wtorek, 19 czerwca 2018

Obsesje i kompulsje u dzieci.


(Przeraźliwy płacz) 
- Nie tak! Krzyczy Misia, gdy podałam jej płatki z mlekiem na śniadanie. Konsternacja. Po tylu latach nauczyłam się już moich dzieci prawie na pamięć, ale ta sytuacja kompletnie mnie zaskoczyła. 
- O co chodzi kochanie?, pytam, ale nie uzyskuję odpowiedzi a jedynie jeszcze bardziej rzewny szloch.
Jak potem się dowiaduję, chodziło o to, że łyżeczkę włożyłam do miseczki, więc była już "brudna", zamiast położyć ją obok.

(Innym razem przy obiedzie)
- Ja tak nie chcę!, buntuje się Misia i zaczyna płakać, gdy podaję jej obiad. Zastanawiam się, czy przypadkiem nie podałam jej jedzenia na talerzu, którego nie lubi, ale nie, to ten w kwiaty, w jej ulubionym niebieskim kolorze. Spokojnie pytam więc o co chodzi. Nie chce powiedzieć tylko dalej zalewa się łzami. Przytulam ją mocno i uspakaja się, więc ponownie zadaję pytanie, w czym rzecz. Okazuje się, że  Misia nie chciała, żeby sałatka stykała się z ziemniakami. Rozsunęłam więc wszystko tak, żeby każdy rodzaj jedzenia miał swoją prywatną przestrzeń i maluch zadowolony zasiadł do konsumpcji. 

Sytuacja z Misią przypomniała mi pewną postać z jednego z moich ulubionych seriali. Wiem, że co najmniej jedna z was też jest jego fanką, więc mam nadzieję, że dzisiejszy post was zaciekawi :)

Detektyw Monk, bo o nim właśnie mowa, cierpiał na zaburzenia obsesyjno-kompulsywne, zwane w skrócie OCD (z ang. obsessive- compulsive disorder) Postanowiłam przyjrzeć się bliżej tej nerwicy natręctw, jak to dawniej określano ten stan.





OCD jest zaburzeniem psychicznym charakteryzującym się występowaniem u chorego natrętnych (obsesyjnych) myśli lub zachowań przymusowych (kompulsyjnych).

Każdy z nas ma w swoim otoczeniu osoby, które z przesadną dbałością, dążą do perfekcjonizmu. Charakteryzują się one poczuciem niepewności, wątpliwości, przesadną dokładnością, sprawdzaniem, ostrożnością, nadmierną skrupulatnością oraz sztywnością i uporem. Mogą występować u nich obsesje i kompulsje, jednak nie osiągają one takiego nasilenia, jak w zaburzeniu obsesyjno-kompulsyjnym. 
Rozpoznanie OCD należy jednak preferować w przypadku, gdy objawy zaburzenia powstają lub utrzymują się poza epizodem depresyjnym.

Czym jest obsesja?

Obsesjami nazywa się występowanie u chorego irracjonalnych myśli, które pojawiają się w świadomości automatycznie i powodują u pacjenta cierpienie oraz chęć uwolnienia się od nich. Myśli najczęściej dotyczą przemocy, religii czy seksualności, jak również dążenia do porządku (czystości) i symetrii (układaniu przedmiotów w symetryczny sposób). Innymi często pojawiającymi się myślami są te odnoszące się do zdrowia i obaw przed zakażaniem się jakąś chorobą, potrzebą zachowania nieskazitelnej czystości ciała, nieustanne myślenie, czy wszystko dopięło się na ostatni guzik (co powoduje wielokrotne, absurdalne sprawdzanie wszystkiego).

Czym są kompulsje?

Kompulsje to czynności, które chory wykonuje w celu zapobiegnięcia jakiemuś wydarzeniu, które miałoby się dokonać, jeśli dana czynność nie zostanie wykonana.

Czy zatem zdajemy sobie z nich sprawę?

Tak. Osoby doświadczające obsesji i kompulsji zdają sobie sprawę z irracjonalności swoich myśli i zachowań (co różni obsesje i kompulsje od urojeń), jednak z powodu lęku są one zmuszone do wykonywania określonych czynności.
Powtarzanie pewnych czynności jest początkowo obroną psychiki przed lękiem, następnie przeradza się w czynność przymusową.  Określone zachowania, polegające na dużej kontroli i emocje rodziców ujawniane podczas procesu wychowywania powodują, że dziecko dąży do wyzbycia się własnych emocji, fantazji i impulsów, a polega przede wszystkim na intelekcie i kontroli. Zgodnie z charakterystyką schematów poznawczych, osoby z OCD cechuje dążenie do bycia kompetentnym, osiągającym sukces, by unikać dezaprobaty własnej i otoczenia oraz podnosić zaniżone poczucie własnej wartości. Nieuniknione błędy i niepowodzenia w osiąganiu ideałów prowadzą do samokarania i potępienia. Objawy rytuał-obsesja dają złudzenie zapobiegania niekorzystnym wydarzeniom.

Skąd bierze się to zaburzenie?

Przyczyny nerwicy natręctw są złożone. Może być ona bowiem wynikiem:

* doświadczeń z dzieciństwa dotyczących poczucia odpowiedzialności za zapobieganie ewentualnym zagrożeniom

* nieprawidłowego funkcjonowania mózgu 

* nieprawidłowości wynikające z budowy anatomicznej lub funkcjonowania ośrodkowego układu nerwowego

* czynników genetycznych oraz środowiskowych (występowanie choroby natręctw w rodzinie zwiększa ryzyko rozwoju zaburzeń o 10%.)

Leczenie.

Leczenie OCD obejmuje farmakoterapię, psychoterapię i psychoedukację. Rekomendowanymi metodami psychoterapeutycznymi są terapia poznawczo-behawioralna i terapia behawioralna skupiona na technice ekspozycji i powstrzymania reakcji.

Czy moje dziecko może mieć OCD?

Jeżeli zaobserwujesz, że twoje dziecko przejawia zachowania przypominające rytuały, bądź wydadzą ci się podejrzanie inne od jego "normalnych" zachowań, warto się temu przyjrzeć. Objawy OCD bywają podobne do objawów zaburzeń lękowych, ADHD, i zaburzeń ze spektrum autyzmu, można je więc łatwo pomylić.
Czym zatem najczęściej objawiają się obsesje i kompulsje u dzieci?

Obsesje:

* lęk, że wydarzy się coś złego lub, że dziecko zrobi coś złego
* lęk przed zarazkami, chorobą, śmiercią
* uczucie, że wszystko musi być dobrze zrobione
* niechciane myśli, że mogę komuś zrobić krzywdę
* niechciane myśli dotyczące seksualności

Kompulsje:

* nadmierna dbałość o czystość
* wykonywanie czynności aż będą idealnie zrobione
* układanie i poprawianie rzeczy
* nadmierne sprawdzanie, czy wszystko jest w porządku (np. czy drzwi są zamknięte)
* nadmierne modlenie się i ciągłe układanie myśli
* uznawanie niektórych liczb za szczęśliwe/pechowe
* nadmierne poszukiwanie zapewnienia (np. że nie jestem chory, że wszystko będzie w porządku)
* proszenie rodziców o ponowne wykonanie czynności


Detektyw Monk był w stanie funkcjonować w społeczeństwie pomimo swoich obsesji i kompulsji. Miał przy sobie przyjaciół, realizował się w pracy. Chodził też regularnie na spotkania z psychoanalitykiem. Śmieszyło nas, gdy idąc ulicą musiał dotknąć wszystkich słupków, albo wyrywał płatki ze stokrotek, by było ich idealnie 10. To tylko film, ale OCD to prawdziwe zaburzenie, którego na pewno nie można lekceważyć. Pamiętajcie, że post ma tylko charakter poglądowy i jeżeli cokolwiek was martwi, należy skontaktować się ze specjalistą.
Z ciekawostek znalazłam informację, że pisząc o OCD niektóre podręczniki psychiatrii podają przykład Lady Makbet (nie mylić z naszą koleżanką ze Stożków;) ) w dramacie Williama Shakespeara, która wielokrotnie myła ręce, usiłując zmyć z nich krew i brud.




* Źródło: Wikipedia oraz groundcouncelling.com

sobota, 16 czerwca 2018

Spełnione marzenia, czyli o tym, że nie zawsze dzieci pragną tego co dorośli.


Jest taki film z 2000 roku pt. "Billy Elliot". Opowiada on o 11-latku, półsierocie, wychowywanym w górniczej rodzinie, gdzie prym wiodą surowy ojciec i brat. Chłopiec jest ciepłym i wrażliwym dzieckiem, co kłóci się z ich wizją męskości, jaką próbują w nim ukształtować.  Ojciec zaprowadza więc syna na trening boksu. Jednak Billy nie pała pasją do tego sportu. Jednocześnie, w tym samym budynku, odbywają się lekcje tańca klasycznego, na które chłopiec przypadkowo trafia. Zostaje zaproszony do grupy i okazuje się, że ma ogromny talent. Zaczyna więc naukę baletu pod czujnym okiem pani Wilkinson, która marzy, by Billy został tancerzem Królewskiej Akademii Tańca. Nie będę zdradzać całej fabuły filmu. Ci którzy go nie widzieli być może będą mieli kiedyś okazję przekonać się, czy ojciec zaakceptuje wybór syna i czy spełnią się marzenia bohaterów tej opowieści.


Wspominam o tym filmie nie bez powodu, ponieważ dziś chciałabym napisać o marzeniach. Tych spełnionych i tych, które nadal nosimy w sercu.



Niespełnione marzenia z dzieciństwa.

Większość z nas je ma. Niespełnione marzenia z dzieciństwa, z przeszłości. Coś, czego nie zrobiliśmy, coś czego nie odważyliśmy się zrobić, nie zdążyliśmy, czy nawet coś na zrobienie czego nie dostaliśmy pozwolenia. Bywa tak, że marzenia te są tak silne, że pomimo upływu czasu, niektórzy ludzie wracają do ich realizacji. Inni, robią to poprzez swoje dziecko, wykorzystując ich ciekawość świata.

Stymulacja i rozwijanie zainteresowań dziecka są niezbędne do jego prawidłowego rozwoju. Zdarza się jednak, że rodzice zapisują swoje pociechy na różne zajęcia, podczas gdy one zamiast jeździć konno, wolałyby się po prostu pobawić na podwórku. Czasem pragnienia rodziców przybierają nawet formę obsesji. Jeden z moich uczniów, swoje niespełnione marzenia o mówieniu płynnie w języku obcym przeniósł tak mocno na swoje dzieci, że zmusza je do nauki, odpytuje ze słówek jak gdyby były w szkole i odpowiadały przy tablicy. Z jakim skutkiem? A no z takim, że dzieci, które początkowo chętnie przystąpiły do nauki, czują nieustanną presję na sobie. Coś, co powinno przynosić radość, staje się stresującym obowiązkiem. 

Dziecko marzyło o nartach. Rodzice kupili, pojechało raz i zmieniło zdanie. Na nartach jeździć nie będzie. Chciało za to łyżwy. Rodzice kupili. Opanowanie nauki nie przyszło tak łatwo jak wszyscy myśleli. Łyżwy leżą zakurzone w rogu pokoju.
Takich przykładów można mnożyć. Rozumiem rodziców. Kupując zabawkę, czy jakiś sprzęt, wydają pewną sumę pieniędzy, którą chcieliby dobrze spożytkować.  Za marzeniami dzieci czasem ciężko nadążyć i spełnić wszystkie. Trudno przecież stwierdzić na początku, czy trąbka na której udało się dziecku zagrać, to tylko dobra zabawa na dziś, czy naprawdę nasza latorośl zostanie światowej sławy trębaczem. Ale w ten sposób przecież rozwijają się talenty i tworzą dziecka własne marzenia. 


Presja rówieśników.

Zanim młody człowiek zacznie czuć, że jest jednostką indywidualną, niepowtarzalną i wyjątkową, chce być taki jak inni.
Często więc, marzenia dzieci są tworzone na podstawie tego co zobaczą, czy zasłyszą u innych. Małe dziewczynki marzą o księżniczkach, potem o wyjeździe do Disneylandu, bo koleżanka akurat była, czasem o karierze piosenkarki, takiej jak jej idol. Zdarza się jednak, że już we wczesnym dzieciństwie powstają marzenia tak głębokie, że nie mijają wraz z wiekiem

Tancerka.


Pod choinkę, dziewczyny dostały zabawkę fortepian. Imituje on różne instrumenty, na których można grać, albo puszczać gotowe, znane melodie. Kilka dni temu, Elsa wyniosła go na taras i usiadła na moment na stołeczku, by wybrać odpowiedni podkład do tego, co za chwilę miało się wydarzyć. Potem nastąpił pokaz tańca w jej wykonaniu. Powinnam napisać, że wszystkim szczęka opadła do ziemi, ale to chyba nie będzie odpowiednie stwierdzenie, które mogłoby oddać to co zobaczyliśmy. Elsa niczym w balecie, jak piórko, tańczyła na paluszkach w rytm muzyki. Powiem wam, że wiele już było takich wzruszających chwil w naszym życiu - gdy pierwszy raz zrobiła któraś kroczek, gdy dziewczyny występowały w przedstawieniu, gdy mówiły "kocham" i przytulały. Ale patrząc na moje dziecko, frunące w trawie niczym motyl, miałam łzy w oczach, bo widziałam, że dzięki tańcowi, tworzy ona pewnego rodzaju magię. Nie wiem, czy taniec na scenie będzie marzeniem Elsy, ale niewątpliwie jest to coś, do czego ma talent. Patrząc na nią, nie widzę słodkiego dziecka, tańczącego w rytm muzyki. Widzę dojrzałą, małą tancerkę, która kocha to co robi.
Kiedyś miałam nadzieję, że któraś z dziewczyn zostanie tenisistką, ale najwyraźniej Elsa ma inne plany :)  A szkoda, bo przecież jest szybka jak Eskoteka ;) Może Misia będzie bardziej zainteresowana.



Tańce, znajomość języków, karate, basen, drużyna piłkarska, wszystko to jest fajne. Pod warunkiem, że dziecko naprawdę chce to robić. Ja osobiście nie mam takich marzeń, które chciałabym spełnić poprzez dzieci. To one są moimi spełnionymi marzeniami.






czwartek, 14 czerwca 2018

Organy morskie, zachody słońca, zabytki i lody, czyli dlaczego warto odwiedzić chorwacki Zadar.


Kolejnym z miast, które mogę z czystym sumieniem polecić w Chorwacji jest Zadar lub z włoskiego Zara jeśli ktoś chce ;)
Jest to piąte co do wielkości miasto kraju i jednocześnie stolica administracyjna regionu żupanii zadarskiej.
Miasto ma cudowny klimat, choć historia nie była dla niego łaskawa. Przeżyło bowiem bombardowanie w czasie II wojny światowej i trzymiesięczne serbskie oblężenie w 1991 roku. 



Atutami miasta są niewątpliwie zabytki rzymskiego dziedzictwa i malownicza starówka. 

Centrum Zadaru, usytuowane jest na wąskim półwyspie a rzymskie stare miasto otaczają potężne mury, wokół których biegnie szeroka, nadmorska promenada. 






Forum, to najdawniejsze centrum miasta. Z rzymskich budowli pozostało wprawdzie niewiele, ale tablica informacyjna pokazuje jak wszystko kiedyś wyglądało. 





Najciekawszą budowlą jest niewątpliwie kościół św. Donata z IX wieku. Ta bizantyjska rotunda została ufundowana przez irlandzkiego świętego i wzniesiona z kamieni rzymskiego forum. 


Tuż obok forum wznosi się katedra św.Anastazji, zrekonstruowana, wielka romańska budowla. 


W chorwackich folderach turystycznych Zadar stawiany bywa na równi z Dubrownikiem oraz Wenecją. 

Niedaleko przystani promowej w nadbrzeże wbudowane są organy, które wydają niski dźwięk, gdy nadchodzi fala. Dlatego odnosi się wrażenie, że ten dźwięk pochodzi z morza. Uwierzcie mi na słowo - nikt tam osobiście nie siedzi i nie wydaje tych dźwięków ;) Naprawdę symfonie tworzą się same. "Morske Orgulje" są jedynym w swoim rodzaju cudem architektonicznym.





Właśnie z tej części zadarskiej Riwy, według słów Alfreda Hitchcocka, widać najpiękniejszy zachód słońca na świecie. Czy tak faktycznie jest? Sami oceńcie.








Wprawdzie Zadar przeżywa turystyczne oblężenie w lipcu, podczas festynu "Noc Pełni Księżyca", zawsze można tu zobaczyć sporą ilość ludzi, zamyślonych, oddających się relaksowi i zadumie. 

Położona na kraju Riwy – nadmorskiego bulwaru – instalacja architekta Nicoli Bašicia "Pochwała Słońca" (Pozdrav Suncu) imituje cały układ słoneczny.



Miejsce szczególnie upodobane przez miłośników selfie ;)



A na koniec:




Zadar to przepiękne miasto, które na pewno powinniście odwiedzić będąc w Dalmacji. 




Źródło informacji: Przewodnik po Chorwacji "Berlitz", Wikipedia, Onet Podróże


wtorek, 12 czerwca 2018

Kiedy zaczyna się i kończy niepłodność?


Niepłodność. Jak podaje Wikipedia, jest to stan, w którym zachodzi niemożność zajścia w ciążę pomimo rocznego współżycia seksualnego z przeciętną częstotliwością 3–4 stosunków tygodniowo, bez stosowania jakichkolwiek środków antykoncepcyjnych. Według danych, problem dotyczy 10–15% par w wieku reprodukcyjnym, przy czym w 35% przyczyna niepłodności leży po stronie kobiety i w tylu samo po stronie mężczyzny, a za 10% odpowiadają oboje. W 20% przypadków nie da się określić jednoznacznej przyczyny (niepłodność idiopatyczna)



Jakiś czas temu rozmawiałam ze znajomą. Chwaliła się, że "wygrała z niepłodnością", ponieważ udało jej się po roku z hakiem zajść w ciążę. No i właśnie tu pojawia się fundamentalne pytanie, czy taką osobę można w ogóle nazwać niepłodną? Wierząc nie tylko Wikipedii, ale też lekarzom specjalistom, normalne jest, że nie każda kobieta zachodzi w ciążę po pierwszym stosunku bez zabezpieczenia. Mam wprawdzie takie koleżanki, którym udała się ta sztuka, ale nie jest to przecież regułą. Czasem mam wrażenie, że kolejny raz ludzie nie wiedzą o czym mówią. Ja zaczęłam starać się o dziecko wcześnie, biologicznie powinno było dojść do ciąży w zasadzie od razu. A jednak nie doczekałam się. Jak się zatem mają naturalne starania o dziecko do wieloletniej walki o nie? Według mnie nijak. 

Kilka tygodni temu oglądałam film, w którym padło pewne ciekawe pytanie. Mianowicie kobieta, opowiadała o swoim zmarłym bracie i zastanawiała się, czy nadal można powiedzieć, że jest siostrą. No właśnie. Brata już nie ma, w zasadzie jest jedynym dzieckiem swoich rodziców, na pierwszy rzut oka niczym nie różniącym się ode mnie, jedynaczki. A jednak ten brat był. Fizycznie istniał i nie sposób zapomnieć wszystkiego, co wiązało się z jego osobą.

Wśród moich blogowych przyjaźni są takie mamy, które nie miały problemów z zajściem w ciążę i takie, które walczyły o to, by móc stanąć przed lustrem i zapewne ze łzami w oczach, nie do końca jeszcze wierząc, zobaczyć całą swoją postać w błogosławionym stanie. Jedne już urodziły, inne za chwilę urodzą dziecko, czy więc można powiedzieć, że są niepłodne? Teoretycznie chyba nie. Z drugiej zaś strony, czy da się zapomnieć wszystko to co przeszły? Czyż nie jest to tak, że ta walka, pomimo tego, że zakończyła się szczęśliwie, jednak pozostawiła ślad, który na zawsze będzie skryty na dnie serca?
Może to właśnie jest tak jak z tą siostrą, która straciła brata. 
Oddaję się w wasze ręce. Ciekawa jestem co sądzicie.







sobota, 9 czerwca 2018

Gotowe dzieci, czyli adopcja zamiast ciąży.


Ostatnimi czasy dość często bywam na przedszkolnym i żłobkowym placu zabaw. Jako, że pogoda jest wyśmienita, dzieciaki nie chcą mi odpuścić codziennej dawki bujania, kręcenia się na karuzeli, czy zjeżdżania. Swoją drogą jestem pełna podziwu dla nich. Pomijam już temperaturę, bo mnie w 40 stopniach nie chciałoby się biegać, no ale wiadomo, ja dzieciństwo mam już za sobą ;) Mam na myśli karuzelę. Boże co te dzieci moje tam wyrabiają! Odpychają się jedną nogą jak na hulajnodze i jak rozbujają karuzelę do granic możliwości, to podnoszą tę nogę i wskakują na kręcące się kółko. Jak to możliwe, że nie zrobi im się niedobrze!!?
No, ale w sumie nie o tym chciałam dziś napisać.



Czasem siedzę sobie sama na ławeczce, dziewczyny się bawią, a czasem przychodzą inne mamy. Któregoś dnia, nawiązała się rozmowa o tym jak to trudno w dzisiejszych czasach dostać się do państwowego przedszkola, więc jedna z mam stwierdziła, że najlepiej postarać się o trzecie dziecko, gdyż za to dostaje się sporo punktów. Nie musiałam długo czekać, aż zwrócą się do mnie: A ty myślałaś o trzecim dziecku?  Uwielbiam takie pytania. Na szczęście nie zdążyłam odpowiedzieć, gdyż jedna z nich skonkludowała: Dajcie spokój, wolałabym już adoptować dziecko niż kolejny raz przechodzić przez ciążę. Druga przytaknęła mówiąc z ulgą: Oj tak...
Na szczęście nie zapytały mnie, czy ja chciałabym adoptować dziecko;) 
Powiem wam, że to nie pierwszy raz jak spotykam się z opinią, sugerującą, że adopcja to to samo co dziecko biologiczne, pomija tylko etap ciąży. Rozumiem, że ludzie niezwiązani ze środowiskiem, tak naprawdę nie mają pojęcia o co w tym wszystkim chodzi, ale fakt pozostaje taki, że uważają, że adopcja to gotowy produkt w postaci dziecka, zamiast 9-miesięcznej hodowli. Przepraszam za słowa, ale tak to odczuwam.
Kiedyś usłyszałam od pewnego ojca dwójki dzieci, że lepiej adoptować dziecko, najlepiej starsze, bo wtedy już nie musisz przechodzić przez ten najgorszy okres (!!) pieluszek, niemożności porozumienia się z maluchem, uczenia go podstawowych czynności takich choćby jak jedzenie. 
Większość ludzi w moim żłobku, przedszkolu, ma po dwoje, troje dzieci. Nie przyjdzie im nawet do głowy takie coś jak niepłodność, nie mówiąc o tym, żeby wyobrazili sobie czym tak naprawdę jest przysposobienie obcego bądź co bądź dziecka. Ja wiem, że gdyby faktycznie zdecydowali się przyjąć do siebie jakąś duszyczkę to panie z ośrodka szybko ich uświadomili. Ale nie o to chodzi. Tyle rozmawiamy o współczuciu, empatii, zrozumieniu środowiska ale czy to w ogóle możliwe? Czy możliwe, żeby ludzie ot tak wyszli poza swoje ograniczone myślenie i zauważyli, że świat nie kręci się wokół nich? Puszczam pytanie w powietrze.





środa, 6 czerwca 2018

O kurze Sajkobajce, Śpiącej Królewnie i mamie, która tańczyć nie chciała.


Znacie kurę Sajkobajkę? Nie? Na pewno znacie, jeśli kojarzycie Akademię Pana Kleksa ;) Elsa w zasadzie nie przekręca słów, ale w tym przypadku nie daje się przekonać. Jak nic w jednej z piosenek jest owo stworzonko. Staram się więc dojść do tego kim jest tajemnicza Sajkobajka. Jako nauczycielka angielskiego muszę wam przyznać, że jedyne co przychodzi mi do głowy to słowo "psycho" wymawiane właśnie podobnie. I taka właśnie sajkobajka, z tym, że nie kura, ale prawdziwa "psycho-bajka" odbędzie się u nas w przedszkolu... 



Wyobraźcie sobie, że dostałam rolę w przedstawieniu na koniec roku i mam być... wróżką z bajki o Śpiącej Królewnie. Litości! Powiedziałam wychowawczyni, że to chyba zemsta za wszystkie grzechy mojego dziecka :D Sama rola to jeszcze pikuś, w zasadzie moja kwestia jest krótka, ale ... No właśnie. Dziś była w przedszkolu próba i okazało się, że w scenariuszu jest taniec wróżek, który najwyraźniej przeoczyłam zerkając na niego pobieżnie. Taniec wróżek!! Można powiedzieć, że najgorszy koszmar się spełnił. Nie powiem, jako dziecko występowałam w prawie każdej akademii, ale nigdy za specjalnie nie lubiłam się przebierać. A teraz, jako stara baba muszę się wybrać w przyszłym tygodniu do wypożyczalni strojów i coś wybrać na tę okazję. Normalnie jestem załamana. Ten taniec wróżek mnie przeraża. Stoisz na środku, tysiące oczu wpatrzone w ciebie i machaj tu jakimś tam tiulem kręcąc się dookoła. Czuję się jak słoń kręcący się wokół własnej osi. Choreografia pożal się Boże - każda z nas kręci się w inną stronę, jak jedna ma tiul na górze to druga na dole, ogólnie tragedia. W następnym tygodniu kolejna próba, może będzie lepiej ;)

Sam pomysł przedstawienia bajki przez rodziców jest fajny. Jestem pewna, że dzieci będą dumne i zachwycone. Mąż ma też już zapowiedziane, że jeśli się będzie ze mnie śmiał, to gorzko tego pożałuje ;) Ale wiecie co? To jak nic będzie SAJKOBAJKA. 

Dla przypomnienia tekst i piosenka:


Na wyspach Bergamutach
Podobno jest kot w butach,
Widziano także osła, 
Którego mrówka niosła. 

Jest kura sajkobajka :D
Znosząca złote jajka,
Na dębach rosną jabłka
W gronostajowych czapkach.

Jest i wieloryb stary, 
Co nosi okulary,
Uczone są łososie
W pomidorowym sosie.

I tresowane szczury
Na szczycie szklanej góry,
Jest słoń z trąbami dwiema.
I tylko... wysp tych nie ma.






wtorek, 5 czerwca 2018

Otok Pag i widoki zapierające dech w piersiach.




Dziś kolejna propozycja miejsca, którego nie możecie przegapić będąc w Chorwacji. Otok Pag, czyli inaczej wyspa Pag to piąta co do wielkości wyspa Chorwacji (długość: 60 km, szerokość: 2 do 10 km, powierzchnia: 284,18 km²), mająca jednak najdłuższą linię brzegową (302,47 km). W środek wyspy wcina się długa i wąska zatoka Paški Zaljev. Największe miasto na wyspie również nosi nazwę Pag.




Trasa jest piękna i malownicza a widoki niezapomniane.













Na wyspę od strony południowej można się dostać mostem (przejazd bezpłatny), zbudowanym w 1968, a od strony północnej promem linii: Žigljen-Prizna. Trasa jest malownicza. Można zatrzymać się w punktach widokowych i podziwiać jej piękno.






Tymi schodami można zejść nad samą wodę i podziwiać most z innej perspektywy. 











Wyspa jest ośrodkiem turystyki letniej, chętnie odwiedzanym dla cichych, urokliwych plaż w zatokach pomiędzy skałami. W miasteczkach Pag, Novalja, Stara Novalja jest dobrze rozwinięta baza noclegowa, znajdują się tam ośrodki dla płetwonurków, można zwiedzać stare słowiańskie kościoły i pozostałości po kolonizacji wyspy przez Rzymian i Wenecjan. 
















Na wyspie dominuje klimat śródziemnomorski. Nie występuje na niej słodka woda. Powierzchnię wyspy tworzą rozległe pola białych kamieni, które przypominają pejzaż księżycowy, duża część wyspy jest jałowa i skalista. Do takiego ukształtowania terenu przyczyniły się bardzo często wiejące, silne i suche wiatry – bora. Na kamienistych polach występuje drobna roślinność, którą wypasa się owce (ok. 40 000 sztuk). Podstawową dietę owiec stanowią tymianek, rozmaryn i szałwia. Dzięki tej niezwykłej diecie ser z wyspy (Paški sir) ma niepowtarzalny smak i stał się lokalną specjalnością. W dolinie wokół zatoki rozciągają się łąki, gdzie uprawia się winogrona i oliwki. Z wód zatoki pozyskuje się sól morską.











 Wyspa Pag z góry.







 Piękna roślinność.











 Krystalicznie czysta woda.

















 W restauracji.











Dobranoc miasto Pag. Jeszcze tu wrócimy.







Wszystkie zdjęcia są mojego autorstwa, nie wyrażam zgody na wykorzystywanie ich bez mojej wiedzy.

Źródło informacji: Wikipedia