wtorek, 24 grudnia 2019

Opowieść Wigilijna.Magiczna Jabłoń


Na skraju lasu, gdzie płynie rzeczka, w małym domku z ogrodem, mieszkał sobie drwal z żoną. Ona, drobna kobietka o włosach blond, kochała zajmować się kwiatami i często przemawiała do nich, jak gdyby były jej najlepszymi przyjaciółkami. One, odwdzięczały się pięknem i zapachem tak wspaniałym, że każdy, kto tu zawitał, z chęcią zasiadał przy malutkim stoliczku i pił aromatyczną herbatę w towarzystwie pani domu. Jej ogród był tak magiczny, że zamykając oczy ludzie mogli przenieść się w bajkowy świat zmysłów, rozkoszując się ciepłymi promykami słońca. Po świeże kwiaty do wazonu przychodzili wszyscy okoliczni mieszkańcy. Piekarz codziennie kupował bukiet dla żony i nawet sam burmistrz czasem wpadał po drodze do domu, by wybrać kilka ulubionych czerwonych róż. 
Drwal pracował ciężko, ale lubił swoją pracę. Kiedy wracał do domu, czekał na niego ciepły posiłek i świeży bukiet kwiatów z własnego ogrodu. Z przyjemnością oboje małżonkowie zasiadali do stołu, by zjeść razem obiad, a potem on zaparzał ich ulubioną herbatę jaśminową w czerwonym czajniczku. Zimą drwal palił w kominku i ciepło palonego drewna wraz z jego cudownym zapachem rozchodziło się po całym domu. 
Drwal i jego żona żyli skromnie, lecz byli razem szczęśliwi. Do pełni szczęścia jednakże, brakowało im potomka, na którego bez powodzenia czekali od kilku miesięcy. Oboje robili się coraz smutniejsi, choć drwal próbował ukryć swoje prawdziwe uczucia przed żoną, żeby nie zasmucać dodatkowo jej serca. Starał się ją wspierać, lecz z dnia na dzień coraz rzadziej można było zauważyć uśmiech na jej twarzy. Wieczorami siadała z ulubioną herbatą przy oknie i wyglądała na drogę, jakby czekała, że ktoś zaraz nią będzie szedł. Pewnego dnia, gdy tak siedziała oparta o parapet, zobaczyła między drzewami postać. Zerwała się z krzesełka i przetarła oczy. Zobaczyła kobietę w długiej, czerwonej sukni, która w ręce trzymała złoty kufer. Po chwili małżonkowie usłyszeli pukanie do drzwi i kiedy otworzyli, bez słowa weszła do pomieszczenia i podała im kuferek. W środku znajdowała się szklana kula, z pozoru zwyczajna, niczym się nie wyróżniająca, ale gdy kobieta ją potarła, ku zdziwieniu małżonków, w środku ukazał się piękny miniaturowy ogród, pośrodku którego rosła jabłoń. 
- Ta kula będzie waszym przewodnikiem. Jeżeli w ciągu 12 dni, uda wam się odnaleźć tę jabłoń, zerwać z niej owoc i zjeść nim upłynie północ, jeszcze w tym roku będziecie cieszyć się potomstwem. 
Po tych słowach wyszła i nigdy więcej jej nie widzieli. Nie mieli pojęcia kim była kobieta, lecz dla nich to nie było ważne. Liczyło się tylko to, co im powiedziała. Nadzieja wlana w ich serce sprawiła, że niczym na skrzydłach wyruszyli w tajemniczą wędrówkę w poszukiwaniu magicznej jabłoni. 

Minął pierwszy dzień, minął drugi i trzeci. Choć wskazówki były dość dokładne, magicznej jabłoni nigdzie nie było. Czwartego dnia poszukiwań, żona drwala usiadła na kamieniu i zasmucona powiedziała, że powinni chyba wrócić do domu. Drwal objął ją i mocno przytulił dodając tym samym sił, by iść dalej. Wreszcie dotarli na polanę, na której znajdowała się wysoka, dawno niekoszona trawa, krzaki i ciernie. Choć każdy krok sprawiał im ból, to poranione nogi poniosły drwala i jego żonę na sam środek polany. Jakieś przeczucie podpowiadało im, żeby nie rezygnowali. I nagle ich oczom ukazało się drzewo, na którym niczym w bajce rumieniły się jabłka tak piękne, że byli pewni, iż w końcu trafili pod właściwy adres. Wykończeni wędrówką, ze łzami w oczach zerwali owoc i nie tracąc czasu usiedli pod drzewem, by spełniła się przepowiednia.

Wracając do domu drwal i jego żona byli tak szczęśliwi jak nigdy. Uwierzyli, że teraz ich życie się odmieni i wreszcie będą mogli cieszyć się dzieckiem. Mijały jednak miesiące, a pod sercem żony drwala nadal było pusto. Z dnia na dzień pryskał czar magicznej jabłoni, a kobieta stawała się jeszcze bardziej smutna niż wcześniej. Nie cieszyły już jej nawet ukochane kwiaty, które zaniedbane zaczęły tracić kolor i blask. Ludzie coraz rzadziej przychodzili je kupować i nikt nawet nie zapytał dlaczego niegdyś najpiękniejszy ogród w okolicy tak podupadł. Drwal pracował jeszcze ciężej, by móc utrzymać siebie i żonę, która coraz to bardziej zamykała się w swoim świecie. Aż pewnego dnia, to było jakoś przed Bożym Narodzeniem, spadło tyle śniegu, że nie sposób było wyjść z domu. Drwal napalił w kominku i zrobił ulubioną herbatę. Przyniósł ciepły koc żonie, która zasiadła w fotelu tuż obok okna. Nagle, w oddali, oboje spostrzegli nieznaną im postać. Tym razem nie był to nikt dorosły, ale mała dziewczynka, która zziębnięta zbliżała się do ich domku. Żona drwala popatrzyła zdziwiona na męża i poleciła mu natychmiast wyjść i przyprowadzić przybysza. Dziewczynka była niczym sopel lodu, głodna i wystraszona. Drwal okrył ją kocem i posadził przy kominku. W tym czasie zaparzył świeżej herbaty i przyniósł talerz zupy, która została jeszcze od obiadu. Nieśmiało dziewczynka sięgnęła po łyżkę i zjadła to, co jej przyniesiono. 
- Dziękuję, powiedziała i uśmiechnęła się. 
Żona drwala cały czas siedząc przy oknie i przyglądając się scenie, nagle wstała i podeszła do nieznajomej. Klęknęła obok niej i zapytała:
- Kim jesteś i co tu robisz w taką pogodę?
Dziewczynka spojrzała na nią swoimi dużymi, niebieskimi oczami i odrzekła:
- Nie mam na tym świecie nikogo. Nikogo, kto by się o mnie troszczył i mnie kochał. Pewnej nocy miałam sen, piękny sen. Przyszedł do mnie anioł i powiedział, że dokładnie w pierwszy dzień zimy, mam wyruszyć przed siebie i iść tam, gdzie zaprowadzi mnie serce. Kazał mi też wziąć to.
Dziewczynka schyliła się i z torby wyjęła piękne, rumiane jabłuszko. Potem rzekła:
- Myślę, że to właśnie wam powinnam je podarować.
I podała jabłko żonie drwala. Z drżącymi rękami kobieta wzięła owoc, a łzy spłynęły po jej policzkach, które mała dziewczynka otarła chusteczką. Tamtej nocy drwal naszykował jej miejsce w pokoju gościnnym. Przykrywając się ciepłą kołderką, dziewczynka uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Wiedziała, że dotarła do celu swojej podróży.


Magiczna Jabłoń widziana oczami Elsy

Kochani, oddaję w wasze ręce opowieść o Magicznej Jabłoni i życzę wam, byście w tę Noc Wigilijną odnaleźli w sercu cel waszej wędrówki. Niech nowo narodzone Boże Dzieciątko przyniesie radość i spokój. Każdy z nas kiedyś wyruszył w taką podróż jak drwal i jego żona. Czasem uda się odnaleźć jabłoń i czar zadziała, a czasem nie. Ale wiem na pewno, że codziennie dookoła nas dzieją się niezliczone cuda, tylko warto się zatrzymać, by je dostrzec, czego na okres tych Świąt z całego serca wam życzę :)

wtorek, 17 grudnia 2019

W poszukiwaniu ducha Świąt.



Pamiętam taką zimę, kiedy idąc przez park zapadaliśmy się w śniegu aż po przysłowiowy pas. To było prawie 15 lat temu i od tamtej pory nie było już aż tak dużo puchu na Święta Bożego Narodzenia. Owszem, bywało, że trawa została przyprószona na biało, niczym cukrem pudrem, ale to jednak nie to samo. Nie wiem, czy właśnie dlatego, że pogoda w grudniu od kilku lat jest wiosenna, czy po prostu dlatego, że jestem starsza i już zupełnie inaczej wszystko odbieram, ale jakoś coraz trudniej jest mi odnaleźć tego ducha Świąt. W tym roku nie spadł jeszcze ani jeden płatek śniegu i choć faktem jest, że w niektórych krajach nie ma mowy o białych Świętach, to ja jednak nie mogę się do tego przyzwyczaić, bo właśnie tak je pamiętam z dzieciństwa. Dźwięki skrzypiących butów odbijających się na śniegu, mróz szczypiący w policzki i drętwiejące palce u stóp, bo temperatura spadała poniżej 20 stopni. Nie jestem wielkim fanem zimy, ale właśnie teraz wolałabym wyjrzeć przez okno i zobaczyć magiczny biały świat, zamiast 11 stopni na termometrze.


W wakacje umówiliśmy się z naszymi znajomymi z Gdańska, że odwiedzimy ich jesienią. Niestety ich choroba sprawiła, że wybraliśmy się w Bieszczady, a wizytę u nich odłożyliśmy na grudzień, kiedy to odbywa się Jarmark Bożonarodzeniowy. Niestety u naszych znajomych kilka dni temu zapanowała ospa, co oznaczało zero kontaktów, więc postanowiliśmy zrezygnować z wyjazdu. Mąż jednak sprawił mi niespodziankę i mimo to zarezerwował dla nas hotel we Władysławowie na 3 noce. Powiem wam, że nigdy się nie spodziewałam, że właśnie tam, z daleka od domu, gdzie morze raczej kojarzy się z urlopem niż Bożym Narodzeniem, odnajdę ducha Świąt. Nie wiem, może to sam wystrój hotelu, a może to, że na te kilka dni oderwaliśmy się od rzeczywistości, w której człowiek wiecznie jest czymś zajęty. I to nie dlatego, że zapomnieliśmy po co tak naprawdę są Święta, ale takie zwykłe sprawy dnia codziennego pochłaniają jednak nas bez reszty. Myślę, że każdemu przydałby się taki czas, by się zatrzymać, nic nie musieć robić i po prostu spędzić czas razem. W weekend hotel miał sporo gości, nawet trochę byłam zdziwiona. Były małżeństwa z dziećmi, dla których przygotowana jest specjalna sala zabaw i animacje. Były też pary bez dziecka, które spędzały czas na basenie, w saunie, czy restauracji. Były i grupy przyjaciół, ojciec z synem i mama z dwoma chłopcami, więc towarzystwo naprawdę zróżnicowane. Co rzuciło mi się w oczy to to, że nie widziałam ludzi, korzystających cały czas z telefonów. I to jest fajne. Często rodziny, znajomi, siedzą razem, ale każde z nich jest w swoim świecie. Klimatowi sprzyjała również nastrojowa muzyka, która płynęła gdzieś w tle. 





Kochani, życzę wam, żebyście w całej tej przedświątecznej gorączce zawsze znaleźli chwilę by usiąść i nacieszyć się tym wszystkim, zwłaszcza jeśli nie odnaleźliście jeszcze ducha Świąt. Wiem, że dla niektórych z was, ten czas oczekiwania na Boże Dzieciątko jest trudny, ale mam nadzieję, że znajdziecie choć odrobinkę szczęścia w małych, wielkich rzeczach. Bo one wcale nie są daleko, tylko by je znaleźć, trzeba czasem na chwilę się zatrzymać.

Molo w Sopocie.

Życzę wam dobrego tygodnia, ja po mojej labie wracam do sprzątania :) Jeszcze parę fotek z wyjazdu:

Cudny Jarmark Bożonarodzeniowy w Gdańsku :)



I na koniec jeszcze o hotelu. Gdy nasze dzieci spędzały czas tu: 



My siedzieliśmy tu :) 



poniedziałek, 9 grudnia 2019

Adopcyjne dylematy. Rodzeństwo biologiczne naszych dzieci.



Jeśli wierzyć statystykom i doświadczeniu pracowników ośrodka adopcyjnego, większość dzieci wbrew pozorom nie szuka swoich biologicznych rodziców. Zależy im natomiast na odnalezieniu rodzeństwa . Dlaczego tak? Do rodziców mają jednak żal o to, że je porzucili, a brak więzi sprawia, że są oni dla dziecka obcymi ludźmi. Z bratem lub siostrą natomiast czują się niewidzialnie związani podobnymi przeżyciami i pragną wejść z nimi kontakt szczególnie wtedy, gdy wychowują się w rodzinie jako jedynaki. Świadomość tego, że gdzieś na świecie żyje rodzeństwo sprawia, że dzieci nie chcą być same z przeszłością, którą ze sobą niosą oraz mieć wsparcie kogoś bliskiego, gdy rodziców adopcyjnych już zabraknie.

Jak wiecie nasze dziewczynki są biologicznymi siostrami, ale nie każdy niestety ma możliwość poznać rodzeństwo swojego dziecka. Dlaczego? Ośrodek teoretycznie ma obowiązek poinformować rodzinę o kolejnym dziecku do adopcji i dopiero po odmowie złożyć propozycję komuś innemu. Czy zawsze to ma miejsce? Trudno powiedzieć. Z doświadczeniami jakie mamy my, wątpię. Dlatego może się okazać, że nigdy nie dowiemy się o rodzeństwie, pomimo tego, że ośrodek takie informacje posiada. Trzeba liczyć na ich uczciwość i to nie tylko w stosunku do nas, ale przede wszystkim do dziecka, bo to ono doznaje największej krzywdy w przypadku gdy siostra czy brat pójdą do innej rodziny, a mogli być razem.

Może się również zdarzyć, że kobieta urodzi kolejne dziecko i nie poinformuje o tym ośrodka, bo przecież nie ma takiego obowiązku. Często dzieci te, są po innym ojcu, który z kolei może mieć potomstwo z kolejną kobietą. W takich przypadkach trudno odnaleźć łączące więzi i jak twierdzi moja pani z OA nie powinniśmy ich na siłę szukać. Dla ludzi, którzy nie mają pojęcia, że ich matka oddała w przeszłości dzieci do adopcji taka informacja może okazać się szokiem. 

Czy da się w dorosłości odbudować relacje i nawiązać więź z rodzeństwem, z którym tak naprawdę nie łączy nas nic prócz więzów krwi? Trudno powiedzieć, ponieważ zależy to choćby od środowiska w jakim dzieci się wychowują/wychowały, osobowości, samej chęci do zbudowania relacji i wielu innych czynników, które wpływają na powodzenie. W internecie można znaleźć wiele portali czy forów pomagających ludziom odnaleźć rodzeństwo biologiczne i zdarza się, że potem opisują oni tę nową relację. Czasem nawiązanie więzi odbywa się z sukcesem, a czasem nie, ponieważ okazuje się, że dwie osoby są tak różne, że nic głębszego nie jest w stanie się w nich narodzić. Ale świadomość tego, że taka osoba istnieje i wiemy gdzie przebywa, co robi, jest już ważna dla dziecka. 

Kolejna sytuacja to taka, gdy rodzina adopcyjna nie może przyjąć do siebie kolejnego rodzeństwa i trafia ono do innej rodziny. To czy dzieci będą miały ze sobą kontakt, czy nie, zależy od rodziców. Nikt ich wprawdzie nie zmusi do przyjaźni i sztucznego utrzymywania kontaktów, ale rozmawiałam na ten temat z panią psycholog, która stwierdziła, że jest to bardzo wskazane dla dziecka i rodzice absolutnie nie powinni się tego bać. Według niej to właśnie oni często dla swojej własnej wygody i egoistycznych pobudek unikają kontaktu z rodzeństwem biologicznym lub całkowicie się od niego izolują. Lata, w których dzieci dorastają osobno można wykorzystać na zbudowanie więzi na tyle dobrej, by kiedyś, gdy będą starsze, mogły same ją pogłębić. Nie da się nadrobić straconego czasu. Świadomość tego, że istnieje rodzeństwo i wychowuje się w innej rodzinie to bardzo wiele dla dziecka. Dlatego zgodnie z tym, czego dowiedziałam się od pani psycholog zachęcam was, by dla dobra dziecka i jego przyszłych relacji z rodzeństwem, nawiązać kontakt z rodziną adopcyjną, w której przebywa siostra czy brat.

Zdarza się również, że do adopcji zostaje oddane dziecko z rodziny wielodzietnej, która nie jest w stanie zapewnić mu odpowiednich warunków. Tu sytuacja jest trudna, ponieważ całe rodzeństwo zostaje przy rodzinie biologicznej, a to najmłodsze jest oddane pod opiekę rodziny adopcyjnej. Zwykle tacy ludzie nie chcą utrzymywać kontaktu, chcą poniekąd "zapomnieć", że urodził się kolejny potomek. W takim przypadku trzeba dużo rozmawiać z dzieckiem i pracować nad jego poczuciem własnej wartości, ponieważ może zastanawiać się dlaczego ona/on został oddany, a jego rodzeństwo nie. 

Zdarza się też, że dzieci oddane do adopcji są rozdzielone z rodzeństwem. Robi się tak czasem dla ich dobra. Jeśli na przykład jedno z rodzeństwa jest bardzo chore, czy niepełnosprawne, pozostaje pod opieką lekarską, to drugie jako jedynak ma większe szanse na znalezienie rodziny. Bywa też tak, że część rodzeństwa jest już dorosła, czy prawie dorosła. Dlatego też młodsza siostra, czy brat, sama/sam oddany jest do adopcji. Często dzieci te na jakiś czas "zapominają" o bracie, czy siostrze, nie wspominają o nim/o niej i nie mają potrzeby kontaktu. 

Rodzeństwo biologiczne jest bez wątpienia ważne dla dziecka. Dlatego też, jeśli tylko mamy możliwość, pomóżmy mu je odnaleźć, nawiązujmy kontakt z rodzinami adopcyjnymi, w których przebywa brat czy siostra. Dziecko nie jest naszą własnością, działajmy więc tak, by dla niego było jak najlepiej. Jeżeli od samego początku będzie wiedziało, że tamten chłopczyk to nie kolega, ale brat, w przyszłości łatwiej będzie pogłębić więź między dziećmi. 






piątek, 29 listopada 2019

Molestowanie seksualne część 1. Przerwane milczenie.

Prolog

Rzadko coś lub ktoś potrafi mną tak wstrząsnąć. Na co dzień spotykam się wprawdzie z różnymi rodzajami tragedii, ale gdy dorosła osoba, którą znasz dość dobrze, nagle otwiera się przed tobą i wyjawia swoją największą tajemnicę, od tej pory świat już nigdy nie będzie taki sam.

Molestowanie seksualne dzieci to najtrudniejszy temat z jakim przyszło mi się zmierzyć od początku istnienia bloga. Temat, o którym zwykle mówi się tylko w kategoriach sensacji. Statystyki nadal pozostają tajemnicą, większość przypadków niestety nie ujrzy światła dziennego, ale jestem pewna, że dotyczy tak wielu osób, że gdybyśmy znali liczby, bylibyśmy naprawdę wstrząśnięci...

Dzisiejszy wpis jest wyjątkowo długi, ale przeczytajcie proszę do końca. Każda informacja jest na wagę złota i może uratować komuś życie.


Moda na molestowanie

Co jakiś czas słyszymy w mediach, że kolejna znana nam osoba, wyznała, że była w dzieciństwie molestowana. Przyznam wam szczerze, że nie raz oceniałam celebrytów myśląc, że zależy im tylko na rozgłosie i sławie. Dziś wiem, że bardzo się myliłam. Zepchnięte na dno świadomości złe doświadczenia z dzieciństwa i wyparcie wspomnień, by móc funkcjonować w codzienności często decydują o tym, że dopiero po kilkunastu (a czasem kilkudziesięciu) latach ofiary przerywają milczenie. Nie będę więc już nigdy dociekać jakie dana gwiazda ma intencje w publikowaniu takich wiadomości. Być może udzielenie wywiadu na temat tych bolesnych doświadczeń jest oczyszczającą terapią, być może aktem ogromnej odwagi, a być może nawet ostatnim etapem pogodzenia się z tym, co miało miejsce wiele lat temu. Wiem jedno. Nie ma gorszego bólu emocjonalnego niż wymuszone stosunki seksualne ze sprawcą, który jest członkiem rodziny i ufamy mu ponad wszystko.



Dlaczego akurat w show biznesie tyle jest osób z traumatycznymi doświadczeniami? Aby udowodnić swoją wartość, dzieci zaniedbywane w dzieciństwie, bądź wykorzystywane, chcą coś osiągnąć lub być sławne w życiu dorosłym. Zainteresowanie mediów oraz fani dają im poczucie bycia kimś ważnym i potrzebnym, czyli tym wszystkim czym nie byli jako dzieci.


Przypomnijmy sobie biografię Marylin Monroe, która zapewne nie stałaby się tak sławna, gdyby nie jej trudne dzieciństwo. Porzucona przez rodziców, molestowana w domach zastępczych i nienawidzona przez matki zastępcze, które obwiniały ją o uwodzenie mężów, nauczyła się, że seksualność służy do osiągania celów. Choć w swoim życiu Marilyn Monroe wiele osiągnęła, na zawsze pozostała obiektem seksualnym. Dlatego też osiągnięcie celu nie zapełniło pustki i nie wyleczyło jej z traumy. 


Zranieni w dzieciństwie bardzo pragną, a jednocześnie boją się bliskości. Często dążą do związków idealnych, w których drobne konflikty ze współmałżonkiem lub dzieckiem odbierają jako przejaw odrzucenia albo agresji, która ich głęboko rani i przeraża. Ten strach przed konfliktem powoduje wycofywanie się z większości relacji. Takie i inne zachowania często są efektem wychowywania się w rodzinach patologicznych, w których obecne były przemoc i alkohol, nie było żadnych norm moralnych i łamało się wszelkie zasady społeczne.

Jak dochodzi do zniewolenia dziecka

Pierwsza myśl, jaka przychodzi nam do głowy w kontekście przemocy seksualnej to wizja zaczajonego w krzakach mężczyzny, który rzuca się na uwodzicielsko ubraną nastolatkę, gwałci i ucieka. Oczywiście, takie sytuacje też mają miejsce, ale jak dowodzą statystyki dzieci głównie krzywdzone są przez bliskie im osoby z rodziny lub otoczenia w którym przebywają.
Chciałoby się powiedzieć, jak to możliwe, że osoba bliska dziecku potrafi je tak bezwzględnie skrzywdzić. Sprawcą jest zwykle mężczyzna, może być to dziadek, ojciec, ojczym, ale również starszy kuzyn, czy kolega. Pamiętajmy, że molestowanie seksualne dotyczy każdego zachowania o tym charakterze, naruszającego godność osobistą i przyjęte zasady moralne i społeczne, niezależnie czy dochodzi do stosunku, czy nie.

Postępowanie sprawcy jest zazwyczaj starannie przez niego przemyślane, choć początkowe sytuacje mogą być przypadkowe i z pozoru niegroźne.


Aby lepiej zrozumieć cały mechanizm, przyjrzyjmy się poszczególnym etapom tragedii.

Uwodzenie


Sprawca szybko spostrzega dziecko samotne, odrzucone, spragnione bliskości i ciepła. Wykorzystując swoją pozycję lub autorytet, wyczekuje lub stwarza możliwości zbliżenia się do dziecka i zostania z nim sam na sam. Budując klimat intymnej więzi, zniewala dziecko i przygotowuje do uległości. Wielu agresorów nie sięga po przemoc fizyczną. Używa natomiast bardzo wyrafinowanych metod emocjonalnego uwodzenia, które dla dziecka mogą się wydawać zabawą, grą, wspólnym spędzaniem czasu np. chłopiec wspólnie z ojcem ogląda film pornograficzny.

Przekupione, posłuszne i uległe dziecko poddawane jest stopniowo narastającym czynnościom seksualnym a kiedy
 zaczyna się orientować, o co w tym wszystkim chodzi, nie wie, jak się zachować i co zrobić. Kiedy granice są już przekroczone, dziecko jest przygotowane psychicznie przez sprawcę, aby czuć się współwinne. 

Nie mów nikomu

Najważniejszym zadaniem sprawcy jest utrzymanie w tajemnicy dokonywanej przez niego przemocy seksualnej. Doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że grożą mu za ten czyn konsekwencje prawne, społeczne i emocjonalne, ale ponieważ dostarczają mu one przyjemności seksualnej, rozładowują jego napięcie, podnoszą poczucie jego wartości i ważności, zmusza dziecko do sekretu, by przez wiele lat zaspokajać swoją potrzebę siły i dominacji.

Przyczyn utrzymywania przez dziecko sekretu jest wiele. Jedną z nich jest narastające uczucie zagrożenia. Boi się ono złości mamy, lub gdy matka często choruje czy ma powtarzające się problemy psychologiczne, pojawia się lęk, że ta wiadomość znacznie pogorszy jej stan zdrowia. Dziecko może również obawiać się, że sprawca jest zdolny to samo zrobić rodzeństwu, czy też niepokoi się o swojego zwierzątko, które jest mu bliskie. Nie chce być  winne rozbicia rodziny i ma świadomość, że może zostać oddane do domu dziecka. Ponadto, dziecko może mieć złudne poczucie "profitów", wynikających z utrzymywania kontaktów seksualnych z dorosłym. Nie rozumiejąc do końca istniejącej sytuacji, czuje się zauważone i potrzebne. Czasem nawet otrzymuje nagrody w postaci pieniędzy, czy zabawek, może czuć się "wyróżnione" wśród rodzeństwa, rówieśników. Dziecko nie zdaje sobie sprawy z tego, że dokonywana jest na nim przemoc.

Dziecko zmuszone w jakikolwiek sposób do utrzymania tajemnicy czuje się samotne i wyobcowane. Boryka się ze wstydem, strachem, poczuciem winy i skrzywdzeniem, z drugiej strony za wszelką cenę pragnąc bycia kochanym.

Kim jest sprawca?

Nie ma jednoznaczniej odpowiedzi na to pytanie. Często jest to osoba niedojrzała emocjonalnie, z niskim poczuciem własnej wartości, sama będąca ofiarą przemocy, pochodząca z rodziny patologicznej. Zdarza się, że będąc pozbawionym kontaktu z własna płciowością, nie do końca jest świadoma seksualnego charakteru swoich zachowań. Dziecko nie tylko może zostać wykorzystane przez członka rodziny, ale także przez kogoś, kto jest z nią "zaprzyjaźniony" Może to być jakiś dobroczyńca rodziny np. ksiądz, jakiś sponsor, ktoś, kto pomaga im w biedzie. Sprawca najpierw osacza rodzinę. Pokazuje, że jest dla niej niezbędny na tyle, że jego obecność jest w domu czymś naturalnym. Upatruje on sobie dziecko i wikła go w relację: wyróżnia, pokazuje, że rodzice są zapracowani, biedni, pogrążeni w alkoholu czy innego rodzaju problemach, mają dla niego mało czasu. 
Niektórzy sprawcy rodzą się z popędem nakierowanym na dzieci, część sama była molestowana i odzwierciedla traumę, którą przechodziła w dzieciństwie. Częściej są to jednak osoby, które mają rozszczelnione granice moralne, seksualne, z różnych powodów przekraczają silne tabu. Nawet jeśli ktoś był w dzieciństwie molestowany, to nie jest tak, że on musi robić to w życiu dorosłym. Jeśli posuwa się do tego, to jest to jego świadoma decyzja.

 Gdy prawda wychodzi na jaw.

Większość przypadków molestowania seksualnego w okresie ich trwania, a także wiele lat po, nie zostaje wyjawiona. Czasami sekret zostaje odkryty przypadkowo. Słyszałam o takiej sytuacji u nas w przedszkolu, kiedy to panie zauważyły ślady na ciele dziecka mogące świadczyć o przemocy. W przypadku molestowania dziewczynki może dojść do ciąży, której ona sama długo nie jest świadoma, ponieważ nie rozumie jeszcze związku między stosunkiem płciowym a rosnącym brzuchem. Czasami dziecko czuje ogromną potrzebę podzielenia się z kimś swoją tragedią. Starsze dzieci, z biegiem czasu zmieniają też swoje spojrzenie na sprawcę. Początkowo "dobry i ciepły" wujek, staje się patologiczną osobą, kontrolującą i krzywdzącą dziecko. 
Ale wyjawienie prawdy to dopiero początek. Choć dziecko chciałoby się uwolnić od sprawcy, może być tak silnie uzależnione od niego, że powracający lęk, poczucie winy, odpowiedzialności oraz przeświadczenie o braku lojalności (na przykład jeśli jest to ojciec) może doprowadzić do wycofania oskarżeń i odmowy pomocy.

Tłumienie

Ostatecznym przypieczętowaniem krzywdy staje się moment, gdy otoczenie dowiaduje się o traumie, ale ją lekceważy albo nakazuje dalsze milczenie – dla "dobra" krzywdziciela czy "dobra ogółu". Cierpienie ofiary trwa tak długo, jak długo nie doczeka się zadośćuczynienia i jak długo sprawca pozostaje chroniony. Jak wynika z relacji samych pokrzywdzonych, reakcje członków rodziny na ujawnienie przemocy seksualnej są w większości negatywne w stosunku do ofiary. Ponieważ nie są w stanie wyobrazić sobie tak okropnego czynu popełnianego przez bliską również im osobę (np. mąż, brat), pojawia się złość do pokrzywdzonej osoby i brak wiary w jej słowa. Umniejsza się znaczenie cierpień dziecka a bliscy nie zdając sobie sprawy z konsekwencji molestowania nalegają, aby nie rozdrapywać ran. Trudno jest im zażegnać wewnętrzny konflikt pomiędzy lojalnością w stosunku do sprawcy i ofiary (np. mąż - dziecko)

Rodzeństwo często też nie potrafi nieść wsparcia dla ofiary, ponieważ obawia się zakłócenia życia rodzinnego. Ujawnienie czynów kazirodczych burzy choćby iluzję dobrej i bezpiecznej rodziny i buduje poczucie winy, że nie ochroniło się siostry czy brata.

Dziecko czuje się więc podwójnie zranione, najpierw przez bliską mu osobę, wykorzystującą swoją pozycję, później przez innych ludzi, którzy po ujawnieniu sekretu nie udzielili mu żadnego wsparcia. 

Niektórzy terapeuci, księża czy opiekunowie dziecka twierdzą, że najszybciej i najłatwiej osoba poradzi sobie z bólem doznanego kazirodztwa, gdy szybko przebaczy krzywdy doznane od sprawcy i innych odpowiedzialnych za przemoc osób. Niestety nie zawsze ofiara potrafi wybaczyć komuś, kto przez wiele lat krzywdził ją emocjonalnie i fizycznie. Gdy na dodatek wymaga tego wiara, czy społeczeństwo, może okazać się, że przebyta trauma zamiast zmniejszyć się, pogłębi się na tyle, że przez długi okres czasu dziecko/dorosły molestowany nie będzie umiał sobie z tym poradzić. Jakże łatwo powiedzieć, że komuś wybaczam. Trudniej jest naprawdę to zrobić, gdy każdego dnia zamykając oczy widzę w swoich koszmarach mojego oprawcę.

Doświadczenia terapeutów zajmujących się ofiarami kazirodztwa wskazują, że przebaczenie nie jest potrzebne w procesie radzenia sobie z tym problemem. Jeżeli osoba zechce przebaczyć, to często jest to krok ostatni - wieńczący proces zdrowienie.

Blizny

Doświadczenie molestowania seksualnego wpływa tak silnie na dziecko, że pozostawia po sobie liczne i zróżnicowane traumy.
Autorka książki "Leczenie dziecka po traumie" Beverly James ukazała, jakie są następstwa wykorzystywania dziecka.


Poczucie winy 

Najczęściej poczucie winy kształtowane jest przez sprawcę, który chcąc oczyścić siebie obarcza nią dziecko. Przejęcie części winy na siebie, pozwala dziecku nadal żywić uczucia w stosunku do osoby zadającej ból (np. w stosunku do ojca) oraz pozornie kontrolować sytuację.

Człowiek dorosły z doświadczeniem przemocy seksualnej w dzieciństwie najczęściej izoluje się od innych, sam sobie wymierza karę, na przykład: samookaleczenia, samobójstwo, deprecjacja własnych osiągnięć, uzależnienia.


* Poczucie bezsilności 

Zobowiązane do milczenia, poprzez groźby, przemoc, czy psychiczne ograniczenia (np. że rozbije rodzinę wyjawiając sekret) dziecko molestowane seksualnie zostaje samo ze swoim poniżeniem i strachem. Uczucia te pozostają obecne przez wiele lat a osoba dorosła albo wycofuje się z życia, albo nadmiernie wszystko kontroluje.

* Poczucie osamotnienia 

Ponieważ molestowanie dotyczy zwykle osoby bliskiej dziecku, traci ono zaufanie do innych, tłumi i wycofuje emocje. W wieku dorosłym cierpi na depresję, chroniczne bóle, napięcia mięśniowe, zaburzenia oddechowe, często czuje niepokój i unika bliskiego kontaktu.

* Stygmatyzacja 

Dziecko przekonane jest o tym, że jest gorsze od innych z powodu tego, co się stało. Dorośli starają się radzić sobie z tym uczuciem poprzez dążenie do sukcesu, przy czym nigdy nie czują się wystarczająco dobrzy. Przyjmują leki psychoaktywne, czasem uprawiają ryzykowne sporty, dokonują samookaleczeń lub prób samobójczych.

* Erotyzacja 

Dziecko wykorzystywane seksualnie zaczyna postrzegać siebie wyłącznie jako obiekt seksualny, ponieważ dostaje od dorosłego fałszywe informacje dotyczące moralności i seksualności. Prowadzi to albo do koncentracji na sprawach seksu, albo do zupełnego unikania kontaktów seksualnych w dorosłości.

Skutki molestowania

Skutki molestowania mogą ciągnąć się za człowiekiem przez całe życie, a wszystko to, czego dokonuje w wieku dorosłym, ma korzenie gdzieś daleko w dzieciństwie. By lepiej zrozumieć ten mechanizm, przyjrzyjmy się jak wydarzenia z przeszłości mogą mieć wpływ na późniejsze życie.

Skutki psychologiczne:

* ofiara całe swoje życie czuje się jak obiekt zaspokojenia seksualnego, w jej mniemaniu jest "czymś" a nie "kimś"
* ma poczucie winy, bierze na siebie odpowiedzialność za sytuacje, które bezpośrednio je nie dotyczą, niczym mantra powtarza słowo "przepraszam"
* z trudnością przyjmuje pomoc, budzi się w niej przymus odwdzięczenia się
* ofiara może odczuwać bezsilność z powodu tego, że nie udało jej się powstrzymać sprawcy

* poczucie straty „niewinności”
* poczucie, że na zawsze pozostanie ofiarą
* uczucie złości wobec sprawcy, a także osób, które mogły, ale nie ochroniły ofiary przed molestowaniem

* problemy ze snem: kłopoty z zaśnięciem, częste budzenia się w nocy, koszmary
* przewlekłe stany depresyjne
* niska samoocena,
* brak asertywności
* lęki i fobie
* poczucie wstydu,
* wzmożona czujność
*  dysocjacja
* problemy z koncentracją
*  myśli samobójcze
* wybiórczość wspomnień
*  stały niepokój,
*  poczucie krzywdy
*  nieadekwatne reagowanie na dane sytuacje

Skutki fizyczne:

* otarcia, stłuczenia, siniaki
*  ból w okolicach pochwy lub odbytu, krwawienie
* przerwanie błony dziewiczej

* biegunki lub zaparcia
* infekcje dróg moczowych
* choroby weneryczne

* ciąża

 Skutki behawioralne:

* regresja w zachowaniu, np. opóźniony rozwój mowy u młodszych dzieci
* uzależnienie od papierosów, alkoholu lub narkotyków
* samouszkodzenia
* próby samobójcze
* wagary, włóczęgostwo, ucieczki z domu
* zachowania przestępcze, prostytucja

* zachowania agresywne wobec innych,
* stosowanie przemocy fizycznej
*  hiper- lub nadaktywność,
* "zamknięcie się w sobie"
* nie uczestniczenie w życiu rodzinnym lub koleżeńskim

Skutki psychoseksualne i społeczne:

* problemy z utrzymaniem stałych związków
* wchodzenie w związki sadomasochistyczne lub inne, w których partner ma skłonności do dewiacyjnych zachowań
* zmniejszenie popędu i unikania kontaktów seksualnych
* zmiana preferencji i orientacji seksualnej
* dysfunkcje seksualne
* brak umiejętności wchodzenia w relacje międzyludzkie
* unikanie bliskości fizycznej
* stawanie się sprawcą wykorzystywania seksualnego w przyszłości
* zdeformowane mechanizmy obronne powodujące negatywne postawy społeczne
* skłonność do podejmowania przypadkowych pozbawionych emocji kontaktów seksualnych
* wybieranie życia w samotności, np. w klasztorze

Skutki psychiatryczne:

* patologiczna podejrzliwość
* chwiejność nastrojów
* bulimia lub anoreksja



Molestowanie może dotyczyć każdego

Pamiętajmy, że problem molestowania seksualnego dotyczy nie tylko najbliższego nam kręgu, dlatego też powinniśmy być zawsze czujni na to jak zachowuje się nasze dziecko i czy nie nosi śladów przemocy. Dziecko szuka wzorców i akceptacji, dlatego nie trudno o sytuacje, w których ktoś stanie się autorytetem dla niego i wykorzysta swoją pozycję do zaspokojenia swoich dewiacji. Może to być trener piłki nożnej, z którym dziecko często przebywa w czasie treningów i wyjeżdża na zawody, może być to również ksiądz, czy inna osoba, która w jakiś sposób ma częsty kontakt z dzieckiem. 

Usłyszeć dziecko

Bliskości i więzi z drugim człowiekiem na pewno nie można się bać, ale w tych relacjach trzeba zachować granice. O tym gdzie leżą granice bliskości pomiędzy dzieckiem a dorosłym i mechanizmach działania dziecka, które jest wykorzystywane seksualnie, bardzo ciekawie mówi w wywiadzie dla portalu katolickiego KAI Jolanta Zmarzlik, specjalistka ds. ochrony dzieci przed krzywdzeniem z Fundacji Dajemy Dzieciom Siłę w Warszawie. Przeczytajcie jego fragment:

Gdzie leży granica, której dorosły nie może przekroczyć w kontaktach z dzieckiem?

Normalnie zorganizowany, zdrowy człowiek, doskonale wie gdzie jest ta granica. Jeżeli usiłuje podporządkować sobie dziecko, ma fantazje związane z tym, że ciało dziecka go podnieca albo ma zbyt dużo napięcia seksualnego, a dziecko traktuje jako najłatwiejszy obiekt do rozładowania tego napięcia, to to jest przekroczenie granicy. To nie jest tak, że normalny człowiek w pewnym momencie myśli: „a może zajrzę temu dziecku w majteczki?”. Najpierw musi się w nim budować taka potrzeba, a czyn jest konsekwencją. Nigdy odwrotnie.

Nic nie upoważnia nas do przekroczenia granicy np. spania z dzieckiem nago czy obnażania się przed nim. W naszej kulturze nie akceptujemy, nie propagujemy takich zachowań. Jeżeli się do tego dąży to znaczy, że coś musi mnie w tym podniecać. Jeżeli bierzemy dziecko na kolana nie po to, żeby mu coś pokazać, czy przytulić bo np. jest smutne, ale zaczynamy dążyć do tego, żeby ono wchodziło nam na kolana, bo czujemy związany z tym dreszczyk, to jest to przekroczenie granicy.

Jeśli dorosła osoba dąży i preferuje kontakt z dzieckiem, a nie dorosłymi, powinno to budzić niepokój otoczenia. Oczywiście są osoby, które zawodowo mają kontakt z dziećmi, ale to tylko element pracy i nie szukają z nimi kontaktów np. w mediach społecznościowych.

Czy np. trener, nauczyciel, ksiądz, powinien kontaktować się z dzieckiem za pośrednictwem mediów społecznościowych?


Ale po co? Na portalach społecznościowych na ogół chcemy powymieniać się ze znajomymi zdjęciami, przeżyciami, opiniami i informacjami. Jeżeli np. trener zakłada grupę na Facebooku, która jest otwarta do wglądu publicznego i są tam informacje dotyczące godzin treningów, czy odwołanych zajęć to jest to uzasadnione. Ale prywatne kontakty są przekroczeniem granicy.

Miałam wgląd w portal pewnego księdza, który prowadził korespondencję z chłopcami w wieku 11 lat. Pojawiały się w tych rozmowach zwroty „dobranoc syneczku”, „tęsknię za tobą”, „czemu długo się nie odzywasz?”, „czy pamiętasz, jak ostatni raz rozmawialiśmy i cię przytuliłem?”. To jest to coś, co zdecydowanie przekracza granice kontaktu z dzieckiem i jest ewidentnym dowodem do zachęcania dziecka do przekraczania barier bliskości.

Normalny człowiek obraca się w grupie dla siebie adekwatnej wiekowo, a nie tworzy sobie grupę wsparcia z dziećmi! Widziałam również wpisy nauczyciela gimnazjum, który wręcz szukał dla siebie wsparcia w grupie gimnazjalistów. Pisał im, że cierpi, nie może zaleźć sobie nikogo bliskiego, itd.

Czasami człowieka ciągnie seksualnie do dzieci i bardzo długo temu zaprzecza sam przed sobą. Tłumaczy sobie, że jest przecież fajnym opiekunem dla dzieci, one go lubią. Czasami sam przed sobą musi przekroczyć pewne bariery i dostrzega, że relacje z dziećmi są dla niego atrakcyjniejsze niż z dorosłymi, aż dochodzi do przekroczenia granic fizycznych. Myślę, że powinna obowiązywać zasada, że nauczyciele nie mogą prywatnie za pośrednictwem mediów społecznościowych kontaktować się z uczniami.

Mówi pani o ujawnieniu przestępstwa przez dziecko. Czy rodzice nie zauważają, że coś niedobrego dzieje się z ich dzieckiem?


Jeżeli chodzi o zewnętrznego sprawcę, to rodzice z reguły są ostatnimi osobami, które się o tym dowiadują. Rodzicom nie przychodzi do głowy, że dziecko może być w taki sposób krzywdzone. Posługują się magicznym myśleniem, że takie zło jest gdzieś daleko, w określonych środowiskach, że sprawca wygląda jakoś inaczej, że moje dziecko jest mądre i nie pozwoli się skrzywdzić. Tymczasem to tak nie działa. Często różne sygnały, które dziecko wysyła do otoczenia postrzegane są jako jego marudzenie, wymówki, lenistwo, niegrzeczność.


Wyobraźmy sobie, że rodzic uzdolnionemu dziecku kupił za kredyt zaciągnięty w banku fortepian, zapłacił za drogie prywatne lekcje, a “nieodpowiedzialny” dzieciak po trzech miesiącach wykręca się od grania, mówi, że nauczyciel jest głupi a granie nudne. Rodzic reaguje gniewem i wywiera na dziecko presję, zamiast przeanalizować sprawę pod kątem molestowania seksualnego syna przez nauczyciela.

Rodzice przeważnie nie słuchają swoich dzieci. Kiedy córka mówi matce, żeby ta nie chodziła do pracy, że nie chce zostawać w domu z ojczymem, matka mówi, żeby ta przestała histeryzować, że jest już duża, że może zostać. Nie wchodzi głębiej w to, czemu to dziecko jest zdenerwowane albo ciągle udaje, że boli ją brzuch tylko po to, aby matka nie zostawiała jej z ojczymem.

Matki udają, że nie widzą, że dziecku dzieje się krzywda?

Matki w rodzinach kazirodczych są również ofiarami. Po to, żeby przetrwać w tej rodzinie stosują wiele mechanizmów zaprzeczeń, wypierań i oszukiwania samej siebie. One w sumie wiedzą, co się dzieje, ale nie chcą przyjąć tego do wiadomości.

Jeżeli dziecko jest wykorzystywane przez kogoś wyjątkowego, cieszącego się powszechnym szacunkiem, autorytetem np. księdza, czuje się wybrane, wyróżnione spośród innych. Dla dziecka w jego posłudze, w rytuałach, których dokonuje jest coś niecodziennego, coś z magii, coś odświętnego. Im bardziej dziecko może się zbliżyć do tego, tym bardziej czuje się wyróżnione i zaszczycone. Dziecko związane jest wyróżnieniem, nie może więc zrobić przykrości księdzu i czegoś mu odmówić.


Taka sytuacja: przed telewizorem siedzi rodzina i ojciec na sofie przytula córkę, głaszcze po włosach i całuje w szyję. Kobieta z takiej rodziny nie myśli wtedy, że takie zachowania są nieakceptowalne, tylko myśli: „dlaczego on mnie tak nie całuje? Nie podobam mu się”. Jest zasmucona, zła, zazdrosna. Ten, kto żyje w normalnej rodzinie, nie jest w stanie tego zrozumieć. Ta kobieta skupia się na swoim cierpieniu.

Kolejny przykład to 10-letnia dziewczyna wykorzystywana przez dwóch mężczyzn. Pierwszy sprawca wmawiał jej, że się z nią ożeni. Był wobec niej delikatny, kiedy mówiła „nie” to się wycofywał, ale ta relacja była zdecydowanie seksualna. Z kolei inny mężczyzna, który ją wykorzystywał, groził jej i ją wyzywał. Dziewczyna miała dokładny podział w głowie – pierwszy z nich nie robił jej krzywdy, nie miała do niego pretensji. W jej rozumieniu tylko ten drugi ją krzywdził. Od pierwszego dostała to, czego jej brakowało – miłość. Tak posłodzonej krzywdy nie postrzegała jako czegoś, co nie powinno nigdy mieć miejsca.

A jak reagują sprawcy, kiedy ich przestępstwo zostanie ujawnione?


Kilka lat temu prowadzono badania dotyczące zachowań sprawców przemocy i wykorzystywania seksualnego. 85% z nich po aresztowaniu głęboko zaprzeczało, że cokolwiek zrobiło. Po sprawie sądowej, na której zapadł wyrok skazujący, 90% dalej twierdziło, że to pomówienie.

Na początku sprawca zaprzecza wszystkiemu, mówi, że to wymysły, że się ofiarą ogólnej nagonki. Później uderza w dziecko. Twierdzi, że to ono wszystko wymyśliło i kłamie. Następnie winę przenosi na inną osobę – żonę, bo chce się rozwieść, teściową – bo go nie lubi, współpracownika – bo chce wygryźć go z pracy, bo za dobrze sobie radzi. Przykłady osób, które „czyhają” na sprawcę można mnożyć w nieskończoność.

Następnie sprawca mówi, że brał dziecko na kolana i przytulał, ale to przecież nie jest molestowanie. Potem przyznaje, że może zdarzyło się raz, że jak przytulał to mogła mu ręka „zjechać” na pośladek, a dziecko źle to zinterpretowało. Później zaczyna przyznawać, że zdarzyło się to jednak więcej niż jeden raz.

W kolejnym etapie sprawdza tłumaczy, że nie robił przecież dziecku żadnej krzywdy i chyba lepiej, że on nauczył je „dobrego seksu”, a nie jakiś gówniarz, który nie wie, jak się to robi, czy jakiś zboczeniec.


I tak sprawca usiłuje wytłumaczyć swoje postępowanie od zupełnego zaprzeczenia do podania “racjonalnych” argumentów, dlaczego to zrobił. Zajmowałam się sprawą, gdzie ojczym 5-latki mówił, że wykorzystywał ją seksualnie, bo kiedy jej matka wychodziła rano z domu, to ona wchodziła mu do łóżka. Stwierdził, że to ona go sprowokowała a ofiarą jest on. Może przepraszać, pokutować za grzechy, odpowiedzieć za to przed sądem, ale to jednak wina dziecka.


Jakie konsekwencje w życiu dorosłym może mieć doświadczenie w dzieciństwie wykorzystywania seksualnego?

To zależy od tego jak blisko dziecko było ze sprawcą, jak ważna to była postać w jego życiu, czy życiu rodziny, od tego czy było zastraszane, czy otoczenie reagowało na to, czy po ujawnieniu otrzymało wsparcie. Jeżeli dziecko natychmiast uzyska wsparcie, matka stanie po jego stronie, uzyska fachową pomoc psychologiczną, jeśli to „przepracuje”, to zawsze będzie to jego doświadczeniem życiowym, ale będzie mogło z nim dalej żyć. Dziecko pod wpływem terapii i wsparcia rozumie, co się stało i jak cierpiało, ale jest w stanie iść dalej.


Jeśli wsparcia nie otrzyma i trauma nie zostanie “przepracowana”, to dziecko ogranicza całe swoje życie do tego. Molestowane przez duchownego traci wiarę, odsuwa się od Kościoła. Dziewczynka wykorzystana przez mężczyznę ma trudności relacjach partnerskich, współżyciu seksualnym, a nawet w opiece nad własnym dzieckiem. Bywa, że ma kłopoty z akceptacją własnego ciała, czuje do niego wstręt, popada w anoreksję, okalecza się, uzależnia od środków psychoaktywnych.

Na co rodzice powinni zwracać uwagę, żeby chronić swoje dzieci?

Odpowiem tak: powinni zwracać na nie uwagę. Przede wszystkim, być w dobrej, bliskiej, bezpiecznej relacji z dzieckiem. Im bardziej rodzice są rozliczający, dyscyplinujący, pobudzający fałszywe ambicje, a dziecko obawia się ich albo chce zasłużyć na ich akceptację, tym bardziej jest narażone na kontakt, ze sprawcami wykorzystywania seksualnego. Trudniej będzie mu też ujawnić, że coś takiego się dzieje. Jeżeli dziecko zachowuje się w sposób, który nas denerwuje, złości czy niepokoi, to rodzic powinien być nie przy swoich emocjach, tylko zastanowić się nad emocjami dziecka i wejść w nie głębiej, aby poznać przyczynę takiego zachowania. Dziecko musi czuć, że jesteśmy naprawdę zainteresowani tym, co się z nim dzieje i co ono czuje.

Ważne jest też to, aby szanować „nie” dziecka i żeby uczyć go postawy asertywności. Pozwolić mu zdobywać różne doświadczenia, dokonywać wyborów samemu, żeby przekonało się, że jeśli nie chce założyć czapki zimą, to zmarznie.

Jeśli chodzi o wykorzystywanie seksualnie, to sprawcy na ogół poszukują dzieci, które łatwo poddadzą się manipulacji. Jeśli dziecko zaczepione przez pedofila powie nie, to wielu z nich odejdzie, żeby poszukać łatwiejszego celu. Trzeba uczyć dziecko, że ma prawo decydować o swoim ciele i o tym, czego potrzebuje.





Dziecko, które doświadcza wykorzystywania seksualnego, może przejawiać również następujące zachowania, które powinny nas zaniepokoić:

* Zaczyna unikać zostawania sam na sam z którymś z członków rodziny, przejawia niespodziewany lęk przed jakąś osobą dorosłą albo nie chce się z nią kontaktować.

* Próbuje powiedzieć o wykorzystywaniu w sposób pośredni - za pomocą aluzji, rysunku i wskazówek. 

* Opisuje zachowania jakiejś osoby dorosłej, które wskazują na to, że osoba ta próbuje uwieść dziecko z zamiarem wykorzystywania seksualnego.

* Wydaje się przygnębione i wycofane, skarży się na dolegliwości fizyczne, które nie mają uzasadnienia medycznego.

* Ma problemy ze snem.

* Przejawia dolegliwości wskazujące na wykorzystywanie, na przykład ból w okolicy pochwy lub odbytu;

* Nie chce chodzić do szkoły bądź też nagle traci zdolność koncentracji uwagi i zaczyna mieć problemy z nauką.

* Zaczyna zachowywać się agresywnie;

* Przejawia nietypowe zachowania seksualne - publicznie się masturbuje, używa nowych określeń czynności seksualnych lub intymnych części ciała, wykazuje wiedzę seksualną, której się po nim nie spodziewasz.


* Fragment pochodzi z poradnika fundacji Dajemy Dzieciom Siłę "Jak chronić dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym. Poradnik dla rodziców i profesjonalistów".


Pamiętajmy, że dziecko nie rozumiejąc mechanizmów kierujących dorosłymi i nie znając zasad moralności, samo czuje się winne wydarzeń. Ma poczucie, że jest złe, brudne i zasłużyło sobie na tak okropne traktowanie. Dziecko dźwiga ogromny ciężar, o którym często nie ma komu opowiedzieć, ponieważ nie ufa już dorosłym i nie znajduje wokół siebie nikogo, kto okazałby mu wystarczająco dużo uwagi i cierpliwości, by wyjawić mu swój sekret.

Świadectwo

Molestowanie seksualne to tragedia przeżywana w samotności, rozbijająca dziecięcy świat na tysiące kawałków. Ogromnie trudno jest nauczyć się opowiadać o doświadczonej w dzieciństwie przemocy i doznać uleczenia wyrządzonych przez nią ran. Często pokrzywdzeni szukają kontaktu z innymi ofiarami poprzez internet. Na forach można znaleźć setki anonimowych zwierzeń o ogromnej tragedii, jaka spotkała je w dzieciństwie i naznaczyła na całe życie. Przeczytajcie zwierzenia dwóch kobiet:

* Witam wszystkich. Mam 40 lat. W dzieciństwie byłam molestowana przez ojczyma. Nie wiem dokładnie kiedy to wszystko się zaczęło bo wspomnienia jakie coraz częściej do mnie wracają są z różnych okresów życia. Takie wyraźniejsze dotyczą wieku 9-14 lat, kiedy to moja kochająca mamusia pozwoliła temu draniowi na spanie ze mną w jednym łóżku. Uprawiał ze mną seks regularnie, dotykał gdzie chciał a ja choć czułam,że coś jest nie tak nie mogłam nic zrobić. Nie miałam pojęcia że tak nie powinno być, że moje odczucia są trafne. Zrozumiałam to w wieku ok.11-12 lat a jednak nie potrafiłam sobie pomóc. Spytacie zapewne o to samo o co ja pytałam samą siebie:-Gdzie była wtedy matka? Czy ona nic nie widziała?

Jestem teraz matką i nie wyobrażam sobie, tego żebym mogła przeoczyć coś takiego. Ale dziś moja dorosła córka, która o niczym nie wie po powrocie od babci( mojej matki) zadała mi pytanie, czy to prawda że ja miałam romans z ojczymem bo babcia jej to powiedziała? Proszę, powiedzcie mi jak można tak niszczyć swoje własne dziecko? Moje życie nie jest udane ale nie wiem czy to ma związek z przeżyciami z dzieciństwa czy po prostu ja nie potrafię żyć.

* Witam! Czytając te wszystkie wasze opowieści z waszych przeżyć w dzieciństwie odczuwam dokładnie to samo co wy moje drogie. Ja żyje z tym prawie czterdzieści lat .Obecnie jestem pięćdziesięcioletnią kobietą która ze swoją tajemnicą w poczuciu winy bez żadnej fachowej pomocy brnie dalej przez życie myśląc, że wszystko się da z biegiem czasu zapomnieć, że czas uleczy rany. Guzik prawda!

Mam męża który mnie kocha a ja nie potrafię odwzajemnić jego uczuć,bo ciągle czuje się ,,brudna'' z poczuciem winy że kiedyś w dzieciństwie ktoś mi wyrządził wielką krzywdę odbierając mi poczucie wartości mojej osoby ,uczucie bezpieczeństwa przy bliskiej mi osobie,wartości kobiece jakimi powinna się cieszyć dorosła kobieta.......po prostu nie umiem KOCHAĆ.

Moje życie nie jest udane. Nie takie przynajmniej jakie powinno być a główną przyczyną tego jestem Ja. Niby mam męża, dzieci dom sytuację finansową dobrą to wydaje się, że wszystko powinno być wspaniałe a nie jest. Ciągle wszystko psuję. Nie potrafię się z tego cieszyć.Nie potrafię tego uszanować.Nie potrafię tego zrozumieć, że to wszystko to moja rodzina w której powinnam się czuć bezpieczna i kochana.........a przyczyna Ja i alkohol!

Tak alkohol co prawda nie piję na co dzień ale na imprezach (...) Zawsze w gronie znajomych czuję się gorsza,czuję że moje piętno jest wypisane na moim czole ,czuję się niedowartościowana,czuję się zerem i zalewam to wszystko ,by odrzucić te wszystkie obawy i lęki i by przez chwilę poczuć się inna, pewniejsza siebie co natomiast przynosi inne nieoczekiwane a może oczekiwane, odwrotne skutki.

Złość męża i kolejne awantury i znowu poczucie winy że znowu zrobiłam coś złego,że znowu zawaliłam. To jest koszmar! A tyle razy sobie obiecywałam że to koniec z alkoholem ...........Ja i tak już jestem skończona.

Moje poczucie niezaradności życiowej topie w alkoholu ale to nie przynosi ulgi wręcz przeciwnie wpycha mnie jeszcze w większe bagno niż jestem

Cieszę się bardzo że znalazłam to forum ,że komuś chociaż po części mogłam opisać i wyrzucić to z siebie Jest mi lżej.

Tak więc moje drogie nie czekajcie dłużej nie pozwólcie by ta zmora ten koszmar dzieciństwa niszczył wam życie.Czym szybciej rozwiążcie ten problem to lepiej dla was, bo będzie w was tkwił i coraz bardziej się wżerał w waszą świadomość i oplatał poczuciem winy, nie czekajcie z oskarżeniami tych .........brak słów..tych zboczeńców, bo nikt nie ma prawa odbierać nam dzieciństwa ,nikt nie ma prawa wpajać nam poczucie winy że to co się stało jest z naszej strony chciane,nikt nie ma prawa nas dotykać w miejsca które są tylko naszą własnością i nikt nie może ich wykorzystywać wbrew prawu.Korzystajcie z porad specjalistów bo sami na pewno a wierzcie mi, sobie nie poradzicie.

Pozdrawiam was wszystkie i życzę silnego ducha walki .




W kontekście adopcji.

Kochani, wiele razy słyszymy jak szczęśliwi rodzice po otrzymaniu telefonu z propozycją dziecka chwalą się, że ich maluch jest zdrowy. I faktycznie często tak jest, że fizycznie nic mu nie dolega lub musi przejść przez na przykład fizjoterapię, która pomoże mu funkcjonować w sposób normalny. Pamiętajmy jednak, że zdrowie dziecka nie ogranicza się tylko do zdrowia związanego z ciałem, ale także z psychiką dziecka i jego stanem emocjonalnym. Dzięki współczesnej technice i wiedzy medycznej, dziecko można rehabilitować i osiągnąć ogromne rezultaty. Ran psychicznych nie leczy się tak szybko, a z dużym prawdopodobieństwem nie znikną nigdy. Dlatego też tak ważne jest, żeby poznać zachowania dziecka, jego traumy na tyle, by udzielić mu pomocy i wsparcia. Na nowo zbudować szacunek do samego siebie i wiarę w ludzi. 

Rozbity dzban już na zawsze pozostanie sklejką małych kawałeczków, ale nadal można do niego wlać wodę i trzymać w nim piękne kwiaty.

Epilog

Przepraszam, że tyle razy gdzieś w myślach krytykowałam Twoje zachowanie i oceniałam. Wiedziałam, że przesadzasz nadmiernie kontrolując wszystko, ale nie wiedziałam dlaczego. Już wiem. Już wiem, że inaczej nie potrafisz, bo stracisz poczucie, że trzymasz życie w garści. 

Obejrzałam teledysk starego przeboju Kasi Kowalskiej, o którym mówiłaś, że doskonale odzwierciedla to, co czujesz. Piosenkę znam bardzo dobrze, ale do tej pory nie zastanawiałam się i nie analizowałam o czym jest. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie jak ogromny ciężar musisz ze sobą nosić każdego dnia. Rzeczy, które sprawiają Ci przyjemność, cały czas przeplatają się ze wstrętem i nienawiścią do tego, co Ci się przytrafiło. Wczuwając się w to, co pokazane jest na tym krótkim filmie przytulam tę małą dziewczynkę, której zabrano niewinność.

Mówisz, że masz bardzo niskie poczucie własnej wartości. Wiesz, paradoks tkwi w tym, że jesteś najbardziej wartościową osobą jaką poznałam w ostatnich kilkunastu latach, a może nawet w całym moim życiu. Dlatego chciałabym Ci powiedzieć, że nie jesteś sama i nie musisz się już bać.

Mam nadzieję, że uda się wyprostować Twoje życie, bo zasługujesz na to, by je przeżyć najlepiej jak można i przejść przez nie, a nie obok. 








Żródło informacji:

www.psychologia.edu.pl
www.psychologiawygladu.pl
www.psychologytoday.com
www.ekai.pl
www.pl.aleteia.org

www.edziecko.pl



































































































poniedziałek, 18 listopada 2019

3-2-1 Odbłok!


Jak już kiedyś wspominałam, dzieci mają w przedszkolu podręczniki i ćwiczenia. Ostatnio dostaliśmy jedną z takich książek do domu, ponieważ grupa Elsy zaczęła drugą część serii. Kilka stron jest czystych, niewypełnionych, więc można ewentualnie z dzieckiem przerobić te tematy. Ale w sumie nie o tym. Przeglądając książkę, natrafiłam na temat o rodzinie. Najpierw trzeba było narysować portret swojej rodziny, co w zasadzie nie jest dla mnie nowością, gdyż córka uwielbia malować i znam jej twórczość związaną z tym tematem. Kolejnym zadaniem było jednak narysować tatę i mamę w pracy. Dziewczynki doskonale wiedzą, czym się zajmujemy, tym bardziej, że mąż czasami pracuje zdalnie i wielokrotnie w czasie wakacji widziały na własne oczy, co dokładnie robi. Ma też swój pokoik biurowy z komputerem, do którego dziewczynki z racji wielu bodźców bardzo lubią wchodzić, więc na pewno nie jest tajemnicą, że właśnie siedząc przy komputerze zarabia na chleb ;) Może nie wiedzą dokładnie czym się zajmuje i co to za hieroglify widzą na ekranie komputera, ale pomyślałabym, że właśnie mniej więcej tak można byłoby go przedstawić na obrazku. Co do mnie to też dziewczynki nie powinny mieć wątpliwości. Nie raz widzą mnie prowadzącą lekcje osobiście lub przez Skype, albo gdy jechałam do kogoś na zajęcia, to też im zawsze o tym mówiłam. Zapytane świetnie odpowiedzą kim jest mama lub tata. Ale jak przyszło do przeniesienia tego co robimy na obrazek, to moim oczom ukazał się zupełnie inny widok niż mogłabym przypuszczać... Zrobiłam więc wielkie oczy widząc siebie w kuchni, przygotowującą posiłki, a mojego męża z księżycem i startującą rakietą! Tak właśnie widzą nas nasze dzieci:) Fakt, ja chyba jestem kojarzona z posiłkami i przyjęłam taką funkcję jak właścicielka  psa, który podobno też wybiera sobie jednego opiekuna do zabawy, innego zaś do przygotowywanie posiłków (przepraszam za porównanie) Mąż interesuje się eksploracją kosmosu, przyszłością, w czym dziewczynki chętnie uczestniczą oglądając razem z nim starty rakiety, stąd pewnie z tym tata kojarzy się Elsie. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że patrząc na rysunek ktoś mógłby pomyśleć, że mój mąż jest jakąś szychą pracującą dla NASA, albo chociaż pilotem samolotu. A ja? No cóż, zostałam panią domu czekającą z obiadem aż wróci do domu mój mąż astronauta ;) Zresztą sami oceńcie rysunek:


Kiedy latem dziewczynki jeździły na rowerach, słyszę jak jedna woła do drugiej: 3-2-1- Odbłok! Że co proszę? Jaki odwłok? Poleciałam sprawdzić co też się dzieje na podwórku i co zobaczyłam? Dziewczyny startujące i ścigające się na rowerkach. Pytam co to takiego ten odbłok, więc wyjaśniły mi, że to ta chmura (czytaj w tym przypadku kurz) jaka wydobywa się spod koła, niczym przy starcie rakiety w kosmos. Potem pokazywały mi na zdjęciach, że ta rakieta ma "duży odbłok", a tamta mniejszy. I tak już zostało. Kolejne słowo weszło do naszego słownika na stałe ;) Także kochani, 3-2-1 ODBŁOK! Zaczynamy kolejny tydzień ;) A gdyby ktoś chciał zobaczyć prawdziwy odbłok to będzie miał miejsce dzisiaj :)) Jeśli wam się nie uda na żywo, można to zrobić o każdej porze.

Dobrego tygodnia!






piątek, 15 listopada 2019

Cel - pal!


No cóż. Dzieci doskonale potrafią pokonać przeciwnika, nawet tego dużo większego, starszego i silniejszego. I choć nie dysponują jeszcze taką bronią jak choćby rodzice, ciocia, czy babcia z dziadkiem, to jednak z wielu sytuacji udaje im się wyjść obronną ręką. W dzisiejszym poście z cyklu "Z przymrużeniem oka" znajdziecie przykłady sytuacji, w których rodzic nie ma absolutnie żadnych szans ze swoim dzieckiem i położony jest całkowicie na łopatki przez swojego szkraba. Zresztą, sami popatrzcie :) 

Sytuacja 1, scena numer 1.

Broń: Głowa
Cel: podbródek
Obrażenia: 3/5 gwiazdek



Sytuacja 1, scena numer 2. (dotyczy głównie tatusiów)

Broń: Głowa
Cel: krocze
Obrażenia: 4/5 gwiazdek (w przypadku mam)
            niezliczone (w przypadku tatusiów)


Sytuacja 2, scena numer 1.

Broń: Pośladki
Cel: Plecy
Obrażenia: 3/5 gwiazdek


Sytuacja 2, scena numer 2.

Broń: pośladki
Cel: brzuch
Obrażenia: 4/5 gwiazdek


Sytuacja 3.

Broń: Głowa
Waga: 13,6kg
Cel: plecy
Zastosowana terapia:akupunktura
Przyczyna bólu:dwulatek
Obrażenia: 5/5 gwiazdek


Sytuacja 4, scena numer 1.

Broń: stopy
Cel: twarz
Obrażenia: 4/5 gwiazdek

Sytuacja 4, scena numer 2.


Broń: stopy
Cel: krocze
Obrażenia: 5/5 gwiazdek

Sytuacja 4, scena numer 3.

Broń: stopy
Cel: stopy
Obrażenia: 4/5 gwiazdek


Sytuacja 5.


Broń: kupa
Cel: układ oddechowy
Obrażenia: 4/5 gwiazdek


Sytuacja 5, scena numer 1.

Broń: gazy
Cel: układ oddechowy, duma rodzica
Obrażenia: 5/5 gwiazdek

Sytuacja 5, scena numer 2.

Broń: gazy
Cel: układ oddechowy, duma rodzica
Obrażenia: 5/5 gwiazdek


Sytuacja 5. Najważniejsza broń dziecka.

Frustracja rodzica:
- Czemu ja to sobie robię?
- Wszystko mnie boli przez ciebie!
- Będę się trzymać z dala od ciebie dla własnego zdrowia!

Słabość rodzica:
- Mamusiu, proszę, pobaw się ze mną!
Użyta broń: wdzięk i słodycz



Szczerze muszę przyznać, że doświadczyłam niestety wszystkich tych sytuacji na własnej skórze :) A jak to wygląda u was?Podzielcie się waszymi doświadczeniami, nie tylko z własnymi dziećmi, ale także z maluchami w waszej rodzinie, czy u znajomych. Założę się, że nie raz oberwaliście po twarzy i to, że akurat jesteście chrzestnymi dziecka, nie miało absolutnie żadnego znaczenia ;) 

Życzę wam wspaniałego weekendu! :)












* Źródło: www.brightside.me


środa, 6 listopada 2019

Nieudane adopcje część 2. Nie jesteś moją mamą.


Jakiś czas temu żaliła się do mnie znajoma, że ma problem ze swoim synem, który stwierdził, że jej nie kocha i nie chce takiej mamy. Zaszokowana tym stwierdzeniem, ze łzami w oczach tłumaczyła mu, że przecież nosiła go 9 miesięcy pod sercem, urodziła go i oczywiście kocha i prosi, żeby tak nie mówił. Ale obrażony 6-latek nie chciał słuchać, poszedł do ojca licząc na ukojenie w jego ramionach. Jakkolwiek przykre byłyby dla nas słowa dziecka, fakt pozostaje taki, że dziecko biologiczne jest dzieckiem zrodzonym z nas. Dziecko adopcyjne ma świadomość tego, że urodziło się gdzie indziej i w zasadzie mogło znaleźć się w jakiejkolwiek rodzinie. Dorośli, począwszy od ośrodka, który wyszedł z propozycją, a skończywszy na nas i naszej pozytywnej akceptacji zadecydowali, że ma wychowywać się właśnie tu gdzie jest.  



Dziś wracam do tematu nieudanych adopcji. Minęło trochę czasu, gdy pisałam o tym po raz pierwszy, zatem mogę powiedzieć, że jestem bogatsza w wiedzę i doświadczenia z tym związane. Chciałabym omówić pewien schemat zachowań rodziców i dzieci zarówno biologicznych jak i adopcyjnych oraz pokazać różne zależności prowadzące do problemów jakie mogą się pojawić. 

Wyjdźmy może od tego, że nie ma idealnej rodziny, w której nie zdarzają się problemy i konflikty. Na każdym etapie rozwoju dziecka, pojawiają się nowe wątki, z którymi przychodzi nam się zmierzyć. Czasem nawet dochodzi do paradoksu. Bo jak to, wypruwamy sobie żyły a dziecko, zrodzone z naszej krwi i kości nagle wykrzykuje, że nas nie kocha? Że chciałoby mieć inną matkę? Innego ojca? A co jeśli jest to dziecko adopcyjne? Czy naprawdę chciałoby znaleźć się w innej rodzinie? Mówi się, że to normalne, że dzieci tak mają, że w złości, gdy nie dostają tego, czego chcą, potrafią powiedzieć rzeczy, które bardzo ranią. Ale czy aby na pewno pod tą złością nie kryje się czasem coś więcej? Czy słowa, które ranią nie są czasami wołaniem o pomoc? Manifestem czegoś ważnego? Nie tylko w rodzinie adopcyjnej zdarzają się problemy. W swojej biologicznej rodzinie dziecko też potrafi czuć się niechciane, niekochane i nieakceptowane. Ileż razy słyszymy zdziwienie ludzi przy okazji jakiejś tragedii, że "przecież dziecko z takiego dobrego domu, miał/miała wszystko, nigdy bym się nie spodziewał" Tylko co to właściwie znaczy dobry dom dla dziecka? Czy dobry dom to taki, w którym  zaspakaja się tylko potrzeby materialne i życiowe dziecka? Nie. Dobry dom to taki, w którym nasz syn, czy córka może liczyć na naszą nieograniczoną i bezwarunkową miłość, troskę, wsparcie i zrozumienie. Dobry dom to taki, w którym rodzice dają dziecku to co najważniejsze, czyli siebie i swój czas. Nie kupują dziecku ciągle nowych zabawek, nie wysyłają na kolejne zajęcia popołudniowe tylko po to, by wypełnić pustkę. Dobry dom to również  taki, w którym panuje wzajemny szacunek i zrozumienie, gdzie nie wyśmiewa się drugiego człowieka (obojętne ile ma lat) i nie obraża, ale daje kolejną szansę i wybacza. Te i wiele innych określeń można byłoby użyć w stosunku do prawidłowo funkcjonującej rodziny, ale ten sam efekt można osiągnąć zarówno z dzieckiem biologicznym jak i adopcyjnym. Nie znaczy to, że musimy wszystko zrealizować w jeden dzień. Tak się nie da i nie pomoże nam w tym nawet natura. Dobry i szczęśliwy dom wymaga poświęceń, miłości, wybaczenia, cierpliwości i czasu. To trochę tak jak w młodym małżeństwie, które musi się "dotrzeć", czyli nauczyć ze sobą żyć. Przecież pobierając się wychodzimy z dwóch domów i do wspólnego życia przynosimy bagaż różnych doświadczeń. Tych dobrych i tych złych. Potrzeba czasu, by zmienić wszystko to, co zmienić musimy a z pokorą zaakceptować i przyjąć to, czego zmienić się nie da.
Kiedy w życiu młodej pary pojawia się dziecko, następuje kolejna rewolucja. Bo oto nagle, w nasz ułożony, wypracowany świat, wstępuje maleńka, bezbronna istotka, która chce zawładnąć wszystkim. Nie interesują jej skrawki, ona potrzebuje nas w całości. I kolejny raz musimy przewartościować sobie wszystko, nauczyć się żyć we troje. Młodym parom towarzyszy szczęście z powodu narodzin dziecka, ale wiele odczuwa też lęk. Nagle nie jesteśmy tylko odpowiedzialni za samych siebie, ale również za drugiego człowieka. Często ludzie po prostu nie wiedzą, nie zdają sobie sprawy z tego, jak duży wpływ ma na drugiego człowieka nasza postawa wobec niego. A ma. I to ogromny. 

O wiele inaczej przedstawia się sytuacja gdy dziecko nie rodzi się jako naturalny etap rozwoju naszej rodziny. Zmagania z niepłodnością, jak wiele razy już rozmawialiśmy, to nie tylko pusty portfel, ale głębokie rany pozostawione w psychice. Przedłużające się badania, wizyty, leczenie, zabiegi, prowadzą do tego, że człowiek po części staje się jak maszyna, która kolejny raz powtarza cykl, do którego została zaprogramowana. W końcu albo przestaje cierpieć i odczuwać rzeczywistość, albo decyduje się na inny krok. Jednym z takich kroków jest właśnie adopcja dziecka. I choć są również takie pary, które nie czekają długo, by tę właśnie drogę podjąć, niepłodność zostawia ślad u każdego. 
Dlaczego o tym wspominam. Podejmując decyzję o rodzicielstwie adopcyjnym musimy być świadomi tego, że prócz wszystkich tych zmartwień, które towarzyszą rodzicom biologicznym, my mamy dodatkowo jeszcze te związane z przeszłością dziecka. I nawet jeśli mamy przed sobą niemowlę, które nie posiada jeszcze złych doświadczeń, to porzucenie przez rodzinę biologiczną, może odbić się echem w latach późniejszych. Mając to na uwadze, powinniśmy zawsze głęboko zastanowić się, czy jesteśmy na to otwarci. Bo adopcja dziecka, to właśnie decyzja o bezgranicznej, bezterminowej miłości i poświęceniu się dla drugiego człowieka. Nawet wtedy, kiedy wykrzyczy nam prosto w twarz, że nas nie kocha, bo nie jesteśmy jego biologicznymi rodzicami. Zawsze będziemy z nim. Zawsze i bezwarunkowo. Bo przyjmując dziecko do swojego domu, do swojego serca, staje się ono naszym dzieckiem, dokładnie takim, jakim byłoby gdyby się zrodziło z nas. 

Zastanawiałam się głęboko nad komentarzem anonimowego czytelnika, o którym wspomniałam w ostatnim poście i chyba już wiem o co chodzi (chyba,bo mogę się oczywiście mylić). Rodzice biologiczni poświęcają całe życie dla dzieci, które sami wydali na świat, czują się do tego zobowiązani. W przypadku adopcji można zadać sobie pytanie, a co gdybym jednak nie adoptował? Czy moje życie byłoby lepsze? A co gdybym dostał propozycję innego dziecka? Czy byłoby grzeczniejsze? Może miałbym z nim lepszą więź? Gdzie popełniłem błąd? A może on/ona po prostu już taka jest? Może gdyby to były moje geny byłoby inaczej? Te i tysiące innych pytań można zadawać sobie w głowie, lecz na nie nigdy nie uzyskamy odpowiedzi. O co więc chodzi? Przyjrzyjmy się temu bliżej.
Gdy coś nie gra w rodzinie adopcyjnej, możemy zacząć się zastanawiać po co w ogóle zadajemy sobie tyle trudu wychowując dziecko, którego nie my wydaliśmy na świat. Może nawet przyjdzie do głowy myśl, że przecież to nie jest moje dziecko, dlaczego więc mam oddawać całe swoje życie dla nie swojej krwi. Ale w rodzinie biologicznej również pojawiają się problemy i tragedie prowadzące do zadręczania się pytaniami. 
Łatwo jest być rodzicem dziecka grzecznego, ułożonego, odnoszącego w życiu sukcesy. Dużo trudniej znaleźć w sobie pokłady miłości dla alkoholika, nieudacznika, czy złodzieja. 

Pisałam kiedyś o przerażającej zbrodni, w której ojciec zabił żonę w ciąży i dwie córki. Matka trwała przy synu mordercy, bo choć dopuścił się tak strasznego czynu, czuła, że musi przy nim być. Prawdopodobnie dręczyły ją też wyrzuty sumienia, że jednak gdzieś to ona popełniła błąd jako matka. I drugi przykład. Na studiach miałam koleżankę, która poznała starszego o kilka lat rozwodnika z dzieckiem. Kiedy jej rodzice dowiedzieli się o tym, przestali z nią rozmawiać, nie chcieli jej znać i powiedzieli, że już nie mają córki (miała jeszcze dwóch braci) Sama osobiście pomagałam jej znaleźć pokój do wynajęcia i przeprowadzić się. Myślę, że rodzice liczyli na to, że zastraszona zrezygnuje z chłopaka. Nie mam z nią teraz kontaktu, ale wiem, że wyszła za niego za mąż i mają dziecko. Kiedy rozmawiałyśmy ostatni raz, rodzice nadal jej nie wybaczyli. Może te dwa przykłady są ekstremalne, ale popatrzcie, że to nie DNA kieruje nami, gdy chodzi o wybaczenie i zrozumienie. To nasza miłość i otwarcie na drugiego człowieka. Mamy wybór. Celowo piszę o otwarciu na człowieka, bo obojętne, czy jest to nasz mąż, żona, syn czy córka, czy kolega, trzeba zobaczyć w nim istotę, która pod skorupą pewnych zachowań skrywa uczucia, które nie pozwalają normalnie funkcjonować w życiu. Rodzicielstwo biologiczne też bywa bardzo trudne. 

Nieudane adopcje dotyczą zwykle przysposobienia starszych dzieci. Dlaczego? Jeżeli niemowlę jest szybko umieszczone w rodzinie adopcyjnej lub ewentualnie zastępczej, ma zapewnioną opiekę i ewentualne deficyty są już na tym etapie eliminowane. Jeżeli zaś przez kilka lat przebywa w swojej rodzinie biologicznej, która źle funkcjonuje i dziecko nie ma zapewnionego w niej prawidłowego rozwoju oraz doznaje traumy, potrzeba wiele czasu i pracy, by mogło wrócić do normalności, o ile w ogóle to się uda. 

Przyjrzyjmy się więc teraz pewnym zachowaniom dzieci i zajrzyjmy głębiej w ich przyczynę. 
U mojej znajomej, o której wspomniałam na początku wpisu problem zaczyna się w faworyzowaniu jednego dziecka przez mamę, a drugiego przez tatę. Ten temat omówię szerzej w innym poście, ale zobaczcie do jakiego dochodzi paradoksu. Dzieci biologiczne, teoretycznie wyczekane, a problem powiększa się z miesiąca na miesiąc. Dziecko nie czuje się w pełni akceptowane przez rodzica, co powoduje u niego frustrację i to do tego stopnia, że w złości potrafi wykrzyczeć słowa, które ranią. Nie dzieje się to bez przyczyny. Pamiętajmy, że wielu dorosłych nie radzi sobie z okazywaniem emocji, ani tych dobrych, ani tych złych. Wielu z nich nawet nie potrafi ubrać w słowa tego, co leży im na sercu, a instynkt samozachowawczy pozwala zbudować mur, by obronić kruchą istotę znajdującą się wewnątrz. Myślę, że u mojej znajomej problem będzie się nasilał, aż w końcu wybuchnie niczym wulkan. Nagromadzone przez lata złe emocje, znajdą ujście gdzieś, gdzie rodzic nawet się nie spodziewa. I wtedy może być już za późno, ponieważ żadne z nich, ani mama ani tata, nie zauważają po drodze symptomów, które nieuchronnie prowadzą do złych zachowań w przyszłości. Ignorując zatem sygnały, gdy problem jest jeszcze mały, marnujemy szansę, by zdusić go w zarodku. Rośnie on wtedy do takich rozmiarów, że sfrustrowani nie jesteśmy w stanie sobie z nim poradzić.

Wiele dzieci przechodzi piekło w swoich rodzinach biologicznych. Często są to tak traumatyczne przeżycia, że mali ludzie nie są w stanie normalnie funkcjonować. Nie mówimy tu tylko o ranach w fizycznym tego słowa znaczeniu, ale przede wszystkim uszczerbku na zdrowiu psychicznym. Dziecko bite, poniżane, wykorzystywane seksualnie być może nigdy nie będzie w stanie pogodzić się z tym co się stało i wymazać tych doświadczeń z pamięci. Nie zapominajmy, że nasze dzieci nie otrzymały od swoich rodziców biologicznych podstawowych rzeczy. Jak mają kochać skoro nikt ich nie kochał. Jak mają czuć empatię do drugiego człowieka, skoro nikt nigdy nie współczuł im. Jak mają umieć troszczyć się o rodziców adopcyjnych, skoro nikt nie nauczył ich co to troska o bliskich. 
Adoptując dziecko z przeszłością, musimy najpierw opróżnić szklankę z zepsutym płynem. Bo nawet jeśli dolejemy do niej świeżej wody, płyn nadal będzie gorzko smakował. 

Ostatnio spotkałam się z następującym przypadkiem nieudanej adopcji. Rodzice adopcyjni oddali 8-letnią dziewczynkę z powodu zaburzenia więzi powstałych po prowokacyjnym zachowaniu w stosunku do ojca adopcyjnego. Dziewczynka sama była wykorzystywana seksualnie w rodzinie biologicznej. Trudna sytuacja, ale spójrzmy na nią z perspektywy dziecka. Kto miał ją nauczyć prawidłowych relacji między rodzicem a dzieckiem? Kto miał ją nauczyć czym jest miłość, szacunek, intymność? Zamiast tego dostała odrażającą traumę, która prawdopodobnie będzie się ciągnąć za nią przez całe życie. Zachowanie dziewczynki ma więc bardzo głębokie podłoże. Być może tylko w ten sposób umiała zwrócić na siebie uwagę ojca, gdyż jak się dowiedziałam matka adopcyjna nie zaakceptowała dziewczynki. Dlatego też przy adopcji dziecka starszego tak ważne jest, by nawiązać z dzieckiem obustronną więź. Ono musi na tę adopcję dać przyzwolenie. Jeżeli tego nie zrobi, nie ma ona szans na powodzenie. My ze swojej strony, musimy otoczyć je miłością i powoli uczyć wszystkiego, czego do tej pory się nie nauczyło. Obecnie dziewczynka jest w trakcie procedury przysposobienia przez inną rodzinę, od której mam informację, że żadne nieprawidłowe zachowania nie mają miejsca. Dziecko jest całkowicie akceptowane przez matkę, z którą łączy ją silna więź. 

Prawidłowy dobór rodziny do dziecka jest kluczowym elementem w powodzeniu adopcji. Niektóre problemy po prostu mogą nas przerastać, podczas gdy dla innych nie będą stanowić problemu. Wiele, a może nawet pokuszę się o tezę, że większość z zachowań dzieci, jest zdeterminowana tym, co przeżyły. Gdzieś tam w przeszłości pozostawione same sobie, nauczyły się żyć po swojemu. Żyć, by przetrwać. Dzieci wędrują od placówki do placówki, od rodziny do rodziny, w których obiecuje się, że zostaną na zawsze. Pomyślcie jakie to musi być straszne przeżycie dla dziecka, słyszeć, że będziemy rodziną, że dostaną miłość, a potem ludzie wycofują się i dziecko znów zostaje samo. Potęguje w nich złość, którą być może potem właśnie skierują na osoby im najbliższe. Często przyczyną takich właśnie zachowań jest niemożność poradzenia sobie z przeszłością i emocjami, które temu towarzyszą. 

Jeżeli decydujemy się na dziecko obciążone lub potencjalnie obciążone jakąś chorobą, przemyślmy dobrze, czy będziemy w stanie być z tym dzieckiem na dobre i na złe. To decyzja na całe życie. Problemy ze szkołą, problemy z prawem, a potem dorosłe życie, w którym również należy dawać wsparcie. To bardzo odpowiedzialna decyzja. Tu oczywiście też ogromna rola ośrodka, by podać kandydatom na rodziców wszystkie informacje jakie mają o pochodzeniu dziecka. 




Podsumowanie

Jestem gotowa na to, że kiedyś mogę usłyszeć "Nie mów mi co mam robić, nie jesteś moją prawdziwą mamą" Przynajmniej w teorii, bo na pewno poczuję kłucie w sercu a w gardle ścisk. Ale wiem, że bardzo się postaram, by być z moimi dziećmi zawsze, obojętne co się będzie działo w ich życiu i wspierać je tak, jak wspierali mnie zawsze moi rodzice. Staram się uczyć dziewczynki tego, że cokolwiek zrobią w życiu, zawsze mogą liczyć na naszą pomoc. Tłumaczę im, że każdy popełnia błędy, dorośli też i to czasem bardzo głupie błędy. Ale każdy ma prawo do drugiej szansy, by móc te błędy naprawić. Chciałabym, żeby to zawsze wiedziały. Nawet jeśli będą przechodzić przez trudny okres, to wierzę, że to tylko przejściowo. Że w końcu minie i wszystko to, na co pracowaliśmy całe życie, zaprocentuje. Bo nikt nie da nam gwarancji, że nasze poświęcenie, czy to dla dziecka biologicznego, czy dla adopcyjnego, przyniesie oczekiwany rezultat. 
Nie ma jednej definicji udanej adopcji. W niektórych przypadkach być może jest to przez wiele lat ogromne poświęcenie tylko z jednej strony. W innych szczęśliwe, niczym niezakłócone rodzicielstwo. Ważne by dać dziecku dom i wychowanie, czyli wszystko to, czego potrzebuje by w przyszłości mógł być dobrym człowiekiem. 
Zranione dzieci długo powtarzają czyny swoich rodziców. Choć często ich nienawidzą, nie potrafią inaczej. Biją, bo biły bite. Krzyczą, bo do nich nie mówiło się normalnie. Kradną, bo tylko w ten sposób mogły mieć coś swojego. Pamiętajmy o tym. To często nie zła wola dziecka doprowadziła ich do tego, że stały się tym kim są. I cóż, czasem adopcja niestety nie ma szans na powodzenie, ponieważ rany są zbyt głębokie. 

Jak sobie z tym wszystkim radzić? Czasem sytuacja jest tak trudna, że nie sposób samemu się z tym uporać. Nie bójmy się szukać pomocy u specjalistów. Nade wszystko pamiętajmy, że krzykiem i nakazami nic nie wskóramy. Pomimo naszej bezsilności, z miłością w sercu i pokorą, porozmawiajmy z dzieckiem. Wysłuchajmy co ma do powiedzenia. Nie oceniajmy jego zachowań, starajmy się zrozumieć. Być może da się dojść do wspólnego rozwiązania. Często zdarza się, że dzieci adopcyjne są roszczeniowe, uważają, że wszystko im się należy, skoro już zdecydowaliśmy się przyjąć je pod swój dach. Porozmawiajcie o uczuciach, niech dziecko zobaczy, że dorosły nie jest zbudowany z cegieł. Ustalcie razem granice i zbudujcie coś nowego, na nowych fundamentach. Nie zamykajcie się na przeszłość dziecka. Jeśli chce o tym rozmawiać, zawsze poświęćcie mu czas. Jeśli nie chce rozmawiać, nie naciskajcie, ale powiedzcie otwarcie, że zawsze jesteście gotowi, gdyby tylko dziecko miało potrzebę przyjść. Nigdy nie daj dziecku odczuć, że oczekujesz wdzięczności za adopcję. Jeżeli słowa "to ja dałem ci dom, a ty tak się odpłacasz" kiedykolwiek wyjdą z twoich ust, porozmawiaj o tym z dzieckiem i przeproś go. Nie powinniśmy oczekiwać wdzięczności za swoją miłość. I przede wszystkim nie poddawajcie się. Wiem, że bezradność może sprawić, że człowiek zaczyna wątpić, ale pamiętajcie, że w tym nawet dorosłym człowieku tkwi zranione dziecko. Dziecko, któremu dorośli zafundowali dzieciństwo bez miłości, bez opieki, ale za to z alkoholem, przemocą i wykorzystywaniem. Dziecko, które po prostu z wieloma rzeczami nie jest w stanie sobie poradzić.

Pokochać obce dziecko. Pokochać dziecko. Pokochać drugiego człowieka. Bezwarunkowo. Bez oczekiwań. Tak po prostu.