze w tym roku będziecie cieszyć się potomstwem. 
Po tych słowach wyszła i nigdy więcej jej nie widzieli. Nie mieli pojęcia kim była kobieta, lecz dla nich to nie było ważne. Liczyło się tylko to, co im powiedziała. Nadzieja wlana w ich serce sprawiła, że niczym na skrzydłach wyruszyli w tajemniczą wędrówkę w poszukiwaniu magicznej jabłoni. 

Minął pierwszy dzień, minął drugi i trzeci. Choć wskazówki były dość dokładne, magicznej jabłoni nigdzie nie było. Czwartego dnia poszukiwań, żona drwala usiadła na kamieniu i zasmucona powiedziała, że powinni chyba wrócić do domu. Drwal objął ją i mocno przytulił dodając tym samym sił, by iść dalej. Wreszcie dotarli na polanę, na której znajdowała się wysoka, dawno niekoszona trawa, krzaki i ciernie. Choć każdy krok sprawiał im ból, to poranione nogi poniosły drwala i jego żonę na sam środek polany. Jakieś przeczucie podpowiadało im, żeby nie rezygnowali. I nagle ich oczom ukazało się drzewo, na którym niczym w bajce rumieniły się jabłka tak piękne, że byli pewni, iż w końcu trafili pod właściwy adres. Wykończeni wędrówką, ze łzami w oczach zerwali owoc i nie tracąc czasu usiedli pod drzewem, by spełniła się przepowiednia.

Wracając do domu drwal i jego żona byli tak szczęśliwi jak nigdy. Uwierzyli, że teraz ich życie się odmieni i wreszcie będą mogli cieszyć się dzieckiem. Mijały jednak miesiące, a pod sercem żony drwala nadal było pusto. Z dnia na dzień pryskał czar magicznej jabłoni, a kobieta stawała się jeszcze bardziej smutna niż wcześniej. Nie cieszyły już jej nawet ukochane kwiaty, które zaniedbane zaczęły tracić kolor i blask. Ludzie coraz rzadziej przychodzili je kupować i nikt nawet nie zapytał dlaczego niegdyś najpiękniejszy ogród w okolicy tak podupadł. Drwal pracował jeszcze ciężej, by móc utrzymać siebie i żonę, która coraz to bardziej zamykała się w swoim świecie. Aż pewnego dnia, to było jakoś przed Bożym Narodzeniem, spadło tyle śniegu, że nie sposób było wyjść z domu. Drwal napalił w kominku i zrobił ulubioną herbatę. Przyniósł ciepły koc żonie, która zasiadła w fotelu tuż obok okna. Nagle, w oddali, oboje spostrzegli nieznaną im postać. Tym razem nie był to nikt dorosły, ale mała dziewczynka, która zziębnięta zbliżała się do ich domku. Żona drwala popatrzyła zdziwiona na męża i poleciła mu natychmiast wyjść i przyprowadzić przybysza. Dziewczynka była niczym sopel lodu, głodna i wystraszona. Drwal okrył ją kocem i posadził przy kominku. W tym czasie zaparzył świeżej herbaty i przyniósł talerz zupy, która została jeszcze od obiadu. Nieśmiało dziewczynka sięgnęła po łyżkę i zjadła to, co jej przyniesiono. 
- Dziękuję, powiedziała i uśmiechnęła się. 
Żona drwala cały czas siedząc przy oknie i przyglądając się scenie, nagle wstała i podeszła do nieznajomej. Klęknęła obok niej i zapytała:
- Kim jesteś i co tu robisz w taką pogodę?
Dziewczynka spojrzała na nią swoimi dużymi, niebieskimi oczami i odrzekła:
- Nie mam na tym świecie nikogo. Nikogo, kto by się o mnie troszczył i mnie kochał. Pewnej nocy miałam sen, piękny sen. Przyszedł do mnie anioł i powiedział, że dokładnie w pierwszy dzień zimy, mam wyruszyć przed siebie i iść tam, gdzie zaprowadzi mnie serce. Kazał mi też wziąć to.
Dziewczynka schyliła się i z torby wyjęła piękne, rumiane jabłuszko. Potem rzekła:
- Myślę, że to właśnie wam powinnam je podarować.
I podała jabłko żonie drwala. Z drżącymi rękami kobieta wzięła owoc, a łzy spłynęły po jej policzkach, które mała dziewczynka otarła chusteczką. Tamtej nocy drwal naszykował jej miejsce w pokoju gościnnym. Przykrywając się ciepłą kołderką, dziewczynka uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Wiedziała, że dotarła do celu swojej podróży.


Magiczna Jabłoń widziana oczami Elsy

Kochani, oddaję w wasze ręce opowieść o Magicznej Jabłoni i życzę wam, byście w tę Noc Wigilijną odnaleźli w sercu cel waszej wędrówki. Niech nowo narodzone Boże Dzieciątko przyniesie radość i spokój. Każdy z nas kiedyś wyruszył w taką podróż jak drwal i jego żona. Czasem uda się odnaleźć jabłoń i czar zadziała, a czasem nie. Ale wiem na pewno, że codziennie dookoła nas dzieją się niezliczone cuda, tylko warto się zatrzymać, by je dostrzec, czego na okres tych Świąt z całego serca wam życzę :)

wtorek, 17 grudnia 2019

W poszukiwaniu ducha Świąt.



Pamiętam taką zimę, kiedy idąc przez park zapadaliśmy się w śniegu aż po przysłowiowy pas. To było prawie 15 lat temu i od tamtej pory nie było już aż tak dużo puchu na Święta Bożego Narodzenia. Owszem, bywało, że trawa została przyprószona na biało, niczym cukrem pudrem, ale to jednak nie to samo. Nie wiem, czy właśnie dlatego, że pogoda w grudniu od kilku lat jest wiosenna, czy po prostu dlatego, że jestem starsza i już zupełnie inaczej wszystko odbieram, ale jakoś coraz trudniej jest mi odnaleźć tego ducha Świąt. W tym roku nie spadł jeszcze ani jeden płatek śniegu i choć faktem jest, że w niektórych krajach nie ma mowy o białych Świętach, to ja jednak nie mogę się do tego przyzwyczaić, bo właśnie tak je pamiętam z dzieciństwa. Dźwięki skrzypiących butów odbijających się na śniegu, mróz szczypiący w policzki i drętwiejące palce u stóp, bo temperatura spadała poniżej 20 stopni. Nie jestem wielkim fanem zimy, ale właśnie teraz wolałabym wyjrzeć przez okno i zobaczyć magiczny biały świat, zamiast 11 stopni na termometrze.


W wakacje umówiliśmy się z naszymi znajomymi z Gdańska, że odwiedzimy ich jesienią. Niestety ich choroba sprawiła, że wybraliśmy się w Bieszczady, a wizytę u nich odłożyliśmy na grudzień, kiedy to odbywa się Jarmark Bożonarodzeniowy. Niestety u naszych znajomych kilka dni temu zapanowała ospa, co oznaczało zero kontaktów, więc postanowiliśmy zrezygnować z wyjazdu. Mąż jednak sprawił mi niespodziankę i mimo to zarezerwował dla nas hotel we Władysławowie na 3 noce. Powiem wam, że nigdy się nie spodziewałam, że właśnie tam, z daleka od domu, gdzie morze raczej kojarzy się z urlopem niż Bożym Narodzeniem, odnajdę ducha Świąt. Nie wiem, może to sam wystrój hotelu, a może to, że na te kilka dni oderwaliśmy się od rzeczywistości, w której człowiek wiecznie jest czymś zajęty. I to nie dlatego, że zapomnieliśmy po co tak naprawdę są Święta, ale takie zwykłe sprawy dnia codziennego pochłaniają jednak nas bez reszty. Myślę, że każdemu przydałby się taki czas, by się zatrzymać, nic nie musieć robić i po prostu spędzić czas razem. W weekend hotel miał sporo gości, nawet trochę byłam zdziwiona. Były małżeństwa z dziećmi, dla których przygotowana jest specjalna sala zabaw i animacje. Były też pary bez dziecka, które spędzały czas na basenie, w saunie, czy restauracji. Były i grupy przyjaciół, ojciec z synem i mama z dwoma chłopcami, więc towarzystwo naprawdę zróżnicowane. Co rzuciło mi się w oczy to to, że nie widziałam ludzi, korzystających cały czas z telefonów. I to jest fajne. Często rodziny, znajomi, siedzą razem, ale każde z nich jest w swoim świecie. Klimatowi sprzyjała również nastrojowa muzyka, która płynęła gdzieś w tle. 





Kochani, życzę wam, żebyście w całej tej przedświątecznej gorączce zawsze znaleźli chwilę by usiąść i nacieszyć się tym wszystkim, zwłaszcza jeśli nie odnaleźliście jeszcze ducha Świąt. Wiem, że dla niektórych z was, ten czas oczekiwania na Boże Dzieciątko jest trudny, ale mam nadzieję, że znajdziecie choć odrobinkę szczęścia w małych, wielkich rzeczach. Bo one wcale nie są daleko, tylko by je znaleźć, trzeba czasem na chwilę się zatrzymać.

Molo w Sopocie.

Życzę wam dobrego tygodnia, ja po mojej labie wracam do sprzątania :) Jeszcze parę fotek z wyjazdu:

Cudny Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku :)



I na koniec jeszcze o hotelu. Gdy nasze dzieci spędzały czas tu: 



My siedzieliśmy tu :) 



poniedziałek, 9 grudnia 2019

Adopcyjne dylematy. Rodzeństwo biologiczne naszych dzieci.



Jeśli wierzyć statystykom i doświadczeniu pracowników ośrodka adopcyjnego, większość dzieci wbrew pozorom nie szuka swoich biologicznych rodziców. Zależy im natomiast na odnalezieniu rodzeństwa . Dlaczego tak? Do rodziców mają jednak żal o to, że je porzucili, a brak więzi sprawia, że są oni dla dziecka obcymi ludźmi. Z bratem lub siostrą natomiast czują się niewidzialnie związani podobnymi przeżyciami i pragną wejść z nimi kontakt szczególnie wtedy, gdy wychowują się w rodzinie jako jedynaki. Świadomość tego, że gdzieś na świecie żyje rodzeństwo sprawia, że dzieci nie chcą być same z przeszłością, którą ze sobą niosą oraz mieć wsparcie kogoś bliskiego, gdy rodziców adopcyjnych już zabraknie.

Jak wiecie nasze dziewczynki są biologicznymi siostrami, ale nie każdy niestety ma możliwość poznać rodzeństwo swojego dziecka. Dlaczego? Ośrodek teoretycznie ma obowiązek poinformować rodzinę o kolejnym dziecku do adopcji i dopiero po odmowie złożyć propozycję komuś innemu. Czy zawsze to ma miejsce? Trudno powiedzieć. Z doświadczeniami jakie mamy my, wątpię. Dlatego może się okazać, że nigdy nie dowiemy się o rodzeństwie, pomimo tego, że ośrodek takie informacje posiada. Trzeba liczyć na ich uczciwość i to nie tylko w stosunku do nas, ale przede wszystkim do dziecka, bo to ono doznaje największej krzywdy w przypadku gdy siostra czy brat pójdą do innej rodziny, a mogli być razem.

Może się również zdarzyć, że kobieta urodzi kolejne dziecko i nie poinformuje o tym ośrodka, bo przecież nie ma takiego obowiązku. Często dzieci te, są po innym ojcu, który z kolei może mieć potomstwo z kolejną kobietą. W takich przypadkach trudno odnaleźć łączące więzi i jak twierdzi moja pani z OA nie powinniśmy ich na siłę szukać. Dla ludzi, którzy nie mają pojęcia, że ich matka oddała w przeszłości dzieci do adopcji taka informacja może okazać się szokiem. 

Czy da się w dorosłości odbudować relacje i nawiązać więź z rodzeństwem, z którym tak naprawdę nie łączy nas nic prócz więzów krwi? Trudno powiedzieć, ponieważ zależy to choćby od środowiska w jakim dzieci się wychowują/wychowały, osobowości, samej chęci do zbudowania relacji i wielu innych czynników, które wpływają na powodzenie. W internecie można znaleźć wiele portali czy forów pomagających ludziom odnaleźć rodzeństwo biologiczne i zdarza się, że potem opisują oni tę nową relację. Czasem nawiązanie więzi odbywa się z sukcesem, a czasem nie, ponieważ okazuje się, że dwie osoby są tak różne, że nic głębszego nie jest w stanie się w nich narodzić. Ale świadomość tego, że taka osoba istnieje i wiemy gdzie przebywa, co robi, jest już ważna dla dziecka. 

Kolejna sytuacja to taka, gdy rodzina adopcyjna nie może przyjąć do siebie kolejnego rodzeństwa i trafia ono do innej rodziny. To czy dzieci będą miały ze sobą kontakt, czy nie, zależy od rodziców. Nikt ich wprawdzie nie zmusi do przyjaźni i sztucznego utrzymywania kontaktów, ale rozmawiałam na ten temat z panią psycholog, która stwierdziła, że jest to bardzo wskazane dla dziecka i rodzice absolutnie nie powinni się tego bać. Według niej to właśnie oni często dla swojej własnej wygody i egoistycznych pobudek unikają kontaktu z rodzeństwem biologicznym lub całkowicie się od niego izolują. Lata, w których dzieci dorastają osobno można wykorzystać na zbudowanie więzi na tyle dobrej, by kiedyś, gdy będą starsze, mogły same ją pogłębić. Nie da się nadrobić straconego czasu. Świadomość tego, że istnieje rodzeństwo i wychowuje się w innej rodzinie to bardzo wiele dla dziecka. Dlatego zgodnie z tym, czego dowiedziałam się od pani psycholog zachęcam was, by dla dobra dziecka i jego przyszłych relacji z rodzeństwem, nawiązać kontakt z rodziną adopcyjną, w której przebywa siostra czy brat.

Zdarza się również, że do adopcji zostaje oddane dziecko z rodziny wielodzietnej, która nie jest w stanie zapewnić mu odpowiednich warunków. Tu sytuacja jest trudna, ponieważ całe rodzeństwo zostaje przy rodzinie biologicznej, a to najmłodsze jest oddane pod opiekę rodziny adopcyjnej. Zwykle tacy ludzie nie chcą utrzymywać kontaktu, chcą poniekąd "zapomnieć", że urodził się kolejny potomek. W takim przypadku trzeba dużo rozmawiać z dzieckiem i pracować nad jego poczuciem własnej wartości, ponieważ może zastanawiać się dlaczego ona/on został oddany, a jego rodzeństwo nie. 

Zdarza się też, że dzieci oddane do adopcji są rozdzielone z rodzeństwem. Robi się tak czasem dla ich dobra. Jeśli na przykład jedno z rodzeństwa jest bardzo chore, czy niepełnosprawne, pozostaje pod opieką lekarską, to drugie jako jedynak ma większe szanse na znalezienie rodziny. Bywa też tak, że część rodzeństwa jest już dorosła, czy prawie dorosła. Dlatego też młodsza siostra, czy brat, sama/sam oddany jest do adopcji. Często dzieci te na jakiś czas "zapominają" o bracie, czy siostrze, nie wspominają o nim/o niej i nie mają potrzeby kontaktu. 

Rodzeństwo biologiczne jest bez wątpienia ważne dla dziecka. Dlatego też, jeśli tylko mamy możliwość, pomóżmy mu je odnaleźć, nawiązujmy kontakt z rodzinami adopcyjnymi, w których przebywa brat czy siostra. Dziecko nie jest naszą własnością, działajmy więc tak, by dla niego było jak najlepiej. Jeżeli od samego początku będzie wiedziało, że tamten chłopczyk to nie kolega, ale brat, w przyszłości łatwiej będzie pogłębić więź między dziećmi. 






piątek, 29 listopada 2019

Molestowanie seksualne część 1. Przerwane milczenie.

Prolog

Rzadko coś lub ktoś potrafi mną tak wstrząsnąć. Na co dzień spotykam się wprawdzie z różnymi rodzajami tragedii, ale gdy dorosła osoba, którą znasz dość dobrze, nagle otwiera się przed tobą i wyjawia swoją największą tajemnicę, od tej pory świat już nigdy nie będzie taki sam.

Molestowanie seksualne dzieci to najtrudniejszy temat z jakim przyszło mi się zmierzyć od początku istnienia bloga. Temat, o którym zwykle mówi się tylko w kategoriach sensacji. Statystyki nadal pozostają tajemnicą, większość przypadków niestety nie ujrzy światła dziennego, ale jestem pewna, że dotyczy tak wielu osób, że gdybyśmy znali liczby, bylibyśmy naprawdę wstrząśnięci...

Dzisiejszy wpis jest wyjątkowo długi, ale przeczytajcie proszę do końca. Każda informacja jest na wagę złota i może uratować komuś życie.


Moda na molestowanie

Co jakiś czas słyszymy w mediach, że kolejna znana nam osoba, wyznała, że była w dzieciństwie molestowana. Przyznam wam szczerze, że nie raz oceniałam celebrytów myśląc, że zależy im tylko na rozgłosie i sławie. Dziś wiem, że bardzo się myliłam. Zepchnięte na dno świadomości złe doświadczenia z dzieciństwa i wyparcie wspomnień, by móc funkcjonować w codzienności często decydują o tym, że dopiero po kilkunastu (a czasem kilkudziesięciu) latach ofiary przerywają milczenie. Nie będę więc już nigdy dociekać jakie dana gwiazda ma intencje w publikowaniu takich wiadomości. Być może udzielenie wywiadu na temat tych bolesnych doświadczeń jest oczyszczającą terapią, być może aktem ogromnej odwagi, a być może nawet ostatnim etapem pogodzenia się z tym, co miało miejsce wiele lat temu. Wiem jedno. Nie ma gorszego bólu emocjonalnego niż wymuszone stosunki seksualne ze sprawcą, który jest członkiem rodziny i ufamy mu ponad wszystko.



Dlaczego akurat w show biznesie tyle jest osób z traumatycznymi doświadczeniami? Aby udowodnić swoją wartość, dzieci zaniedbywane w dzieciństwie, bądź wykorzystywane, chcą coś osiągnąć lub być sławne w życiu dorosłym. Zainteresowanie mediów oraz fani dają im poczucie bycia kimś ważnym i potrzebnym, czyli tym wszystkim czym nie byli jako dzieci.


Przypomnijmy sobie biografię Marylin Monroe, która zapewne nie stałaby się tak sławna, gdyby nie jej trudne dzieciństwo. Porzucona przez rodziców, molestowana w domach zastępczych i nienawidzona przez matki zastępcze, które obwiniały ją o uwodzenie mężów, nauczyła się, że seksualność służy do osiągania celów. Choć w swoim życiu Marilyn Monroe wiele osiągnęła, na zawsze pozostała obiektem seksualnym. Dlatego też osiągnięcie celu nie zapełniło pustki i nie wyleczyło jej z traumy. 


Zranieni w dzieciństwie bardzo pragną, a jednocześnie boją się bliskości. Często dążą do związków idealnych, w których drobne konflikty ze współmałżonkiem lub dzieckiem odbierają jako przejaw odrzucenia albo agresji, która ich głęboko rani i przeraża. Ten strach przed konfliktem powoduje wycofywanie się z większości relacji. Takie i inne zachowania często są efektem wychowywania się w rodzinach patologicznych, w których obecne były przemoc i alkohol, nie było żadnych norm moralnych i łamało się wszelkie zasady społeczne.

Jak dochodzi do zniewolenia dziecka

Pierwsza myśl, jaka przychodzi nam do głowy w kontekście przemocy seksualnej to wizja zaczajonego w krzakach mężczyzny, który rzuca się na uwodzicielsko ubraną nastolatkę, gwałci i ucieka. Oczywiście, takie sytuacje też mają miejsce, ale jak dowodzą statystyki dzieci głównie krzywdzone są przez bliskie im osoby z rodziny lub otoczenia w którym przebywają.
Chciałoby się powiedzieć, jak to możliwe, że osoba bliska dziecku potrafi je tak bezwzględnie skrzywdzić. Sprawcą jest zwykle mężczyzna, może być to dziadek, ojciec, ojczym, ale również starszy kuzyn, czy kolega. Pamiętajmy, że molestowanie seksualne dotyczy każdego zachowania o tym charakterze, naruszającego godność osobistą i przyjęte zasady moralne i społeczne, niezależnie czy dochodzi do stosunku, czy nie.

Postępowanie sprawcy jest zazwyczaj starannie przez niego przemyślane, choć początkowe sytuacje mogą być przypadkowe i z pozoru niegroźne.


Aby lepiej zrozumieć cały mechanizm, przyjrzyjmy się poszczególnym etapom tragedii.

Uwodzenie


Sprawca szybko spostrzega dziecko samotne, odrzucone, spragnione bliskości i ciepła. Wykorzystując swoją pozycję lub autorytet, wyczekuje lub stwarza możliwości zbliżenia się do dziecka i zostania z nim sam na sam. Budując klimat intymnej więzi, zniewala dziecko i przygotowuje do uległości. Wielu agresorów nie sięga po przemoc fizyczną. Używa natomiast bardzo wyrafinowanych metod emocjonalnego uwodzenia, które dla dziecka mogą się wydawać zabawą, grą, wspólnym spędzaniem czasu np. chłopiec wspólnie z ojcem ogląda film pornograficzny.

Przekupione, posłuszne i uległe dziecko poddawane jest stopniowo narastającym czynnościom seksualnym a kiedy
 zaczyna się orientować, o co w tym wszystkim chodzi, nie wie, jak się zachować i co zrobić. Kiedy granice są już przekroczone, dziecko jest przygotowane psychicznie przez sprawcę, aby czuć się współwinne. 

Nie mów nikomu

Najważniejszym zadaniem sprawcy jest utrzymanie w tajemnicy dokonywanej przez niego przemocy seksualnej. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że grożą mu za ten czyn konsekwencje prawne, społeczne i emocjonalne, ale ponieważ dostarczają mu one przyjemności seksualnej, rozładowują jego napięcie, podnoszą poczucie jego wartości i ważności, zmusza dziecko do sekretu, by przez wiele lat zaspokajać swoją potrzebę siły i dominacji.

Przyczyn utrzymywania przez dziecko sekretu jest wiele. Jedną z nich jest narastające uczucie zagrożenia. Boi się ono złości mamy, lub gdy matka często choruje czy ma powtarzające się problemy psychologiczne, pojawia się lęk, że ta wiadomość znacznie pogorszy jej stan zdrowia. Dziecko może również obawiać się, że sprawca jest zdolny to samo zrobić rodzeństwu, czy też niepokoi się o swojego zwierzątko, które jest mu bliskie. Nie chce być  winne rozbicia rodziny i ma świadomość, że może zostać oddane do domu dziecka. Ponadto, dziecko może mieć złudne poczucie "profitów", wynikających z utrzymywania kontaktów seksualnych z dorosłym. Nie rozumiejąc do końca istniejącej sytuacji, czuje się zauważone i potrzebne. Czasem nawet otrzymuje nagrody w postaci pieniędzy, czy zabawek, może czuć się "wyróżnione" wśród rodzeństwa, rówieśników. Dziecko nie zdaje sobie sprawy z tego, że dokonywana jest na nim przemoc.

Dziecko zmuszone w jakikolwiek sposób do utrzymania tajemnicy czuje się samotne i wyobcowane. Boryka się ze wstydem, strachem, poczuciem winy i skrzywdzeniem, z drugiej strony za wszelką cenę pragnąc bycia kochanym.

Kim jest sprawca?

Nie ma jednoznaczniej odpowiedzi na to pytanie. Często jest to osoba niedojrzała emocjonalnie, z niskim poczuciem własnej wartości, sama będąca ofiarą przemocy, pochodząca z rodziny patologicznej. Zdarza się, że będąc pozbawionym kontaktu z własna płciowością, nie do końca jest świadoma seksualnego charakteru swoich zachowań. Dziecko nie tylko może zostać wykorzystane przez członka rodziny, ale także przez kogoś, kto jest z nią "zaprzyjaźniony" Może to być jakiś dobroczyńca rodziny np. ksiądz, jakiś sponsor, ktoś, kto pomaga im w biedzie. Sprawca najpierw osacza rodzinę. Pokazuje, że jest dla niej niezbędny na tyle, że jego obecność jest w domu czymś naturalnym. Upatruje on sobie dziecko i wikła go w relację: wyróżnia, pokazuje, że rodzice są zapracowani, biedni, pogrążeni w alkoholu czy innego rodzaju problemach, mają dla niego mało czasu. 
Niektórzy sprawcy rodzą się z popędem nakierowanym na dzieci, część sama była molestowana i odzwierciedla traumę, którą przechodziła w dzieciństwie. Częściej są to jednak osoby, które mają rozszczelnione granice moralne, seksualne, z różnych powodów przekraczają silne tabu. Nawet jeśli ktoś był w dzieciństwie molestowany, to nie jest tak, że on musi robić to w życiu dorosłym. Jeśli posuwa się do tego, to jest to jego świadoma decyzja.

 Gdy prawda wychodzi na jaw.

Większość przypadków molestowania seksualnego w okresie ich trwania, a także wiele lat po, nie zostaje wyjawiona. Czasami sekret zostaje odkryty przypadkowo. Słyszałam o takiej sytuacji u nas w przedszkolu, kiedy to panie zauważyły ślady na ciele dziecka mogące świadczyć o przemocy. W przypadku molestowania dziewczynki może dojść do ciąży, której ona sama długo nie jest świadoma, ponieważ nie rozumie jeszcze związku między stosunkiem płciowym a rosnącym brzuchem. Czasami dziecko czuje ogromną potrzebę podzielenia się z kimś swoją tragedią. Starsze dzieci, z biegiem czasu zmieniają też swoje spojrzenie na sprawcę. Początkowo "dobry i ciepły" wujek, staje się patologiczną osobą, kontrolującą i krzywdzącą dziecko. 
Ale wyjawienie prawdy to dopiero początek. Choć dziecko chciałoby się uwolnić od sprawcy, może być tak silnie uzależnione od niego, że powracający lęk, poczucie winy, odpowiedzialności oraz przeświadczenie o braku lojalności (na przykład jeśli jest to ojciec) może doprowadzić do wycofania oskarżeń i odmowy pomocy.

Tłumienie

Ostatecznym przypieczętowaniem krzywdy staje się moment, gdy otoczenie dowiaduje się o traumie, ale ją lekceważy albo nakazuje dalsze milczenie – dla "dobra" krzywdziciela czy "dobra ogółu". Cierpienie ofiary trwa tak długo, jak długo nie doczeka się zadośćuczynienia i jak długo sprawca pozostaje chroniony. Jak wynika z relacji samych pokrzywdzonych, reakcje członków rodziny na ujawnienie przemocy seksualnej są w większości negatywne w stosunku do ofiary. Ponieważ nie są w stanie wyobrazić sobie tak okropnego czynu popełnianego przez bliską również im osobę (np. mąż, brat), pojawia się złość do pokrzywdzonej osoby i brak wiary w jej słowa. Umniejsza się znaczenie cierpień dziecka a bliscy nie zdając sobie sprawy z konsekwencji molestowania nalegają, aby nie rozdrapywać ran. Trudno jest im zażegnać wewnętrzny konflikt pomiędzy lojalnością w stosunku do sprawcy i ofiary (np. mąż - dziecko)

Rodzeństwo często też nie potrafi nieść wsparcia dla ofiary, ponieważ obawia się zakłócenia życia rodzinnego. Ujawnienie czynów kazirodczych burzy choćby iluzję dobrej i bezpiecznej rodziny i buduje poczucie winy, że nie ochroniło się siostry czy brata.

Dziecko czuje się więc podwójnie zranione, najpierw przez bliską mu osobę, wykorzystującą swoją pozycję, później przez innych ludzi, którzy po ujawnieniu sekretu nie udzielili mu żadnego wsparcia. 

Niektórzy terapeuci, księża czy opiekunowie dziecka twierdzą, że najszybciej i najłatwiej osoba poradzi sobie z bólem doznanego kazirodztwa, gdy szybko przebaczy krzywdy doznane od sprawcy i innych odpowiedzialnych za przemoc osób. Niestety nie zawsze ofiara potrafi wybaczyć komuś, kto przez wiele lat krzywdził ją emocjonalnie i fizycznie. Gdy na dodatek wymaga tego wiara, czy społeczeństwo, może okazać się, że przebyta trauma zamiast zmniejszyć się, pogłębi się na tyle, że przez długi okres czasu dziecko/dorosły molestowany nie będzie umiał sobie z tym poradzić. Jakże łatwo powiedzieć, że komuś wybaczam. Trudniej jest naprawdę to zrobić, gdy każdego dnia zamykając oczy widzę w swoich koszmarach mojego oprawcę.

Doświadczenia terapeutów zajmujących się ofiarami kazirodztwa wskazują, że przebaczenie nie jest potrzebne w procesie radzenia sobie z tym problemem. Jeżeli osoba zechce przebaczyć, to często jest to krok ostatni - wieńczący proces zdrowienie.

Blizny

Doświadczenie molestowania seksualnego wpływa tak silnie na dziecko, że pozostawia po sobie liczne i zróżnicowane traumy.
Autorka książki "Leczenie dziecka po traumie" Beverly James ukazała, jakie są następstwa wykorzystywania dziecka.


Poczucie winy 

Najczęściej poczucie winy kształtowane jest przez sprawcę, który chcąc oczyścić siebie obarcza nią dziecko. Przejęcie części winy na siebie, pozwala dziecku nadal żywić uczucia w stosunku do osoby zadającej ból (np. w stosunku do ojca) oraz pozornie kontrolować sytuację.

Człowiek dorosły z doświadczeniem przemocy seksualnej w dzieciństwie najczęściej izoluje się od innych, sam sobie wymierza karę, na przykład: samookaleczenia, samobójstwo, deprecjacja własnych osiągnięć, uzależnienia.


* Poczucie bezsilności 

Zobowiązane do milczenia, poprzez groźby, przemoc, czy psychiczne ograniczenia (np. że rozbije rodzinę wyjawiając sekret) dziecko molestowane seksualnie zostaje samo ze swoim poniżeniem i strachem. Uczucia te pozostają obecne przez wiele lat a osoba dorosła albo wycofuje się z życia, albo nadmiernie wszystko kontroluje.

* Poczucie osamotnienia 

Ponieważ molestowanie dotyczy zwykle osoby bliskiej dziecku, traci ono zaufanie do innych, tłumi i wycofuje emocje. W wieku dorosłym cierpi na depresję, chroniczne bóle, napięcia mięśniowe, zaburzenia oddechowe, często czuje niepokój i unika bliskiego kontaktu.

* Stygmatyzacja 

Dziecko przekonane jest o tym, że jest gorsze od innych z powodu tego, co się stało. Dorośli starają się radzić sobie z tym uczuciem poprzez dążenie do sukcesu, przy czym nigdy nie czują się wystarczająco dobrzy. Przyjmują leki psychoaktywne, czasem uprawiają ryzykowne sporty, dokonują samookaleczeń lub prób samobójczych.

* Erotyzacja 

Dziecko wykorzystywane seksualnie zaczyna postrzegać siebie wyłącznie jako obiekt seksualny, ponieważ dostaje od dorosłego fałszywe informacje dotyczące moralności i seksualności. Prowadzi to albo do koncentracji na sprawach seksu, albo do zupełnego unikania kontaktów seksualnych w dorosłości.

Skutki molestowania

Skutki molestowania mogą ciągnąć się za człowiekiem przez całe życie, a wszystko to, czego dokonuje w wieku dorosłym, ma korzenie gdzieś daleko w dzieciństwie. By lepiej zrozumieć ten mechanizm, przyjrzyjmy się jak wydarzenia z przeszłości mogą mieć wpływ na późniejsze życie.

Skutki psychologiczne:

* ofiara całe swoje życie czuje się jak obiekt zaspokojenia seksualnego, w jej mniemaniu jest "czymś" a nie "kimś"
* ma poczucie winy, bierze na siebie odpowiedzialność za sytuacje, które bezpośrednio je nie dotyczą, niczym mantra powtarza słowo "przepraszam"
* z trudnością przyjmuje pomoc, budzi się w niej przymus odwdzięczenia się
* ofiara może odczuwać bezsilność z powodu tego, że nie udało jej się powstrzymać sprawcy

* poczucie straty „niewinności”
* poczucie, że na zawsze pozostanie ofiarą
* uczucie złości wobec sprawcy, a także osób, które mogły, ale nie ochroniły ofiary przed molestowaniem

* problemy ze snem: kłopoty z zaśnięciem, częste budzenia się w nocy, koszmary
* przewlekłe stany depresyjne
* niska samoocena,
* brak asertywności
* lęki i fobie
* poczucie wstydu,
* wzmożona czujność
*  dysocjacja
* problemy z koncentracją
*  myśli samobójcze
* wybiórczość wspomnień
*  stały niepokój,
*  poczucie krzywdy
*  nieadekwatne reagowanie na dane sytuacje

Skutki fizyczne:

* otarcia, stłuczenia, siniaki
*  ból w okolicach pochwy lub odbytu, krwawienie
* przerwanie błony dziewiczej

* biegunki lub zaparcia
* infekcje dróg moczowych
* choroby weneryczne

* ciąża

 Skutki behawioralne:

* regresja w zachowaniu, np. opóźniony rozwój mowy u młodszych dzieci
* uzależnienie od papierosów, alkoholu lub narkotyków
* samouszkodzenia
* próby samobójcze
* wagary, włóczęgostwo, ucieczki z domu
* zachowania przestępcze, prostytucja

* zachowania agresywne wobec innych,
* stosowanie przemocy fizycznej
*  hiper- lub nadaktywność,
* "zamknięcie się w sobie"
* nie uczestniczenie w życiu rodzinnym lub koleżeńskim

Skutki psychoseksualne i społeczne:

* problemy z utrzymaniem stałych związków
* wchodzenie w związki sadomasochistyczne lub inne, w których partner ma skłonności do dewiacyjnych zachowań
* zmniejszenie popędu i unikania kontaktów seksualnych
* zmiana preferencji i orientacji seksualnej
* dysfunkcje seksualne
* brak umiejętności wchodzenia w relacje międzyludzkie
* unikanie bliskości fizycznej
* stawanie się sprawcą wykorzystywania seksualnego w przyszłości
* zdeformowane mechanizmy obronne powodujące negatywne postawy społeczne
* skłonność do podejmowania przypadkowych pozbawionych emocji kontaktów seksualnych
* wybieranie życia w samotności, np. w klasztorze

Skutki psychiatryczne:

* patologiczna podejrzliwość
* chwiejność nastrojów
* bulimia lub anoreksja



Molestowanie może dotyczyć każdego

Pamiętajmy, że problem molestowania seksualnego dotyczy nie tylko najbliższego nam kręgu, dlatego też powinniśmy być zawsze czujni na to jak zachowuje się nasze dziecko i czy nie nosi śladów przemocy. Dziecko szuka wzorców i akceptacji, dlatego nie trudno o sytuacje, w których ktoś stanie się autorytetem dla niego i wykorzysta swoją pozycję do zaspokojenia swoich dewiacji. Może to być trener piłki nożnej, z którym dziecko często przebywa w czasie treningów i wyjeżdża na zawody, może być to również ksiądz, czy inna osoba, która w jakiś sposób ma częsty kontakt z dzieckiem. 

Usłyszeć dziecko

Bliskości i więzi z drugim człowiekiem na pewno nie można się bać, ale w tych relacjach trzeba zachować granice. O tym gdzie leżą granice bliskości pomiędzy dzieckiem a dorosłym i mechanizmach działania dziecka, które jest wykorzystywane seksualnie, bardzo ciekawie mówi w wywiadzie dla portalu katolickiego KAI Jolanta Zmarzlik, specjalistka ds. ochrony dzieci przed krzywdzeniem z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę w Warszawie. Przeczytajcie jego fragment:

Gdzie leży granica, której dorosły nie może przekroczyć w kontaktach z dzieckiem?

Normalnie zorganizowany, zdrowy człowiek, doskonale wie gdzie jest ta granica. Jeżeli usiłuje podporządkować sobie dziecko, ma fantazje związane z tym, że ciało dziecka go podnieca albo ma zbyt dużo napięcia seksualnego, a dziecko traktuje jako najłatwiejszy obiekt do rozładowania tego napięcia, to to jest przekroczenie granicy. To nie jest tak, że normalny człowiek w pewnym momencie myśli: „a może zajrzę temu dziecku w majteczki?”. Najpierw musi się w nim budować taka potrzeba, a czyn jest konsekwencją. Nigdy odwrotnie.

Nic nie upoważnia nas do przekroczenia granicy np. spania z dzieckiem nago czy obnażania się przed nim. W naszej kulturze nie akceptujemy, nie propagujemy takich zachowań. Jeżeli się do tego dąży to znaczy, że coś musi mnie w tym podniecać. Jeżeli bierzemy dziecko na kolana nie po to, żeby mu coś pokazać, czy przytulić bo np. jest smutne, ale zaczynamy dążyć do tego, żeby ono wchodziło nam na kolana, bo czujemy związany z tym dreszczyk, to jest to przekroczenie granicy.

Jeśli dorosła osoba dąży i preferuje kontakt z dzieckiem, a nie dorosłymi, powinno to budzić niepokój otoczenia. Oczywiście są osoby, które zawodowo mają kontakt z dziećmi, ale to tylko element pracy i nie szukają z nimi kontaktów np. w mediach społecznościowych.

Czy np. trener, nauczyciel, ksiądz, powinien kontaktować się z dzieckiem za pośrednictwem mediów społecznościowych?


Ale po co? Na portalach społecznościowych na ogół chcemy powymieniać się ze znajomymi zdjęciami, przeżyciami, opiniami i informacjami. Jeżeli np. trener zakłada grupę na Facebooku, która jest otwarta do wglądu publicznego i są tam informacje dotyczące godzin treningów, czy odwołanych zajęć to jest to uzasadnione. Ale prywatne kontakty są przekroczeniem granicy.

Miałam wgląd w portal pewnego księdza, który prowadził korespondencję z chłopcami w wieku 11 lat. Pojawiały się w tych rozmowach zwroty „dobranoc syneczku”, „tęsknię za tobą”, „czemu długo się nie odzywasz?”, „czy pamiętasz, jak ostatni raz rozmawialiśmy i cię przytuliłem?”. To jest to coś, co zdecydowanie przekracza granice kontaktu z dzieckiem i jest ewidentnym dowodem do zachęcania dziecka do przekraczania barier bliskości.

Normalny człowiek obraca się w grupie dla siebie adekwatnej wiekowo, a nie tworzy sobie grupę wsparcia z dziećmi! Widziałam również wpisy nauczyciela gimnazjum, który wręcz szukał dla siebie wsparcia w grupie gimnazjalistów. Pisał im, że cierpi, nie może zaleźć sobie nikogo bliskiego, itd.

Czasami człowieka ciągnie seksualnie do dzieci i bardzo długo temu zaprzecza sam przed sobą. Tłumaczy sobie, że jest przecież fajnym opiekunem dla dzieci, one go lubią. Czasami sam przed sobą musi przekroczyć pewne bariery i dostrzega, że relacje z dziećmi są dla niego atrakcyjniejsze niż z dorosłymi, aż dochodzi do przekroczenia granic fizycznych. Myślę, że powinna obowiązywać zasada, że nauczyciele nie mogą prywatnie za pośrednictwem mediów społecznościowych kontaktować się z uczniami.

Mówi pani o ujawnieniu przestępstwa przez dziecko. Czy rodzice nie zauważają, że coś niedobrego dzieje się z ich dzieckiem?


Jeżeli chodzi o zewnętrznego sprawcę, to rodzice z reguły są ostatnimi osobami, które się o tym dowiadują. Rodzicom nie przychodzi do głowy, że dziecko może być w taki sposób krzywdzone. Posługują się magicznym myśleniem, że takie zło jest gdzieś daleko, w określonych środowiskach, że sprawca wygląda jakoś inaczej, że moje dziecko jest mądre i nie pozwoli się skrzywdzić. Tymczasem to tak nie działa. Często różne sygnały, które dziecko wysyła do otoczenia postrzegane są jako jego marudzenie, wymówki, lenistwo, niegrzeczność.


Wyobraźmy sobie, że rodzic uzdolnionemu dziecku kupił za kredyt zaciągnięty w banku fortepian, zapłacił za drogie prywatne lekcje, a “nieodpowiedzialny” dzieciak po trzech miesiącach wykręca się od grania, mówi, że nauczyciel jest głupi a granie nudne. Rodzic reaguje gniewem i wywiera na dziecko presję, zamiast przeanalizować sprawę pod kątem molestowania seksualnego syna przez nauczyciela.

Rodzice przeważnie nie słuchają swoich dzieci. Kiedy córka mówi matce, żeby ta nie chodziła do pracy, że nie chce zostawać w domu z ojczymem, matka mówi, żeby ta przestała histeryzować, że jest już duża, że może zostać. Nie wchodzi głębiej w to, czemu to dziecko jest zdenerwowane albo ciągle udaje, że boli ją brzuch tylko po to, aby matka nie zostawiała jej z ojczymem.

Matki udają, że nie widzą, że dziecku dzieje się krzywda?

Matki w rodzinach kazirodczych są również ofiarami. Po to, żeby przetrwać w tej rodzinie stosują wiele mechanizmów zaprzeczeń, wypierań i oszukiwania samej siebie. One w sumie wiedzą, co się dzieje, ale nie chcą przyjąć tego do wiadomości.

Jeżeli dziecko jest wykorzystywane przez kogoś wyjątkowego, cieszącego się powszechnym szacunkiem, autorytetem np. księdza, czuje się wybrane, wyróżnione spośród innych. Dla dziecka w jego posłudze, w rytuałach, których dokonuje jest coś niecodziennego, coś z magii, coś odświętnego. Im bardziej dziecko może się zbliżyć do tego, tym bardziej czuje się wyróżnione i zaszczycone. Dziecko związane jest wyróżnieniem, nie może więc zrobić przykrości księdzu i czegoś mu odmówić.


Taka sytuacja: przed telewizorem siedzi rodzina i ojciec na sofie przytula córkę, głaszcze po włosach i całuje w szyję. Kobieta z takiej rodziny nie myśli wtedy, że takie zachowania są nieakceptowalne, tylko myśli: „dlaczego on mnie tak nie całuje? Nie podobam mu się”. Jest zasmucona, zła, zazdrosna. Ten, kto żyje w normalnej rodzinie, nie jest w stanie tego zrozumieć. Ta kobieta skupia się na swoim cierpieniu.

Kolejny przykład to 10-letnia dziewczyna wykorzystywana przez dwóch mężczyzn. Pierwszy sprawca wmawiał jej, że się z nią ożeni. Był wobec niej delikatny, kiedy mówiła „nie” to się wycofywał, ale ta relacja była zdecydowanie seksualna. Z kolei inny mężczyzna, który ją wykorzystywał, groził jej i ją wyzywał. Dziewczyna miała dokładny podział w głowie – pierwszy z nich nie robił jej krzywdy, nie miała do niego pretensji. W jej rozumieniu tylko ten drugi ją krzywdził. Od pierwszego dostała to, czego jej brakowało – miłość. Tak posłodzonej krzywdy nie postrzegała jako czegoś, co nie powinno nigdy mieć miejsca.

A jak reagują sprawcy, kiedy ich przestępstwo zostanie ujawnione?


Kilka lat temu prowadzono badania dotyczące zachowań sprawców przemocy i wykorzystywania seksualnego. 85% z nich po aresztowaniu głęboko zaprzeczało, że cokolwiek zrobiło. Po sprawie sądowej, na której zapadł wyrok skazujący, 90% dalej twierdziło, że to pomówienie.

Na początku sprawca zaprzecza wszystkiemu, mówi, że to wymysły, że się ofiarą ogólnej nagonki. Później uderza w dziecko. Twierdzi, że to ono wszystko wymyśliło i kłamie. Następnie winę przenosi na inną osobę – żonę, bo chce się rozwieść, teściową – bo go nie lubi, współpracownika – bo chce wygryźć go z pracy, bo za dobrze sobie radzi. Przykłady osób, które „czyhają” na sprawcę można mnożyć w nieskończoność.

Następnie sprawca mówi, że brał dziecko na kolana i przytulał, ale to przecież nie jest molestowanie. Potem przyznaje, że może zdarzyło się raz, że jak przytulał to mogła mu ręka „zjechać” na pośladek, a dziecko źle to zinterpretowało. Później zaczyna przyznawać, że zdarzyło się to jednak więcej niż jeden raz.

W kolejnym etapie sprawdza tłumaczy, że nie robił przecież dziecku żadnej krzywdy i chyba lepiej, że on nauczył je „dobrego seksu”, a nie jakiś gówniarz, który nie wie, jak się to robi, czy jakiś zboczeniec.


I tak sprawca usiłuje wytłumaczyć swoje postępowanie od zupełnego zaprzeczenia do podania “racjonalnych” argumentów, dlaczego to zrobił. Zajmowałam się sprawą, gdzie ojczym 5-latki mówił, że wykorzystywał ją seksualnie, bo kiedy jej matka wychodziła rano z domu, to ona wchodziła mu do łóżka. Stwierdził, że to ona go sprowokowała a ofiarą jest on. Może przepraszać, pokutować za grzechy, odpowiedzieć za to przed sądem, ale to jednak wina dziecka.


Jakie konsekwencje w życiu dorosłym może mieć doświadczenie w dzieciństwie wykorzystywania seksualnego?

To zależy od tego jak blisko dziecko było ze sprawcą, jak ważna to była postać w jego życiu, czy życiu rodziny, od tego czy było zastraszane, czy otoczenie reagowało na to, czy po ujawnieniu otrzymało wsparcie. Jeżeli dziecko natychmiast uzyska wsparcie, matka stanie po jego stronie, uzyska fachową pomoc psychologiczną, jeśli to „przepracuje”, to zawsze będzie to jego doświadczeniem życiowym, ale będzie mogło z nim dalej żyć. Dziecko pod wpływem terapii i wsparcia rozumie, co się stało i jak cierpiało, ale jest w stanie iść dalej.


Jeśli wsparcia nie otrzyma i trauma nie zostanie “przepracowana”, to dziecko ogranicza całe swoje życie do tego. Molestowane przez duchownego traci wiarę, odsuwa się od Kościoła. Dziewczynka wykorzystana przez mężczyznę ma trudności relacjach partnerskich, współżyciu seksualnym, a nawet w opiece nad własnym dzieckiem. Bywa, że ma kłopoty z akceptacją własnego ciała, czuje do niego wstręt, popada w anoreksję, okalecza się, uzależnia od środków psychoaktywnych.

Na co rodzice powinni zwracać uwagę, żeby chronić swoje dzieci?

Odpowiem tak: powinni zwracać na nie uwagę. Przede wszystkim, być w dobrej, bliskiej, bezpiecznej relacji z dzieckiem. Im bardziej rodzice są rozliczający, dyscyplinujący, pobudzający fałszywe ambicje, a dziecko obawia się ich albo chce zasłużyć na ich akceptację, tym bardziej jest narażone na kontakt, ze sprawcami wykorzystywania seksualnego. Trudniej będzie mu też ujawnić, że coś takiego się dzieje. Jeżeli dziecko zachowuje się w sposób, który nas denerwuje, złości czy niepokoi, to rodzic powinien być nie przy swoich emocjach, tylko zastanowić się nad emocjami dziecka i wejść w nie głębiej, aby poznać przyczynę takiego zachowania. Dziecko musi czuć, że jesteśmy naprawdę zainteresowani tym, co się z nim dzieje i co ono czuje.

Ważne jest też to, aby szanować „nie” dziecka i żeby uczyć go postawy asertywności. Pozwolić mu zdobywać różne doświadczenia, dokonywać wyborów samemu, żeby przekonało się, że jeśli nie chce założyć czapki zimą, to zmarznie.

Jeśli chodzi o wykorzystywanie seksualnie, to sprawcy na ogół poszukują dzieci, które łatwo poddadzą się manipulacji. Jeśli dziecko zaczepione przez pedofila powie nie, to wielu z nich odejdzie, żeby poszukać łatwiejszego celu. Trzeba uczyć dziecko, że ma prawo decydować o swoim ciele i o tym, czego potrzebuje.





Dziecko, które doświadcza wykorzystywania seksualnego, może przejawiać również następujące zachowania, które powinny nas zaniepokoić:

* Zaczyna unikać zostawania sam na sam z którymś z członków rodziny, przejawia niespodziewany lęk przed jakąś osobą dorosłą albo nie chce się z nią kontaktować.

* Próbuje powiedzieć o wykorzystywaniu w sposób pośredni - za pomocą aluzji, rysunku i wskazówek. 

* Opisuje zachowania jakiejś osoby dorosłej, które wskazują na to, że osoba ta próbuje uwieść dziecko z zamiarem wykorzystywania seksualnego.

* Wydaje się przygnębione i wycofane, skarży się na dolegliwości fizyczne, które nie mają uzasadnienia medycznego.

* Ma problemy ze snem.

* Przejawia dolegliwości wskazujące na wykorzystywanie, na przykład ból w okolicy pochwy lub odbytu;

* Nie chce chodzić do szkoły bądź też nagle traci zdolność koncentracji uwagi i zaczyna mieć problemy z nauką.

* Zaczyna zachowywać się agresywnie;

* Przejawia nietypowe zachowania seksualne - publicznie się masturbuje, używa nowych określeń czynności seksualnych lub intymnych części ciała, wykazuje wiedzę seksualną, której się po nim nie spodziewasz.


* Fragment pochodzi z poradnika fundacji Dajemy Dzieciom Siłę "Jak chronić dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym. Poradnik dla rodziców i profesjonalistów".


Pamiętajmy, że dziecko nie rozumiejąc mechanizmów kierujących dorosłymi i nie znając zasad moralności, samo czuje się winne wydarzeń. Ma poczucie, że jest złe, brudne i zasłużyło sobie na tak okropne traktowanie. Dziecko dźwiga ogromny ciężar, o którym często nie ma komu opowiedzieć, ponieważ nie ufa już dorosłym i nie znajduje wokół siebie nikogo, kto okazałby mu wystarczająco dużo uwagi i cierpliwości, by wyjawić mu swój sekret.

Świadectwo

Molestowanie seksualne to tragedia przeżywana w samotności, rozbijająca dziecięcy świat na tysiące kawałków. Ogromnie trudno jest nauczyć się opowiadać o doświadczonej w dzieciństwie przemocy i doznać uleczenia wyrządzonych przez nią ran. Często pokrzywdzeni szukają kontaktu z innymi ofiarami poprzez internet. Na forach można znaleźć setki anonimowych zwierzeń o ogromnej tragedii, jaka spotkała je w dzieciństwie i naznaczyła na całe życie. Przeczytajcie zwierzenia dwóch kobiet:

* Witam wszystkich. Mam 40 lat. W dzieciństwie byłam molestowana przez ojczyma. Nie wiem dokładnie kiedy to wszystko się zaczęło bo wspomnienia jakie coraz częściej do mnie wracają są z różnych okresów życia. Takie wyraźniejsze dotyczą wieku 9-14 lat, kiedy to moja kochająca mamusia pozwoliła temu draniowi na spanie ze mną w jednym łóżku. Uprawiał ze mną seks regularnie, dotykał gdzie chciał a ja choć czułam,że coś jest nie tak nie mogłam nic zrobić. Nie miałam pojęcia że tak nie powinno być, że moje odczucia są trafne. Zrozumiałam to w wieku ok.11-12 lat a jednak nie potrafiłam sobie pomóc. Spytacie zapewne o to samo o co ja pytałam samą siebie:-Gdzie była wtedy matka? Czy ona nic nie widziała?

Jestem teraz matką i nie wyobrażam sobie, tego żebym mogła przeoczyć coś takiego. Ale dziś moja dorosła córka, która o niczym nie wie po powrocie od babci( mojej matki) zadała mi pytanie, czy to prawda że ja miałam romans z ojczymem bo babcia jej to powiedziała? Proszę, powiedzcie mi jak można tak niszczyć swoje własne dziecko? Moje życie nie jest udane ale nie wiem czy to ma związek z przeżyciami z dzieciństwa czy po prostu ja nie potrafię żyć.

* Witam! Czytając te wszystkie wasze opowieści z waszych przeżyć w dzieciństwie odczuwam dokładnie to samo co wy moje drogie. Ja żyje z tym prawie czterdzieści lat .Obecnie jestem pięćdziesięcioletnią kobietą która ze swoją tajemnicą w poczuciu winy bez żadnej fachowej pomocy brnie dalej przez życie myśląc, że wszystko się da z biegiem czasu zapomnieć, że czas uleczy rany. Guzik prawda!

Mam męża który mnie kocha a ja nie potrafię odwzajemnić jego uczuć,bo ciągle czuje się ,,brudna'' z poczuciem winy że kiedyś w dzieciństwie ktoś mi wyrządził wielką krzywdę odbierając mi poczucie wartości mojej osoby ,uczucie bezpieczeństwa przy bliskiej mi osobie,wartości kobiece jakimi powinna się cieszyć dorosła kobieta.......po prostu nie umiem KOCHAĆ.

Moje życie nie jest udane. Nie takie przynajmniej jakie powinno być a główną przyczyną tego jestem Ja. Niby mam męża, dzieci dom sytuację finansową dobrą to wydaje się, że wszystko powinno być wspaniałe a nie jest. Ciągle wszystko psuję. Nie potrafię się z tego cieszyć.Nie potrafię tego uszanować.Nie potrafię tego zrozumieć, że to wszystko to moja rodzina w której powinnam się czuć bezpieczna i kochana.........a przyczyna Ja i alkohol!

Tak alkohol co prawda nie piję na co dzień ale na imprezach (...) Zawsze w gronie znajomych czuję się gorsza,czuję że moje piętno jest wypisane na moim czole ,czuję się niedowartościowana,czuję się zerem i zalewam to wszystko ,by odrzucić te wszystkie obawy i lęki i by przez chwilę poczuć się inna, pewniejsza siebie co natomiast przynosi inne nieoczekiwane a może oczekiwane, odwrotne skutki.

Złość męża i kolejne awantury i znowu poczucie winy że znowu zrobiłam coś złego,że znowu zawaliłam. To jest koszmar! A tyle razy sobie obiecywałam że to koniec z alkoholem ...........Ja i tak już jestem skończona.

Moje poczucie niezaradności życiowej topie w alkoholu ale to nie przynosi ulgi wręcz przeciwnie wpycha mnie jeszcze w większe bagno niż jestem

Cieszę się bardzo że znalazłam to forum ,że komuś chociaż po części mogłam opisać i wyrzucić to z siebie Jest mi lżej.

Tak więc moje drogie nie czekajcie dłużej nie pozwólcie by ta zmora ten koszmar dzieciństwa niszczył wam życie.Czym szybciej rozwiążcie ten problem to lepiej dla was, bo będzie w was tkwił i coraz bardziej się wżerał w waszą świadomość i oplatał poczuciem winy, nie czekajcie z oskarżeniami tych .........brak słów..tych zboczeńców, bo nikt nie ma prawa odbierać nam dzieciństwa ,nikt nie ma prawa wpajać nam poczucie winy że to co się stało jest z naszej strony chciane,nikt nie ma prawa nas dotykać w miejsca które są tylko naszą własnością i nikt nie może ich wykorzystywać wbrew prawu.Korzystajcie z porad specjalistów bo sami na pewno a wierzcie mi, sobie nie poradzicie.

Pozdrawiam was wszystkie i życzę silnego ducha walki .




W kontekście adopcji.

Kochani, wiele razy słyszymy jak szczęśliwi rodzice po otrzymaniu telefonu z propozycją dziecka chwalą się, że ich maluch jest zdrowy. I faktycznie często tak jest, że fizycznie nic mu nie dolega lub musi przejść przez na przykład fizjoterapię, która pomoże mu funkcjonować w sposób normalny. Pamiętajmy jednak, że zdrowie dziecka nie ogranicza się tylko do zdrowia związanego z ciałem, ale także z psychiką dziecka i jego stanem emocjonalnym. Dzięki współczesnej technice i wiedzy medycznej, dziecko można rehabilitować i osiągnąć ogromne rezultaty. Ran psychicznych nie leczy się tak szybko, a z dużym prawdopodobieństwem nie znikną nigdy. Dlatego też tak ważne jest, żeby poznać zachowania dziecka, jego traumy na tyle, by udzielić mu pomocy i wsparcia. Na nowo zbudować szacunek do samego siebie i wiarę w ludzi. 

Rozbity dzban już na zawsze pozostanie sklejką małych kawałeczków, ale nadal można do niego wlać wodę i trzymać w nim piękne kwiaty.

Epilog

Przepraszam, że tyle razy gdzieś w myślach krytykowałam Twoje zachowanie i oceniałam. Wiedziałam, że przesadzasz nadmiernie kontrolując wszystko, ale nie wiedziałam dlaczego. Już wiem. Już wiem, że inaczej nie potrafisz, bo stracisz poczucie, że trzymasz życie w garści. 

Obejrzałam teledysk starego przeboju Kasi Kowalskiej, o którym mówiłaś, że doskonale odzwierciedla to, co czujesz. Piosenkę znam bardzo dobrze, ale do tej pory nie zastanawiałam się i nie analizowałam o czym jest. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak ogromny ciężar musisz ze sobą nosić każdego dnia. Rzeczy, które sprawiają Ci przyjemność, cały czas przeplatają się ze wstrętem i nienawiścią do tego, co Ci się przytrafiło. Wczuwając się w to, co pokazane jest na tym krótkim filmie przytulam tę małą dziewczynkę, której zabrano niewinność.

Mówisz, że masz bardzo niskie poczucie własnej wartości. Wiesz, paradoks tkwi w tym, że jesteś najbardziej wartościową osobą jaką poznałam w ostatnich kilkunastu latach, a może nawet w całym moim życiu. Dlatego chciałabym Ci powiedzieć, że nie jesteś sama i nie musisz się już bać.

Mam nadzieję, że uda się wyprostować Twoje życie, bo zasługujesz na to, by je przeżyć najlepiej jak można i przejść przez nie, a nie obok. 








Żródło informacji:

www.psychologia.edu.pl
www.psychologiawygladu.pl
www.psychologytoday.com
www.ekai.pl
www.pl.aleteia.org

www.edziecko.pl