Adopcja
-
Kochane siostrzyczki
Nigdy nie miałam siostry, ale gdzieś tam w głowie miałam zawsze jej wyobrażenie. To czego uczę moje córki, oparte jest na moim instynkcie, obserwacjach innych ludzi i zwykłej ludzkiej tęsknocie za bratnią duszą z którą łączyłyby mnie również więzy krwi. Wychowanie dwóch dziewczynek w podobnym wieku nie jest łatwe. Nie będę ukrywać, że niejednokrotnie gotuję się w środku powtarzając po raz setny jedną i tą samą rzecz, a one nakręcając się nawzajem bawią się w najlepsze. Kiedyś w przyszłości dziewczynki będą miały tylko siebie,muszą być dla siebie najważniejsze, muszą trzymać się razem i wiedzieć, że gdy wszystko zawiedzie, na siebie mogą zawsze liczyć. No, ale od początku 🙂 Kiedy urodziła…
-
Czy jesteś gotowy zostać rodzicem adopcyjnym?
Jedno z pierwszych pytań jakie nam zadano w ośrodku, było Dlaczego chcecie adoptować dziecko? Pytanie chciałoby się powiedzieć banalne, odpowiedź powinna więc być oczywista. Jak się okazuje jednak, są różne motywy decyzji o adopcji. 1. Dotychczasowe leczenie niepłodności nie przynosi efektów – chcę zostać rodzicem a nie mogę mieć swoich biologicznych dzieci. W pewnym momencie adopcja staje się alternatywną opcją. 2. Mam już dziecko biologiczne, ale pragnę mieć drugie, niekoniecznie rodząc je. 3. Jest mi bliski los porzuconych dzieci i czuję potrzebę pomocy choć jednemu z nich. Nie staram się o dzieci biologiczne. 4. Jestem w trakcie leczenia, ale chciałabym jednocześnie zabezpieczyć się na ewentualność niepowodzenia mając na uwadze długie, żmudne procedury…
-
Świat według dziecka, czyli jak wychować, żeby nie zwariować.
Nie mam może zbyt długiego stażu jako mama, ale zdążyłam się przekonać o tym, że świat według dziecka to niekoniecznie świat według rodzica. I mimo, iż jest we mnie bardzo dużo dziecka, ba, powiem więcej, będąc nauczycielką tak naprawdę nigdy nie opuściłam szkoły i jestem na bieżąco z większością rzeczy na każdym etapie rozwoju, to wciąż życie mnie zaskakuje. Skłamałabym mówiąc, że jestem przykładem osoby cierpliwej. Nie jestem. Choć przyznaję, że cała ta nasza walka o dziecko nauczyła mnie być pokornym i poniekąd cierpliwym z przymusu. Super mamą chyba też nie jestem, bo każdy dzień kosztuje mnie tak wiele pracy, że gdy wybija godzina 20 i dziewczynki kładą się spać,…
-
Ku pokrzepieniu oczekujących serc
Jak to jest, powiedzcie mi. Kiedy doświadczamy czegoś wspaniałego, czas biegnie jak oszalały, wskazówki pędzą niczym konie w galopie. Przeciwnie, jeśli na coś bardzo czekamy, czas tak się dłuży, że prawie się nie przesuwają. Najgorsze w staraniach o dziecko, czy to naturalnie, czy przy adopcji było dla nas właśnie czekanie. Jest takie angielskie powiedzenie, że kiedy patrzymy na garnek, woda nigdy się nie zagotuje, czyli krótko mówiąc tym co czekają czas się dłuży. I coś w tym jest. Patrząc na kalendarz, ciągle dzwoniąc do ośrodka, patrząc jak przemija kolejna pora roku, frustracja narasta. Na początku podchodziliśmy do pewnych rzeczy spokojnie, wymyślając niezliczone tłumaczenia dlaczego tak się dzieje a nie inaczej.…
-
Ależ proszę pani ja te dzieci adoptowałam! – czyli o tym jak nas widzą inni
Taki obrazek: przychodzę po dziewczyny do żłobka i zwykle najpierw dzwonię po jedną z nich, gdyż chcę żeby choć minutkę każda miała mnie na dla siebie. Najpierw przytulenie, potem całusek, ubieramy się i dopiero dzwonię po drugą. Powtarzam rytuał i każda jest zadowolona. Bywają jednak takie dni, że obie naraz chcą „na rączki”. Jak postawię jedną- ryczy druga. I co wtedy? No cóż, niczym Superman, czy też inny osiłek, biorę obydwie i przez chwilę przytulam. Długo nie wytrzymuję, więc za chwilę siadam i każda dostaje swoje kolano i przytulanie jest kontynuowane. Któregoś dnia, kiedy taki obrazek miał miejsce, jedna z pracownic żłobka skomentowała moje zachowanie mówiąc „No, jak się chciało…













