czwartek, 15 lutego 2018

Urodziny Bloga!! Zapraszam na imprezkę!! :)






Kochani! Dziś szczególny dla mnie wpis, bowiem właśnie mija dokładnie rok, odkąd mój blog Nasz Mały Światek powędrował ... w świat. Posty zaczęłam pisać wprawdzie na początku lutego, ale nie były jeszcze dostępne dla nikogo. Przy każdym widniało smutne "0 odbiorców" Kiedy dostałam pierwszy komentarz od Staraczki Agi, (która sama doczekała się już w międzyczasie swojego dzieciątka -jeśli mnie jeszcze czytasz to serdecznie pozdrawiam!), moje serce waliło jak oszalałe. Aaaaaa to dzieje się naprawdę! Po drugiej stronie monitora jest żywy człowiek, niczym w filmach sci-fi! Tak zaczęła się moja przygoda z blogowaniem. 
Potem jakimś cudem udało mi się poznać Lady Makbet na dzień przed narodzinami Księżniczki  (do którego zapewnie swoją czarodziejską mocą trochę się przyczyniłam, w końcu mam w domu też dwie Księżniczki z innego Królestwa ;) ) I wielu innych magicznych, wspaniałych ludzi pojawiło się w moim życiu przez ostatni rok.

Skąd pomysł na bloga? Szczerze mówiąc nie do końca umiem odpowiedzieć na to pytanie. Na pewno chciałam podzielić się z innymi moją wyboistą drogą do rodzicielstwa, informacjami na temat procedur adopcyjnych, jej aspektów psychologicznych. Już w liceum kolega nazwał mnie psychologiem klasowym ;) pomyślałam więc, że a nuż będę w ten sposób mogła komuś pomóc?
Pomysł bloga pojawił się w mojej głowie już pod koniec 2016 roku, ale jak to ja, ciągle czymś zajęta, odkładałam jego założenie w nieskończoność. Co jakiś czas jednak, dostawałam takiego niewidzialnego kopa od ... ? no właśnie, przyznać się, kto stosował wobec mnie przemoc fizyczną? ... i wiedziałam, że po prostu tak ma być. Nie wiedziałam jeszcze wtedy jak, z czym to się je. Ba! nigdy nawet sama nie czytałam żadnych blogów! Ale ja tak już w życiu mam. Po prostu wiem, że tą drogą należy iść i jestem pewna, że kiedyś wszystko zrozumiem. To samo uczucie towarzyszyło mi, gdy wychodziłam za mąż, i gdy potem postanowiliśmy adoptować dziecko...

I choćby przyszło tysiąc atletów
I każdy zjadłby tysiąc kotletów,
I każdy nie wiem jak się wytężał,
To nie przewidzą, że blog to nie ciężar.


Nagle - gwizd!
Nagle - świst!
Para - buch!
Koła - w ruch!

Najpierw powoli jak żółw ociężale,
Ruszyły posty w sieci ospale,
Pisały, pisały i ciągną z mozołem,
I kręci się, kręci się koło za kołem,
I biegu przyspiesza, i gna coraz prędzej,
Czytelników zdobywa i pędzi i pędzi, 

To Droga Nie jest Na Skróty, nie wprost!
Przez Stożki, Krętymi Drogami przez most,
Dziubasom też macha jadąc przez las,
I spieszy się, spieszy, by zdążyć na czas,
Do taktu turkoce i puka, i stuka to:
Tak to to, tak to Tamaluga!
Przybiegła przywitać się lecz biegnie już w dal,
Jak gdyby to była piłeczka gotowa na bal,

A skądże to, jakże to, czemu tak gna?
Wszak oto zza drzewa Tygrysek się pcha,
Przebiera nóżkami, jezioro okrąża
A mama zdyszana już za nim podąża,
Z Rysiowej Krainy pomoc nadciąga,
By wreszcie dogonić małego bąka
I gnają, i pchają, i łapią Tygryska,
Bo Hefalumpy już palą ogniska, 

Dziś będzie bowiem impreza wielka 
Przyjdzie na pewno i mama Bąbelka
Bo blog już dotarł tam gdzie rzecz wielka
Zapraszam wszystkich do świętowania
W mym sercu wielka radość namalowana.



Kochani czytelnicy Naszego Światka! Wszyscy bez wyjątku tworzycie niepowtarzalną atmosferę, która obala mity, jakoby relacje przez internet miały się nie sprawdzić. Chciałabym napisać coś mądrego, ale czuję się teraz trochę tak, jakbym dostała jakiegoś Oskara i zupełnie nie przygotowała żadnej mowy. Dziękuję wam wszystkim, że jesteście częścią mojego życia, tym, których znam "osobiście", bo komentują moje posty, tym, którzy piszą do mnie maile, i tym, którzy nie piszą, ale wiem, że tam są. Za tą liczbą prawie 28.500 odtworzeń kryjecie się wy i choć się nie znamy, to jesteście dla mnie bardzo ważni. Moje serce i mój świat jest zawsze otwarty, część naszych wirtualnych przyjaźni ma szansę przenieść się do świata realnego, bo któż mnie zna tak dobrze jak nie wy? 

Ale żeby nie przedłużać, bo widzę, że członkowie Akademii patrzą już na zegarki (jejku co za ludzie, przecież nie często dostaje się Oscara) to powiem tyle:

Zapraszam na tort!! 
(* macie kilka do wyboru,  choć na życzenie moich dzieci tematycznie prawie wszystkie truskawkowe)










wtorek, 13 lutego 2018

Mordor i korposzczury.


Pytanie za milion


W którym z polskich miast znajdziemy Mordor?

A) Kraków
B) Katowice
C) Warszawa
D) Wrocław

Jeżeli mieszkasz w Warszawie, nie powinieneś mieć problemu z prawidłową odpowiedzią, to oczywiście "C"

O tym co to jest Mordor oraz o pracy w korporacji, będzie właśnie dzisiejszy post.





Na dawnych terenach Służewca Przemysłowego wyrosło drugie, po centrum Warszawy, największe zagłębie korporacji w Polsce. Codziennie do pracy dojeżdża tu tak duża liczba pracowników, że  efektem są gigantyczne korki i zatłoczona komunikacja miejska. Znalezienie choć kawałka wolnej przestrzeni w tramwaju, czy autobusie w godzinach szczytu graniczy z cudem.

Z tego właśnie powodu, do dzielnicy tej przylgnęła nowa, nawiązująca do Tolkienowskiej krainy zła, nazwa Mordor.

Kiedy ponad 10 lat temu zaczynałam pracę w korporacji jako lektor tamtejszych pracowników, moje pierwsze zderzenie z Mordorem było takie, że przez ponad 30 minut jeździłam w kółko i szukałam parkingu. Udało mi się zostawić samochód przy jakimś placu budowy, tuż przy znaku "Zakaz parkowania", ale łapiąc się jeszcze na skrawek ziemi pozwalający na nadzieję, że po zajęciach zastanę jeszcze w tym miejscu swoją własność. Po paru zajęciach sytuacja była jasna, albo dostanę własną kartę na parking pracowniczy, albo muszę zrezygnować. To było ponad moje siły. Kartę oczywiście dostałam i tak zaczęła się moja korporacyjna przygoda. 


Parking na "Mordorze" w Japonii.


Przychodząc na zajęcia, często musiałam chwilę poczekać. Siadałam więc na kanapie w recepcji i obserwowałam świat dookoła. Po jakimś czasie stałam się już trochę "niewidzialna", każdy mnie znał z widzenia, więc po krótkim "Cześć", większość przestała na mnie zwracać uwagę. Jedni biegali jak przysłowiowy kot z pęcherzem, pod pachą niosąc jakieś papierzyska do podpisu przez szefa, inni zaś snuli się po biurze pijąc czwartą już kawę (była np. godzina 11) tym samym odliczając minuty do końca swojej pracy. Po godzinie 12 przychodził tzw. Pan Kanapka, czyli przedstawiciel jakiejś firmy cateringowej, z wielką torbą pełną najróżniejszych kanapek dla tych, którzy sami przygotować śniadania nie zdążyli lub nie chcieli. Kanapki teoretycznie w rozsądnych cenach, od 2.50 wzwyż, w zależności od zawartości, ale jeśli ktoś kupuje je codziennie, przez cały miesiąc uzbiera się niebagatelna suma.



Ludzie pracujący w korporacji, tzw. korposzczury, byli zawsze bardzo mili. W zasadzie dla mnie nigdy nie liczyło się to, czy mam zajęcia z Dyrektorem Sprzedaży, czy tylko Managerem ds.Kluczowych Klientów. Dla mnie to byli po prostu uczniowie, ja przecież z nimi tam nie pracowałam. Przyjęli mnie "do siebie" do tego stopnia, że sama robiłam sobie kawę, gdy przychodziłam, kopiowałam materiały, ucinałam sobie pogawędkę z sekretarką i innymi, którzy akurat wtedy mieli przerwę. Po kilku latach, nowi pracownicy, myśleli, że jestem zatrudniona, bywałam tam przecież codziennie. 


Dlaczego w Warszawie powstał Mordor i co przyciągnęło inwestorów do tej oddalonej od centrum dzielnicy?


Na tych terenach znajdowały się duże zakłady przemysłowe. Po ich upadku grunty zostały uwłaszczone. Ich atrakcyjność dla inwestorów wynikała z uzbrojenia terenu we wszystkie media oraz, jak się wówczas wydawało, dobrego dojazdu – wyjaśnia Tomasz Zemła, zastępca dyrektora Biura Architektury i Planowania Przestrzennego Warszawy.



Ceny gruntów poza centrum były dużo niższe. To zachęcało inwestorów do budowania coraz to nowszych powierzchni biurowych, na które popyt było ogromny. Nie zważano na utrudniony dojazd i brak miejsc parkingowych, co właśnie doprowadziło do obecnej sytuacji, w której zaparkowanie samochodu po godzinie 7.30 graniczy z cudem.




Powstawanie dzielnic biurowych poza centrum miast nie jest zjawiskiem wyjątkowym. Jest ono efektem zapotrzebowania na tańsze powierzchnie w stolicy dla tzw. back office - mówi Joanna Mroczek z CBRE - Londyn ma swoje Canary Wharf, a Paryż La Défense, jednak tam rozwój tych dzielnic przebiegał inaczej. (...)To jest takie koło zamknięte. Im więcej tam się buduje, tym więcej firm będzie tam przychodzić. Następni deweloperzy będą zaś szukać bezpiecznego miejsca, w którym wiedzą, że uda im się znaleźć najemcę


Mordor pozostaje więc wciąż jednym z największych placów budowy w Warszawie.


Codzienność w korporacji


Praca w korporacji nie nie jest łatwa. Jak to powiedział kiedyś mój znajomy, który od prawie 15 lat pracuje na Mordorze i który piął się po szczebelkach kariery od przedstawiciela handlowego do dyrektora sprzedaży,

składając podpis na kontrakcie, odbierając z kadr służbową komórkę, laptopa i samochód, podpisujesz pakt z diabłem. Ten cyrograf na byczej skórze oznacza, że 24/7 jesteś do dyspozycji swojej firmy, póki nie padniesz i nie zostaniesz zastąpiony kimś innym.
I coś w tym jest. Wiele razy widziałam jak chory jechał na spotkanie, którego "nie dało się przełożyć", albo siedział po nocach kończąc raporty, których oczywiście "nie można było dokończyć" następnego dnia w pracy. 
Ale nie musi tak być, jak twierdzi Rafał Ferber, założyciel Facebookowego Fanpage'a Mordor na Domaniewskiej.


Mam znajomych, którzy poszli do korpo i po godzinach coś jeszcze robią. Są świetnymi grafikami, programistami. Kiedy pytam ich, dlaczego nie odejdą, odpowiadają, że tu mają podstawę, bezpieczeństwo, pieniądze na kredyt. Nazywam ich oświeconymi korposzczurami. Biorą z korpo to, co jest do wzięcia, nie dadzą się zarżnąć, a przy okazji robią fajne rzeczy dla siebie.



Korpo język

Nowy pracownik przychodzący do korporacji, może mieć problem z porozumiewaniem się z innymi, bowiem język jakim wszyscy się posługują, nie został jeszcze opisany w żadnym słowniku. Dlatego przygotujcie się na to, że będziecie musieli przeforwadrować wiadomość i wysłać koleżance requesta, by pomogła przygotować performensy, bo zbliżają się deadliny. Nawet swego czasu pojawiło się podobne pytanie w Milionerach. Nie wierzycie? Zobaczcie sami:





Codzienność


Jeżeli chcecie lepiej zrozumieć świat pracowników korporacji, zajrzyjcie na wspomnianą wcześniej stronę:      


Czytają nas zarówno orkowie – ci, którzy zaczynają pracę w korpo – ale też osoby na średnich stanowiskach, a nawet dyrektorzy i zarządy, mówi Rafał Ferber. Dostarczamy rozrywkę ludziom, którzy pracują, a nie jesteśmy przy tym strasznie angażujący. Nasz fan nie jest taki, jak użytkownik Kwejka czy Demotywatorów. Nie ma czasu samemu przygotowywać treści. Jest konsumentem, a nie prosumentem rozrywki. Często „Mordor” przeglądają ukradkiem na komórce, bo Facebook na firmowych komputerach jest zablokowany.
 Poniższa galeria zdjęć, przedstawia problemy z jakimi codziennie muszą zmagać się pracownicy korporacji.

Najważniejsze, że wiadomo co robić ;)




Bułki na Mordorze są wszechstronne



Ważne, że widać



Piękne:D  Wiem, że jakość słaba, ale może uda wam się przeczytać.


I specjalna galeria zdjęć, pokazująca jak stęsknieni współpracownicy przygotowali się na twój powrót:









 Mordor może być wszędzie


Jak powiada Rafał Ferber, "Mordor to stan umysłu. Mordor może dotyczyć każdego z nas, bez względu na wielkość firmy, czy miasto. Najgorzej jest, jak do małego przedsiębiorstwa przychodzi ktoś z korporacji. Jest nauczony tabelek, krzyczenia na ludzi i przenosi to do nowej firmy. To wszystko jest w głowie"

Mój mąż od ponad 10 lat pracuje na Mordorze. Bardzo chwali swoją firmę, swój dział, swojego szefa. Ma elastyczne godziny pracy, zaczyna więc jak najwcześniej się da, o godzinie 7, by ok.15.30 być już w domu ze swoją rodziną. Nie zależy mu na pracy? Oczywiście, że zależy. Ale nie za wszelką cenę. Jak sam twierdzi, zależy mu przez 8 godzin dziennie, potem ma swoje życie. Przecież jak to powiadają, pracujemy, by żyć, a nie żyjemy, by pracować. Mimo, że praca przynosi nam satysfakcję, trzeba pamiętać o magicznej równowadze między życiem prywatnym a zawodowym. Da się? Oczywiście, że tak.


Na koniec mam dla was bardzo ciekawy filmik, pokazujący życie tzw. korposzczurów. Zachęcam do obejrzenia w wolnej chwili :)





* Źródło zdjęć: FB Mordor na Domaniewskiej oraz Narodowe Archiwum Cyfrowe
Źródło wiadomości: www.warszawa.naszemiasto.pl
* Cytaty z wywiadu: www.inpoland.pl

niedziela, 11 lutego 2018

Nieudana adopcja. Dziecko szuka rodziców!


Dzisiejsza historia będzie inna niż zwykle. Brak jej bowiem zakończenia. Piszę tego posta z nadzieją, że wszystko da się jeszcze naprawić. 


Źródło:Internet


Jakiś czas temu, napisała do mnie pani, przyszywana "babcia" i opiekun prawny 11-letniej dziewczynki. ( Dziewczynka jest sierotą, pani była związana z jej rodziną i zgodziła się zostać jej opiekunem, by pomóc wszystko pozałatwiać) W styczniu tego roku, odbyła się sprawa o jej przysposobienie, natomiast wkrótce po tym fakcie, rodzice adopcyjni złożyli do sądu wniosek o wycofanie z adopcji. W uzasadnieniu podobno podano, że "dziewczynka miała napad szału i rodzice bali się, że jest to związane z adopcją, a pani nie mogła dłużej przeżywać huśtawki emocjonalnej" Obecnie dziecko wróciło do "babci", która na wniosek OA ma zostać tymczasową rodziną zastępczą.  

Kochani. Nie piszę tego posta, by w jakikolwiek sposób obwiniać kogoś za zaistniałą sytuację. Nie chciałabym zatem, żebyśmy dyskutowali o tym co poszło nie tak. Pamiętajmy, że adopcja dziecka starszego jest trudna. Przede wszystkim musi między przyszłymi rodzicami a dzieckiem coś "zaiskrzyć". To nie jest tak jak z noworodkiem, gdzie prawdopodobieństwo akceptacji jest prawie stuprocentowe. Dziecko starsze musi chcieć być adoptowane przez tych a nie innych ludzi. Tu potrzeba ogromnej pracy, cierpliwości, miłości i zrozumienia. Jeżeli przyszli rodzice nic do niego nie czują, nie będą umieli mu pomóc. Nie można robić nic wbrew sobie. Zatem rodzice mieli prawo wycofać się z tej adopcji. Takie są fakty. 

Teoretycznie ośrodek adopcyjny, powinien nie tylko wskazać, ale i nadzorować kontakty, zwłaszcza, że mamy do czynienia z adopcją dziecka w takim wieku. Tak jak wiele razy wspominałam, trudno do końca być przekonanym, że dana para na 100% pasuje do dziecka, nawet jeśli jest się psychologiem z 25-letnim doświadczeniem. Można po prostu się pomylić.
Jednakże często zdarza się również, że propozycja dziecka nijak ma się do oczekiwań i przygotowania pary. Małżeństwu oczekującemu na maluszka, proponuje się dziecko starsze i to z dużymi obciążeniami. Ośrodki tłumaczą się, że przy kontakcie przyszli rodzice zmieniają swoje przekonania i podejmują decyzję o przyjęciu dziecka innego niż zakładali. Często jednak ludzie czują presję, dzieci bowiem jest dużo mniej w porównaniu z oczekującymi, czas wydłuża się, więc decydują się myśląc, że wszystko jakoś się ułoży. 

No i na końcu mamy dziecko, w zasadzie najważniejszą osobę w całej tej przykrej historii. Dziewczynka bardzo pragnie rodziców i normalnej rodziny, jednakże aklimatyzacja w nowych dla niej warunkach, mimo, że wcześniej znała tych ludzi, może być dla niej bardzo trudna. To bardzo delikatna sprawa i należy zrozumieć, że dziecko może wpadać w agresję, czy szał, ponieważ nie panuje nad emocjami, nie radzi sobie. Według psychologa rozwija się normalnie, jest tylko trochę zaniedbana i potrzebuje przede wszystkim miłości rodziców.

Post ten powstał za zgodą babci dziecka, która niestety nie jest w stanie zaopiekować się dziewczynką ze względu na swój wiek i zdrowie. Jest on apelem do was, więc jeżeli jesteście w jakikolwiek sposób w stanie pomóc, napiszcie do mnie na: naszmalyswiatek@gmail.com 

Babcia nawet nie marzy na razie o rodzinie adopcyjnej dla dziewczynki, choć to byłoby dla niej najlepsze, ale choć dobrej Rodzinie Zastępczej (kilka już odmówiło jej przyjęcia), która mogłaby dać dziecku choć namiastkę prawdziwej rodziny. Nadal jest czas, by ta historia miała szczęśliwe zakończenie.




czwartek, 8 lutego 2018

Strach naprawdę ma wielkie oczy.


Być może wspominałam wam taką sytuację z zeszłego lata. Żegnam się ze swoją sąsiadką i jej małym synkiem. Na pożegnanie mówię do starszej córki: Może zostaniesz z ciocią, a ja zabiorę maluszka do nas na jakiś czas? Ten niewinny żart, tak głupi z mojej strony, był przyczyną tego, że moje dziecko zakwestionowało swoje poczucie bezpieczeństwa i moją miłość. Przez całą drogę do domu płakała a następnego dnia, przytulała się do mnie i pytała, czy ją kocham...

Przecież dobrze wiem, że takich rzeczy mówić dziecku nie wolno, dlaczego więc to powiedziałam? 

Nie mam pojęcia, zdanie to wypłynęło z moich ust tak spontanicznie, że zanim się zorientowałam co się dzieje, dziecko już zalewało się łzami. Nie miałam zamiaru ani jej straszyć, ani tym bardziej drwić z jej uczuć. Ot taki niewinny żarcik rzucony na koniec wizyty.



Zwróciliście uwagę, że my dorośli w ogóle bardzo lubimy straszyć nasze dzieci? Straszenie to przybiera różne formy, od postawienia dziecku warunku typu: Jeżeli nie zjesz całego obiadku nie pójdziemy na plac zabaw, do bardziej ekstremalnych np. Jeżeli natychmiast się nie uspokoisz, tamten pan cię zabierze. Ostatnio słyszałam też zdanie od koleżanki, która odwiedziła nas ze swoim synkiem, że jak dalej będzie niegrzeczny, to zamknie go w garażu. (oczywiście naszym)

Specjaliści twierdzą, że trzeba być niezwykle ostrożnym stosując tego typu stwierdzenia. Wprawdzie w większości przypadków osiągniemy zamierzony skutek, bo dziecko chcąc pójść na plac zabaw zje znienawidzony przez niego szpinak, ale tym samym straci, być może bezpowrotnie, pozytywne z nim skojarzenia. Mój mąż do tej pory nie je na przykład czosnku, gdyż jako dziecko zmuszany był do jego jedzenia w imię zdrowia. Strach przed rodzicem i wyolbrzymioną chorobą, pozostał w nim na zawsze.

Już w trakcie trwania kursu na rodziców adopcyjnych, szczególnie zwracano nam uwagę na groźby typu: Zostawię cię tutaj, zostaniesz sam, pójdą wszyscy tylko nie ty. Wszystkie dzieci adoptowane zostały porzucone, obojętne, czy jako niemowlęta, czy jako starszaki, więc każde z nich potrzebuje miłości i trwałego poczucia bezpieczeństwa, czasem zdefiniowanego na nowo. Nie może zatem być miejsca na zwątpienie, czy aby na pewno dziecko może nam ufać. Ono musi nam ufać bezgranicznie.

W zeszłym roku, kiedy obie dziewczynki chodziły do żłobka, E. przyniosła pewnego dnia taką piosenkę "Ciach, ciach, ciach, ciach, ciach i ucinam teraz strach" wykonując ruch nożyczkami. Podejrzewam, że żłobkowe ciocie uczyły dzieci, że nie ma się czego bać, że ze strachem można sobie poradzić. Natomiast moje kreatywne dzieci tak się wkręciły w to wszystko, że zaczęły się w domu straszyć nawzajem. I to nie tylko starsza młodszą, ale i na odwrót. I tak zamieszkał z nami niejaki Pan Strach, który najchętniej przebywał w kotłowni. Minęło dużo czasu, zanim przestał nas odwiedzać.



Pamiętajmy, że to co dla nas jest niewinnym zdaniem (choćby przykład mojej głupoty) dla dziecka może być bardzo poważnym zagrożeniem jego egzystencji. Nie przesadzam, wiem co mówię. Nie ma przecież nic gorszego jak perspektywa utraty mamy czy taty i zostania samemu. Nie każde dziecko jest Kevinem samym w domu. Nie każde dziecko rozumie co to żart, że tak naprawdę go nie oddamy, że tak naprawdę go nie zostawimy, że przecież w garażu nie czai się żaden potwór. 
Co więcej, niektóre dzieci wiedzą, że takie rzeczy dzieją się naprawdę. Same to przeżyły. Niech więc przy nas mają poczucie bezpieczeństwa, że cokolwiek by się nie stało, zawsze będziemy przy nich. I nie ważne, że zawiązują za długo buty. Bez nich nigdzie nie pójdziemy.


wtorek, 6 lutego 2018

Gdy rodzice byli dziećmi.

Bierki, pchełki, kości, guma do skakania... Pamiętacie? A może pamiętają wasi rodzice? Nostalgia, tęsknota za beztroskim życiem, w którym nie było ani smartfonów, ani aparatów cyfrowych, ani nawet DVD. Obojętne ile mamy lat, wspomnienie tamtych czasów zawsze wywołuje uśmiech na twarzy.







Gdy rodzice byli dziećmi, to świetna propozycja od MAC Edukacja, autorstwa Izabeli Łazarczyk-Kaczmarek. Na serię składa się cykl Wiosna-Lato-Jesień-Zima oraz Gry i Zabawy.
Książki te zabiorą was w podróż w czasie i niektórym przypomną zapomniane zabawy z dzieciństwa. Dowiecie się z nich również wielu ciekawostek z tamtych lat, o których być może nigdy nie słyszeliście. Jest to również wspaniała okazja do opowiedzenia naszym dzieciom jak wyglądał świat ich rodziców czy dziadków, w co się bawili, co oglądali, co czytali. Dzieci uwielbiają słuchać o tym jak my dorośli byliśmy mali, książeczki te są więc świetną okazją, by im to przybliżyć. Polecam każdemu :)


Każdy chyba grał w Państwa i Miasta

Ulubiona gra na lekcjach - zamiennik SMARTFONA ;)

Ulubiona pora dnia - zabawy na podwórku.

Ulubiona gra dziewczynek :)

DIY z tamtych lat.

Towary deficytowe.

Książeczki i czasopisma z tamtych lat.

Ulubione serie.

Pamiętacie taką wyliczankę? :)

Zima ach ta zima :)


A wy co pamiętacie najbardziej ze swojego dzieciństwa? W co się bawiliście? Co czytaliście? Będzie mi bardzo miło, gdy podzielicie się swoimi wspomnieniami:)



niedziela, 4 lutego 2018

Testy psychologiczne dla kandydatów na rodziców adopcyjnych.


Od momentu przekroczenia progu ośrodka adopcyjnego, kandydaci zostają poddani ocenie. Pisałam o tym we wcześniejszym poście:                                            Tacy jesteśmy,czyli jak i kiedy ocenia nas ośrodek - KLIKNIJ TU 
Dziś chciałabym powrócić do tematu, skupiając się na testach psychologicznych, które odbywają się w formie rozmów i testów pisemnych. Pamiętajmy, że każdy ośrodek ma swoje praktyki, wszystko co opisuję to moje własne doświadczenia i mają charakter poglądowy.
Mam nadzieję, że temat zainteresuje nie tylko przyszłych rodziców adopcyjnych. Testy psychologiczne pojawiają się również choćby na rozmowie o pracę. I mimo, że nie dotyczą stricte naszego przyszłego rodzicielstwa, to budują pewien obraz naszej osoby. 




Rozmowy indywidualne

Dialog z psychologiem lub pedagogiem, polega na luźnej rozmowie na różne tematy związane z naszym życiem. Pojawiają się więc pytania ogólne dotyczące naszego zawodu, organizacji dnia, hobby, planów na przyszłość. Następnie psycholog skupia się na relacjach w naszej rodzinie, czyli pytania będą dotyczyły naszego związku, naszych relacji z rodzicami, teściami, rodzeństwem (jeśli posiadamy) Kolejne zagadnienie to już sama adopcja, czyli trzeba przygotować się na opowiadanie o naszych staraniach o dziecko biologiczne, ewentualnego pogodzenia się z żałobą po nim, motywacji do adopcji dziecka oraz reakcji otoczenia na naszą decyzję. Na podstawie naszych odpowiedzi, psycholog jest w stanie ocenić wiele rzeczy np. jak wygląda nasze życie, czy jesteśmy osobami wrażliwymi, na ile mocnymi psychicznie. 

Przykładowe pytania:

  • Jak wygląda pani/pana typowy dzień?
  • Jak spędza pani/pan czas wolny? 
  • Czy lubi pan/pani aktywny wypoczynek?
  • Czym jest dla pani/pana niepłodność?
  • Czym jest dla pani/pana brak biologicznego potomstwa?
  • Na kogo może pani/pan liczyć po przysposobieniu?
  • Jak zareagowali pani/pana rodzice na decyzję o adopcji dziecka?
  • Jak zareagowali teściowie na decyzję o adopcji?
  • Jak wyobraża sobie pani/pan wspólne życie?


Rozmowa razem.


Rozmowa obojga kandydatów jest podobna do rozmowy indywidualnej, natomiast pytania są skonstruowane tak, by dotyczyły małżeństwa jako związku dwojga ludzi. Zadawane pytania dotyczą różnych sfer ich życia i badają reakcję i zachowanie odpowiadających. Tu widać jak na dłoni kto bardziej dominuje w związku, kto jest introwertykiem a kto ekstrawertykiem. Na podstawie naszych odpowiedzi, można również zbadać i określić poziom naszej więzi i umiejętność dialogu. Psycholog podkreśla jak ważne są one w dobrym przygotowaniu do rodzicielstwa. 
Rozmowa ze współmałżonkami ma również odpowiedzieć na pytanie, czy aby na pewno decyzja o adopcji była wspólna i przemyślana.

Przykładowe pytania:

  • Od jak dawna jesteście razem?
  • Co najbardziej kochasz w swoim mężu/żonie?
  • Jaką cechę chciałabyś/chciałbyś zmienić we współmałżonku?
  • Kto pierwszy zaproponował adopcję dziecka?
  • Czym jest dla was brak biologicznego potomstwa?
  • Jak zareagowalibyście gdyby po przysposobieniu urodziło się wasze biologiczne dziecko? (dla par z niepłodnością idiopatyczną lub zdecydowanych na adopcję bez leczenia) 
  • Kto będzie sprawował opiekę nad dzieckiem?


Testy pisemne 

Testy pisemne są długie i wymagają od nas ogólnej lub szczegółowej analizy siebie, naszej rodziny, naszej przeszłości, teraźniejszości i przyszłości. Sformułowane w sposób, by właściwie określić daną osobę, niektóre pytania brzmią czasem podobnie. Ich celem jest sprawdzenie, czy odpowiedź była przypadkowa, czy kandydat skłamał, czy faktycznie jego odpowiedź tworzy pewien obraz jego cech osobowości. Należy więc bardzo skupić się przy zaznaczaniu odpowiedzi, zwłaszcza przy teście wyboru. 


Przykładowe pytania na teście wyboru (typ: zgadzam się/nie zgadzam się/nie mam zdania)

  • Swoje długi spłacam szybko i w całości
  • Czuję, że z większością swoich problemów jestem w stanie sobie poradzić.
  • Rzadko jestem smutny,czy przygnębiony.
  • Lubię mieć wokół siebie dużo ludzi.
  • Jestem osobą zrównoważoną.
  • Bez skrępowania mówię o swoich uzdolnieniach i sukcesach.
  • Łatwo mnie przestraszyć.
  • Mam dużo wiary w naturę człowieka.


Przykładowe pytania otwarte. (typ: dokończ zdanie)

  • Kocham moją matkę, ale .............
  • Moje najlepsze wspomnienie z dzieciństwa to..............
  • Cieszę się kiedy ............
  • Moje relacje z ojcem były .............


Test określający metody wychowawcze  (taka jestem/taka nie jestem/tak się zachowuję)

Ten rodzaj testu daje psychologowi informację jak wyobrażasz sobie siebie jako rodzica i jakie metody wychowawcze zamierzasz stosować.

Przykładowe pytania:

  • Często prawię "kazania" swojemu dziecku na temat jego zachowania.
  • Bardzo często myślę o swoim dziecku.
  • Uważam, że moje dziecko nie ma prawa mi się sprzeciwiać.
  • Kara jaką wymierzam dziecku często zależy od mojego nastroju.
  • Myślę, że w wielu sprawach moje dziecko może sobie nie poradzić.
  • Często wydaje mi się, że żyję tylko dla mojego dziecka.

Podsumowanie

Pamiętajmy, że pisemne testy psychologiczne i rozmowy mają na celu określenie naszego charakteru i osobowości. W zasadzie nie ma tu dobrych czy złych odpowiedzi. Prawidłowa ocena nas jako kandydatów jest jednak bardzo ważna, ponieważ pomoże w późniejszym czasie wskazać takie dziecko, które najlepiej wpasuje się w naszą rodzinę. Odpowiadajmy więc na każde z pytań szczerze i bez obaw. 

Jeżeli macie jeszcze jakieś pytania dotyczące moich doświadczeń, piszcie na: naszmalyswiatek@gmail.com :)




piątek, 2 lutego 2018

Miasto z mojej listy TOP 10.


"Idzie luty podkuj buty"

Eeee tam. Ja tym razem przekornie wrócę myślami do wakacji :) 

Każdy z was ma na pewno swoje ulubione miasto, czy to w Polsce, czy za granicą. Dziś chciałabym napisać wam o moim ukochanym miejscu, zakątku do którego wracam jak do siebie i gdy zamknę oczy, mam przed sobą to ogromne rondo do którego zbliżając się redukujemy prędkość do 50 km/h i ... i jesteśmy w domu. 




Lozanna to szwajcarskie miasto we francuskojęzycznym Kantonie Vaud, wybudowane na trzech wzgórzach, w otoczeniu winnych pagórków, z Jeziorem Genewskim u jego stóp. Widok na potężne Alpy Sabaudzkie wyrastające z przeciwległego francuskiego brzegu jeziora jest niezapomniany. 
Jest tu więc wszystko to, czego dusza potrzebuje: fascynujące kolorami jezioro, bogate historycznie zabytki oraz centrum rozrywki. Wąskie uliczki z kawiarniami i butikami nadają uroczą atmosferę średniowiecznemu staremu miastu.

To właśnie tu znajduje się jedyne w Szwajcarii metro, łączące różne dzielnice znajdujące się na wzgórzu. 


Ze stacji Lausanne-Ouchy nad samym jeziorem, co parę minut niemal bezgłośnie odjeżdżają wagoniki w górę w kierunku dworca Kolei SBB i dalej przez śródmieście (Flon) do Epalinges-Croisettes. Métro przez połowę trasy kursuje pod ziemią i jest całkowicie zautomatyzowane i zdalnie sterowane!

Stojąc na przedzie wagonu, odnosi się wrażenie, jakby samodzielnie kierowało się pociągiem.


Niemal 6-kilometrowy odcinek torów charkteryzuje się największą na świecie różnicą wysokości pokonywaną przez kolejkę podziemną, 336 metrów przy maksymalnym nachyleniu 12%.

Dawniej były to dwie kolejki linowo-szynowe nazywane "La Ficelle" (sznur), potem zostały przebudowane jako kolejki zębate, a dziś kursują jako pneumatyczne pojazdy na wzór paryskiego metra. Z ciekawostek, historia kolejki podziemnej w Lozannie rozpoczęła się w 1877 roku, kiedy to Ouchy–Flon były pierwszymi kolejkami linowo-szynowymi w Szwajcarii, a równolegle prowadzona linia z dworca kolejowego w Lozannie do Flon - pierwszą na świecie zawijającą kolejką jednowagonową. Wagony kolejowe dawniej pchały przed sobą także pociągi towarowe.



Widok na katedrę i metro

Katedra Notre- Dame

Pięknie położona na szczycie wzgórza, ta 13-wieczna gotycka budowla dominuje centrum miasta. Możecie tu podziwiać między innymi okno witrażowe w kształcie rozety oraz pierwsze na świecie zaprojektowane organy, zawierające wszystkie style. Zostały zainaugurowane w 2003 roku, a poprzednie przeniesione do Filharmonii Bałtyckiej w Gdańsku.







Widok z katedry

Stolica olimpijska.

Położenie Lozanny jest wyjatkowo malownicze, nic dziwnego więc, że Międzynarodowy Komitet Olimpijski wybrał to miejsce na swoją siedzibę. 

Dworzec w Lozannie

Otworzone w 1993 roku Muzeum Olimpijskie, w położonej nad jeziorem w dzielnicy Ouchy, poświęcone jest w całości zmaganiom sportowym, które łączyły narody.

Wspaniała budowla, mieści interaktywne wystawy, dokumenty, filmy i kolekcje cennych przedmiotów od antyku po czasy współczesne. Muzeum jest też największym na świecie centrum informacyjnym na temat igrzysk olimpijskich,
 od pierwszych letnich igrzysk w 1896 roku w Atenach do współczesności.

Park Olimpijski





Oryginalna rakieta Rogera Federera


Rejsy po Jeziorze Genewskim

Bocznokołowce i statki motorowe pozwalają na spojrzenie na Lozannę i cały Region Jeziora Genewskiego z perspektywy wody. Możecie wybrać się do oddalonej o ok.50km Genewy lub do znanego z produkcji wody przepięknego miasteczka Evian, znajdującego się po drugiej stronie jeziora.




Transport

Przemieszczając się po Lozannie, macie do wyboru wspomniane wcześniej metro, autobusy, trolejbusy i oczywiście pociągi, które zawiozą was do pobliskich miasteczek. 
A co najważniejsze, nocując w jednym z hoteli, czy na kempingu, dostajecie tzw. Lausanne Transport Card, która upoważnia was do darmowych przejazdów wybranym środkiem transportu po całym mieście!



Stacja metra d'Ouchy

Widok z pociągu.

W autobusie

Plaża.

Tak tak, dobrze czytacie. Wzdłuż lini brzegowej w dzielnicy Vidy, możecie znaleźć małe plaże, gdzie turyści i miejscowi uwielbiają przesiadywać także wieczorami. 
Możecie również wybrać Bellerive, płatne, ale warte odwiedzenia kąpielisko wraz z ogromnym terenem do aktywnego spędzania czasu i małą prywatną plażą.
















Kolekcja zdjęć.

Lozanna to piękne miasto, w którym każdy znajdzie coś dla siebie. Jedni spokój, przechadzając się wzdłuż jeziora, inni zaś motywację do uprawiania sportu. Cokolwiek by to nie było, jest to miejsce, które z całym sercem polecam i jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni. 




Wyjście z kempingu Vidy na promenadę.
Widok na Château d'Ouchy, zamek przekształcony w hotel.

Promenada wzdłuż jeziora.










* Źródło: www.myswitzerland.com / Wikipedia