Adopcja
-
O sprawie o przysposobienie
Kiedy już poznaliśmy nasze dziecko, najbardziej pragnęliśmy zabrać je już do domu. Niestety trzeba było poczekać. Sędzia, która prowadziła naszą sprawę, okazało się, nie przyznaje pieczy tymczasowej tylko od razu wyznacza termin sprawy o przysposobienie. Z jednej strony dobrze, bo cała procedura skraca się, źle, bo nie możemy według prawa zabrać dziecka do siebie. Dla tak małego dziecka, każdy dzień jest ważny. Czekając na wyrok sądu, maluszek nadal przebywa w placówce i nie ma przy sobie rodziców. I mimo dobrej opieki ze strony ośrodka preadopcyjnego, nic nie może mu zastąpić kochającej rodziny. Według wytycznych, na sprawę ubieramy się schludnie, ale nie za bardzo elegancko. Wchodzimy do właściwej sali i czekamy.…
-
O braku miłości rodziców biologicznych
Parę lat temu poznałam kolegę, nazwijmy go tutaj Adamem. W jednej ze szczerych rozmów na temat życia, powiedział mi, że nie wierzy w miłość. Zdziwiło mnie to, ponieważ Adam jest osobą bardzo ciepłą, spokojną, nie szukającą wrażeń w życiu a raczej ceniącą sobie wartości. ” Skoro ty wierzysz w miłość”, odpowiedział mi, „to powiedz co to jest, podaj mi definicję” Definicji podać nie umiałam, ale po części opisałam mu co ja czuję i życzyłam, aby on też kiedyś mógł doświadczyć czegoś podobnego. „A skąd będę wiedzieć, że to to?” „Będziesz wiedzieć”, odpowiedziałam i uśmiechnęłam się. Adam wychował się w rodzinie w której zabrakło miłości, nikt kochać go nie nauczył, być może…
-
O miłości do dziecka i depresji
Kiedy osoba niemogąca zajść w ciążę słyszy o depresji poporodowej to aż drży ze złości. Jak to możliwe, że ta wspaniała chwila w której rodzi się dziecko, okazuje się początkiem wewnętrznego cierpienia. Oczywiście nie mówię tu o niechcianej ciąży, ale o świadomym, planowanym powiększeniu rodziny. Co więc się dzieje w głowach tych mam? Co sprawia, że nie potrafią cieszyć się z narodzin swojego potomka? Czy może jest to swego rodzaju zderzenie z rzeczywistością, która nie rysuje się już tak kolorowo? Czy może strach przed porażką jako rodzic. Trudno jest mi ocenić, ale na pewno jest to uczucie, którego zupełnie nie byłam w stanie zrozumieć aż do czasu gdy sama miałam…
-
O czekaniu na TEN telefon
Po skończeniu kursu zamknęliśmy pewien etap starania się o adopcję dziecka. Jeszcze tylko parę formalności i jak dobrze pójdzie to dostaniemy kwalifikację i zostanie nam czekanie. No właśnie, czekanie. Ta część chyba będzie najgorsza, bo niewiele od nas zależy. Już nic się nie dzieje. Po jakimś czasie otrzymujemy telefon od ośrodka, żeby przyjechać omówić testy. Jest kwalifikacja! Wraz z nią informacja, żeby czekać cierpliwie. Zawsze byłam osobą niezbyt cierpliwą, często zdarzało mi się popełniać przez to błędy, nieprzemyślane, spontaniczne decyzje nie zawsze były dobre. Przeszłam przez różne stadia począwszy od szalonego biegania do łazienki i siusiania na test ciążowy a potem panicznego oczekiwania na dwie kreski do aż do świadomej…
-
O szkoleniach na rodziców adopcyjnych
SZKOLENIE w ramach przygotowania do adopcji jest obowiązkowe. Każdy, kto interesował się tym tematem wie, że trzeba przejść przez szereg wykładów, warsztatów, rozmów z psychologiem czy testów. I nikt się nie dziwi, przecież taka jest procedura, musimy być przygotowani na 150% do przyjęcia dziecka. Każdy ośrodek ma swoje zadania, cele i praktyki. To co więc napiszę tutaj, to oczywiście moje doświadczenia i odczucia. Rozmowy z psychologiem i pedagogiem okazały się normalnymi rozmowami o naszym życiu, związku, naszych upodobaniach, nadziejach, lękach. Tacy jesteśmy, bez owijania w bawełnę i zbędnego koloryzowania opowiedzieliśmy ( każde z osobna) o sobie i o współmałżonku. Trochę jak w tych programach, gdzie on i ona dostawali te…












