Adopcja
-
Jesteśmy rodzinką, czyli wiara, nadzieja i miłość.
Zostałam mamą w zasadzie z dnia na dzień. Oczywiście oczekiwaliśmy na dziecko już od dobrych kilku miesięcy, ale nie wiadomo było kiedy tak naprawdę powiększy się nasza rodzina. W domu wszystko było przygotowane. Zlikwidowaliśmy naszą sypialnię, przerobiliśmy ją na pokoik dziecięcy, ale tak naprawdę póki dziecko fizycznie się w nim nie znalazło, trudno po tylu latach walki wyobrazić sobie tę chwilę. Łóżeczko zostało zaanektowane przez większość z naszych pluszowych owiec, przymierzały się też do fotelika i huśtawki. Pojęcie „mama” i „tata” było wtedy tak abstrakcyjne, że nawet nie próbowałam sobie tego wyobrażać. Nigdy jednak nie przestawałam wierzyć, że nadejdzie ten moment, kiedy w naszym domu zamieszka jeszcze mały ktoś, choć…
-
Adopcja i moje 500+
Program 500+ budzi różne emocje. Celem dzisiejszego posta nie jest ani jego obrona, ani krytyka, jednakże chciałabym pokusić się o subiektywną jego ocenę. Adoptując dwoje dzieci stałam się szczęśliwą posiadaczką przepustki do comiesięcznej dodatkowej kwoty do naszych zarobków. Prawda jest taka, że nie brakuje mi na chleb (gdyby tak było, nie dostałabym przecież dzieci), lecz przekonałam się na własnej skórze, ile tak naprawdę kosztują dodatkowe dwie osoby w rodzinie. Gdybym tego 500+ nie dostała, z pewnością dałabym sobie radę, ale… No właśnie, jest jedno ALE. Skoro pracuję (dla siebie i dla państwa) to dlaczego nie miałabym dostawać od niego pomocy? Dla naszej rodziny, comiesięczny dodatek w postaci 500zł to choćby…
-
Nieudane adopcje
Dlaczego pragniecie adoptować dziecko? To jedno z pierwszych pytań jakie słyszą kandydaci na rozmowie wstępnej z pracownikiem ośrodka. Myślę, że większość z nas ma już przygotowaną odpowiedź, to pytanie nie jest dla nikogo absolutnym zaskoczeniem. Dziś wracam do rozmowy z panią z mojego ośrodka. Nie ukrywam, że pewne rzeczy, których się dowiedziałam zaskoczyły mnie. O choćby to, że kilkanaście lat temu nie było żadnych szkoleń na rodziców adopcyjnych, były tylko rozmowy z parą, które dotyczyły samej adopcji oraz problemów z jakimi mogą się spotkać przyszli rodzice. Mówiło się o jawności adopcji, choć wiemy, że to zagadnienie akurat wyglądało troszkę inaczej jeszcze dekadę czy dwie temu. Najbardziej zaszokowała mnie jednak informacja…
-
Co to znaczy udana adopcja?
Od czasu pierwszej adopcji, utrzymujemy kontakt z panią z ośrodka, która była opiekunem prawnym naszej córki. Jest to wspaniała kobieta, która od kilkunastu lat pracuje w swoim zawodzie i całe życie pomaga dzieciom, by znalazły swoje rodziny. Od czasu do czasu zdarza nam się rozmawiać i szczerze mówiąc chłonę wszystko to, co ma mi do przekazania. Każde jej doświadczenie jest dla mnie ważne, a informacje na wagę złota. Ostatnio opowiedziała mi o szkoleniu, w którym wzięli udział pracownicy różnych ośrodków w Polsce. Obejmowało ono mnóstwo godzin z zagadnienia psychologii, psychiatrii i nie tylko. W jego trakcie postawiono takie oto pytanie: Co to znaczy udana adopcja? Zanim przeczytacie dalej, spróbujcie wy…
-
Moja nie moja sprawa
O mojej koleżance Hance już wam kiedyś wspominałam w poście Cuda się zdarzają, czyli o tym jak życie płata figle. Jest to osoba, która jak nikt potrafi zaprezentować olewczy stosunek do ludzi nic nie znaczących w jej życiu. Kiedy we mnie gotuje się krew, ona tylko uśmiecha się pod nosem myśląc „o biedna ty kreaturo” – Moja Marysia jest wspaniała, czy ty wiesz, że ona już raczkuje? Ma przecież zaledwie 6 miesięcy! A jaka mądra! Już tyle rzeczy potrafi! A jak tam twój?, pyta Hankę koleżanka. – A mój jest normalny. Cisza. Wiecie co, nie wiem jak wy, ale ja zupełnie nie mam w zwyczaju zachwycać się nad „wspaniałością” moich dzieci, bo…












